23 września 2012

A co tam Olga podczytuje?


- Co to właściwie za sok? - zapytał Echo. - Moja pańcia nigdy takiego nie piła. Dlaczego jest czasem jasny, a czasem ciemny? Jak coś może być tym samym, jeśli tak bardzo się od siebie różni?
- Wino - powiedział uroczyście Eisspin - jest płynnym słońcem do picia. Wino jest najpiękniejszym dniem twojej młodości, zamkniętym w jednej butelce. Wino może być muzyką w kieliszkach. Ale czasem wino jest tylko kwaśnym octem w zatęchłej dętce. Jesiennym deszczowym wieczorem w brudnym kubku. Zakorkowanym konduktem żałobnym na poparzonym języku.
Wino może być najwyraźniej wieloma rzeczami - pomyślał Echo.[...]

- I jak? Już lepiej smakuje? - zapytał Eisspin.
- Szmakuje przepysznie! - powiedział Echo. Szmakuje? Czy powiedział właśnie szmakuje?
Eisspin wychylił swój trunek jednym haustem i od razu napełnił nowy kieliszek winem z kolejnej butelki. Znów włożył do niego nos, wciągając jego aromat. Jednakże szybko odsunął naczynie, wykrzywiając się z obrzydzeniem.
- A może pachnie toczoną kornikami strugnicą? Albo ścierką do butów marynowaną w maślance? Skarpetką chorego na grzybicę żołnierza piechoty bagiennej? Albo potem spod pach martwego leminga, jak ta tutaj pomyłka? Niszczy aromaty wtórne. Świadczy o kiepskiej fermentacji. Precz z tym! - I przeraźnik wylał wino na podłogę.
Leżałam na hamaku i rechotałam przy książce, którą zachowałam specjalnie na ten leniwy urlopowy czas. Nad morze pojechał ze mną Kot alchemika (tekst i ilustracje: Walter Moers, przekład: Katarzyna Bena, Wydawnictwo Dolnośląskie), z którego pochodzi powyższy fragment. I tak sobie myślę, że obojętnie jaki zestaw zdań bym Wam tu przytoczyła, nie będzie wystarczająco zachęcający. Tego typu literaturę po prostu trzeba lubić.


Bo dla kogo pisze ten Moers? Dla kogo?! Dla dzieci bywa zbyt strasznie, bo stwory przeróżne (multum!) zabijające w bardzo wymyślny sposób. I te mroczne opisy powodujące, że siedzę i gryzę paluchy, ale przestać czytać nie umiem. I fabuła wcale nie prościutka, obijać się przy czytaniu nie można, oj nie można (nie to, co przy Sienkiewiczu ;)). I ten świat niesamowity, łączące się wątki, nawiązania do literatury pięknej - trzeba być czujnym, kojarzyć, myśleć, a i tak w pewnym momencie jest taki zwrot akcji, że wstrzymuje się oddech. I jeszcze -  nie wszystkie żarty do wyłapania dla młodszych. I w końcu - ta objętość szalona! Toż to cegły prawdziwe! Gdyby do domu wdarł się intruz, zaczaiłabym się za rogiem z Miastem Śniących Książek Waltera Moersa w garści ;)
No dla kogo pisze ten Moers? Dla kogo?! No, kurde bele, dla mnie. Po prostu dla mnie :) Ale jeśli lubisz absolutnie przepyszną fantastykę, humor, soczyste opisy i na dodatek masz ochotę poznać Camonię, świat który stworzył Moers, no to weź się nie opieraj i czytaj. Po prostu :)

Nie że się chwalę, ale w mojej biblioteczce jest i Kot alchemika, i Rumo i cuda w ciemnościach, i 13 1/2 życia kapitana Niebieskiego Misia i Miasto Śniących Książek. Wszystko Moersa. I tak jak niektórych książek z czasem się pozbywam, tak te zamierzam czule tulić i nigdzie ich nie oddawać... ;)

Dla chętnych - Olgugla, czyli zamiast wyszukiwarki ;)
Grupa Publicat - Wydawnictwo Dolnośląskie KLIK, Wikipedia o Moersie KLIK

PS I jeszcze przyznam, że nigdy nie czytałam Moersa w oryginale - w języku niemieckim. Zatem może nie mam prawa tego oceniać, ale... mam wrażenie, graniczące z pewnością, że Katarzyna Bena, która odpowiedzialna jest za przekład, odwaliła tu naprawdę kawał dobrej roboty. Jak mawia młodzież - szacun ;)