9 października 2017

1 Wesoły Ryjek i lato / Ciocia Jadzia na wsi



"Dzień dobry, nazywam się Wesoły Ryjek." Tak wita się z czytelnikami, na początku każdego rozdziału, główny bohater książki. Dobrze, że zawsze się przedstawia, bo czasami pomiędzy lekturę dwóch rozdziałów wciska się cała noc i pół dnia! A jak się ma trzy lata - to można się zgubić, zapomnieć, jednego prosiaczka z drugim pomylić! A Wesoły Ryjek taki miły, kulturalny i "wiek w sam raz", i urodziny bardzo lubi obchodzić, i uwielbia pierogi, omlety, naleśniki, lody... 
Wesoły Ryjek ma ogromną wyobraźnię, codziennie przeżywa wspaniałe przygody i uczy się czegoś nowego, a swoimi przemyśleniami dzieli się z czytelnikami. Czy te wspaniałe przygody oznaczają egzotyczne podróże, dzikie zwierzęta czy przechodzenie przez lustro do krainy wyobraźni? Nie, Wesoły Ryjek zbiera z rodzicami jagody, odwiedza latarnię morską, gryzą go komary, obserwuję żabę, boi się burzy i wyrusza w świat... do swojego ogródka. Brzmi znajomo? Tak, Wesoły Ryjek jest jak pogodne, ciekawe świata dziecko, które dorasta w kochającej rodzinie. Nie wiem, dlaczego nie poznaliśmy wcześniej tego prosiaczka... Mimo że w tytule jest inna pora roku niż za oknem - lektura każdego z dziesięciu rozdziałów idealnie pasuje do coraz chłodniejszych wieczorów. To trochę taka porcja ciepłego kakao. Pod kocykiem. Dla dzieci w wieku okołoprzedszkolnym i przedszkolnym.
Wesoły Ryjek i lato, tekst: Wojciech Widłak, ilustracje: Agnieszka Żelewska, Media Rodzina







A co łączy Wesołego Ryjka z ciocią Jadzią? No tak, oczywiście, że wydawnictwo. I format. I to, że tej serii również nie znałam wcześniej ;) I jeszcze to, że każdy rozdział rozpoczyna się tym samym tekstem. Prosiaczek się witał, tu na początku jest opis, kim jest ciocia Jadzia: "Ciocia Jadzia jest siostrą mojego tatusia. Nie wiem, jak jednocześnie można być siostrą i ciocią, ale chyba można. W każdym razie cioci Jadzi się udaje. Ciocia Jadzia jest taka duża, że nie wiadomo, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Trochę jak deszczowa chmura. Tylko że deszczowej chmury można się przestraszyć, a cioci Jadzi nie, bo zawsze jest zadowolona i uśmiechnięta." I właśnie z taką ciocią spędzamy wakacje na wsi. I jeszcze z psem bez zębów, świnią, która uwielbia siedzieć na kanapie, kozą z chorymi jelitami, łysą kurą i kogutem, który ciągle pieje, zezowatym kotem i koniem, który nie może już biegać... Jest wesoło, beztrosko, lekturę przerywa jedynie głośny chichot. Jest "egzotycznie" - pod warunkiem, że całe swoje życie mieszało się w mieście i wieś widuje się najczęściej... na ilustracjach. 
Ciocia Jadzia na wsi, tekst i ilustracje: Eliza Piotrowska, Wydawnictwo Media Rodzina







Te tabelki (porównywarki cen) powyżej zawierają linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nie, dokonacie zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;) 

PS To na końcu narzekanie, co? Takie moje, tradycyjne - na papier. Że za śliski, za błyszczący. No taki "nie mój", ale może Wy lubicie... I gdybym miała wybierać - oddaję głos na kojącego Wesołego Ryjka. Jednak ilustracje w książkach o cioci Jadzi nie do końca do mnie przemawiają. Wolałam tej samej autorki w Bajce o słońcu czy w Bajce o drzewie. Natomiast siedmioletnia Ewa nie ma uwag. Podobało jej się. A Ryjek ją zanudził. No trudno dogodzić nam obu... ;) 
Czytaj więcej »

7 października 2017

1 Mattis i jego przygody...



Z Mattisem to bywa różnie. Raz tak lubi chodzić do szkoły, że wyrywa się do niej. Dosłownie - mamie się wyrwa. Choć gil po pas! Ale czasami, jak wtedy po wypadku z bryłą lodu, wolałby zostać w domu. Podczas lekcji lubi huśtać się na krześle, choć pani bardzo się to nie podoba. A on kocha swoją wychowawczynię. Pani na zastępstwie nie kocha, choć to ona pozwala mu usiąść obok Poduchy, chłopca, z którym zaprzyjaźnia się w drugiej klasie. To wtedy, w drugiej klasie, ich panią zabiera ze szkoły karetka... Różnie to bywa. Czasem jakiś starszy chłopiec mu dokucza, odbywają się mniej lub bardziej udane przyjęcia urodzinowe, stołówka serwuje makaron z sosem, wykręcają się kostki i łamią serca. Nawet największym klasowym twardzielom. Znacie to skądś? Ja jeszcze pamiętam te szkolne czasy (jak przez mgłę, jak przez mgłę...), kiedy "najważniejsze rzeczy działy się na przerwach".



Mattis i jego przygody... to prawie 200 stron wypełnionych szkolnymi perypetiami Mattisa (kolegi TEJ Duni). Przygodami bez cenzury, bez rodziców helikopterów, z różnymi relacjami (czy to z nauczycielem, czy z rówieśnikami), lepszymi i gorszymi dniami, mniej lub bardziej mądrymi pomysłami. Niech Was (czy Waszych dzieci) nie zniechęca objętość książki. Nie bójcie się jej. Te 184 strony (12 rozdziałów) o edukacji wczesnoszkolnej dosłownie się połyka. Na przykład podczas podróży tramwajem, która trwa nie więcej niż 10 minut i kolejnych 15 minutach czekania na obiad ;) Na każdej stronie jest niewiele tekstu, czasami to tylko jedno zdanie, innym razem, dwa, pięć, siedem. Jest mnóstwo zabawnych ilustracji. Czyta się błyskawicznie, nabierając apetytu na więcej. Tyle grubaśnych książek, a doba taka krótka...



Mattis i jego przygody w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie, tekst: Rose i Samuel Lagercrantz, ilustracje: Eva Eriksson, tłumaczenie; Marta Dybula, Wydawnictwo Zakamarki


Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)
Czytaj więcej »

26 września 2017

2 Basia i basen



Co tam u Basi? Na basenie była! Takim ogromnym, ze zjeżdżalniami, jacuzzi i wodnym barem, w którym jednym z klientów był ogromny mężczyzna z wytatuowanym okrętem, nożem otoczonym różami i rekinem z otwartą paszczą. No takie widoki! Na basenie być może był również specjalny okaz grzyba, takiego bez nóżki i kapelusza, ale w sumie dowodów na to brak...



Prócz Basi, Janka i ich taty "wszędzie było pełno ludzi: dużych i małych, rozmaitego rozmiaru i kształtu." Było głośno, wesoło. Jak to u Basi. Było łaskotanie w brzuchu przed zjazdem wielką zjeżdżalnią. Jak to u Basi. I dała radę. Jak to ona. Tata trochę za często ostentacyjnie wzdychał w stronę jacuzzi, co trochę mnie jednak dziwi. Skoro się wybrał SAM z dwójką, to czego niby się spodziewał? No ale tata Basi czasem tak ma. I tak jest super, skoro zabrał dwójkę i zorganizował opiekę nad najmłodszym po to, by mama mogła spokojnie przespać czas gorączki i lepiej się poczuć. Zatem nie czepiam się taty Basi. Lubię go. Basię i basen też lubię


Basia i basen, tekst: Zofia Stanecka, ilustracje: Marianna Oklejak, Wydawnictwo Egmont. Pozostałe wpisy o Basi znajdziecie TU KLIK.


Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)
Czytaj więcej »

24 września 2017

0 Autochody

Jakiś przesyt? Że za dużo? Bynajmniej. Do sterty, na której już Auta, maszyny, pojazdy i wszystko do jazdy, Kto prowadzi?, AUTO MOTO czy Na budowie dołącza kolejny tytuł - Zakamarkowe Autochody, czyli katalog pojazdów lądowych z rzeczywistości i wyobraźni. Rzut oka na indeks pozwala mi oszacować, że pojazdów jest ponad 170. Czy to znaczy, że jest ich w ogóle tylko / aż tyle? To już zależy od małego czytelnika. Lektura jest pięknym zaproszeniem do stworzenia kolejnych projektów autochodów.







PS Książka jest spora (większa od formatu A4), okładka twarda i matowa, papier cudownie grubaśny, nawet mniejsze dzieci mogą przeglądać i jest duża szansa, że książka... przeżyje.

Autochody, tekst i ilustracje: Carl Johanson, tłumaczenie: Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki WPIS


Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)
Czytaj więcej »

23 września 2017

0 Po co komu biała kredka?

Bywa tak, że Ewa chcąc wyrazić swoją opinię, podnosi kciuk jednej dłoni, równocześnie opuszczając ten u drugiej. I mówi, że trochę jej się podobało, a trochę nie podobało (smakowało / nie smakowało). Niby ta ocena jest lepsza od zdecydowanego niezadowolenia, ale sami wiecie... Ja mam tak w przypadku tej książki (książeczki, broszurki). Po co komu biała kredka?, tekst: Małgorzata Falkowska, ilustracje: Anna Jamróz, Wydawnictwo Tadam.




To króciutka historia. Do domu Zuzi przychodzi w odwiedziny ciocia, która przynosi w prezencie nowe kredki. Przy okazji wspólnej zabawy ciocia odkrywa niechęć Zuzi do białych kredek i podejmuje próbę przekonania dziewczynki o wyjątkowości kredki z białym rysikiem. Jest tu coś o niepowtarzalności, wyjątkowości, pojawia się temat wykluczenia - to bardzo wdzięczna historia. Naprawdę. I w dodatku uroczo zilustrowana przez Annę Jamróz. Skąd zatem ten jeden kciuk na dole? Przyczyny są dwie. Jedna - zupełnie do mnie nie trafia tekst. No jakoś tak - ten język, że Zuzia posłusznie skierowała się do swojego pokoju (do ślicznego księżniczkowego pokoju, tak, serio), że ciocię rozczuliła dziecięca dobroć Zuzi... To jest ten mój kciuk w dół. Druga przyczyna - książka jest klejona i że już mam kartki luzem. A czytałyśmy ją z trzy razy dopiero. Natomiast ilustracje, całe rozkładówki - bardzo miłe dla oka.





Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)
Czytaj więcej »