22 września 2016

16 Trochę w ciemno


Zacznę od tego, że nie mam. Nie mam żadnej książki z tej serii. Nawet ich nie macałam! Ale! Od kiedy zobaczyłam ten filmik na instagramowym profilu moje_broje - jakoś nie mogę przestać o nich myśleć. Twarda oprawa, 48 stron, obwoluta (nie jestem fanką obwolut w książkach dla małych dzieci, ale ta jest dwustronna i mnie to kręci ;D) i takie miłe dla oka ilustracje! Wytężyłam wzrok, żeby ustawić ostrość na jakimś logotypie wydawcy. Olesiejuk. Nie obstawiałabym, że to akurat to wydawnictwo, to bardzo pozytywne zaskoczenie. Seria swoją premierę miała 12 września 2016 r., a w jej skład wchodzą takie tytuły: Alfabet, Liczby, Na wsi, Mali odkrywcy, Kolory, Pojazdy, Nad morzem, Pory roku, Przyroda. Ponoć seria jest/była dostępna w sieci sklepów Biedronka za 18 zł, na stronie wydawcy jest po 19,99, ale jak kto umie szukać... Bonito - 12,99, Aros - 14,59, czytam.pl - 15,03. Fajne, prawda?

Seria książek Alaina Gree, Wydawnictwo Olesiejuk KLIK
Czytaj więcej »

18 września 2016

3 Słowo na niedzielę




Właściwie to pytanie, pytanie na niedzielę. Jajko czy kura? No co było pierwsze? Bo skoro kura z tego jajka, ale bez kury to jajko to jakby nie... No co było pierwsze? Jajko czy kura?! Wątpliwości Kurczakowskiego i jego drogę do uzyskania odpowiedzi opisał Przemysław Wechterowicz, narysowała Marta Ludwiszewska (bardzo ładnie zresztą narysowała, mnóstwo kreseczek przy tym stawiając).






Kurczakowski chce znać prawdę. Kto pyta, nie błądzi - zatem Kurczakowski zaczyna zadawać pytania. Zaczyna od dziadka - koguta, potem pyta - babcię kurę. O dziwo odpowiedzi są różne! Pyta więc dalej. Ciocie kury, psa Azorka i kota Mruczka, sąsiadkę panią Kozę, panią Krowę, konia, pana Stracha (na wróble), gęś i myszkę polną... Jego droga do uzyskania odpowiedzi na nurtujące go pytanie wcale nie jest krótka. I kiedy już trafia do osoby, która  w i e  w s z y s t k o, wtedy, wtedy... Nie powiem, bo i tak nie uwierzycie. No to co było pierwsze? Jajko czy kura? :)


Jajko czy kura? tekst: Przemysław Wechterowicz, ilustracje: Marta Ludwiszewska, 
Wydawnictwo Ezop KLIK
Czytaj więcej »

9 września 2016

1 NieKsiążki #13

Lata temu (sama nie wiem, czy chcę się przekonać, że palców mi zabraknie przy tych obliczeniach) w każdy weekend, podczas wakacji, podczas przerwy międzysemestralnej - pracowałam w księgarni. Pamiętam sezon podręcznikowy i kolejki wijące się przez drzwi, na zewnątrz, za wystawę z piórnikami i zeszytami. Serio. Dziś sama stoję w kolejce, która dużo mniej pokaźna i spektakularna. I czas w niej taaak się dłuży...
Akapit później Olga Dygresja przechodzi do sedna. Uwierzycie? Otóż. Z podręcznikami. Wydawnictwo MAC kojarzyłam do tej pory tylko i wyłącznie z podręcznikami. Tymczasem, olaboga, popełnili taką świetną serię! Naprawdę. Widzieliście Podróżowniki? Właśnie od nich chcę zacząć kolejny wpis z cyklu NieKsiążki (i może nawet go ukończę, jeśli ponownie nie włączy mi się tryb - dygresja ;)).









Podróżownik KLIK to taki zeszyt. Piszą, że to połączenie pamiętnika i przewodnika. Tak jest! Do planowania, do poznawania, do zabawy, do porządkowania wspomnień, do nauki, do kolorowania, pisania, kartek wycinania i grania. Mapki, spis najpotrzebniejszych rzeczy małego podróżnika, legendy, fakty, propozycje wycieczek, miejsce na zdjęcia i notatki, naklejki... Ja wiem. Wiem. Właściwie mogłabym sama usiąść, jakiś zeszyt podróży założyć, tu coś przyozdobić, tu narysować. Ale nie, dziękuję. Wybieram Podróżownik. Jest fajny. Warto otworzyć go z dzieckiem na długo przed wyjazdem i wspólnie kartkować, i wspólnie planować. My, ze względu na kierunek wakacyjnej podróży, wybraliśmy Podróżownik. Karkonosze i Kotlina Kłodzka, ale jest jeszcze Warmia i Mazury, Wybrzeże Polski, Tatry i Pieniny oraz Egipt, Chorwacja, Turcja, Grecja, Włochy. A jak czegoś nie ma - to zostaje Podróżownik uniwersalny ;) Polecam!








Chodźcie na łąkę! To chyba moja ulubiona część tej serii książeczek z naklejkami (wcześniej był Las oraz Bieguny). Jest taka... soczysta, taka wakacyjna :) Podobnie jak w poprzednich książeczkach - jest garść ciekawostek do poczytania (tym razem o owadach zamieszkujących łąkę), ale przede wszystkim jest: 1. miejsce, 2. naklejki wielokrotnego użytku. Można próbować wykleić biedronkę spotkaną podczas ostatniego spaceru, ale można też puścić wodze wyobraźni i biedronkę zmiksować z osą, muchą, ważką czy ćmą. Z wszystkimi można! Hulaj dusza, piekła nie ma! Jest Łąka! Piękna i kolorowa :) Łąka i jej zwykli-niezwykli mali mieszkańcy KLIK

NieKsiążki to cykl poświęcony zeszytom kreatywnym. Od pewnego czasu zastanawiałam się, jak pokazać ciekawe kolorowanki, zeszyty z zadaniami i naklejanki. Szczególnie, że regularnie z takowych korzystamy. Myślę, że kilka zdjęć i krótki komentarz z informacją o wydawcy i linkiem będzie idealną formą dla prezentacji tego typu publikacji. Wszystkie odcinki można znaleźć tu KLIK.


Czytaj więcej »

5 września 2016

8 Poniedziałek


Jestem dziś dla siebie dobra. Nie tak przesadnie, z wanną, czytaniem książki czy pianką na kawie. Tak umiarkowanie dobra, co oznacza, że się nie zarzynam. Bo to taki pierwszy poniedziałek. Po wakacjach, po rodzinnym urlopie. Z innym stanem dzieci. Za oknem zachmurzenie i mam ochotę wywlec z wszystkich szaf ubrania i ostatecznie pożegnać lato. Nie robię tego. Bo wywleczenie jest najprostsze. A po godzinie selekcji i układania - przychodzi kryzys i chce się usiąść na kupce zaplamionych t-shirtów i uronić łezkę lub dwie. Mam też ochotę włączyć aparat i przygotować materiał zdjęciowy do wpisu z serii NieKsiążki. Ale tego też nie robię. Mój aparat się psuje i wyłącza się, kiedy mu się tylko podoba. Chowa obiektyw, obraża się pikając coś niezrozumiałego, blokuje przycisk. To nie jest dzień na głaskanie aparatu i mówienie do niego miło. Chciałabym rozstawić się z deską do prasowania, włączyć jakiś durnowaty serial z lektorem i nadrobić zaległości. Prasowaniowe i serialowe. Ale akurat dzisiaj Wojtek uznał, że nie wie, czego chce. A może właśnie dokładnie wie - chce leżeć ze mną na łóżku, spać, ale równocześnie się bawić i śpiewać. I jeść i jeździć rowerem po wersalce. Ja go rozumiem. Ja też chce wszystko i teraz. Mieć wysprzątane, "poblogowane", rzęsy czymś maznąć. A tymczasem zaraz idę po Ewę, a ten rosół gotował się tak krótko! Czy ja mogę go już wyłączyć? I co z nim będzie? Nawet ten plan minimum nie wyszedł najlepiej. Syn ODMAWIAŁ spaceru. Jak już łaskawie się zgodził, wyszedł z wózka na całe 10 minut. Myślicie, że zgodzi się wyjść po siostrę? Bo to już-zaraz... To ja już pójdę. Jeszcze tylko pozdrowię wszystkich tych, którzy - tak jak ja - mają problem z wstąpieniem do partii Nowa Rutyna. Niebawem poznamy jej program, polubimy się i jak już prawie wszystko uda nam się ogarnąć - będzie czas kolejnych wyborów ;) Ahoj, przygodo!

PS Mimo że wygląda na to, że Ewka zjadła kilka Smerfów, Gargamela i jakąś wróżkę - nikt nie ucierpiał. To tylko wata cukrowa.
Czytaj więcej »

19 sierpnia 2016

7 Szopięta, słabości i lisica




Z tymi moimi słabościami to jest tak, że prócz różnych papierniczych dupereli, zapachu świeżo wydrukowanej książki, moich dzieciaków i lodów o smaku słonego karmelu (kolejność przypadkowa, lista niepełna ;)) - bardzo lubię, naprawdę bardzo, ilustracje Ewy Kozyry-Pawlak... I w głowie mi się nie mieści, że ze stosu szmatek można takie cuda wyczarować (zobaczcie galerię Przez dziurkę od klucza do... Polskiej Ilustracji dla Dzieci KLIK, przewijajcie, przewijajcie na sam dół). Te połączenia kolorów i faktur, precyzyjnie wycięte kształty, nitką malowane łzy i uśmiechy, plany bliższe i dalsze... I wszystko sfotografowane i wydrukowane tak, że ma się ochotę pociągnąć za jakąś nitkę - szarpnąć za wąsik, kokardę na fartuszku rozwiązać. Historia szyta na miarę, i bez tekstu musiałabym ją przytulić.





 Ale tekst jest, nie za długi, ale zawsze. Dzieci - szopięta dbały o to, by brud był naprawdę brudny, ich rodzice skupiali się na tym, by panował ład i porządek. Dzieci pragnęły wspólnej zabawy, rodzice prali, sprzątali, szorowali i... odmawiali. Wszystko może wyglądałoby wciąż tak samo, gdyby w pobliżu domu szopów nie pojawiła się lisica, która - myśląc, że szopięta podobnie jak ich rodzice rwą się do sprzątania - porwała dzieciaki, by zostały jej pomocami domowymi. W domu szopów zapanował smutek i płacz (który wprowadził nawet nieco bałaganu), ale i u lisicy nie było za wesoło. Nie sprzątały małe szopięta, za to dokazywały i bałaganiły. Zrezygnowana lisica nazajutrz odniosła maluchy do bardzo stęsknionych rodziców. I coś się zmieniło. W domu szopów. Domyślcie się co :)



Bardzo na czasie ta lektura. Szczególnie dla mnie. Moment, tylko rozwieszę pranie. Za chwilę, muszę opróżnić zmywarkę. Nie teraz, ogarniam. Muszę popracować. Później, potem, jutro. Znacie to? Część z Was pewnie tak. Obyśmy nie potrzebowali interwencji lisicy, by trochę odpuścić...



Szopięta, tekst i ilustracje: Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Czytaj więcej »