12 kwietnia 2017

2 Orkiestra krowy Zosi / Co słychać?

Mam w domu prawie siedmiolatkę, która z większym lub mniejszym zapałem zasiada do pianina i ćwiczy. Która opowiada mi o nutach, taktowaniu i pauzach. Która ma - już teraz - większą wiedzę muzyczną ode mnie. Tym bardziej, tym chętniej, tym bardziej uważnie - szukam książek, w których pojawia się muzyka. Tych, przy których można po prostu się zrelaksować lub pozycji, które nieco edukują... przede wszystkim mnie ;)









Orkiestra krowy Zosi (tekst i ilustracje: Geoffroy Pennart, tłumaczenie: Michał Radziwiłł, Wydawnictwo Muchomor KLIK). Zosia - krowa, która mieszka na wsi - jest bardzo muzykalna i często chętnie występuje dla swojej rodziny. Kiedy dowiaduje się, że w mieście organizowany jest konkurs muzyczny - postanawia wyjechać, by spróbować dostać się do jakiejś orkiestry i wziąć udział w konkursie. W mieście kupuje gazetę i wyrusza na - znalezione w dziale ogłoszeń - kolejne przesłuchania. Wielka Orkiestra Wyszczerzonych Zębów, Trawożerni Melomani, Królewska Harmonia Przeżuwaczy, Klub Muzyczny Zwierząt Rogatych, Bycza Orkiestra Symfoniczna, Muzykalne Kopytka... Wszystkie te orkiestry okazują się nie dla Zosi. Krowa nie spełnia ich, w ogóle nie związanych z muzyką, wymagań. Kiedy zniechęcona jest bliska powrotu do domu - poznaje Dominika, kelnera z Kawiarni Dworcowej, który również kiedyś jako muzyk został wielokrotnie odrzucony: "a to nie miałem dość długiej sierści, a to dość krótkiej; miałem zbyt obwisłe uszy albo zbyt spiczasty pysk; a to brakowało mi wzrostu, a to kolor był nie taki, a to pochodzenie...". Zosia i Dominik wpadają na pomysł - chcą założyć własny zespół, zatrudniający tylko dobrych muzyków. I tak właśnie robią, i biorą udział w konkursie jako Przyjaciele Muzyki.
Niewiele tekstu, duże litery i taki sam format książki. Twarda oprawa i spore ilustracje, na których czasami naprawdę dużo się dzieje. I jeszcze Zosia, która jest odważna i zdeterminowana, dla której ważna jest po prostu muzyka; która przeżywa całą masę emocji związanych z kolejnymi przesłuchaniami zakończonymi porażką, ale dzięki nim podejmuje decyzję, która uszczęśliwia nie tylko ją, ale i pozostałych członków zespołu Przyjaciele Muzyki i ich słuchaczy. Takie to krótkie przesłanie - jeśli masz talent, nie próbuj się na siłę wpasować gdzieś, gdzie nikomu na tobie nie zależy. You go girl! Bądź jak Zosia!








Co słychać? (tekst: Anna Czerwińska-Rydel, ilustracje, grafiki, projekt: Monika Hanulak, Małgorzata Gurowska, Wydawnictwo Wytwórnia KLIK). Pięcioosobowa rodzina Allegrich i ich codzienność - spożywanie na obiad makaronu, rozmowy, wieczorne rytuały - jako okazja do przybliżenia nam muzycznych pojęć związanych z tempem, dynamiką i artykulacją. Raczej do wielokrotnego wracania do lektury, niż do jednej lekcji naszpikowanej terminami. Lento, moderato, allegro, accelerando, rallentando - aż kręci się w głowie. Ale nie zrozumcie mnie źle, to nie jest niestrawna porcja wiedzy, to po prostu posiłek składający się z przystawki, kilku dań i deseru. Nie spieszmy się, czytajmy bardziej lento. Nasz egzemplarz jest z biblioteki, ale Ewa chce mieć książkę na swojej półce. I w ogóle się jej nie dziwię. Muszę zapisać na listę potrzeb i przy okazji nadrobić lekturę pozostałych tytułów z tej serii - Wszystko gra i Co tu jest grane?   
Czytaj więcej »

11 kwietnia 2017

3 Basia i przyjaciele. Titi / Basia i biblioteka

Dwie książki. Te same autorki, bohaterka, wydawnictwo, ten sam format, twarde okładki, pewnie znaków mniej więcej tyle samo, bo objętość podobna... Tylko ta waga. Jedna lektura lekka, radosna, po śniadaniu, przed obiadem, przed zaśnięciem - nie ma złej pory na jej lekturę. Druga - ciężka, z całą paletą barw, także tych bardzo ciemnych. Najpierw czytałam sama, czytałam i płakałam. Potem sięgnęła po nią Ewa i było jej ciężko, była smutna i zaskoczona. To chyba najtrudniejsza część z serii o przygodach Basi.







Basia i przyjaciele. Titi (tekst: Zofia Satnecka, ilustracje: Marianna Oklejak, Wydawnictwo Egmont) to opowieść o jednym popołudniu i poranku kolejnego dnia. Głównym bohaterem jest kolega Basi - Titi, który przeprowadził się do Polski z Haiti, gdzie stracił bliskich podczas trzęsienia ziemi. W Polsce znalazł nowy dom i przyjaciół, spotkały go dobre rzeczy, choć nie brakowało trudnych momentów. Tak jak tego popołudnia, kiedy szedł z rodzicami na plac zabaw i przypadkiem wpadł na starszego pana, z którego wysypał się potok słów: "czarnuch", "nierób", "brudas", "muslim", "uchodźca"... Titi nie wszystko zrozumiał, ale czuł, jakiego koloru są te słowa. I mimo obecności kochających rodziców, mimo ich uspokajających słów - nie mógł przestać myśleć o tym zdarzeniu.
- Czarnuch - powiedział Titi z trudem. Brudas. Muslim. - Podniósł głos i tym razem wykrzyczał to z siebie najgłośniej jak umiał: - Czarnuch! Brudas! Muslim! - Słowa wypadały z jego ust jak pozbawione barwy kamienie. Spadały na ziemię i toczyły się po niej głucho.
Anielka potrząsnęła głową, jakby chciała odgonić natrętną muchę. Podeszła do Titiego, nucąc cicho pod nosem, i po prostu go przytuliła. (...) Wszyscy otoczyli Titiego i objęli go mocno ciepłym kokonem z ramion.
Basia i przyjaciele. Titi zostawiają nas z wieloma tematami do rozmów - o inności, tolerancji, strachu, o tym, jak mogą boleć słowa... Niełatwa to lektura, ale ważna.






W Basi i bibliotece towarzyszymy głównej bohaterce (i jej grupie przedszkolnej) podczas wycieczki do biblioteki, gdzie odbywają się warsztaty artystyczne i spotkanie z Różą Marcinek, autorką książki o Czwartej Śwince. Jest więc trochę o bibliotece i zasadach, jakie w niej obowiązują, ale i o wyobraźni, o wyrażaniu siebie w twórczości, o odwadze, o opowiadaniu i słuchaniu, o tym, że każdy może zostać twórcą i że każdy autor jest ważny. Ładna ta część, bardzo nam się podobała, pewnie nie bez znaczenia jest fakt, że bardzo lubimy naszą osiedlową bibliotekę, panie w niej pracujące, księgozbiór i wszelkie wydarzenia dla dzieci :)
Czytaj więcej »

10 kwietnia 2017

1 Świerszczyk 7/2017




Tym razem zdążyłam! Daję znać, że od kilku dni w sprzedaży nowy numer magazynu "Świerszczyk". Jest bardzo świąteczny! Jest Dyngus w Krasnoludkowie, są zające i całe mnóstwo pisanek. Lekcja rysunku dotyczy owieczki, w ramach Kolorowych Zabaw możemy zrobić tekturową pisankę, Kotek Mamrotek, z małą pomocą profesora Jajo, uczy się o pisankach (szalona historia! :)), a w krzyżówce palma, bazie i mazurki. Jeśli - podobnie jak u nas - wielkanocny zajączek przynosi Waszym dzieciom jakąś słodkość i drobiazg - ten numer "Świerszczyka" będzie w sam raz :) Kolejny numer już 15 kwietnia! I zapomniałabym! Ruszył fanpage Czytanie lubi dzieci! Zapraszam do polubienia :)



Zdążyłam też z moją małą świąteczną tradycją i skończyłam pracę nad świątecznymi wytłaczankami. W tym roku takie, w 2013 było TAK, w 2014 TAK, 2015, 2016... Lubię!




PS Tak, kleju za dużo, papier się pomarszczył a nożyczki piękne, ale niewygodne ;)
Czytaj więcej »

7 kwietnia 2017

1 Słońcem na papierze


- Jaki to piękny i uroczysty zwyczaj łamania się z kimś dobrym słowem - zanotował wieczorem pisarz w swoim zeszycie. - List przyjazny, radośnie zdyszany, pomazany ślicznym uśmiechem, witany jest w pisarskim zaciszu jak ptak, co na wiosnę z dala przylata. List od czytelnika czyta pisarz skwapliwie. Jest wtedy naprawdę szczęśliwy i dumny, że ktoś jego książkę szczęśliwie przytulił do piersi. Za tę miłość - w następnej książce zapłaci. Najczęściej piszą do mnie dzieci. Wiem o wszystkim, co się dzieje w ich zaczarowanym, młodym świecie, bo przede mną nie ma tajemnic. Ja jestem swój. Ananas z tego samego ogrodu...
Po lekturze czuję, jakby podzielono się ze mną dobrym słowem podwójnie. Jak również dobrym projektem i takimi samymi ilustracjami. Wielka przyjemność. Czuję się obdarowana, poruszona i wzruszona. Oczywiście, że płakałam! Chcę natychmiast wrócić do książek Kornela Makuszyńskiego. Tych, które czytałam i innych - które pamiętam z półki mojego taty, ale nigdy nie było dobrego czasu na spotkanie z ich zawartością.




Słońcem na papierze. Niezwykłe losy Kornela Makuszyńskiego to opowieść o życiu słynnego pisarza napisana przez Annę Czerwińską-Rydel, zilustrowana przez Dorotę Wojciechowską i zaprojektowana oraz wydana przez Martę Woszczak. Kluczem do jej czytania są... kolory. Słoneczne myśli Makuszyńskiego, wiersze i cytaty z jego twórczości, cytaty z gazet i listy, akcja powieści - kolory splatają się w bardzo barwną, ciepłą, słoneczną opowieść o życiu pisarza, brata sześciu sióstr, syna, który zbyt wcześnie stracił ojca, "głowę tępą w matematyce, fizyce, logice, chemii...", wielbiciela teatru i bułek z kiełbasą otrzymywanych za pisanie innym wypracowań, człowieka o wielkim sercu.




Lekturę zaczynamy z panią Agnieszką Karpiel, kustosz Muzeum Kornela Makuszyńskiego w Zakopanem, która przed wyjściem do domu, przez nieuwagę, nie zamyka szafy z najważniejszymi dokumentami dotyczącymi słynnego pisarza. Zapomina również o oknie. Pod jej nieobecność w pokoju szaleje halny, a z szafy, z sekretnego schowka, wypada teczka z plikiem pożółkłych kartek... Pani Agnieszka zaczyna czytać, a my jej towarzyszymy w lekturze tej niezwykłej historii, która zaczyna się od tego dnia w środku zimy, kiedy zaświeci słońce i państwu Makuszyńskim urodzi się pierwszy - po sześciu córkach - syn, aż do  momentu, kiedy pewien chłopiec przyniesie do domu umierającego pisarza białą różę.



Czyta się świetnie, a lekturze towarzyszy uśmiech i wzruszenie. Młodszy odbiorca, gwarantuję, odnajdzie w książce wiele fragmentów, które bardzo go rozbawią i zachęcą po sięgnięcie do dzieł Kornela Makuszyńskiego. Starszy doceni barwną przeplatankę narracji, cytatów, odniesień, a znając realia historyczne, wiele razy się wzruszy. Na dodatek książka Słońcem na papierze jest pięknie zilustrowana, zaprojektowana, złożona, wydana... Czyż to nie jest przepis na idealną powieść biograficzną dla młodszych i tych trochę starszych dzieci?


PS Taka ciekawostka - Słońcem na papierze to wydanie drugie i pierwsze równocześnie. Drugie, bo historia ta ukazała się już drukiem w 2014 roku, pierwsze - bo teraz to jakby inna książka, w nowej szacie graficznej, z trochę innym tytułem (wygooglałam, podejrzałam, cieszę się, że ta opowieść o Kornelu Makuszyńskim doczekała się drugiej premiery, bo mogłabym w ogóle jej nie poznać...).
PS #2 Ta Awantura o Basię została wydana w 1957 roku i na jednej z pierwszych stron ma dedykację "Rysiowi w nagrodę za udział w VI-tym Konkursie Czytelniczym". Wtedy dziesięcioletni Rysiu, dziś - dziadek Rysiu. Taka to książka. Znowu czeka na przeczytanie...
Czytaj więcej »

5 kwietnia 2017

7 Mamy czas #1


Z tym tytułem to trochę zaklinam rzeczywistość, zarówno przy stwierdzeniu, że mam czas, jak i przy tym, że to mamy (tylko) czas. Tak jak i w przypadku jedynki, która sygnalizuje cykliczność. Czy mam czas na mamy czas - pokaże (niespodzianka!) czas. Ale do rzeczy. Mamy czas to cykl wpisów o książkach, które sprowadzam do domu z myślą o sobie. W tym roku jakby więcej - sprowadzam i czytam. Wracam z długiego wygnania, podczas którego czytanie mi po prostu nie wychodziło. Ale nie tylko do czytania wracam...











Kaligrafia. Możecie bić, ale uważam, że do rozpoczęcia przygody z kaligrafią potrzeba mniej odwagi, niż do wprawienia w życie postanowienia, że od dzisiaj zacznę rysować. Pewnie dlatego, że w przypadku kaligrafii odtwórczość nie jest źle widziana, ba, bywa nawet pożądana. Na książkę Johna Howarda Cromwella Co? Jak? Napisać (ART Egmont) czekałam od początku roku. Oj, jak ja czekałam! Mam - książkę i zeszyt i nie zawaham się ich użyć. W książce jest przykładowych 39 alfabetów, w zeszycie - 25. Książka została wydana po raz pierwszy w 1857 roku, a jej autor "opracował metodę, która pozwala w kilku nieskomplikowanych krokach nakreślić piękne litery w różnych stylach. Wystarczy kartka w kratkę i coś do pisania!"* Trzymam za słowo. Będę kreślić piękne litery - może jeszcze nie na kartkach wielkanocnych 2017, ale Boże Narodzenie... Jest w moim zasięgu. Challenge accepted!







W ofercie wydawnictwa Arkady - Liternictwo. Sztuka pięknego pisania (Laura Lavender, Julie Manwaring, Gabri Joy Kirkendall, Shauna Lynn Panczyszyn), czyli masa inspiracji i "niepowtarzalnych sposobów przemieniania słów i liter w zachwycające dzieła, które można wykorzystać jako prezenty, ozdoby domu i na wiele innych sposobów."** Ornamenty, zawijasy, iluminowanie negatywowe, inicjały, pisanie na porcelanie, pisanie kredą, wyszywanie monogramów, przywieszki do prezentów... No co za cuda w tej książce, która równocześnie bywa zeszytem ćwiczeń (są strony przeznaczone do treningu). Nie wiem, od czego zacząć, więc zacznę od zachwytu. Cud, miód i orzeszki.






Na fali odwagi i entuzjazmu - pojawiła się u mnie również pozycja Origami i dekoracje z papieru (Ghylenn Descamps, Maria Zawanowska, Jean-Bapt, również Arkady). Żeby było śmieszniej - mam kołkowate palce, takie co z trudem warkocza zaplatają. No ale tym bardziej! Tym bardziej się odważę. Mam już papier. Na razie dość przeciętnej urody, jeden tani, drugi zdobyczny - w sam raz na ćwiczenia. Mam też pewne doświadczenie, co prawda to były kółka i to Ewka składała, ale ja nadzorowałam, mogę nazwać się koordynatorem składania. Czy jakoś tak. Papier jest, książka z czytelnymi instrukcjami też, nie brakuje również chęci. Trzymajcie kciuki!


Jak oni pracują? Rozmowy z polskimi twórcami (Agata Napiórkowska, W.A.B / Grupa Wydawnicza Foksal) czytam - z ogromną przyjemnością - do poduszki. Czasami mam siłę tylko na jedną rozmowę, innym razem czytam ciurkiem kilka i odkładam wystraszona książkę na bok. Boję się, że jak się tak rozczytam, to za szybko skończę! A przyjemność warto sobie dawkować.

* oraz ** - z opisów wydawców


Czytaj więcej »