9 czerwca 2011

O tym, że kolekcjonuję momenty

1.
Ewulczita codziennie dobiera się do mojej torby i ze skupieniem w niej grzebie. Codziennie podejmuje wysiłek - stękając przy tym i czasem nawet udając, że płacze - wyciągnięcia z niej portfela. A kiedy w końcu go wyciągnie, otwiera zatrzask, patrzy się na mój dowód osobisty i wskazuje paluszkiem: - MA-MA - mówi i spogląda w moją stronę.




2.
Kiedy zbliża się 16.30 i wiadomo, że niebawem na horyzoncie pojawi się tata, biorę Ewkę na ręce i wychodzimy na galerię. Ona już wie, co się święci. Patrzy w znajomym kierunku. Wypatruje. Czasem uda jej się przy okazji pokazać mi pieska: - A-A!* - krzyczy. Czasem wypatrzy ptaszka: - CI-CI** - szepce. Ale to tylko przedsmak. Bo wciąż czekamy na gwóźdź programu. Idzie. Zza bloku wyłania się M. Ewa już go widzi, macha rączkami, macha nóżkami, po osiedlu niesie się: - TA-TA-TA-TA-TA! Czysta, niczym niezmącona, radość.

3.
Ewulczita wstaje przy łóżku. Mina zasępiona. Myśli. Przesuwa się to w lewo, to w prawo. Kombinuje. Odwraca się w moją stronę i puszcza łóżko. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć - niepewnie stawia kroczki. Chwieje się, prawie nie odrywa stóp od podłogi. Po piątym traci równowagę i z piskiem upada. Należą się brawa. Klaszczemy zatem, klaszczę ja, klaszcze ona. A M. wysyła sms, żeby Ewka czekała na niego z tym chodzeniem...

4.
Wieczorna butla mleka to zadanie dla M. Siada wygodnie z Ewuliną na kolanach i oglądają wspólnie wiadomości. Ewka pije nieśpiesznie. Ja zasiadam przed laptopem, w drugim końcu pokoju - przodem do nich. Pod koniec butli Ewa odrywa się od mleka, uśmiecha się szeroko i macha mi. A ja odpowiadam, wiadomo. Dobranoc, łobuzko!



* A-A! to inaczej HAU-HAU

** CI-CI to ĆWIR-ĆWIR, ale także skrócone KICI-KICI, jakże łatwo się pomylić... :)