28 stycznia 2016

6 Tullet dla maluchów





Z łatwością potrafię sobie wyobrazić osobę, która sięga w księgarni po książkę Hervé Tulleta (jakąkolwiek), kartkuje ją i prycha z niedowierzaniem. Brew unosi się wysoko, pojawia się uśmiech niedowierzania. Może nawet, jeśli ma towarzystwo, ta osoba szturchnie znajomego łokciem i brodą wskaże na książkę. Przewróci oczami i pośpiesznie odłoży książkę na półkę. Takie to niedorysowane, te teksty jakieś takie... Czy to się w ogóle dziecku spodoba?
Wyobrażam sobie to z łatwością, bo gdyby nie lata (no tak, już lata) doświadczeń, obserwacji spotkań dziecka z książkami tego Autora, to ja może i podobnie bym reagowała. Ale sama widziałam, jak to działa. I wiem, że... działa. I kropki działają (bez prądu), gadające postaci też, potrząsanie książką również, mieszanie kolorów na sucho, liczenie... wszystkiego. Działa. Nie nudzi się.
Czy zadziała też w przypadku maluchów? W drugiej połowie ubiegłego roku Wydawnictwo Babaryba wypuściło na rynek "sztywniaczki" Hervé Tulleta, serię czterech książek o identycznym formacie i... konstrukcji. Od listopada testuje je Wojtek - sam, z naszą pomocą, z siostrą. Aktualnie to zdecydowanie czołówka, podium, najnaje z jego półeczki. Przynosi je nam bardzo często, a że nie umie delikatnie podać i rzuca... auć, to naprawdę konkretne "sztywniaczki", potrafią zadać ból ;)



tekst i ilustracje: Hervé Tullet
Wydawnictwo Babaryba KLIK

PS A dlaczego na naszym filmiku jest akurat książka Już jadę!? O tym w kolejnym wpisie :)

Czytaj więcej »

25 stycznia 2016

9 Bartek, Lenka i... debiut


bardzo podola misie ta ksiarzka. bardzo podobalo misie opowiadanie halaser. opowiadanie sekretne zyce butuf jest bardzo cekawe .takjak podruznik w czasie . zasi o mikolaju jest grube* ijeszcz o krulewiczulewiczu jest ciekewe. bartek ma5 lat i bardzolubje tego bohatra


* - Taki żart, mamo.
Ewa, lat 5 i 8 miesięcy
_________________________________________________________________________

- Pisałaś, mamo, o Bartku i Lence? - zapytała znienacka. Pokręciłam głową: - Nie, dopiero skończyłyśmy czytać, jeszcze nie zdążyłam - odpowiedziałam. A ona na to, że to dobrze, bo ona wpis napisze. Najpierw zrobiła zdjęcia. Zamknęła się u siebie, wróciła z aparatem. Pomogłam jej w zrzucaniu zdjęć, a ona wskazała palcem, które kadry wybiera. Usiadła i zaczęła pisać. Nie wie, jak na klawiaturze wystukać wszystkie te litery z ogonkami, nie zna się zupełnie na wielkiej literze, a ortografię... traktuje z dużą nonszalancją ;) 19 stycznie napisała pierwszą wiadomość e-mail - do dziadka, dwa dni później zamarzyło jej się opisanie książki. Bardzo jestem dumna!

Dorzucę jeszcze tylko dwa słowa o książce i kilka dodatkowych zdjęć i znikam, dobrze? Bartek, podobnie jak Ewa, chodzi do przedszkola. Na dodatek od niedawna jest starszym bratem. Myślę, że te podobieństwa sprawiły, że Ewie ta część o przygodach Bartka spodobała się najbardziej (wcześniej ukazały się książki O czym nie śniło się dorosłym i Ja chyba śnię). Słuchała z zaciekawieniem. Najpierw przez kilka wieczorów mojego czytania, później o Bartku czytał jej Jacek Kawalec (często jej czytał, kilkakrotnie w ciągu jednego dnia), do książki dołączona jest bowiem płyta w formacie audio. Na rozdziały, do poduszki, polecamy :)

Bartek, Lenka i sny, tekst: Joanna Wachowiak, ilustracje: Jola Richter-Magnuszewska  
Wydawnictwo BIS








Czytaj więcej »

20 stycznia 2016

5 O Wojtku




Miałam taki plan, że jak Wojtek będzie już umiał obchodzić się z książkami (wiecie - taki czas, kiedy każde oglądanie nie oznacza szkody i metrów taśmy klejącej przeznaczonych na naprawę przerwanych stron), kupię jakieś stare wydanie Jak Wojtek został strażakiem. Najchętniej z ilustracjami Bohdana Bocianowskiego (Nasza Księgarnia), bo takie pamiętam ze swojego dzieciństwa. Choć wydanie zilustrowane przez Jerzego Flisaka (Wydawnictwo Poznańskie) też ładne i znajome... Taki plan miałam, bo przecież Wojtek, bo podbiera wóz strażacki Ewy i co rusz odpala syreny. Uznałam, że to nasz must have i co jakiś czas zaglądałam na ofertę serwisu aukcyjnego. Były Wojtki..., czekały, w różnym stanie, niedrogie.
 



A tymczasem Nasza Księgarnia zgotowała nam taką niespodziankę! Wydanie kultowej (nie boję się tego słowa, nie boję) historii o Wojtku - autorstwa ojca Misia Uszatka (tak, tak, Czesław Janczarski opisał przygody Misia Uszatka, był także twórcą i redaktorem czasopisma "Miś") - z zupełnie nowymi ilustracjami Marianny Sztymy. Z całym szacunkiem dla autorów ilustracji w starych wydaniach - te podobają mi się najbardziej. Wydanie zeszytowe, format - mój ulubiony - bardzo wygodny: 200 x 250 mm. Zawartość - taka znajoma! Co z tego, że ostatnio czytałam Jak Wojtek został strażakiem ponad 20 lat temu? Dokładnie pamiętam opowieść o chłopięcym marzeniu i sytuację, dzięki której to marzenie się spełnia. Nadszedł czas, by poznały ją moje dzieci :)






 Jak Wojtek został strażakiem, tekst: Czesław Janczarski, ilustracje: Marianna Sztyma
Wydawnictwo Nasza Księgarnia KLIK 

PS W serii Moje Poczytajki, z nowymi ilustracjami ukazały się także książki Czarna owieczka (ilustracje: Anna Wielbut) oraz Zaczarowana zagroda (ilustracje: Agnieszka Żelewska).

Czytaj więcej »

17 stycznia 2016

5 Fruzia



Dwa wieczory spędziłyśmy z Fruzią. Spokojnie mógł to być jeden wieczór, bo mimo że stron 60, to tekstu wcale nie za dużo - tak akuratnie, w równowadze z ilustracjami. Zatem mógł to być jeden wieczór, ale szkoda mi było... Chciałam z Fruzią spędzić jeszcze trochę czasu. I nie zaglądałam między okładki sama, nie sprawdzałam, co będzie dalej. Czekałam. A kiedy zbliżał się wieczór okazało się, że muszę zająć się czymś innym a czytanie przejął jej tata... - Tata mi chyba przeczyta coś innego, bo mama chce skończyć Fruzię, prawda? Przeczytamy jutro.
To aż tak widać? :) Tak, chciałam ją przeczytać ja. Ja jej. Doczekałam się ja, doczekała się ona. Kolejny wieczór należał do nas. I do Fruzi. I jak się okazało w drugiej połowie książki - także do pana Franciszka...



Fruzia to stonoga. Urocza, obdarzona pięknymi rudymi lokami wielbicielka zapachu maciejki, której codzienność wypełnia dzierganie kolorowych skarpetek na drutach... nogami (nie może narzekać na powolne tempo pracy, wszak jest właścicielką 50 par odnóży). Fruzia ma kłopot - zbliżają się wakacje, chciałaby pojechać w góry, ale jej 50 par butów jest w naprawdę kiepskim stanie. Fruzia musi kupić nowe. W małym sklepie obuwniczym znajduje trapery idealnie nadające się na górską wędrówkę, ale sprzedawczyni ma tylko dwie pary... Duży sklep, taki z magazynem, może sprzedać jej jedynie cztery pary. U szewca okazuje się, że zrobienie obuwia na wymiar jest możliwe, ale w przypadku 44 par potrwa to zdecydowanie za długo. Szewc podpowiada wizytę w fabryce butów w pobliskim mieście. Fruzia jeszcze nie pojechała w góry, a już rozpoczęła wędrówkę... W sklepie firmowym działającym przy fabryce butów Fruzia znajduje nie tylko 44 pary butów, poznaje również pana stonogę, jak się później okazuje - Franciszka. On również lubi wędrówki...






Bardzo polubiłyśmy Fruzię. Jej wyprawę, wnikliwość w obserwowaniu świata, otwartość, radosne usposobienie, spontaniczność. Ilustracje cudownie uzupełniają się z tekstem, nie wyobrażam sobie, że mogłyby być inne. Bardzo, bardzo zgrany duet Autorki i Ilustratorki. Przy okazji - ładne wydanie. Ciepła, smakowita lektura. Zamiast porcji słodkiego kakao. Albo chwilę po kubku nim wypełnionego.

Sto nóg stonogi Fruzi, tekst: Agnieszka Horubała, ilustracje: Zosia Dzierżawska  
Wydawnictwo Dwie Siostry KLIK




Czytaj więcej »

13 stycznia 2016

2 NieKsiążki #8

 

W grudniu myślałam, że jedyny śnieg, jaki zobaczę tej zimy, będzie tym na kartach naklejanki BIEGUNY i ich zwykli – niezwykli mieszkańcy KLIK... Pomyliłam się, całe szczęście. Ale wypełniona po okładki śniegiem książka z naklejkami wielokrotnego użytku, skutecznie umiliła nam ostatni miesiąc 2015 roku. Zresztą  - nadal jest w użyciu. Wciąż sobie to błocko na chodnikach rekompensujemy. Krótkie teksty o zwierzętach zamieszkujących Arktykę i Antarktydę, cztery arkusze naklejek, wygodny format i sposób łączenia kart (sprężyna). Podobnie jak pierwsza książka z serii „Zwykli – niezwykli mieszkańcy” jest gwarancją świetnej zabawy.







Średnio to istotna informacja, ale powtórzę się - Zuzię bardzo lubi Ewa, ja... ilustracje, postać - lubię, sposób, w jaki są opisywane jej przygody - jakby mniej, dużo mniej. Przygody Zuzi wypożyczamy z biblioteki bardzo regularnie, zatem nie mogłam przejść obojętnie obok Wielkiej księgi rysunków Zuzi KLIK. Naprawdę fajny zeszyt kreatywny, taki narzucający temat, ale pozostawiający szerokie pole dla wyobraźni. Format A4 i wiele płaszczyzn do zagospodarowania. Lubię tak - czysto, przejrzyście, mało kolorowania, dużo rysowania.






To dopiero cacuszko - Drawing Book: Make a World. Sądząc z rozmów przeprowadzonych na temat tej pozycji - tytuł nie tylko dla dzieci, dla dorosłych również. Po prostu dla wszystkich, którzy mają opory przed postawieniem pierwszej kreski. Bo przecież nie umieją narysować - domku, psa, auta... Wstydzą się rezultatu swoich prób. A tu - kreseczka po kreseczce. Dosłownie. Uroczo! Świetna zabawa dla dużych i małych, świetny wstęp do bardziej samodzielnych prób. Dziękuję Edycie, że mi ją podesłała :*





NieKsiążki to nowy cykl poświęcony zeszytom kreatywnym. Od pewnego czasu zastanawiałam się, jak pokazać ciekawe kolorowanki, zeszyty z zadaniami i naklejanki. Szczególnie, że regularnie z takowych korzystamy. Myślę, że kilka zdjęć i krótki komentarz z informacją o wydawcy i linkiem będzie idealną formą dla prezentacji tego typu publikacji. Wszystkie odcinki można znaleźć tu KLIK.
Czytaj więcej »