15 października 2018

3 Kawaii. Jak rysować naprawdę uroczo?

Matko jedyna! Dlaczego ja tego nie miałam we wczesnych latach 90., kiedy to krążące między koleżankami zeszyty z serii Złote Myśli, umiałam ozdobić wyłącznie słoneczkiem z chmurką, słoniem widzianym od tyłu czy pokracznym kwiatkiem? Kiedy jeszcze nie słyszałam nawet o internecie i kompletnie nic nie mówiły mi hasła kawaii, washi tape czy bullet journal. Gdybym wtedy korzystała z tej książki...



Kawaii. Jak rysować naprawdę uroczo? (ilustracje i tekst: Nguyen Angela, tłumaczenie: Joanna Mielnik, Wydawnictwo Arkady)

Możemy to ustalić od razu - tytuł ten sponsoruje słowo SŁODKIE. Oraz UROCZE. Dlatego w spisie treści znajdziemy kursy rysowania uroczych postaci, uroczych stworzeń i (#waitforit) uroczych rzeczy. Czy jest słodko? Jest! Nawet tak w wersji przez kilka o - słoooodkooo. A że przy okazji faktycznie można poćwiczyć rysowanie, nauczyć się trochę innego patrzenia na przedmioty czy postaci, myślenia, jakie figury geometryczne czy bryły wykorzystać podczas tworzenia - tylko się cieszyć. To się cieszę, a jeszcze bardziej z tego, że książka została porwana do szkoły i zrobiła furorę wśród ośmiolatek. Fajny pomysł na prezent. Tfu, co ja mówię... Uroczy pomysł na prezent!






Czytaj więcej »

11 października 2018

4 Panna Czytalińska #4


Wygląda to tak - zbieramy książki na stosik, robię zdjęcia i zaczynam ją przepytywać. Książka w górę i kilka strzałów zakończonych pytajnikami. Podobała Ci się? Dlaczego? Co myślisz o ilustracjach? Pytam, ona odpowiada, ja notuję. Skrótami, jak kura pazurem, z omdlewającą dłonią. Potem wszystko grzecznie wstukuję w okienko bloggera... I tak to powstaje cykl Panna Czytalińska.



Sikać albo nie sikać – oto jest pytanie! (tekst: Pamela Butchart, ilustracje: Thomas Flinyham, tłumaczenie: Barbara Górecka, Wydawnictwo Zielona Sowa)

Panna Czytalińska: Wiesz mamo, że to takie dość znane historie Szekspira, tyle że dla dzieci? Bo przecież ja bym Szekspira nie zrozumiała! Może nawet i taką książkę kiedyś widziałam i kawałek czytałam, ale NIC nie rozumiałam. A tu jest tak dla mnie, i śmiesznie. Romeo i Julia, Hamlet - takie właśnie opowieści. Romea i Julię to już kiedyś poznałam, jak byli krasnalami ogrodowymi w filmie animowanym. Teraz Hamleta. On tak chodził z głową w chmurach i długo się zastanawiał nad różnymi sprawami. Tak jak w tytule - sikać albo nie sikać? Nad takimi głupotami myślał! Cztery gwiazdki daję, bo się dobrze bawiłam.

Moje trzy grosze: Kto by pomyślał, że z takiego czytadła (nazwijmy rzecz po imieniu) można się czegoś nauczyć o twórczości słynnego angielskiego dramaturga! Myślałam, że lektura przyniesie tylko rozrywkę, a tu takie zaskoczenie. Miłe!


Miasteczko Perfect (tekst: Helena Duggan, ilustracje: Karl Mountford, tłumaczenie: Anna Piasecka, Wydawnictwo Zielona Sowa)

Panna Czytalińska: Bardzo ciekawa! To o dziewczynce, która przeprowadza się do miasta, w którym wszyscy muszą nosić okulary, bo bez nich NIBY można oślepnąć. A to takie bardzo dziwne okulary, one zaciskają się za uszami, jakby się w nie... wkłuwały. I ta bohaterka - Violet - poznaje jednego z tych, którzy mieszkają za murem. Tym za murem nie dało się całkowicie wyssać wyobraźni. Bo do tego te okulary są! Nie powiedziałam wcześniej... A jak wszyscy noszą okulary, to wszyscy są tacy sami i tak samo perfekcyjni. Dużo akcji, przygód i zagadek, czyli mocne pięć gwiazdek!

Moje trzy grosze: Książkę zapakowałam na nasz wyjazd wakacyjny. Zważywszy na objętość (prawie 400 stron!), pomyślałam, że najwyżej tylko ja ją przeczytam. Pewnego ranka zastałam Czytalińską na kanapie, zatopioną w lekturze. Bardzo jej się podobało i niedawno przeczytała książkę jeszcze raz. Fajna powieść sensacyjna dla młodszej młodzieży. Jest mapa, która pomaga ogarnąć miejsce akcji, jest tajemnica i naprawdę dużo akcji. Polecamy!



Znowu historyjki na raz (tekst: Bernard Friot, ilustracje: Adam Wójcicki, tłumaczenie: Dorota Hartwich, Wydawnictwo Format)

Panna Czytalińska: Prześmieszne! Jest starsza siostra i młodszy brat, zupełnie jak u mnie w domu! I cały czas mają przygody i różne wpadki, bez przerwy jest śmiesznie! Najlepsza opowiastka to o trupie chyba. Choć ja myślałam, że tam wszystko na serio, to na końcu okazuje się, że to jednak zabawa. I takie to krótkie opowieści, że można jedną machnąć na krótkiej przerwie. Albo i dwie. Pięć gwiazdek za humor i ilustracje.

Moje trzy grosze: A to już łup z Opola, z czerwcowych targów książki. Jak nie brać, jak wydawca mówi, że dobre i że skoro mam starszą córkę i młodszego syna... Po prawdzie - wcale nie musiał mnie namawiać. Kupiły mnie ilustracje. Wzięłam, choć bardziej dla siebie, bo kiedyś z biblioteki miałyśmy już Historyjki na raz i wtedy Czytalińska nie była zainteresowana. Widać nie była gotowa. Teraz jest. Śmiała się w głos.



Paweł i Indianie (tekst: Agata Hryniewicz, ilustracje: Kamila Stankiewicz, Wydawnictwo Novae Res)

Panna Czytalińska: Sam tytuł mówi, o czym jest książka - o Pawle i Indianach. Główny bohater dostaje od dziadka szkatułkę, w której jest piszczałka, która przenosi go w czasie. Ale jeszcze wcześniej się dowiadujemy, że koledzy nie chcieli się z nim bawić, bo nie wiedział za dużo o zwyczajach Indian. I dzięki tej podróży wszystkiego się uczy - o jeździe konnej, strzałach i łukach czy opiece nad wilkami. Ma trochę kłopotów przy powrocie do domu, ale wszystko dobrze się kończy. Cztery gwiazdki - bardzo podobały mi się ilustracje i to, że dużo się dowiedziałam.

Moje trzy grosze: A lubię takie opowieści. Choć w młodości wcale nie zaczytywałam się w opowieściach o Tomku Wilmowskim pisanych przez Alfreda Szklarskiego. Fajna dla początkujących czytelników - spójrzcie na wielkość liter i odstępy między wierszami. Tekstu nie jest za dużo (88 stron objętości), przygód wiele, sporo wiadomości o kulturze Indian. Ilustracje i papier kredowy - kwestia gustu. Czytalińskiej się podobały, w moim stylu nie są.


Bramkarka i morze. Burze w Zatoce Pękatej Matyldy (tekst: Maria Parr, ilustracje: Heleen Brulot, tłumaczenie: Aneta W. Haldorsen, Wydawnictwo Dwie Siostry) 

Panna Czytalińska: Jednak bardziej podobało mi się Gofrowe serce... Nie to, że ta książka jest nudna. Jest fajna, ale lepsze przygody były w poprzedniej części. Niby są psoty, są wakacje i rok szkolny, jest ciekawie w Zatoce Pękatej Matyldy, ale jednak... Takie po prostu cztery gwiazdki.

Moje trzy grosze: Dobrze się bawiłam, ale mam tak samo jak Panna Czytalińska. Jednak Gofrowe serce skradło nam serca i kontynuacja to już nie to samo. Choć to przecież dobra książka jest!


Ambaras (tekst: Tomasz Samojlik, ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska, Wydawnictwo Agora)

Panna Czytalińska: Po pierwsze - to bardzo wzruszająca książka! Aż mi łzy stanęły w oczach. To o wilczku - Ambarasie. Bardzo pasuje do niego to imię. Ambaras jest najsłabszy z rodzeństwa i książka jest o jego przygodach - i wesołych, i smutnych. Najbardziej podobał mi się fragment, jak jego dziadek go uwalnia z pułapki kłusownika. Takie porządne cztery i pół gwiazdki. Te ilustracje! Nigdy nie widziałam piękniejszych!

Moje trzy grosze: Jak widzę nazwisko autora, jak poznaję pracę ilustratorki - to biorę w ciemno i nawet wybaczam ten połysk papieru. Kocham Panią, Pani Elu! [oraz uważam, że to jednak wciąż skandal, że jest Pani tak wszechstronnie uzdolniona ;)] Piękna ta książka - i wewnętrznie, i zewnętrznie.


Cudaczek-Wyśmiewaczek (tekst: Julia Duszyńska, ilustracje: Artur Gulewicz, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Panna Czytalińska: To o takim chochliku, cieniutkim jak igła, który karmi się śmiechem z dzieci. Nie z dziećmi, ale z dzieci. Wyśmiewa je. Jest wtedy syty, jak tak złośliwie śmieje się z innych. Nie tylko o nim jest ta książka... Najbardziej podobało mi się, jak był u Kasi, co się grzebienia bała! Trochę zdradzę, że jak się książka kończy, to ten chochlik już nie jest taki sam. Pomaga mrówkom pozbyć się żuka i zupełnie się zmienia. Fajne tak dla drugo-, trzecioklasistów. Cztery i pół gwiazdki.

Moje trzy grosze: Nie będę owijać w bawełnę - nie czytałam. Sorry.



Walenty i Spółka / Walenty i Spółka ruszają w świat (tekst: Monika Oworuszko, ilustracje: Małgorzata Banaś-Domińska, Wydawnictwo Mobuki)

Panna Czytalińska: Wróciłam do tych książek. Kiedyś czytała je mama, teraz sama już czytam takie książki. Jest o zdrowym odżywianiu, takie różne dietetyczne sprawy, a jedzeniem to ja się interesuję. Dużo ciekawsza była dla mnie pierwsza część, czyli Walenty i Spółka, szczególnie śledztwo Tęgomira Tłuszcza. W drugiej części było o tym, co jedzą ludzie w różnych częściach świata. W Stanach Zjednoczonych to jedzą fast foodów dużo! Do Chin chyba też raczej nie pojadę, bo niezbyt lubię ryż... Tak można sobie zaplanować po lekturze. Pierwszej części daję pięć gwiazdek, drugiej cztery. Tekst jest zrozumiały i można się z niego dużo dowiedzieć.

Moje trzy grosze: O pierwszej części już pisałam obszerny wpis (zalinkowany w wypowiedzi Panny Czytalińskiej) i zdania nie zmieniłam. Zgadzam się z przedmówczynią, że druga część trochę słabsza od pierwszej. Spieszę też donieść, że tych książek to ukazało się już sześć!
Walenty i Spółka

Walenty i Spółka ruszają w świat


Pyszna środa (tekst: Iva Procházková, ilustracje: Kasia Michałkiewicz-Hansen, tłumaczenie: Julia Różewicz, Wydawnictwo Afera) 

Panna Czytalińska: A to jest moja ulubiona książka z tego zestawu! O dziewczynce, której na głowie rosły jabłka. Ona została porzucona i konduktor znalazł ją w pociągu. I ją tak rzucają z miejsca na miejsca, a ona jest zawsze spokojna. I wszystkim się ten spokój udziela. Hesia trafia do domu dziecka Słonecznik, gdzie dyrektorka ma przezwisko Pralinka (tak jak ta dziewczynka z innej książki!). Jest pięknie, Hesi rosną na głowie jabłka, bo im więcej radości, tym więcej jabłek. Ale dyrektorka Pralinka choruje... Zawsze musi być na chwilę coś nie tak w książkach! Potem się poprawia, całe szczęście. No super jest ta książka. Mocne pięć gwiazdek!

Moje trzy grosze: Cudo! Ale mogę być nieobiektywna, bo ja lubię wszystko co czeskie. Filmy, książki, jedzenie i picie. I tych ludzi to najbardziej i ich poczucie humoru. Nie dość, że fabuła fajna i dobrze się czyta, to jeszcze cały projekt książki, okładka i ilustracje - bardzo pyszne!

PS Na prośbę Panny Czytalińskiej pragnę donieść, że w tym zestawieniu złoty medal (tudzież zakładkę) otrzymuje Pyszna środa i Miasteczko Perfect. Oklaski, wiwatowanie. Wygranym książkom gwarantujemy rozginanie i częste wertowanie. Nie ma niestety gwarancji na brak pogniecionych stron czy poobiadowe plamki. Tak, zdarza nam się czytać przy jedzeniu. Tak, najmłodszy użytkownik książek nie jest delikatny. Dziękuję za uwagę.
Czytaj więcej »

3 października 2018

0 Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków

Jakby wczoraj, choć właściwie rok temu, zachwycałam się Małym atlasem ptaków Ewy i Pawła Pawlaków. Ponieważ śledzę na Instagramie konto Pawła Pawlaka - już od jakiegoś czasu wiedziałam, kim będą bohaterowie kolejnej edycji atlasu stworzonego przez ten niezwykły duet artystów. Wiedziałam i byłam przygotowana na kolejną falę zachwytu. Oto jest, przyszła i mnie zalała.



Mały atlas motyli Ewy i Pawła Pawlaków (tekst i ilustracje: Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, rysunki: Hania Cisło, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Powiecie, że żaden to atlas, że przecież tylko 20 rozkładówek i tyle samo motyli. Że tekstu nie za wiele i kartonowe strony jak dla zupełnych maluchów. Ale to mały atlas, który dodatkowo jest ogrodowym pamiętnikiem dwójki ilustratorów. Takie to spojrzenie na przydomowy mikrokosmos. Spojrzenie uważne i czułe, z którego powstały - w różnych technikach - piękne ilustracje. Kolaże z tkanin - Pani Ewo, wspaniałe! Sfotografowane modele z pomalowanych liści i patyków (zobaczcie kilka dodatkowych ujęć TUTAJ) - Panie Pawle, świetne! Cudowne ilustracje akwarelowe, dziecięce rysunki Hani Cisło i fotografie... Prawdziwa uczta dla oka.

Jakby tego było mało - w krótkich opisach zawartych jest naprawdę sporo informacji o motylach. Nie tylko o przedstawicielach różnych rodzin, ale i o cyklu rozwojowym, zwyczajach, mechanizmach obronnych czy trybie życia.

Wikipedia podpowiada mi, że "Obecnie na obszarze Polski stwierdzono 3156 gatunków motyli z 73 rodzin, z czego 164 gatunki to motyle dzienne". Cóż, nie podejmę się poznania wszystkich, ale w wakacje będę się rozglądała za dwudziestką z Atlasu Pawlaków. W 2018 widziałam na pewno rusałkę pawika, cytrynka, bielinka i (to było duże przeżycie!) zmrocznika przytuliaka, zwanego polskim kolibrem.







Czytaj więcej »

1 października 2018

2 Siedem księżniczek




Siedem księżniczek (tekst i ilustracje: Smiljana Coh, Wydawnictwo Prószyński i S-ka)

Kiedy przychodzi ochota na coś słodkiego, ale niekoniecznie ma to być wata cukrowa polana białą czekoladą - można sięgnąć po Siedem księżniczek. Podobnie, kiedy ma się ochotę na lekturę o jakiejś dziewczynce w koronie, ale na widok Disnejowskich księżniczek drga powieka - też można złapać za książkę Siedem księżniczek.

Na 40 stronach zamkniętych twardą oprawą (ze złotym foliowaniem na okładce, jak na pałacowe wykończenie przystało) znajdziemy historię siedmiu sióstr o oryginalnych imionach i bardzo różnorodnych zainteresowaniach. Siostry spędzały razem cudowne chwile. Sielanka! Obłoczek! Ciasteczko!



Jak można się domyślić - pewnego dnia coś się zmieniło. W ilustracjach pojawiło się więcej szarości, podobnie jak w relacjach między siostrami. Atmosfera była gęsta, co rusz wybuchały kłótnie, a w końcu zastąpiło je coś gorszego - CISZA. Czy księżniczki dobrze ją wykorzystały, żeby przemyśleć to i owo? Czy ostatecznie wpadły na to, jak połączyć wieże, które pobudowały po kłótni? Czy kolorowe królestwo znów wypełnił śmiech? UWAGA SPOILER! Tak, tak i tak.
Urocza historia w słodkiej oprawie o siostrach realizujących swoje pasje, które odkrywają, że można pięknie się różnić i zupełnie to nie przeszkadza, by świetnie spędzać razem czas.




Czytaj więcej »

29 września 2018

0 Pojemnik z czasoumilaczami (gry i puzzle)

Fazy przychodzą i fazy odchodzą. Plastikowe samoloty z jednego serialu animowanego, psy z różnymi sprzętami wyskakującymi z plecaków, uśmiechnięte pociągi - dla mnie wszystkie takie same, różnią ich tylko kolory (dla niego moja ignorancja jest oburzająca...). Zaczyna się skromnie od jakiejś jednej zabawki. Trochę człowiek się łudzi, że tym razem będzie inaczej, tym razem nie wpadnie w pułapkę serii. A później odkrywa, że ma szkatułkę samolotów, walizeczkę psów i skrzynkę pociągów (że o torach nie wspomnę, trzech różnych rodzajów torów). Ale fazy przychodzą i fazy odchodzą. Za to chętnie wracamy do tych dość prostych rozwiązań. Chcecie zerknąć do pojemnika z czasoumilaczami?


Puzzle - Piraci (56 elementów), Zielona Sowa
Nasze pierwsze spotkanie z puzzlami Zielonej Sowy - bardzo udane! Elementy są spore, nie rozwarstwiają się, są dobrze spasowane. Ilustracja Karoliny Rosołek miła dla oka i - co dla mnie było ważne - nieprzeładowana drobnymi elementami graficznymi. Dzięki temu mi się główny układacz nie rozprasza, łatwiej mu znaleźć brakujący fragment zwierzaka czy postaci i dopasować dwa elementy. Po ułożeniu powstaje obrazek o wymiarach: 47 x 54,4 cm. Opakowanie zawiera dodatkowo cztery podkładki pod kubek (o czym nie wspomina opis na www producenta). Pudełko wytrzymałe i łatwe w obsłudze. Fajne na prezent i nie za milion monet. Z tej samej serii są jeszcze z ilustracją z jednorożcami.







Gra Loteryjka. Świat 3+, Gra Loteryjka. Kolory 2+, Kapitan Nauka
Niby dla maluchów, niby już dawno powinniśmy wyrosnąć, ale jakoś nie umiemy... Regularnie wyciągamy opakowania, rozsypujemy żetony i dopasowujemy. W każdym zestawie 6 plansz i 36 żetonów. Najpierw robimy wielki bałagan, potem porządkujemy. Powoli i uważnie. Zupełnie nie przejmujemy się proponowanymi wariantami gry. Rzucamy żetonami, układamy z nich węże, płacimy nimi w wymyślonym sklepie. Za ilustracje w grze Kolory odpowiada Jakub Haremza, Świat "zmalował" Artur Gulewicz. Prace tego drugiego ilustratora chyba bardziej przypadły nam do gustu, bo częściej sięgamy jednak po grę Świat. Zgrabne pudełeczka, dobra cena, ale o tym pisałam już TU, podczas naszego pierwszego spotkania z Kapitanem Nauką. Widzę, że w przypadku Kolorów zmieniło się opakowanie!





Magnetyczna układanka Pojazdy, Janod
Magnetyczna plansza, która jest elementem opakowania, elementy, z których można ułożyć pojazdy wg wzoru na kartach lub z wyobraźni. Elementów jest 50, kart 18. Może nie robi wrażenia, ale to całkiem sporo przeliczając na minuty zabawy. I mówię to po wakacyjnym wyjeździe, podczas którego dwójka chłopców w wieku 4 i 5 lat spędziła dużo czasu, składając do kupy różnorakie pojazdy. Mimo że dookoła było mnóstwo atrakcji! Układankę Wojtek dostał od cioci już jakiś czas temu, widzę, że aktualnie ma inne opakowanie. Cenowo wygląda to TAK.





Przybijanka korkowa Roboty, Viga
Ta sama ciocia (od magnetycznej układanki) sprezentowała Wojtkowi przybijankę, tym razem korzystając z mojej podpowiedzi. Jakoś tak pomyślałam, że tej zabawki jeszcze u nas w domu nie było i że młotek to zawsze dobry pomysł. Dobrze pomyślałam! 45 elementów, 10 kart ze wzorami robotów, korkowa tablica, drewniany młotek i gwoździki. Z tego równania wychodzi mnóstwo możliwości! Czy budujemy roboty wg wzorów? Nie, uprawiamy fristajl. Byle wbijać, byle stukać. Dobrze jest. Cenowo jest TAK.




Czytaj więcej »