15 grudnia 2011

Choinka, choinka, lalalalala la-la-la!

Konflikt tu mamy! Tragiczny, rzekłabym nawet! Mała dziewczynka o blond loczku (sztuk jeden do góra trzech) protestuje. Ściąga ozdoby z choinki! Ciągnie mocno, choinka trzeszczy, igły gubi, poddaje się sile małej rączki. Ciach! - nitka od dzwoneczka zerwana, bach! - misiu w mikołajowej czapce leży na podłodze, trzask! - słomkowa ozdoba zdeptana... 3:0 dla Ewki!


Szaro-bury kot w pręgi protestuje, nie tak spektakularnie jak dziewczynka, oj nie. Ot, siedzi naburmuszony obok choinki. Siedzi i pilnuje, by jednak coś wisiało na jej kłujących gałązkach! Bo jak wisi to można - pac, pac, pac! - łapką sobie poszturchać. I można nocą ciemną się zakraść i dzwoneczkiem dzwonić! Bo jak nie ozdoby choinkowe, to co? Znowu ma jeść czerwoną wstążeczkę z ewkowego prezentu? Jak ostatniej nocy? Już ta wstążeczka wymięta, już napis Ewulec jakby rozmazany, nuda, panie, nuda... Także te ozdoby na choince to koniecznie, koniecznie!



 A taki mały święty Mikołaj na przykład. To w wersji Ewki powinien jeść choinkę. Przyniosła go do gałęzi, głowę mu do igły przytuliła: - Mniam, mniam! - woła. I nie że ona głodna, nie! Ona dziś siedem brukselek, trzy ziemniaki, dwa jajka! I nie to, że jej liczę! :) A to zaledwie obiad był! :)
A Tramal? Tramal to by tym Mikołajem tak... Kulu-kulu-kulu... Po całym pokoju. Już on by wykulał tego Mikołaja!
 

 Tuż przed drzemką Ewka zdecydowała, że zgadza się na małego Mikołaja i żabkę. Basta! :) Tramal ugryzł ją w rękę (pewnie dlatego, że bardzo chciała pokazać palcem, gdzie kotek ma oko ;)) i obrażony poszedł gryźć wymiętoloną wstążeczkę.


A ja?
Ubrałam choinkę.
A gdy Ewka wstała, to już nie pamiętała, że wolała drzewko w wersji sauté :) I chyba jej się podoba :)