26 lipca 2017

0 Nieja i ja

Prawda jest taka, że już nie nadążam. Przyszedł ten czas, kiedy nie znam zawartości wszystkich książek, które czyta moja siedmiolatka. Nie ingeruję w jej wybory w bibliotece. Powieka nawet mi nie drgnie, kiedy ona wydaje swoją kasę na książkę Księżniczka Celestia i lato królewskich fal czy Twilight Sparkle i zaklęcie kryształowego serca (Ewka poleca raczej opowieść o Celestii, ta druga okazała się słabsza). Jestem kwiatem lotosu na tafli jeziora, kiedy na jej biurku leży stos magicznych kotków, koni i królików. Nadal jednak mogę podsuwać jej tytuły, które uważam za ciekawe. Nie zaprzestałam również procederu podrzucania wybranych przeze mnie książek w widocznych miejscach w domu...



W czerwcu zostawiłam na kanapie książkę Nieja i ja (tekst: Antonina Kasprzak, ilustracje: Katarzyna Bukiert, Wydawnictwo BIS) . Chciałam ją w wolnej chwili przeczytać, ale - mogłam się tego spodziewać - nie zdążyłam. Książka zniknęła. Po dwóch dniach się odnalazła. W tornistrze pierwszoklasistki. Minął ponad miesiąc - ona przeczytała ją kilka razy, ja również zdążyłam zapoznać się z jej treścią.



Irenka mieszka z mamą w domu babci. Wcześniej mieszkała ze swoją rodziną w bloku, na osiedlu, na którym mieszka większość dzieci z klasy dziewczynki. Potem jej tata wyjechał do Anglii i już do rodziny nie wrócił...  Dziewczynce nie jest łatwo, trudno jej odnaleźć się w nowej sytuacji, a na dodatek dziewczynka, którą uważała za przyjaciółkę, nawet nie zaprosiła jej na urodziny. A kiedy Irenka chciała wyżalić się mamie, ta oskarżyła ją o wyjadanie keczupu i musztardy. I właśnie wtedy, kiedy dziewczynka z żalem powtarzała: - Nie ja!, zaczyna się wielka przygoda.
Była to... nie wiem. Dziewczynka? Mała wróżka? Krasnoludek? W każdym razie mała istotka człowiekopodobna. Czarno-biała! Chuda, blada, z włosami w koczku, z długim nosem. Ubrana w kusą sukieneczkę i rajstopy w paski - oczywiście czarno-białe. Siedziała z bardzo znudzoną miną, z nogą na nodze, i powiedziała:
- No, jestem. - Jakbym na nią czekała.



Nieja, mała miłośniczka musztardy, keczupu i pestek dyni, odmieniła codzienność Irenki. Przegoniła samotność, odsunęła na dalszy plan kłopoty z rówieśnikami, ale nie tylko. Pomogła również rozwikłać pewną rodzinną zagadkę... Bo Nieja i ja to także powieść detektywistyczna, w której występuje czarny charakter o zimnych, szarych oczach. To również opowieść o rodzinnych historiach. O skarbie. O podróży w czasie. O przyjaźni. O różnych wymiarach. Można pomyśleć, że w połączeniu ze smutkami głównej bohaterki robi się z tego jakaś niestrawna mieszanka, ale nic bardziej mylnego. Czyta się świetnie, przy okazji łapiąc wiele okazji do rozmów na poważne tematy, powody mniejszych lub większych smutków. Łapiąc również ochotę na poznanie historii swoich przodków i wysłuchanie opowieści, skąd ma się właśnie takie, a nie inne imię.
Duża przyjemność - przy śledzeniu fabuły, ale i w "obcowaniu". Książka jest pięknie wydana, ilustracje idealnie pasują do opowieści o Irence i jej przygodach. 


Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

PS Dla chętnych. Na własną odpowiedzialność ;) Poniżej ceny książki: Księżniczka Celestia i lato królewskich fal
Czytaj więcej »

25 lipca 2017

0 Podróżnik. Zeszyt wspomnień

Jeszcze nie jest za późno. To nawet nie półmetek wakacji. Zresztą - co z jesiennymi wypadami weekendowymi i feriami zimowymi? Każdy wyjazd się nada. Podróż mała i duża. Ku pamięci. Widzieliście Podróżnik. Zeszyt wspomnień? Zilustrowany przez Dorotę Wojciechowską*, wypuszczony spod skrzydeł Zuzu Toys. Wspaniały!



Taki prosty pomysł - zeszyt w twardej oprawie trzymany (w razie wpychania do środka dużej ilości pamiątek w postaci np. biletów) gumką; w środku miejsce na 15 wypraw, przy czym każda wycieczka otrzymuje cztery strony, podzielone na kilka sekcji (m.in. data przyjazdu i powrotu, uczestnicy wyjazdu, środek lokomocji, miejsce, pamiątki, przyroda i zwierzęta, potrawy, najlepsze wspomnienie, ocena wyjazdu i telefony do znajomych - tu bym może zmieniła po prostu na kontakt, bo Ewa - olaboga - zaczyna e-mailować!). Dodatkowo paszport z miejscem na zdjęcie oraz mapa świata + Polski osobno - do oznaczania odwiedzonych miejsc.



No fajne to jest! Gdybym Podróżnika poznała odrobinę wcześniej... Nie zakładałabym TEGO zeszytu. Bo przecież można samemu założyć taki pamiętnik podróży, wypełniać kolejne strony czystego zeszytu. Można, jeśli się lubi - rysować, kaligrafować, malować, tworzyć po prostu. Jeśli się lubi, jeśli się umie, jeśli się chce. My lubimy, ale po trzech miesiącach użytkowania naszego DIY zeszytu podróży widzę, że narzucenie tematów, te tematyczne sekcje Podróżnika - są w porządku. Ewa przed czystą kartką jest nieco zagubiona, nie wie, jak zacząć opis wycieczki, co w nim zamieścić. Ostatecznie wychodzą naprawdę odjechane teksty, np. "Rodzicą smakowały frytki belgijskie. Plac zabaw był podobny do jednego z filmuw Barbie" (cytat dokładny, pisownia oryginalna, opis Bydgoszczy). Ma to swoje plusy i minusy. Jak zapełnimy nasz zeszyt, bierzemy się za Podróżnika. Obie pozycje będą wspaniałą pamiątką.





Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

 * Tu ilustracje tej autorki w Słońcem na papierze, Kosmonautce i Strażaczce.

Czytaj więcej »

12 lipca 2017

2 Sztuka Szuka Malucha (2017)


Ewa pierwszy raz w teatrze była, gdy miała półtora roku (w 2012 r.), a podczas festiwalu Sztuka Szuka Malucha niewiele więcej. Bardzo obawiałam się jej reakcji. Większość spektaklu nie patrzyłam na to, co robią aktorki, lecz obserwowałam córkę. Z każdym kolejnym spektaklem było łatwiej.* 
To fragment rozmowy, która ukazała się w lipcowym numerze informatora "IKS". Z całą naszą rodziną (choć, wiadomo, gadałam przede wszystkim ja) rozmawiała Maria Maczuga. A rozmawialiśmy o Międzynarodowym Festiwalu Sztuki dla Najnajmłodszych Sztuka Szuka Malucha. Nie występowałam w roli eksperta, rzecz jasna. Po prostu w roli rodzica, który ze sporą radochą uczestniczy w tym wydarzeniu.
W niedzielę skończyła się kolejna edycja tego festiwalu, już jedenasta. I zgadnijcie co - znowu tam byliśmy! Tym razem korzystał tylko Wojtek. I jego rodzice... Ja, ponownie, ze sporą tremą. Bo jak ten Wojtek awanturnik, ten chłopak-brawura, hałaśnik, wrzaskun (trochę przesadzam, ale tak malutko), no jak on na tym spektaklu da radę? I czy ja mam wystarczająco silne ręce, żeby go powstrzymać przed odegraniem jakiejś pierwszoplanowej roli? To może przycupnę tu przy drzwiach? W razie awarii - szybko wezmę go pod pachę i wyjdę, żeby nie przeszkadzać innym... Taki to galop myśli, tymczasem zbieg okoliczności sprawił, że na warsztaty plenerowe Leśne stópki i spektakl Hjem / Dom (Madam Bach, Dania) Wojciech wybrał się z tatą. I nie że znowu chcę obgadywać, ale na moje natarczywe pytania, jak było - odpowiedzieli równie oszczędnie: -  Fajnie, ok, spoko, dobrze. No tak... I tyle mogę powiedzieć o tych wydarzeniach. Wojciech nie uciekł, nie zakłócił spektaklu, nie zrobił rozróby. 2:0 dla sztuki.



Ale za to niedziela, niedziela była moja. Wybrałam się z synem na Lučka, grah in pero / Lampka, groszek i piórko (Lutkovno gledališče Ljubljana, Słowenia). Z synem i duszą na ramieniu. Bo on nie za bardzo chciał opuścić żółte bujane koniki rozstawione przed Sceną Wspólną. Potem jeszcze przyuważył wypożyczalnię rowerów biegowych i hulajnóg (ale fajnie!) i rowerek z wiatraczkiem jednej z uczestniczek festiwalu. I stał cały naburmuszony przed wejściem na spektakl. Trochę nawet tupał, że "nie ce", że "oblel" tam stoi, że mamy natychmiast wyjść. Ale został. Choć nawet biletu już nie chciał podać do kasowania... Czy musiałam wyjść podczas spektaklu? Czy narobił rabanu? Czy został taki "na nie"? Otóż: nie, nie i nie.


Usiadł na moich kolanach, Będąc wsparciem i oparciem, nie mogłam obserwować jego twarzy i trochę mi żal, ale tylko trochę, bo dzięki temu, mogłam spokojnie obejrzeć cały spektakl. I tylko kątem oka widziałam jego policzki zaokrąglające się od uśmiechu, słyszałam kilka razy ciche parsknięcie śmiechem i czułam, jak wygina się na wszystkie strony śledząc każdego aktora wzrokiem i obserwując zmieniające się światła. Bezcenne chwile. I wcale się nie dziwię, że on tak zastygł, bo Lampka, groszek i piórko to piękny spektakl. Sami zobaczcie, tutaj znajdziecie zapowiedź - KLIK. Żaden ze mnie krytyk, nie umiem pisać o teatrze. Mogę tylko z całego serca polecić wycieczkę z maluchem na spektakl przygotowany z myślą o nim. Odwagi! Otwórzcie się na to. Rozglądajcie się za takimi wydarzeniami i nie oceniajcie ich surowym, dorosłym okiem. Nie porównujcie do tego, co pamiętacie ze swojego dzieciństwa. Czy do jakiejś "dorosłej" sztuki. Nie stresujcie się, jeśli wydaje Wam się, że czegoś nie zrozumieliście. Bądźcie, patrzcie, słuchajcie. Cieszcie się tym. Tyle się zmieniło! Na lepsze!  Dziękuję, kolejny raz, ART FRACTION FOUNDATION, która w ścisłej współpracy z Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu tworzy festiwal Sztuka Szuka Malucha. Do zobaczenia za rok!


PS Kiedy Wojtek urzędował na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki dla Najnajmłodszych Sztuka Szuka Malucha, Ewa w Kinie Pałacowym brała udział w Animatorze dla dzieci. Bilety były za 1 zł od osoby. To były najlepiej wydane 4 złote w tym miesiącu. Ewa z tatą oglądała Niedoparki, ze mną Kota Rudolfa. Oba filmy - cud, miód i orzeszki. Bawiliśmy się świetnie :)

* Całość tutaj.

Zdjęcia - prócz pierwszego - to materiały prasowe ze strony www.sztukaszukamalucha.pl

Czytaj więcej »

6 lipca 2017

2 Znikające zwierzęta


Za niecałe dwa tygodnie w Dwóch Siostrach premiera książki Cristiny Sitji Rubio i Cristóbala Leóna pt. Dziwolągi. To obrazkowa opowieść o tym, co dzieje się ze zwierzętami, gdy ludzie wycinają las. Te tytułowe dziwolągi to ludzie, to oni ukradli zwierzętom domy. Całkiem niedawno to samo wydawnictwo wydało Człowiek jaki jest, każdy widzi (tekst: Marzena Matuszak, ilustracje: Grażyna Rigall), czyli opowieść o człowieku widzianym oczami zwierząt. W październiku 2017 będziemy z kolei piszczeć, widząc piękny pop-up W lesie (Anouck Boisrobert, Louis Rigaud, Sophie Strady)... A to tylko wyimek, to tylko trzy tytuły, na dodatek jednego wydawnictwa. Za oknami "lecą" kolejne drzewa, w domu czytamy o konsekwencjach niefrasobliwości człowieka. I uważnie szukamy, wypatrujemy, bo na rozkładówkach ukryte są... znikające zwierzęta. A kiedy już wszystkie (jeszcze tym razem) szczęśliwie znajdziemy, możemy poczytać, dlaczego zagrożone są wyginięciem.






Góry, lasy deszczowe, rafy koralowe, pustynie, jaskinie, jeziora i rzeki, przestworza, sawanny, podziemia i oceany. Dziesięć krain a każda z nich ma pięcioro przedstawicieli. Tych najbardziej zagrożonych, których nazwy często niewiele nam mówią. Takich jaguarów amerykańskich zostało około 15 tysięcy, wyderek orientalnych - trzy razy mniej, lampartów amurskich - 60 (sześćdziesiąt, dobrze widzicie). Znikające zwierzęta (tekst i ilustracje: Isabella Bunnell, tłumaczenie: Tina Oziewicz, Wydawnictwo Dwie Siostry) to przepiękna książka, "oszołamiająco kolorowa" (że zacytuję opis wydawcy), cudownie wydana, z wielką dbałością o detale. I tylko dlaczego jest mi tak potwornie smutno?





Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)
Czytaj więcej »

5 lipca 2017

Garażowa wyprzedaż #5


Garażowa wyprzedaż nr 5 - START! Zasady są (tradycyjnie już) proste. W galerii są zdjęcia. Na każdym z nich numerek (czarny), jeśli chcecie coś kupić: w komentarzu - pod tym postem, na blogu - wpisujecie numer/numerki i adres e-mail. A teraz ceny. O ile na zdjęciu nie ma innej ceny (na biało, np. 7 czy 15 zł) to obowiązuje zasada, że zawartość zdjęcia = 10 zł. Jeśli chodzi o koszty wysyłki - najlepiej dogadywać się ze mną indywidualnie. Może być odbiór osobisty w Poznaniu (taki stres! tyle nowych znajomości!), wysyłka pocztą (paczka, cena w zależności od wagi i formatu przesyłki, paczka z odbiorem w urzędzie pocztowym - czyli tańsza wersja tego samego), paczkomaty... Wszystko wg dostępnych on-line cenników. Dogadamy się. Książki są używane, ale zadbane. Czasem jakiś róg zbity, ale wtedy i cena niższa. No. To ktoś? Coś? Wyprzedażowa galeria. Wyprzedaż zakończona, dziękuję wszystkim za udział!

PS Na komentarze/chęć kupna książek czekam do końca tygodnia, czyli do 9.07.2017 r., 23:59 . Postaram się na bieżąco (najczęściej wieczorową porą) pisać do Was wiadomości z potwierdzeniem zamówienia, zapytaniem o sposób wysyłki i danymi do przelewu. 
Czytaj więcej »