16 lutego 2012

Ewa czyta o zimie... (O zimie, Zakamarki; Zimowe popołudnie, Czerwony konik)


 - Hu, hu, HAA! - wrzeszczy Ewka i patrzy wyczekująco.
- Nasza... - podpowiadam.
- (Z)ima! - wykrzykuje Ewka.
- Zła - kończę.
- Hu, hu, HAA! - ponownie wrzeszczy Ewka, szczerząc zębiska, choć bardziej przerwy między nimi ;)

 
 

A jak zima, to i zimowa literatura. Dla dzieci, rzecz jasna! Wczoraj spadło śniegu całe mnóstwo, niestety niemal natychmiast  śnieg zamienił się w brunatną breję, a na dodatek mało przyjemnie hulał wicher. Zarządziłam zatem domowe czytanie... O zimie mamy: Zimowe popołudnie, tekst: Jorge Lujan, ilustracje: Mandana Sadat (Wydawnictwo Czerwony Konik) oraz polecaną przez Was książkę O zimie, tekst: Görel Kristina Näslund, ilustracje: Kristina Digman (Wydawnictwo Zakamarki). Obie książki Ewulczita polubiła! :)

 
W Zimowym popołudniu mała dziewczynka czeka na swoją mamę. Patrzy przez okno i rysuje palcem na zamarzniętej szybie. Aż mama w końcu nadchodzi! Zbliża się i nastaje czas radości, czas na przytulanie :)
Tekstu jest niewiele (za to w języku polskim i angielskim), ale ilustracje są duże! :) I takie... odrobinę wytrawne ;) Spodobały mi się od pierwszego wejrzenia, ale miałam obawy, czy Ewka także je polubi. Precz z obawami! :) Ewa je lubi i kiedy, na obrazku, daleko na drodze widać mamę Ewa szepce: - Mamaaaaa (a ja się roztapiam ;)). 
W naszym życiu codziennym wygląda to trochę inaczej. Ewka wyczekuje na powrót taty :) Przed 17.00 stawiam ją na parapecie i czekamy... Ewa z daleka poznaje sylwetkę taty i piszczy z radości :) (chyba że jest zajęta podkradaniem chrupek z kociej miski, ups...)

 
O zimie trafiło do naszego domu w samą porę! Zima 2010/2011 była spektakularna i śnieżna, ale Ewka jeszcze wtedy nie uczestniczyła w niej tak... czynnie. I niewiele raczej rozumiała w temacie zmiany krajobrazu na całkowicie biały. Co innego zimowy sezon 2011/2012! Ewka ma śniegowce, spodnie na szelkach odporne na wiatr i wilgoć i ciepłą kurtkę. I mnóstwo energii! I pełne kieszenie ciekawości! Po spacerze, z którego wracamy z zaczerwienionymi policzkami, siadamy na kanapie i czytamy o zimie. Że śnieg, sanki i narty, że anioły* na śniegu i że niektóre ptaki odlatują. Że bałwany, że płatki śniegu i że śnieżyce! Później dochodzimy do fragmentu, że zimą robi się ciemno na długo, zanim trzeba iść spać. I Ewka mówi: - Spać! I zamyka książkę! :D I muszę się nagimnastykować, żeby zechciała czytać dalej! Ale gimnastykuję się, bo bardzo lubię ilustrację z zamarzniętym jeziorem :)  I lubię fragment:

Chodzi lisek koło drogi,
marzną mu na mrozie nogi,
Upitrasi sople w sosie
i zaprosi na nie prosie

:)


Zapomniałabym! W zimowej tematyce mamy jeszcze znalezioną pod choinką książkę Weihnachten im Winterwald (ilustracje: Thea Roß, Coppenrath Verlag), na początku Ewka średnio się nią interesowała, ale teraz... długie chwile przygląda się zwierzakom ukrytym na jej kartach :)


To co? Poczytamy chwilę i wyruszamy na spacer :) Poleżeć w śniegu, polizać rękawiczki i zrobić małego bałwanka :))

 * ja jakoś wolę, jak mówi się, że robimy orły na śniegu :))