Abdet (Albert)



O Albercie* pierwszy raz pisałam pięć lat temu. Potem trzy lata temu. I wracam do tematu. Bo Was przybyło, a u mnie - nic się nie zmieniło... Moje uczucia do tego chłopca i jego taty wciąż takie same. Ewa sięga raczej po poważniejszą lekturę, ale Wojtek... Nie ma dnia, żeby nie biegł do mnie z jedną z książek, wołając: - Abdet! Abdet! I wcale nie musimy zaczynać czytać, wystarczy, że poogląda i opowie po swojemu. Jeśli jednak zaczniemy lekturę... Musimy przeczytać wszystkie. Po kolei. Ciągiem. Wszystkie osiem książek. Nie ma, że chrypa, nie ma, że pić się chce. Czytasz albo w łeb dostajesz (a okładka twarda). Czasami odpuści najdłuższą - Hokus-pokus, Albercie, ale wtedy muszę włączyć film. Ten film to u nas też na okrągło... Dążę do tego, że warto. Poznać Alberta, sprawdzić, czy się go polubi i nie zakładać, że to chłopacka lektura.
* Wszystkie książki o Albercie w Polsce wydały Zakamarki (w ich sklepie on-line są też maskotki i gra/puzzle).











PS Zajączek sprezentuje Wojtkowi kolejne dwie części. Stracę głos, niechybnie stracę głos...

Popularne posty