25 maja 2020

3 Literkowa książka

Pozwólcie, że przytulę czule tę książkę. Takie mam do niej uczucia, nic nie poradzę. Kiedyś trafiłam na  bloga, który uśmiechał mnie barwnymi opisami życia codziennego. I tak się przysiadłam, podsłuchiwałam dialogi, dużo się śmiałam, czasami wzruszałam, kibicowałam wszelkim urodzinowym akcjom dla jego autorki, śledziłam newsy związane z przeprowadzką i zachwycałam się regularnie pojawiającymi się zdjęciami  artystycznych aktywności. Czego tam nie było! Malowanie ceramiki, jakieś patchworki, ubrania dla dużych i małych, szydełko... I to szydełko zaczęło być coraz częściej. Sweterki, syrenki, ptaszki. ILUSTRACJE.


Literkowa książka (wiersze: Alicja Krzanik, polecenia: Katarzyna Piętka, ilustracje: Anna Salamon, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Szydełkowe literki na białym tle, a co trzecia rozkładówka - bogate w szczegóły ilustracje. Porcja tekstu mała, acz treściwa. Przy każdej literze jakieś zadanie - wyszukiwanka, zgadywanka, zabawa w liczenie, szukanie skojarzeń, wyzwanie plastyczne, a nawet zajęcia ruchowe! Każde polecenie zawarte w jednym zdaniu. Konkretne, ale nie ograniczające, przemyślane. Przy rozkładówkach ilustracyjnych - krótkie, rytmiczne wierszyki. Książka z grubszymi stronami i zaokrąglonymi rogami.

Tekst, tekstem, ale proszę Państwa - jestem ogromną fanką tych ilustracji! Konceptu i wykonania. Podglądania procesu ich powstawania. Drogi, którą przeszła autorka. Wszystko mi się tu podoba - kolorystyka, pomysły na każdą literę, humor, łączenie technik. I to, że to wszystko nie grafiki, nie komputerowo (no dobra, na końcu skład komputerowo, ale nie o tym mówię), że te włóczki były wyszukiwane, zestawiane, ręcznie plątane i odplątywane, że zieleń ufoludka była poszukiwana i przedyskutowana, bo mimo ogromnych zbiorów motków - nie udało się znaleźć właściwej. Anno Salamon, bardzo gratuluję, wyszło przepięknie i lekko, ale ja widzę ten ogrom pracy, który wykonałaś. Czekam na więcej!












PS Dwie ostatnie grafiki pochodzą ze strony wydawcy - więcej znajdziecie TUTAJ.
Czytaj więcej »

17 maja 2020

3 Panna Czytalińska #9

Wygląda to tak - zbieramy książki na stosik, robię zdjęcia i zaczynam ją przepytywać. Książka w górę i kilka strzałów zakończonych pytajnikami. Podobała Ci się? Dlaczego? Co myślisz o ilustracjach? Pytam, ona odpowiada, ja notuję. Skrótami, jak kura pazurem, z omdlewającą dłonią. Potem wszystko grzecznie wstukuję w okienko bloggera... I tak to powstaje cykl Panna Czytalińska. Zapraszam do kolejnego wpisu poświęconego książkom, które czyta aktualnie niespełna dziesięcioletnia miłośniczka czytania, która nie sili się na pisanie recenzji, a jedynie dzieli się emocjami związanymi ze spotkaniem z daną książką.


Dzisiejszy stosik znowu ze wspólnym mianownikiem - tym razem Wydawnictwo Dwukropek. To właśnie wspominane wcześniej drugie wydawnictwo, które ma w swojej ofercie największy wybór książek dla dzieci w wieku 8+, 9+, 10+ 11+. Panna Czytalińska sprawdza ich zapowiedzi i zawsze pyta, czy ich stoisko będzie na targach, na które akurat się wybieram. Polecamy uwadze. Kolejność w stosiku - przypadkowa, ale już w opisie - nie. Zaczynamy od tych najulubieńszych. Pierwsze miejsce - ex aequo dwie serie: Zbrodnia niezbyt elegancka i Winterhouse.


Seria Zbrodnia niezbyt elegancka (tekst: Robin Stevens, ilustracje: Nina Tara, tłumaczenie: Magdalena Korobkiewicz, Wydawnictwo Dwukropek)

Panna Czytalińska: Po pierwsze - to chyba była pierwsza seria z Dwukropka, którą poznałam i dzięki której dowiedziałam się, że lubię czytać kryminały [tak było, pisałyśmy o tym TU - przyp. redakcja]. A teraz już za mną tyle tomów! Po drugie - chyba można te książki czytać nie po kolei, ale jednak są tam jakieś nawiązania, więc radzę zachować kolejność i czytać całą serię. Co łączy wszystkie książki? Główne bohaterki - Daisy Wells i Hazel Wong, które poznały się w takiej szkole z internatem. Ale to nie dzieje się współcześnie, bo u nich jest rok 1934 [w pierwszym tomie - przyp. red.] i one wtedy mają chyba z 13 lat. Te bohaterki są dwie, ale w późniejszych tomach dołączają do nich jeszcze trzy kolejne. Dwie główne chodzą do tej samej szkoły dla panienek i śpią w tym samym pokoju. Są zupełnie różne! Jedna jest śmiała, przebojowa i potrafi oszukać dorosłych, druga jest cicha i bojaźliwa. Razem zakładają towarzystwo detektywistyczne. I każdy tom to inna zagadka, nie wszystkie dzieją się w tej szkole. Czy jest przemoc? No skoro są trupy, to musiała chyba być przemoc, prawda? Ale nie ma jej opisów, nie ma też brzydkich wyrazów. Brakuje również ilustracji, jest tylko mapka. No to są kryminały, wszystko na końcu się wyjaśnia, nie ma jakichś nadprzyrodzonych sił, magii czy dziwnych rzeczy. Czyta się świetnie.

Moje trzy grosze: W serii do tej pory ukazały się książki: Zbrodnia nie przystoi damie, Herbatka z arszenikiem, Zbrodnia pierwszej klasy, Bardzo brudna gra, Śmiertelne dziedzictwo, Smakowite przestępstwa, czyli jak zostać detektywem, w przygotowaniu jest Zbrodnia na receptę. Panna Czytalińska jest z serią na bieżąco, choć w domu mamy tylko dwa pierwsze tomy. Nasza osiedlowa biblioteka jest wspaniale zaopatrzona, więc pozostałe części wypożyczałyśmy (i przedłużałyśmy o miesiąc ;)). W książkach nie ma ilustracji, ale są plany/mapy ułatwiające zorientowanie się w miejscu akcji oraz słowniczki z trudniejszymi słowami oraz przypisy tłumaczki/redakcji. Każda książka to około 400 stron.




Trylogia: Hotel Winterhouse / Sekrety hotelu Winterhouse / Zagadka hotelu Winterhouse (tekst: Ben Guterson, ilustracje: Chloe Bristol, tłumaczenie: Anna Anita Wicha / Katarzyna Mironowicz / Maciej Nowak–Kreyer, Wydawnictwo Dwukropek)

Panna Czytalińska: Tu już wszystko się wyjaśniło i nie będzie kolejnego tomu, prawda? [na to wygląda, to trylogia - przyp. red.]. I znowu główną bohaterką jest dziewczynka - Elizabeth Somers. Ona straciła rodziców w wypadku i mieszka z wujostwem. Pewnego dnia wysyłają ją do obcego miejsca, właśnie do tego hotelu z tytułu. Na drzewie wisi koperta z biletem i torba z rzeczami, i ma jechać. I wtedy dopiero się zaczyna. Bo tam zaprzyjaźnia się z Freddym, który tak jak ona lubi zagadki. I właściwie nie wiem, co powiedzieć, żeby nie zdradzić ważnych rzeczy... Może tak - będą magiczne przedmioty, czarna magia, akcja, przygody i ostatecznie ten hotel okaże się nie do końca obcy. Naprawdę trudno coś mówić nie zdradzając fabuły. Czy jak jedna z bohaterek jest nieżywa, to zaliczamy, że jest tam trup? I to nie jest tak, że ona tylko leży. W każdym razie nie ma przemocy i brzydkich wyrazów. Są za to zjawiska nadprzyrodzone i to jedyna seria z tego stosu, w której są ilustracje. Co prawda czarno-białe i mniej więcej jedna na rozdział, ale jednak. Czytało się super, szkoda, że to koniec.

Moje trzy grosze: Cieszę się, że mamy całą trylogie na własność - wracała do niej kilka razy. Do tej pory potrafi wziąć jedną z książek i podczytywać na losowo wybranej stronie. Każda z książek ma około 400 stron.

Hotel Winterhouse

Sekrety hotelu Winterhouse


Zagadka hotelu Winterhouse




Przygoda w Greenglass House / Duchy Greenglass House (tekst: Kate Milford, ilustracje: Maciej Szymanowicz, tłumaczenie: Anna Anita Wicha, Wydawnictwo Dwukropek)

Panna Czytalińska: To są dwa tomy, ale ja już widziałam, że będzie coś jeszcze [tak, w zapowiedziach jest Bluecrowne. Opowieść o Greenglass House - przyp. red.]. Tu bohaterem jest chłopak - Milo, który ma 12 lat. I znowu jest hotel! Rodzice Milo są właścicielami hotelu. Okazuje się, że to miejsce skrywa pewną tajemnicę, że to nie jest taki zwykły hotel. Dużo się dzieje. Na przykład Milo poznaje Meddy, ale z nią też jest związana tajemnica, której nie mogę zdradzić. Jest też pewna gra, w którą grają i wierzą, że w niej są. Nie no, nic nie mogę opisywać, naprawdę. Cały czas coś tam się dzieje i ma wpływ na to, co dzieje się potem, jak za dużo zdradzę, nie będzie zaskoczenia. Polecam wszystkim, którzy lubią tajemnice i magię. Nie ma w niej przemocy, chociaż pojawia się... rewolwer!

Moje trzy grosze: Faktycznie, trudno coś opisać, choćby ogólnikowo, bez zdradzania kluczowych kwestii. Zostawię opis z www wydawcy, taki jeszcze bardziej ogólnikowy: "Książka z pewnością zachwyci każdego – ta inteligentna, trzymająca w napięciu opowieść oferuje bowiem całą gamę przyjaznych duchów, nadprzyrodzonych sił, niezapomnianych postaci, a wszystko to osadzone w nieco upiornej i zagadkowej atmosferze." Każda z książek ma około 400 stron, drugi tom ma ponad 430. Dodatkowo z całego zestawienia te książki mają chyba najmniejszy rozmiar czcionki.

Przygoda w Greenglass House

Duchy Greenglass House




Rubiny i kominiarze (tekst: Janine Beacham, ilustracje:Lisa Horton, tłumaczenie: Magdalena Korobkiewicz, Wydawnictwo Dwukropek)

Panna Czytalińska: Śmieszna sprawa, bo nie czytałam tomu pierwszego, a to jest tom drugi. Chwilę mi zajęło, żeby się połapać we wszystkim, ale dałam radę. Akcja nie dzieje się współcześnie, a główna bohaterka Rose Raventhorpe działa z taką jakby grupą kamerdynerów, którzy strzegą porządku. W pierwszym tomie pewnie była inna przygoda, ale ta zaczyna się od tego, że do katedry wbiega chłopiec, który mówi, że jego siostra zniknęła. Rose postanawia mu pomóc. Ta Rose to w ogóle ma być niebawem wydana za mąż, ale wolałaby pomagać kamerdynerom. Nosi ze sobą szablę! W każdym razie pojawia się druga grupa - kominiarzy i wcale nie jest tak łatwo rozwiązać zagadkę zniknięcia. Niby jest realistycznie, ale jest na przykład temat cofania się w czasie. Więc jakieś tam elementy magii są, ale wcale nie dużo. Dużo jest akcji!


Rubiny i kominiarze




Rodzina ze 141 Ulicy / Rodzina ze 141 Ulicy i ukryty ogród (tekst: Karina Yan Glaser, ilustracje: Karl James Mountford, tłumaczenie: Dominika Pietrachowicz, Wydawnictwo Dwukropek)

Panna Czytalińska: A to już zupełnie inne książki - nie ma magii, nie ma trupów, nie ma trudnych spraw do rozwiązania, taka codzienność [obyczajówka - rzekłaby red.]. Jest rodzina [Vanderbeekerów - przyp. red. - za chwilę zapominając, jak brzmi to nazwisko], która mieszka w kamienicy przy ulicy 141. Sporo tam dzieci, zaraz sprawdzę, bo już zapomniałam, ile ich tam jest. Pięcioro! I opisane są przygody tej rodziny - w pierwszym tomie to, jak starają się powstrzymać dozorcę przed wyrzuceniem rodziny z kamienicy, w drugim historia ogrodu tworzonego dla sąsiada, który trafił do szpitala. Fajnie, ale jednak wolę kryminały, magię i zagadki.

Rodzina ze 141 Ulicy

Rodzina ze 141 Ulicy i ukryty ogród






* Tak, wzięłam torbę książek nad jezioro, a Panna Czytalińska przypozowała w swoim weekendowym, leśnym wdzianku - błękitnym dresie (w którym - nawiasem mówiąc - chwilę później wpadła do jeziora).

Czytaj więcej »

10 maja 2020

1 Kajtek i Miś / Kajtek i Tosia

Matki, które czytają, a ich dzieci na widok książek krzywią się z odrazą. Matki, które bezskutecznie miłość do książek chcą zaszczepić w kolejnym pokoleniu. Matki, które nie umieją ukryć, że patrzą z zazdrością na dzieci znajomych, połykające książkę za książką. Przytulam Was mocno! Naprawdę rozumiem! I nie mam żadnej recepty na sukces! Jedno moje dziecko czyta bardzo, bardzo dużo i zaczęło, kiedy ja kompletnie nie miałam głowy, by bardziej lub mniej świadomie "dawać przykład". Drugie dziecko, które  - żeby było śmieszniej - widziało mnie z książką bardzo często, najchętniej bawiłoby się tylko książkami Tulleta, a każdy nowy proponowany tytuł traktuje jako zamach na swoją niespełna sześcioletnią osobę. Dlatego naprawdę bardzo cieszy mnie każde "trafienie", kiedy po pierwszym rozdziale nie widzę oporu, kiedy widzę, że słucha, nawet jeśli akurat skacze po kanapie lub biega wokół stołu. Tym razem się udało. Jedna bitwa wygrana. Kajtek mi pomógł.


Kajtek i Miś / Kajtek i Tosia (tekst: Jujja Wieslander, Tomas Wieslander, ilustracje: Olof Landström / Jens Ahlbom, tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk, Wydawnictwo Zakamarki)

Kajtka lubię od dawna. Z wielu powodów. Obie książki to zbiory opowiadań (w jednym tomie jest ich 15, w drugim 12) o Kajtku, chłopcu w wieku przedszkolnym. Kompanem Kajtka jest Miś, który nawet jeśli nie uczestniczy w codziennych zabawach, wieczorem zawsze ma czas, żeby wysłuchać pluszowym uchem opowieści o przygodach chłopca, pobawić się, pocieszyć, być obok.
Fantastycznie się głośno czyta te opowiadania! Zawsze zaczynają się zwrotem: A teraz posłuchaj..., A teraz usłyszysz..., a kończą momentem, w którym Kajtek i Miś leżą już w łóżku i zazwyczaj wyglądają na bardzo zadowolonych. Można czytać po kolei, można na wyrywki, trudno skończyć po jednym rozdziale...
Ilustracji jest niewiele, kolorowa jest tylko okładka. Bardziej przypadły mi do gustu te Olofa Landströma, co nie znaczy, że wersja Jenas Ahlboma zupełnie mi się nie podoba. Też mają swój urok, ponownie udało się na nich oddać dużo emocji, przede wszystkim tych związanych ze szczęściem, ale i trochę trudniejszych.
Bo codzienność Kajtka jest bardzo "normalna" - czasem dzień wypełniony jest tylko beztroską zabawą, innym razem dzieje się coś nie po myśli chłopca. Bywa smutny, bywa rozzłoszczony lub wystraszony. Z mieszkającą nieopodal Tosią zazwyczaj bawią się zgodnie, ale wiadomo - relacje między rówieśnikami nie zawsze są perfekcyjne. I bardzo dobrze! Potrzeba nam takich lektur. Mnie potrzeba, ale jemu również. Jest tam mama, która jest blisko i jest uważna. Taty jest trochę mniej, ale jak już wróci z pracy - przemienia się w Tatę Zapaśnika i jest cały dla syna, kulają się po łóżku, mocują, są dla siebie 1:1. Rodzice dają Kajtkowi dużo swobody, wierzą w niego, wspierają go, uczestnicząc w realizacji różnych, czasami nieco szalonych, pomysłów. Jest dużo zabawy, ale niewiele zabawek, jest przyroda, ekraników brak. Trochę sielanka, ale ja lubię pobyć w takim świecie. Najwyraźniej ten mój nielubiący książek przedszkolak też to lubi.







Kajtek i Miś
Kajtek i Tosia
Czytaj więcej »

23 kwietnia 2020

7 Lekcje o języku

Z korespondencji z nauczycielką języka polskiego wynika, że Panna Czytalińska beztrosko podchodzi do kwestii wielkiej i małej litery (potwierdzam) i pisze niezbyt starannie (również nie zaprzeczę). Ponadto lubi u każdego bohatera dodać „c”. Choć po chwili się poprawia... Równocześnie pisze raczej poprawnie, jest z tego dumna i - ku mojej rozpaczy - bywa grammar nazi podczas czatowania z rówieśnikami. I lubi, bardzo lubi książki związane z językoznawstwem, szczególnie te ładnie wydane.




Od mikmaka do zazuli. Atlas regionalizmów dla dzieci (tekst: Michał Rusinek, ilustracje: Joanna Rusinek, Wydawnictwo Bezdroża / Grupa Helion)

Może i dla dzieci ten atlas, ale ja przeczytałam (i oglądnęłam) go z dużym zainteresowaniem. Oczywiście można po prostu przytoczyć definicję z PWN, że regionalizm to „cecha wymowy, forma gramatyczna, wyraz lub konstrukcja składniowa, właściwe mowie mieszkańców pewnego regionu”*, ale trochę to nudne, a wtedy trudniej się zapamiętuje definicję. W zamian mamy pięknie wydany, bogato ilustrowany atlas. Taka to lekcja - świetny wstęp do nauki o regionalizmach: duży format, dowcipne, wspaniałe kolorystycznie ilustracje, które nie przytłaczają ilością szczegółów; pomoc przy lokalizacji różnych rejonów na wyklejce; humorystyczny tekst (czasami są to wierszyki), który pozwala poznać po kilka pojęć z różnych rejonów Polski, ale równocześnie jest na tyle krótki, że lekcja o regionalizmach jest dynamiczna, nie nudzi i wywołuje salwy śmiechu. Nie chcę klaftować, ale huncwoty będą robić szneki przy tej lekturze. 







Na końcu języka. Frazeologia i przysłowia (tekst: Anna Kamińska-Mieszkowska, Wydawnictwo PWN)


Ponad 120 trudnych słów, wyrażeń, pojęć, frazeologizmów oraz przysłów! To materiał na cykl lekcji lub po prostu bardzo ciekawa lektura, dla osób zainteresowanych językiem polskim. Dodatkowo całość jest atrakcyjnie podzielona - zarówno dział frazeologii, jak i przysłów dodatkowo dzieli się na zwroty związane z człowiekiem i częściami ciała, zwierzętami, roślinami i jedzeniem, przedmiotami i działem inne, w których tłoczą się zwroty, które trudno gdzieś zakwalifikować. Ja, oczywiście, czytam na wyrywki i taki sposób polecam (nauczanie przez podrzucanie). Dla chętnych - na końcu każdego rozdziału są ćwiczenia kontrolne, sprawdzające, czy materiał został opanowany. Fajne to! Te teksty nie są za długie (1-2 krótkie akapity), odnoszą się do znaczenia i pochodzenia danego połączenia słów i często dodane są dialogi z użyciem danego zwrotu. Dodatkowo jest sporo różnorodnych ilustracji i zdjęć. Zostawiam na półce przy słowniku ortograficznym i języka polskiego.




 

Innymi słowy. Niezwykłe słowa z różnych stron świata (tekst: Yee-Lum Mak, ilustracje: Kelsey Garrity-Riley, tłumaczenie: Michał Rusinek, Kuba Rusinek, Wydawnictwo Egmont)

A na deser taka niewielka rozmiarowo i objętościowo książka. Jej autorka Yee-Lum Mak „pojemnymi” słowami zainteresowała się, kiedy poznała portugalskie słowo saudade, oznaczające „miłość, która pozostaje”. - Nigdy wcześniej nie natknęłam się na takie słowo. Wydało mi się z innego świata: pojemniejsze, osobliwsze i bardziej precyzyjne niż słowa, jakich używamy na co dzień. To słowo nazywało uczucie, które znałam, lecz którego nie potrafiłam nazwać.**
Niewiele ponad 60 „pojemnych” słów pochodzących z mniej niż 20 języków. Wszystkie w towarzystwie ciepłych, akwarelowych ilustracji w stonowanej/zgaszonej kolorystyce. Na końcu indeks. Jedyne, czego dla mnie zabrakło to wymowa tych słów.





* definicja TUTAJ.
** cytat z opisu wydawcy - TUTAJ.
Czytaj więcej »

26 marca 2020

4 Historia, ekonomia, informatyka i matematyka




Jeśli macie w domu młodego człowieka, co się książki nie brzydzi - nieustannie polecam nauczanie przez podrzucanie. Warunki są takie: książka edukacyjna musi być ciekawa, dobrze, żeby była atrakcyjnie graficznie, ale nie jest to konieczny warunek w przypadku nieco bardziej doświadczonego czytelnika. Mamy zatem książkę i bez słowa podrzucamy ją na kanapie, parapecie, fotelu. W zasięgu wzroku i ręki. I czekamy. Nie namawiamy. Nie mówimy, żeby poczytał, bo mądra i ciekawa. Czekamy. Czasami nie poleży nawet godziny i zaczyna być wertowana, innym razem odczeka tydzień (czasem trzeba przetrzeć z kurzu) lub dwa. W końcu zobaczymy, że potencjalny czytelnik tak jednym okiem patrzy, nonszalancko przerzuca strony. A potem odkryjemy, że w książce jest zakładka i regularnie się przemieszcza... Nauczanie przez podrzucanie.


Halo! Historia komunikowania się (tekst: Liliana Fabisińska, ilustracje: Anita Graboś, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Jakiś czas temu z dużym zainteresowaniem przeczytałam książkę Człowiek i jego znaki Adriana Frutigera, nadal lubię do tej książki wracać i podczytywać na wyrywki, zatem jak tylko zobaczyłam zapowiedź książki o historii komunikowania się przeznaczonej dla młodszego czytelnika, wiedziałam, że chciałabym pokazać ją Pannie Czytalińskiej. Halo! Historia komunikowania się to ponad 200 stron opowieści podzielonych na sześć działów, jest: Mowa, Pismo, Od A do Z na sto sposobów, Poczta, Nie tylko słowa, Bez internetu, bez komórki. Bardzo, bardzo ciekawa lektura, otwierająca dzieciom oczy na to, ile wokół jest sposobów komunikowania się, jaka jest ich historia i związane z nimi wynalazki. Alfabet Morse'a, język migowy, alfabet Braille'a, ale i kapsuły czasu, język kwiatów, znaki dymne czy kręgi w zbożu - to tylko kilka haseł, o których można dowiedzieć się więcej. Cieszy szerokie spojrzenie na temat. Jeśli mowa o poczcie, będzie o Filippidesie, biegaczu, który dostarczał wiadomość z Aten do Sparty w 490 roku przed naszą erą, będzie też o poczcie w Imperium Rzymskim, krzykaczach, zwierzętach, które w różnych czasach i w różnych miejscach pomagały w dostarczaniu poczty, ale i o tajemnicy korespondencji czy cenzurze. Rozdziały można czytać po kolei, można na wyrywki. Zatem mogę rekomendować na akcję - nauczanie przez podrzucanie! Wydawca wskazuje odbiorcę 6-14 lat, moim zdaniem 9+.

PS Na www wydawnictwa obok miniatury okładki jest ikonka PDF - znajdziecie tam fragment książki. Możecie np. podejrzeć, czy spodoba Wam się, jakim jest pisana językiem i jaki jest stosunek tekstu do ilustracji.


 









Ale komputery! Megabajtowe historie cyfrowe (tekst: Michał Leśniewski, ilustracje: Maciej Łazowski, Wydawnictwo Egmont)

Po pierwsze - komputery i ich historia. Do znudzenia będę opowiadać, jak to miałam ZX Spectrum, gry na kasety, Amigę, dyskietki małe i duże. Ja to nawet magisterkę miałam na dyskietce! Ale numer! I bywałam regularnie w kafejkach internetowych... W każdym razie  - wszystko, co dotyczy historii komputerów i Internetu, budzi moje zainteresowanie. Żeby ten młody człowiek chociaż trochę miał świadomość, że to nie jest wszystko od zawsze. Że dinozaury nie miały Skypa, a jaskiniowcy TikToka, a osobiści rodziciele czasem dzwonili do swoich rodziców z telefonu na żetony/karty, ale częściej wysyłali kartki, bo telefonów komórkowych, laptopów i tabletów nie mieli.
A po drugie - tak mi się podobają te ilustracje Macieja Łazowskiego! Tak to wszystko ładnie zagrało! Dobrze się czyta i ogląda. Można na wyrywki!

PS Tylko po co ograniczać wskazując, że ten ilustrowany przewodnik po komputerowym świecie przeznaczony jest dla dzieci w wieku 8-13 lat? 8+ - to w zupełności wystarczy.










Pieniądze i cała reszta. Naucz dziecko oszczędzać, dzielić się i mądrze wydawać (tekst: Gail Vaz-Oxlade, tłumaczenie: Marek Wojdyło, Wydawnictwo Znak emotikon)

Tytuł i podtytuł to idealne minimalistyczne streszczenie tej książki. Znajdziemy tu tematy związane z kieszonkowym, planowaniem wydatków i dzieleniem ich ze względu na cel: na zachcianki, oszczędności i dzielenie się. My czytamy rodzinnie i przeprowadzamy pierwsze transakcje - jest już nawet pożyczka, spłata na raty i ewentualne odsetki za opóźnienia. Fajnie! Dobrze edukować w temacie pieniędzy za pomocą fajnych książek, ale bez przykładu idącego z góry... może być trudno. Co pozostaje? Czytanie, ale i rozmowa, porównywanie cen, omawianie budżetu np. na przyjemności, danie możliwości uczenia się na własnych błędach (nietrafione wybory zakupowe).   






Liczę bez błędów. Zagadki i zadania na wesoło (zadania i ćwiczenia: Alicja Berman, tekst: Alicja Berman, Ryszard Popiołek, Wydawnictwo Lira)

Pamiętacie te czasy, kiedy dzieci normalnie chodziły do szkoły, a dorośli do pracy? W tych odległych czasach przebiegałam przez znany dyskont spożywczy chwilę przed 8:00 rano i prócz bułki i ogórka chwyciłam taki zeszyt. Może i nie był za piękny, ale wiek odbiorcy się zgadzał, a dodatkowo doceniłam, że każde zagadnienie jest najpierw wytłumaczone i na końcu są podane wszystkie rozwiązanie (strony te, oczywiście, natychmiast skleiłam taśmą klejącą). W dobie przymusowej edukacji domowej - jak znalazł. Przynajmniej drukarka ma chwilę wytchnienia...










Czytaj więcej »