11 kwietnia 2017

3 Basia i przyjaciele. Titi / Basia i biblioteka

Dwie książki. Te same autorki, bohaterka, wydawnictwo, ten sam format, twarde okładki, pewnie znaków mniej więcej tyle samo, bo objętość podobna... Tylko ta waga. Jedna lektura lekka, radosna, po śniadaniu, przed obiadem, przed zaśnięciem - nie ma złej pory na jej lekturę. Druga - ciężka, z całą paletą barw, także tych bardzo ciemnych. Najpierw czytałam sama, czytałam i płakałam. Potem sięgnęła po nią Ewa i było jej ciężko, była smutna i zaskoczona. To chyba najtrudniejsza część z serii o przygodach Basi.







Basia i przyjaciele. Titi (tekst: Zofia Satnecka, ilustracje: Marianna Oklejak, Wydawnictwo Egmont) to opowieść o jednym popołudniu i poranku kolejnego dnia. Głównym bohaterem jest kolega Basi - Titi, który przeprowadził się do Polski z Haiti, gdzie stracił bliskich podczas trzęsienia ziemi. W Polsce znalazł nowy dom i przyjaciół, spotkały go dobre rzeczy, choć nie brakowało trudnych momentów. Tak jak tego popołudnia, kiedy szedł z rodzicami na plac zabaw i przypadkiem wpadł na starszego pana, z którego wysypał się potok słów: "czarnuch", "nierób", "brudas", "muslim", "uchodźca"... Titi nie wszystko zrozumiał, ale czuł, jakiego koloru są te słowa. I mimo obecności kochających rodziców, mimo ich uspokajających słów - nie mógł przestać myśleć o tym zdarzeniu.
- Czarnuch - powiedział Titi z trudem. Brudas. Muslim. - Podniósł głos i tym razem wykrzyczał to z siebie najgłośniej jak umiał: - Czarnuch! Brudas! Muslim! - Słowa wypadały z jego ust jak pozbawione barwy kamienie. Spadały na ziemię i toczyły się po niej głucho.
Anielka potrząsnęła głową, jakby chciała odgonić natrętną muchę. Podeszła do Titiego, nucąc cicho pod nosem, i po prostu go przytuliła. (...) Wszyscy otoczyli Titiego i objęli go mocno ciepłym kokonem z ramion.
Basia i przyjaciele. Titi zostawiają nas z wieloma tematami do rozmów - o inności, tolerancji, strachu, o tym, jak mogą boleć słowa... Niełatwa to lektura, ale ważna.






W Basi i bibliotece towarzyszymy głównej bohaterce (i jej grupie przedszkolnej) podczas wycieczki do biblioteki, gdzie odbywają się warsztaty artystyczne i spotkanie z Różą Marcinek, autorką książki o Czwartej Śwince. Jest więc trochę o bibliotece i zasadach, jakie w niej obowiązują, ale i o wyobraźni, o wyrażaniu siebie w twórczości, o odwadze, o opowiadaniu i słuchaniu, o tym, że każdy może zostać twórcą i że każdy autor jest ważny. Ładna ta część, bardzo nam się podobała, pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że bardzo lubimy naszą osiedlową bibliotekę, panie w niej pracujące, księgozbiór i wszelkie wydarzenia dla dzieci :)

3 komentarze:

  1. UWIELBIAMY BASIE!
    Przeczytalismy Titiego... przyznam, ze lektura trudna dla niespelna 6-latka...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne. Uczmy dzieci od małego, jak się mają zwracać do innych dzieci. Wszystkie obraźliwe teksty na dzień dobry. Swoją drogą to nie zawsze tak wygląda. Czasem zupełnie na odwrót - to znaczy że Hania i Wojtuś obrywają od Mustafy. Zwłaszcza Hania, bo jej nikt nie obrzezał i nosi odsłonięte włosy. Więc ją można do woli molestować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, ze nie zawsze. I nie można do woli nikogo molestować, to straszne, że dzieci doświadczają przemocy - słownej, fizycznej, jakiejkolwiek.
      Może jestem w będzie i przyszłość mi bańkę moich wyobrażeń przebije, ale po wspólnej lekturze wydaje mi się, że Ewa nie wpadnie na pomysł, by przezywać tak inne dziecko...

      Usuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)