12 kwietnia 2014

Akcja - wyprawka (farby)

Zanim Ewka pojawiła się na świecie, zaczynało się zawsze tak samo. Miałam zryw. Że coś chcę pomalować, przygotować własnoręcznie jakąś kartkę, opakowanie, cokolwiek, byle było związane z pędzlem, wodą i farbami. Kupowałam wtedy tradycyjne plakatówki, takie w słoiczkach. Często już tuż po przyjściu do domu okazywało się, że farbki przypominają raczej popękaną ziemię w okolicach Sahary, a każda próba ich reanimacji przynosi więcej frustracji niż zabawy. W najlepszym wypadku farby były w dobrej formie, ja używałam ich raz, zapominałam o nich, a kiedy już mnie oświeciło, że gdzieś mam plakatówki... Mogłam je kruszyć nożem i bawić się w sypanie mandali ;)




Farby plakatowe w dużych butelkach pierwszy raz zobaczyłam, kiedy Ewa zaczęła chodzić do klubiku malucha. Porcjowane na talerzykach-paletach, dozowane według danego zadania plastycznego, mieszane w razie potrzeby na konkretny odcień. Zmywalne, z bardzo dobrą konsystencją. Bingo!



Na pierwszy ogień poszły włoskie farby Primo (archiwalny wpis KLIK). Miałam kolory podstawowe, każda butelka po 300 ml. I taki zapas wystarczył mi na 1,5 roku - przy czym malujemy naprawdę na bogato, nierzadko w towarzystwie zaprzyjaźnionych dzieci. Nie mam tym farbom nic do zarzucenia. Pigmentacja super, konsystencja idealna, wydajność kosmiczna. Ale kiedy wycisnęłam ostatnie krople z buteleczki pomyślałam, że teraz chcę sprawdzić coś, co produkowane jest w Polsce. Farby, które na dodatek okazały się sporo tańsze :) Nową podstawą naszej wyprawki plastycznej okazały się butelkowane farby o pojemności 500 ml, które produkuje firma Otocki KLIK. Jesteśmy po kilku malowaniach i wiemy na pewno, że kolory mieszają się bardzo dobrze, farby zmywają się z łatwością ze skóry i wszelkich powierzchni, a na dodatek - spierają się bez odplamiacza i bez namaczania z ubrań. No z naszej dżinsowej sukienki zielony zaciek się sprał :)



A jeśli o wyprawce mowa - jako bazę polecam: 
  1. butelkowaną farbę żółtą, czerwoną, niebieską, białą i czarną,
  2. ceratę przyciętą do wielkości stołu czy biurka, przy którym pracuje dziecko,
  3. pędzle, kilka sztuk z różnymi końcówkami, najlepiej z naturalnego włosia, 
  4. papier - na początku jakikolwiek :) szary, w rolce (IKEA), gazety, kartki z drukarki.

I koniec. Taka baza daje naprawdę wiele możliwości! Opcjonalnie fajnie mieć fartuszek do malowania (ale może być jakakolwiek niewyjściowa bluzka), paletę (choć my swojej dorobiliśmy się niedawno, do tej pory zawsze używaliśmy talerza), papierową taśmę do przymocowania kartki do ceraty czy podłogi (obojętnie jaką, choćby taką używaną podczas remontu), można też mieć lepszy papier (ja celuję w promocje związane z Canson), więcej farb, gotowych kolorów (zachwyciła nas srebrna farba Otocki, Ewka też doczekała się flaszki z farbą różową ;)) i książkę Kolory, o której było we wcześniejszym wpisie ;)

  


Koszty. Przy bazie rachunki wyglądają mniej więcej tak - jedna butla 500 ml Otocki jest do ustrzelenia na serwisie aukcyjnym od 7,99. Cerata wielkości obrusu to koszt nie większy niż 13 zł (tym, którzy strzelają masę zdjęć polecam te bardziej matowe wersje cerat). Naturalne pędzle, zestaw trzech sztuk, można kupić za 3,5 zł. Za całość - niewiele ponad 50 zł. Dużo? Na ponad rok plastycznych zabaw? Że nie wspomnę o tym, że farby można kupić na pół z zaprzyjaźnioną mamą i poszaleć z dodatkowymi kolorami. No taki czarny to naprawdę można z kimś kupić, nam schodzi bardzo słabo (i pomyśleć, że całkiem niedawno nadużywała czarnego za każdym razem malując... kupę słonia ;)).





Do wyprawki idealnej trzeba jeszcze gdzieś znaleźć w sobie cierpliwość (żeby nie malować za dziecko, na przykład ;)), odwagę (żeby nie umiem, nie wiem nie stało się naszą wymówką), dodatkowy power po całym ciężkim dniu lub tygodniu i tak dalej... Warto zawsze mieć w zapasie rolki po papierze czy ręcznikach papierowych, wytłaczanki, pocięty karton. A w przeglądarce, w zakładkach - Pinterest (tu moje konto KLIK) :) Większość inspiracji czerpię stamtąd, uwielbiam! Tyle tymczasem, ale uczciwie ostrzegam - tematu zabaw plastycznych nie wyczerpałam. Wrócę do niego! :) Bawcie się dobrze!




PS Ewa, podobnie jak ja, uwielbia plastyczne wyzwania. Często pyta, kiedy znowu będziemy robić zadanie plastyczne :) Bo codzienne używanie kredek nie zalicza się do zadań... A Wy? Jakie szaleństwa twórcze preferujecie? Co sprawia Waszym dzieciom najwięcej radości? :) Jaki jest Wasz plastyczny must have?