11 lipca 2019

2 Buldog Odo

Bywa i tak, że podczas pierwszego przeglądania książki, coś we mnie drgnie. I nie zastanawiam się wtedy, czy mam w domu odbiorcę w wieku adekwatnym, czy jest ZASADNOŚĆ zakupu, czy oby na pewno POTRZEBUJĘ, czy jest jakaś OKAZJA... Nie, nie, nie. Po prostu kartkując książkę o buldogu Odo - bardzo go polubiłam. I spodobało mi się to czułe spojrzenie na psa. Uważne i akceptujące. I ilustracje - z oszczędną kreską i plamami koloru na przygaszonym tle.
Dlatego musiałam tę książkę kupić. Mimo że kartonowa, że dzieci moje jakby za duże. Nic nie poradzę. Poznajcie buldoga Odo, który uwielbia mieć pupę na poduszce, a jego pasją jest spanie.








Buldog Odo (Justyna Stefańczyk, Wydawnictwo Dzika Małpa)


Czytaj więcej »

8 lipca 2019

1 Zoo

Żadna tajemnica, choć trochę wstyd. Poezję dla dzieci nabywam tylko wtedy, gdy... za ilustracje odpowiada wszechstronnie utalentowana Elżbieta Wasiuczyńska. I - ponownie żadna to tajemnica, choć trochę wstyd - oko zawieszam przede wszystkim na ilustracjach. Trochę ta nie-proza nie dla mnie... Tak nie do końca mnie cieszyła. Do czasu.


Zoo (tekst: Jarosław Mikołajewski, ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Agora)

Duet Mikołajewski/Wasiuczyńska stworzyli ilustrowany tomik wierszy w hołdzie dla mistrza Jana Brzechwy. I do licha, jak przepysznie im to wyszło! Chichram się nad tekstami, pochylam z podziwem nad ilustracjami (tym razem malowane), wzdycham patrząc na kolory... Najchętniej przepisałabym tu wszystkie wiersze, ale ze względu na prawa autorskie - nie mogę. Mogę pokazać część i zachęcić do lektury. Tych najmłodszych, średnich i dużych. Szczególnie ci średni i duzi docenią zabawę słowem i humor czyhający na każdej rozkładówce. Polecam!

PS Jeśli się nie mylę - część wierszy była już opublikowana w serii Biblioteka Gazety Wyborczej w 2007 roku. Wtedy zupełnie mi umknęło to wydanie, tym bardziej cieszę się, że Agora do tematu wróciła i wydała (bardzo starannie!) uzupełniony tomik.







Ostatnia ilustracja (rozkładówka) pochodzi ze strony Wydawcy (TUTAJ).


Czytaj więcej »

7 lipca 2019

0 Cisza!

Jak to mówią? Uważaj, czego sobie  życzysz, bo to może się spełnić? Nic złego w spełnieniu swojego życzenia nie widział Pan Antoni. Po prostu chciał spokojnie wypić kawę, w ciszy przeczytać gazetę i uciąć sobie drzemkę. A do tego wszystkiego potrzebował CISZY.


Cisza! (tekst: Céline Claire, ilustracje: Magali Le Huche, tłumaczenie: Sylwia Sawicka, Polarny Lis)

Pan Antoni miał dużo szczęścia, bo jego sąsiedzi wiedzieli o jego potrzebie i starali się wszystko robić po cichu. Tyle że... dość szybko zapominali, że cisza była dla ich sąsiada najważniejsza. A skoro o tym nie pamiętali - po prostu ŻYLI. Psy szczekały, auta trąbiły, gdzieś grała muzyka, dzieci piszczały w zabawie. A pan Antoni cierpiał. Z pomocą miał mu przyjść magiczny płyn, z którego dało się stworzyć dźwiękoszczelną bańkę. Udało się! Pan Antoni zaznał w końcu ciszy. Mógł drzemać, kiedy chciał, spokojnie czytać gazetę i w ciszy pić kawę. Codziennie. Tylko czy faktycznie spełnione marzenie uszczęśliwiło pana Antoniego?
Lektura tej obrazkowej historyjki o indywidualnych potrzebach, rozmowie o nich, empatii i o tym, że dobrze być razem - przyniosła nam okazję do refleksji. Jestem jak pan Antoni - dobrze funkcjonuję w ciszy, lubię ją, ale od kilku lat (policzcie od ilu ;)) trudniej mi ją znaleźć w "zaciszu" domowym. Czy chciałabym się schować w bańce? Nie. Nie muszę przeprowadzać na sobie eksperymentu, bo wiem, że szybko zatęskniłabym za domowym gwarem (wrzaskami, przepychankami, drzwiami, które trzaskają, wojowniczymi okrzykami i głośnym śmiechem). Słyszę melodię życia, której na początku nie chciał słyszeć pan Antoni, ale wiem też, że muzyka bez żadnej pauzy... No co to za muzyka by była?! A dzieci? Cóż, czasami trzeba im o tym przypomnieć... O tej potrzebnej ciszy, pauzie, chwili w bańce.
Twarda oprawa z płócienną fakturą, matowy papier, spory format, książka szyta. Tekstu niewiele, ale to wcale nie oznacza, że to pozycja tylko dla najmłodszych czytelników. Panna Czytalińska (lat 9) bardzo ją polubiła i doceniła zarówno historię, jak i ilustracje Magali Le Huche, które są trochę oszczędne i mają zgaszone kolory. Mi te prace kojarzą się zarówno z ilustracjami Serge'a Blocha, jak i niektórymi rysunkami Benjamina Chauda. Cóż, chyba to jest po prostu... francuski styl, czyż nie? ;)

PS Jeśli kreska wydaje Wam się znajoma - Magali Le Huche zilustrowała Jejku-Jejku chce coś zmienić wydane przez Dwie Siostry oraz Komu zupki? z Adamady. Zilustrowała i napisała tych książek o wiele, wiele więcej, ale te do tej pory wydano w Polsce.







Czytaj więcej »

12 maja 2019

1 Po ciemku, czyli co się dzieje w nocy

Taki wielki format i tyle ilustracji. Tymczasem zastałam nad nią ośmiolatkę. Siedziała, siedziała, siedziała. - Mamo, niby dla małych dzieci ta książka, prawda? A tyle w niej ciekawych rzeczy! I wcale nie tak mało tekstu... Mogłam tylko przytaknąć.





Po ciemku, czyli co się dzieje w nocy (tekst: Monika Utnik-Strugała, ilustracje: Małgosia Piątkowska, Nasza Księgarnia)

Kiedy moja córeczka była mała, często budziła się w nocy. Musiałam do niej wstawać, karmić ją i tulić, by ponownie usnęła. Początkowo takie pobudki nie przychodziły mi łatwo. Z czasem zaczęłam się jednak przyzwyczajać, a nawet dostrzegać pewne plusy – mogłam bowiem obserwować, co się dzieje na świecie, gdy wszyscy smacznie śpią.
Zauważyłam, że w oknach pobliskiego biurowca do późnej nocy pali się światło, choć pracownicy dawno już wyszli do domu – to sprzątaczki porządkowały gabinety. Że gdy wszyscy odpoczywają, na ulicach pustego miasta ciężko pracują polewaczki czyszczące jezdnie. Że sąsiad ślęczy przy biurku i coś pisze. Że przez trawnik przebiegła mysz. I że już o piątej pod okoliczne sklepy podjeżdżają pierwsze samochody załadowane pod dach świeżym chlebem. Słowem, zrozumiałam, że noc skrywa mnóstwo tajemnic, których nigdy bym nie odkryła, gdybym nie musiała wstawać do córki.
Chcecie dowiedzieć się, co jeszcze dzieje się po ciemku? To posłuchajcie. 
To tekst ze strony internetowej Naszej Księgarni, zajrzyjcie tam, by podglądnąć więcej rozkładówek, które naprawdę są ciekawe i miłe dla oka. Ile czasu mógł trwać proces twórczy?! Skoro autorka przygląda się "nocnym sprawom" na prawie 30 rozkładówkach? Przygląda się wnikliwie, patrzy uważnie, pod wieloma kątami. Nawiązuje nie tylko do astronomii, ale i m.in. do historii, biologii, ekologii czy kultury. Dajcie się namówić na wycieczkę z pewną dziewczynką i chłopcem oraz bardzo mądrym białym królikiem...



Czytaj więcej »

15 kwietnia 2019

2 Był sobie Kosmos

Całkiem niedawno malowaliśmy różnej wielkości bombki styropianowe, trochę się spierając o to, czy Pluton to planeta... Konstrukcja z listewek okazała się stabilna i nasz własny układ słoneczny zawisł pod sufitem. Później okazało się, że w przedszkolu właśnie odbywają się zajęcia o planetach i Wojtek żywo reaguje na planety. Również, gdy widzi je na witrażu i trwa kościelna uroczystość. - Saturn, mamo, widziałaś? Saturn, tam jest Saturn. Saturn, nie? Saturn, popatrz... I jak tu nie zgodzić się na przetestowanie nowej gry Wydawnictwa Hipokamus Był sobie Kosmos?



Gra planszowa Był sobie Kosmos (wydawca: Hipokampus)

Najkrócej mówiąc - celem gry jest dotarcie do czterech (z ośmiu) planet układu słonecznego. Pobranie do pojemnika próbek do badań naukowych i powrót na Ziemię. Kto pierwszy wykona te wszystkie czynności - wygrywa. Podobnie jak w przypadku gry Pierwsza pomoc - to nie jest gra dla nastawionych na tempo, adrenalinę i nagłe zwroty akcji. Tu trzeba kombinować, przeliczać, odpowiadać na pytania i mieć nadzieję na więc "szans" niż "pechów" ;) Być uważnym i nie pogubić się w dużej ilości dodatków. Kostka zwykła, kostka funkcyjna, talia kart z pytaniami, talia Szansa / Pech, pojemnik próbek do badań naukowych, żetony, kryształki... Ufff! Jakby tego było mało, w ukończeniu misji nie pomaga para Kosmicznych Rabusiów. Zatem po pierwsze czytamy instrukcję, potem drugi raz i trzeci podczas rozgrywki. I raczej do planszy zapraszamy dzieci w wieku 7+ / 8+. Nie przejmujemy się, że pierwsza gra idzie kulawo. Szczególnie jeśli okazuje się, że mamy luki w wiedzy wielkości czarnej dziury (tej samej, której ostatnio zrobiono poruszone zdjęcie ;)).




 

30 marca ogłosiłam konkurs i dziś powinny być wyniki. Wybaczcie, ale wciąż obradujemy. Wybór nie jest łatwy, sami zobaczcie...




Galerię prac znajdziecie na FB, dokładnie TUTAJ.

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Po pierwsze - przepraszam za opóźnienie. Po drugie - dziękuję za wspaniałe, różnorodne prace. Po trzecie - kilka słów o wyłanianiu zwycięzców. W jury było pięć osób. Nie mogłam podejmować decyzji sama, bo kojarzę lub znam kilka z osób, które wzięły udział w zabawie. Zatem - 5 osób w jury, każda z nich miała wybrać pięć prac i uszeregować je według punktacji (od 1 do 5 punktów). Po czwarte - gratuluję Eli, która zamknęła wszechświat w słoiku i zdobyła 17 punktów. Gratuluję również Lilce i jej pastelinowej wizji (14 punktów) oraz Mateuszowi, który zyskał chyba fajny, edukacyjny plakat do pokoju (13 punktów). Gdybym miała więcej nagród, przyznałabym je wszystkim uczestnikom. No ale nie mam. Dziękuję za udział w konkursie, z wygranymi skontaktuje się mailowo.
Czytaj więcej »