29 listopada 2010

O tym, że czasem wystarczy coś wysypać...

Cu rusz słyszałam (tu i ówdzie), że szarlotka sypana jest rewelacyjna. A to w telewizji ktoś zachwalał, a to na blogach kulinarnych poszła fala na szarlotki sypane. Przeczytałam przepis. N I E M O Ż L I W E, że z tych warstw suchych składników, przykrytych startym jabłkiem i posypanych margaryną (tak, właśnie posypanych) wyjdzie coś jadalnego. PHI.


Może i to ciasto nie należy do zbyt fotogenicznych. Może i nie jest śliczne. Jest za to proste i pyszne :) I w wersji na ciepło i na drugi dzień. Na trzeci to nie wiem :) (to chyba dobra rekomendacja?)



Po przepis zapraszam na blog I'm ready for cooking!

I jeszcze notatki perfekcyjnej pani domu:
- chcesz mieć niepowtarzalną dekorację na tej szarlotce? na tarce zetrzyj margarynę z odrobiną złotego papierka :] mało jadalne, ale efektowne;
- chcesz mieć w domu cudowny waniliowy aromat? wsadź łyżeczkę kaszki waniliowej do buzi niemowlaka, przy odrobinie szczęścia ten akurat kichnie. aromat jest cudny, efekty wizualne trochę słabsze :D