10 września 2018

1 Pucio na wakacjach

Jakoś tak się z Puciem mijałam. Co prawda odnotowałam jego obecność, doceniając, że takie to fajne, że ilustracje miłe, że polskie. Odnotowałam też, ćwicząc z Ewką wymowę niektórych głosek KLIK, ale podczas gdy Pucio robił zawrotną karierę, Wojtek kręcił nosem na literaturę. Wysoką i niską, twardą i miękką...




Pucio na wakacjach. Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków (tekst: Marta Galewska-Kustra, ilustracje: Joanna Kłos, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)
Pucio na wakacjach, Wojtek po wakacjach. I on po tych wakacjach jakby bardziej bełkotliwy, te słowa zlewają się w jedno, wypowiedzi to biały szum. - Słucham? Proszę? Powtórz, proszę. Musisz mówić wyraźniej. Jeszcze raz, bo nie rozumiem. Naprawdę nie rozumiem - powtarzam kilka razy dziennie. Może i powinnam zbadać słuch, ale nie tylko ja nie rozumiem, co ten czterolatek mówi. I jak tu nie zareagować na podtytuł Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków? Nie da się! No to jedziemy z tym Puciem. Na wakacje. Na Kaszuby.
40 twardych stron wypełnionych przygodami Pucia i jego rodziny. Jest pierwszy dzień wakacji, nie trzeba iść do przedszkola, można spokojnie czekać na ciocię i jej domek na kółkach, by wspólnie wyruszyć w drogę. Kaszuby czekają! Codzienność nad jeziorem, wycieczki do lasu, szukanie grzybów (wcześnie się pojawiły! ;)), piknik, wyjazd nad morze - to tylko niektóre z atrakcji, o których czytamy. Dzieje się sporo, a wszystkie przygody Pucia to doskonały pretekst do nauki odpowiedniej artykulacji, czyli umiejętności właściwego wymawiania poszczególnych głosek. Na każdej rozkładówce, prócz tekstu, są ramki z podpisanymi ilustracjami. Nad ramkami wskazany jest wiek dziecka. To taka ściąga dla rodziców. Zerkamy na wiek i sprawdzamy, czy nasze dziecko umie prawidłowo wymówić głoskę oznaczoną czerwonym kolorem. Na końcu książki znajdziemy również zestaw ćwiczeń sprawności narządów artykulacyjnych i zestawy słów do ćwiczeń.
I świetnie, i fajnie, i potrzebne. Na pewno będziemy korzystać - nie zapominając jednak, by podczas lektury nie tylko ćwiczyć artykulację, ale zwyczajnie dobrze bawić się razem z Puciem. To nie tylko pomoc, to też po prostu ciekawa lektura.
PS Uprawiając poniedziałkowe czepialstwo, zwracam uwagę na to grzybobranie w treści. Może gdyby było na sam koniec, to uznałabym, że Pucio był w podróży dwa miesiące i już prawie wrzesień... Ale jest na początku. To się czepiam. A czapialstwo nr dwa dotyczy niektórych miniatur pod rozkładówkami - nieczytelny był dla nas kolor piłki (zielony wg książki, wg dzieci bardziej szary ;)), w życiu też nie odgadlibyśmy, że na ilustracji jest pole, gdybyśmy tego nie przeczytali. Takie drobiazgi. Bo ogólnie na plus.





Czytaj więcej »

6 września 2018

5 Horror

Skalpowanie, odzieranie ze skóry, wycinanie serca, ćwiartowanie, wbijanie ostrych noży w każdą część ciała, wyszarpywanie wnętrzności, mordowanie dzieci, całych rodzin, wrzucanie do wrzątku... Jednym słowem - horror.



Horror (tekst: Madlena Szeliga, ilustracje: Emilia Dziubak, Wydawnictwo Gereon)
Przysięgam, że jeśli sięgnęłabym po tę książkę ZA WCZEŚNIE, jeśli przeczytałabym ją dziewuszką zbyt młodą będąc - moje spojrzenie na dania z warzyw nigdy nie byłoby to samo.
Krwawił strasznie. Widział, w ostatnich swych chwilach, jak jego krew zabarwia na bordowo ręce oprawcy, jak zostaje po niej wyraźny ślad na stole i nożach.
[fragment rozdziału: Sprawa Buraka. Podwójne morderstwo]
A to tylko wycinek, wcale nie najbrutalniejszy, fragment opisu jednej z 20 spraw. Opisu jednego z 20 aktów bestialstwa - na warzywach i owocach. Cierpią marchewki, brukselki, buraki. W męczarniach umiera cebula, kapusta i dynia. Człowiek funduje prawdziwe tortury słonecznikowi i małym groszkom... Okropność, prawdziwi z nas zwyrodnialcy! Tak znęcać się nad warzywami i owocami! I tylko Papryczka Chili, chwilę przed śmiercią, potrafi nam dopiec (sic!)...






Najpierw oglądałam ilustracje, wiele, wiele razy. Zakładając, że już po tekście, że został pożarty przez prace Emilii Dziubak i że to musi być kiepskie uczucie, kiedy nie można konkurować z warstwą ilustracyjną. Ale kiedy napatrzyłam się już (z zachwytem) na ufną cebulę, płaczącą brukselkę, przerażoną marchewkę czy zrezygnowanego banana - zaczęłam czytać. I świetnie się bawić!  Nie bez znaczenia jest fakt, że namiętnie oglądam seriale i filmy o sprawach jeżących włosy na głowie, z dialogami wypełnionymi takim samym językiem, jakiego używa w Horrorze Madlena Szeliga. Oglądam, trochę się bojąc, zasłaniając niekiedy oczy, ale wciąż bezpieczna - pod kocykiem, na kanapie. Horror też tak czytam. Z dystansem, wiedząc, że to nie do końca tak, że to ktoś wymyślił. I tylko trochę mi głupio, kiedy obieram warzywa na rosół...
Trochę sobie żartuję, ale tak serio - wspaniale się bawiłam! Wg wydawcy "Książka dla dzieci od lat 10 oraz odważnych rodziców". Zdecydowanie to pozycja dla tych, którzy lubią trochę się bać. Na razie pozostaje na mojej półce, bo wiem, że moja ośmiolatka "nie dźwignie" tej treści i lektura mogłaby się skończyć sennymi koszmarami (i te wymówki, żeby tylko nie jeść brukselki! ;)). Ale znam dzieci, które uwielbiają taką konwencję, potrafią docenić czarny humor i przy lekturze będą zanosić się głośnym śmiechem. Czy Wasze dziecko jest takie? Pewnie potraficie to ocenić.
PS Czarne strony odrobinę się "palcują", połysk na stronach oczywiście mi przeszkadza, ale pewnie nic się nie zadziało bez przyczyny - może dzięki temu kolory i czerń wyglądają tak a nie inaczej? Może inaczej być nie mogło? Tak czy siak - pięknie wydana książka otulona dodatkową, wsuwaną obwolutą.


Czytaj więcej »

4 września 2018

0 Anatomia natury


Skoro wrzesień, to już jesień. Albo może: W lipcu upały – wrzesień doskonały. Choć najprędzej: Jeśli w wakacje blogowa susza - we wrześniu wpisów lawina rusza. Kto bogatemu zabroni wymyślać przysłowia i heheszki sobie robić z własnego stylu blogowania "na leniwca"? Ale tak patrzę, jak córka dzielnie dźwiga tornister (za ciężki), a syn wkracza do przedszkolnej szatni (prawie nie płacząc, PRAWIE, "tylko tlochę puakałem"), patrzę i myślę, że pora się ogarnąć. Może i doba wiecznie tak samo długa, ale zamiast narzekać na skracający się dzień, radośnie kolejny raz odkryję, że wieczory coraz dłuższe! Wiwat kocyk i herbata! I książka. Na przykład taka, co można ją otworzyć na obojętnie jakiej stronie i jest ciekawie. Taka, która jest zbiorem tematów, które można chcieć poznać lepiej, które mogą być początkiem jakiejś pasji, które rozbudzają ciekawość. Bardzo edukacyjna pozycja, nie da się ukryć. W sam raz na powrót z wakacji, podczas których przeczytaliśmy mnóstwo książek, nic sobie nie robiąc z tego, że niektóre tylko (aż!) nas zwyczajnie bawiły.







Anatomia natury. Ciekawostki ze świata przyrody (tekst i ilustracje: Julia Rothman, tłumaczenie: Barbara Bocian, Wydawnictwo Entliczek)
Zaczynamy od poznania ziemi (i Ziemi), potem biegusiem przez atmosferę, zjawiska atmosferyczne, trochę zahaczając o sprawy kosmiczne, kucamy przy roślinach, przyglądamy się owadom, na moment zaglądamy do lasu, oglądamy drzewa z oddali i z bardzo bliska, robimy inwentaryzację zwierząt i ptaków, nie pomijając mieszkańców zbiorników wodnych. Uff. To wszystko nie w podręcznikach na osiem lat szkoły, ale w jednej książce. W siedmiu bogato ilustrowanych rozdziałach, rozrysowanych na 219 stronach. Czy to prawdziwe kompendium wiedzy? Dla przedszkolaków i uczniów młodszych klas szkoły podstawowej - tak. Przewodnik jest ciekawy, porusza wiele tematów, dla których wspólnym mianownikiem jest natura, jest bardzo ładnie zilustrowany. Pomijając oczywiste walory edukacyjne, zwyczajnie cieszy oko i bardzo dobrze sprawdza się w roli książki przykanapowej. W dowolnym momencie dnia po Anatomię natury można sięgnąć i otworzyć na losowo wybranej stronie. Lojalnie ostrzegam, że z leniwego sięgnięcia z kanapy może wytworzyć się zaczyn... A potem to już tylko rośnie ciekawość i chęć pogłębiania wiedzy. Nie musi być nawet ciepło.


PS A jest jeszcze Anatomia farmy...
Czytaj więcej »

29 sierpnia 2018

3 Trylogia Himalajska "Bo góry są"


Fakt jest taki - Anna Czerwińska-Rydel napisała wiele książek dla dzieci. Sporo z nich nie przeczytałam, ba, nawet nigdy nie miałam ich w ręku. Ale jakiś czas temu trafiłam na książkę Słońcem na papierze o Kornelu Makuszyńskim jej autorstwa. I zaiskrzyło. Zaczęłam szukać dalej. Był luty 2018, świat żył sprawą akcji ratunkowej na Nanga Parbat, ja od wielu miesięcy zaczytywałam się w książkach o himalaistach. Nie mogłam nie sięgnąć po dwa tytuły z Trylogii Himalajskiej Bo góry są wydawanej nakładem Wydawnictwa Na szczyt.
 





Zdobyć koronę. Opowieść o Jerzym Kukuczce (tekst: Anna Czerwińska-Rydel, ilustracje: Marianna Oklejak, Wydawnictwo Na szczyt)
Przeczytałam dwie książki Jerzego Kukuczki i jedną o nim. Ciężko mi było wyobrazić sobie książkę o tym himalaiście skierowaną do młodszych odbiorców. Jak go przedstawić? Jak wybrać najważniejsze historie, punkty zwrotne? Niemożliwe! Zadanie nie do wykonania. Ale czy coś bym zmieniła w książce Zdobyć koronę? Czy mi czegoś brakowało? Nie. Anna Czerwińska-Rydel podzieliła książkę na trzy części: życie rodzinne w Katowicach, zdobywanie szczytów oraz ostatnia noc w obozie na ścianie Lhotse, tuż przed śmiercią. Odczuwałam cały wachlarz emocji, choć przecież wiedziałam, jak to się skończy. I cieszyłam się, że są takie książki. Tak napisane, zilustrowane, wydane. Poruszająca opowieść o pokonywaniu własnych słabości. 





Pięć skarbów pod wielkim śniegiem. Opowieść o Wandzie Rutkiewicz (tekst: Anna Czerwińska-Rydel, ilustracje: Marianna Oklejak, Wydawnictwo Na szczyt)

Relacja z ostatniej wyprawy Rutkiewicz na Kanchendzonge, opowieść o jej dorastaniu, pierwszych próbach wspinaczki, cytaty z książek tej himalaistki i nieprzestająca czekać matka... Wielkie emocje przy czytaniu, nierzadko łzy. Do wspólnego czytania, rozmowy, prób pokonywania własnych słabości. I wcale nie trzeba się udawać w wysokie góry!

A jeśli trylogia, to gdzie trzecia część? Mam nadzieję, że w przygotowaniu. Informacja na stronie wydawcy jest taka: "W 2018 r. planujemy wydać III część trylogii himalajskiej „Bo góry są…”. Tym razem będzie to opowieść o zimowym zdobyciu Mount Everestu przez polską wyprawę w roku 1980. Kierownikiem wyprawy był wówczas Andrzej Zawada, a na szczycie stanęli Krzysztof Wielicki i Leszek Cichy." Czekam. Seria jest świetna. Dobrze napisana i zaprojektowana, świetnie zilustrowana.

PS Tym razem bez tabelki, bo jedną z wad tych książek (jedyną?) jest ich dostępność. Książki można kupić na stronie wydawcy KLIK. Można też spróbować je pożyczyć. Jak i ja zrobiłam. Dziękuję, Magdo z bloga TosiMama i książki.
Czytaj więcej »

3 sierpnia 2018

4 Przed moim domem



Przed moim domem (tekst i ilustracje: Marianne Dubuc, tłumaczenie: Jadwiga Jędryas, Wydawnictwo Dwie Siostry)
Było tak - jakiś czas temu zobaczyłam zapowiedź w Dwóch Siostrach. Przed moim domem, książka kartonowa, 120 stron. Wróć! Ale jak 120 stron? Coś IM się pomyliło! I aż dopytać musiałam, czy to oby nie 12 miało być. Nope. 120. Kartonowa. Ale jak to???
A tak to. Przed moim domem to zgrabny klocuszek, który ma 120 stron i są one kartonowe (nie jest to karton, do którego przyzwyczaiła nas większość książek dla maluchów, ale zdecydowanie nie są to strony cienkie i łatwe do zniszczenia). Co w środku? Zbiór rzeczy, osób, miejsc. Ale nie taka zwykła wyliczanka, bynajmniej. To opowieść. Powiedziałabym nawet, że książka drogi ;) Wszystko zaczyna się od małego domku i na nim się kończy, ale to co dzieje się między pierwszą i ostatnią stroną  - proszę Państwa - to jest istne szaleństwo. Smoki, żaby, niedźwiedzie, bardzo obżarty wilk, duchy, planety i ufoludki, piraci, pingwiny i dinozaury. I wiele więcej. Powieść drogi, ale i przygodowa, horror, obyczajowa oraz słownik obrazkowy. W jednym. Taki mały i gruby klocuszek. Jak sie zachowa przy intensywnym użytkowaniu? Nie wiem. Nie mam doświadczeń przy tego typu publikacjach.
Ilustracje bardzo miłe dla oka, akcja wartka, sporo humoru i nowego słownictwa. A że moje dzieci trochę jakby za duże, to wypożyczyłam z biblioteki dla siebie. Panie bibliotekarki mnie tam dobrze znają i niczemu się nie dziwią...








Czytaj więcej »