24 maja 2016

14 Nasz piknik



Wpis jest długi. Tak tylko uprzedzam. I do lektury zapraszam tych, którzy nie mają możliwości zorganizowania przyjęcia urodzinowego w przydomowym ogródku czy lokalu. Piknik w przestrzeni miejskiej, bez kuchennego zaplecza. Taki jest nasz piknik.
MIEJSCE: Park, tereny zielone. Raczej te mało popularne i na pewno utrzymane w czystości. Fajnie, jak jest w pobliżu toaleta. Do ubiegłego roku wyprawialiśmy urodziny w uroczym, zupełnie niepopularnym parku położonym tuż obok obleganego Jeziora Maltańskiego w Poznaniu. Po przeprowadzce mieliśmy do wyboru pobliski park i teren domu kultury. Wybraliśmy drugą opcję i to był strzał w dychę. Nikt tam nie wyprowadza psów, teren jest czysty, ogrodzony, położony w miłej dolince i... ogólnodostępny. Upewniłam się tylko, czy na wybrany przez nas weekend nie ma zaplanowanej jakiejś imprezy zamkniętej. I tyle. Nie trzeba rezerwować, płacić, zero formalności. Wybrałam miejsce z odrobiną cienia i ławkami w pobliżu. Z ławek nie skorzystaliśmy, i tak siedzieliśmy na matach i klanzie.
WYPOSAŻENIE: Za stoły od lat służą nam kartony po bananach. Dwa tej samej wielkości. Są świetne, bo najpierw w nie pakuję wszystkie potrzebne rzeczy, transportuje, obracam, przykrywam obrusem i voila! Bufet gotowy. Jedyne jednorazówki, jakich używam to papierowe talerzyki (najfajniejsze, jednokolorowe w dobrej cenie kupowałam w Realu). Moja zastawa to foliowe obrusy,  plastikowe talerze i miseczki kupione jakiś czas temu w Ikei. Wykorzystuję je nie tylko podczas pikników urodzinowych. To po prostu nasza zastawa wyjazdowo-piknikowa. Już drugi raz przygotowałam kartonową paterę na słodkości. Tu KLIK "przepis" na nią. Swoją oczywiście obkleiłam kolorowymi papierami. Za stojak na lizaki posłużył jakiś kartonowy odrzut z opakowania łóżka piętrowego. Na ciacha od zawsze jest puszka. Wykorzystuję także papierowe kubeczki (np. na kabanosy czy suche rurki) i jakieś zgrabne kartoniki. Do siedzenia i zabawy - chusta animacyjna i maty/koce. Jakaś piłka (koniecznie) i sprzęt sportowy, jakikolwiek. My mamy też piknikowy namiot. Takie zwykłe, najtańsze igloo, które mój bart kupił za kilka euro. ZAWSZE jakaś zgraja w nim siedzi ;)



JEDZENIE: Jestem potwornie nudna w tym temacie! Podczas układania menu zadaję sobie kilka pytań - czy jest szansa, że dzieciakom zasmakuje, czy to będzie wygodne w transporcie, czy to będzie bezpieczne... No tak - bezpieczne. Dlatego napoje to soczki w małym kartoniku ze słomką i przede wszystkim woda w małych butelkach. Mało ekologicznie... Ale gdyby były kubeczki i duże butelki czy karton z sokiem - martwiłabym się o przypadkowe wypicie soku z wkładką z pszczoły/osy. Ze względów bezpieczeństwa unikam również sałatek, również owocowych czy wszelkiego rodzaju kremów (torty, babeczki z kremem odpadają). Raz się taką owocową sałatką zatrułam. Nie, dziękuję, nie zaryzykuję. Wszak urodziny trwają kilka godzin, jest gorąco, słońce wędruje... Bezpieczeństwo. Nuda, jak kto woli ;) Zatem - co jest w menu? Od zawsze - ciasto marchewkowe w polewie czekoladowej w roli tortu. Od zawsze - ciasteczka owsiane. I jeszcze jeden rodzaj ciasta - w tym roku były myszki, czyli brownie dla dzieci (przepis stąd KLIK). Co ponadto: szyszki z ryżu preparowanego (z tego przepisu KLIK), rurki bez nadzienia, słomka ptysiowa, cukierki m&m, które mi zostały z dekoracji ciasta ;), małe lizaki, jedna paczka żelek, jedna paczka pianek, galaretkowe cukierki. To ze słodkości. Prócz tego, jak zawsze - jabłka, banany, papryka pokrojona w paski, pomidorki koktajlowe, winogrono, cienkie kabanosy, małe bułki i roladki z ciasta francuskiego (tu np. przepis KLIK, ja dałam, zamiast keczupu, domowy sos paprykowy i zrobiłam wersję z szynką oraz z salami). Nie zdążyłam w tym roku zrobić sezamków (te KLIK, pycha!), ale na życzenie Ewki pierwszy raz był popcorn, który podałam poporcjowany w kubeczkach. Do picia soczki i woda. Zgadnijcie co zostało... Przede wszystkim żelki :D Roladek nie miałam okazji spróbować... Wnioski na przyszłość - więcej kabanosów i jeszcze więcej popcornu. To zeszło najszybciej. A w temacie propozycji, które już kiedyś wykorzystywałam - bardzo fajne są te nuggetsy KLIK. I znam jeszcze jeden hit, który jednak wymaga inwestycji w... strzykawki. U kumpeli Ewy były na urodzinach strzykawki wypełnione galaretką. Hit!
MUST HAVE: To wcale nie pastelowe dodatki czy słój na lemoniadę... Must have przy tego rodzaju plenerowej imprezie to: nóż do pokrojenia ciasta/tortu, chusteczki mokre i suche, świeczki i zapałki/zapalniczka i worek na śmieci :)
ZBYTKI: Dla chętnych - coś, co dzieci zabiorą do domu. W tym roku zaplanowałam dwie rzeczy. W środku imprezy dzieci dostały hmmm... no takie amatorskie szarfy gimnastyczne. Oczywiście można zamówić gotowce, ale można też kupić patyczki do balonów (same, bez koszyczków, koszt - około 0,15 zł za sztukę) i kupić wąskie wstążki - metr na osobę, około 0,80 zł za jeden kolor). U nas szarfy były z dwóch wstążek. Najpierw supełkiem trzeba połączyć wstążki, potem np. szydełkiem - pętelkę wcisnąć w środek patyczka do balonów. Jeśli macie możliwość i czas - dobrze byłoby zalać ten supełek kroplą kleju na gorąco. I opalić wstążki, żeby się nie pruło. Fajne i niedrogie. Na koniec imprezy przygotowałam zabawę w nawlekanie. W Tigerze kupiłam jeden słoiczek drewnianych koralików i opakowanie koralików... do prasowania. W pasmanterii dokupiłam dwa metry cienkiej gumki, a potem dokupiłam jeszcze trzy :D Koszt całości - około 30 zł. Wystarczyło dla trzynastoosobowej ekipy. Każdy wyszedł z urodzin z bransoletką, pierścionkiem i sama-nie-wiem-czym-jeszcze :) 





KOSZTY: Jedzenie i picie dla ponad 12 osób zaproszonych na nasz piknik to mniej niż 200 zł. Wiem, bo zbierałam paragony. Liczyłam składniki do pieczenia, słodkości, owoce, WSZYSTKO. Zbytki to około 50 zł. Mało? Dużo? Nie wiem. Wiem, że bardzo wspomogliście urodzinowy budżet, biorąc udział w kiermaszu, dziękuję :)
WNIOSKI: Na przyszłość, przy takiej ilości gości, kupię więcej kabanosów, dorobię popcornu, zrobię dwa razy więcej roladek i upiekę jeszcze jedno ciacho, bananowe na przykład :) Chciałabym napisać, że nie będę się denerwować, wrzucę na luz, ale nie, tego obiecać nie mogę :) Jeśli macie jakieś rady czy chcecie podzielić się swoimi doświadczeniami - śmiało, chętnie poczytam :)



PS Z zabawami miałam problem i podpytywałam Was na FB. I dostałam sporo podpowiedzi! Może uda mi się stworzyć osobny wpis na ten temat :)
Czytaj więcej »

16 maja 2016

2 Kreatywnie z Fabryką Wafelków




Z radością dołączam do akcji sklepu Fabryka Wafelków i portalu Pomysłowy Rodzic
- Kreatywnie z Fabryką Wafelków. O co chodzi? Na przykład o to, by zamiast sterty zabawek wybrać jedną, ale taką, która daje wiele możliwości. Dla dziecka, ale i dla nas, by wspólnie i kreatywnie  spędzić czas. Nasza propozycja na prezent z okazji Dnia Dziecka to... Tablica wisząca 3w1 marki Janod. 3w1? A gdzie tam! 10w1 - ze spokojem. A nawet wiele, wiele więcej. Przykłady? Proszę bardzo:
  1. Przestawianka. Z liter układam wyraz, w których przestawiam dwie lub więcej liter. Dziecko czyta i stara się ułożyć litery we właściwej kolejności.
  2. Grupowanie. Tworzymy zbiory z liter tego samego koloru i sprawdzamy, czy uda się w obrębie jakiejkolwiek grupy stworzyć jakiś wyraz.
  3. Książkowe kalambury. Jedna osoba wybiera z półki książkę, nie pokazując swojego wyboru rysuje postać lub scenkę z książki. Druga osoba odgaduje, można zadawać dodatkowe pytania do rysunku.
  4. Rebusy. Czy muszę to tłumaczyć? I ja musiałam się wysilić, by wymyślić rebus i ona, by go odczytać. Dałyśmy radę!
  5. Znikające ślady. Jedna osoba rysuje drogę z zakrętami (dwie linie z zapasem miejsca między nimi), a na jej środku - ślad (np. przerywaną linię), druga musi wymazywać ślady, starając się nie zmazać drogi. Nie takie łatwe :)
  6. Dopisywanki. Magnesy to pierwsze litery - do jakich wyrazów? To już musi wymyślić druga osoba. Ze starszym dzieckiem można ćwiczyć, wymagając konkretnych części mowy!
  7. Krzyżówka. Czyli po prostu - stworzenie krzyżówki dla dziecka. Jedyny minus takiej zabawy jest taki, że pisząc trzeba uważać, by nie rozmazać dłonią krzyżówki...
  8. Sekretne wiadomości. To dla starszego rodzeństwa, które chce coś ukryć przed nieczytającym bratem/siostrą ;) 











Wymieniać dalej? Zabawa w szkołę, układanie alfabetu, losowanie literek i zapisywanie wyrazów, które się od niej zaczynają (kto zna więcej - wygrywa), po prostu rysowanie - także kredą!, zadania matematyczne itd. A niby to tylko tablica 3w1... :) Na hasło „otymze” przez najbliższy tydzień w sklepie Fabryka Wafelków otrzymacie 10 procent rabatu na Tablicę wiszącą 3w1 marki Janod.

PS Do każdego zamówienia powyżej 150 zł otrzymacie taką bawełnianą torbę. Fajna! :)



Post powstał we współpracy ze sklepem Fabryka Wafelków :)
Czytaj więcej »

10 maja 2016

4 Nasz czas. Lego Elves


Bardzo łatwo jest stracić uważność. Nawet jeśli chodzi o własne dziecko. Biegiem, biegiem, szybko, szybko, odhaczanie kolejnych punktów dnia. Nie o atrakcjach mowa, ale o takiej zwykłej codzienności: pranie-sprzątanie-gotowanie. Przychodzą godziny popołudniowe i zamiast po prostu cieszyć się wspólnym czasem - opadam z sił. - Bziuuuu - schodzi ze mnie powietrze, jak z balonika. A ona chce. Bawić się, śpiewać, występować, pokazywać... Zostać zauważona, po prostu. Ile razy bez sensu warknęłam, oczami wywróciłam, szorstko odpowiedziałam. Zbyt wiele. I zawsze na końcu czai się wstyd. I niesmak. I nieśmiała obietnica, że następnym razem znajdę siły, znajdę cierpliwość. Uważność. Bo jak się udaje - to ja nie poznaję własnego dziecka. Dwa tygodnie temu udało nam się wyszarpać kilka godzin tylko dla siebie, takie babskie wyjście. Oglądałyśmy łóżka piętrowe, wybierałyśmy materiał na zasłonki, zjadłyśmy frytki :) Nie spieszyłyśmy się. Byłam tylko dla niej. Ile ja się rzeczy od niej dowiedziałam! Jak fajnie było móc patrzeć tylko na nią. Nie szukać wzrokiem uciekającego Wojtka, nie biegać wte i wewte...





Tydzień temu dostałyśmy prezent od Lego. Zestawy Jaskinia Smoka Ognia (41175) i Szkoła Smoków w Elvendale (41173) pochłonęły nas na długie godziny. Przez dwa dni, nie spiesząc się - układałyśmy. Z przerwami na spacery, przekąski, codzienne obowiązki. Odchodziłyśmy od stołu i wracałyśmy. Opowiedziałam jej, że nie miałam takich klocków, ale że moja najlepsza koleżanka miała cały karton i że chodziłam do niej układać. I że zazdrościłam jej trochę. I o jej pokoju z plakatami Michaela Jacksona i piętrowym łóżkiem, i że siedziałyśmy w jednej szkolnej ławce przez osiem lat. Słuchała. A czasami nie słuchała, przerywała, zmieniała temat. Zupełnie jak ja. Przewracała kolejne strony instrukcji, skupiona układała. Jeden żółty klocek, drugi, jakiś różowy... Setki maluczkich części, z których wyłoniła się wspaniała smoczyca. - Jest najpiękniejsza - westchnęła. Naprawdę jest piękna - muszę się zgodzić. Gdzie leci? Po co? Kogo wiezie na grzbiecie? Opowiadała. Otwierała magiczne drzwi, nie tylko te z zestawu klocków - drzwi do swojego niespełna sześcioletniego świata. Pokręconego, szalonego i cudownego. Tworzyła dialogi, odgrywała scenki, budowała świat od nowa - bez podpowiedzi, bez scenariusza, bez instrukcji. A ja mogłam być obok i bardzo się z tego cieszyłam. I to nic, że musiałam zamknąć drzwi i że przez szybę widać było dobijającego się Wojtka. Trzeba, po prostu trzeba wyszarpać te kilka chwil 1:1. I choć wcale nie trzeba mieć klocków, żeby naprawdę być razem, to miło było spędzić ten czas w krainie elfów...


 


PS Wpis powstał przy współpracy z Lego. Wielka radość taka współpraca :) Więcej o produktach z serii Lego Elves możecie dowiedzieć się z tej strony WWW KLIK. Nam marzy się jeszcze jeden smok, niebieski. Myślicie, że przyleci w okolicach urodzin Ewy? ;)

Czytaj więcej »

6 maja 2016

51 Garażowa wyprzedaż #2


Garażową wyprzedaż nr 2 czas zacząć! Zasady są proste. W galerii są zdjęcia. Na każdym z nich numerek (czarny), jeśli chcecie coś kupić w komentarzu - pod tym postem, na blogu - wpisujecie numer/numerki i adres e-mail (odblokowałam możliwość komentowania dla anonimowych) :)). Jeśli oczywiście znajdzie się ktoś, kto będzie chciał coś kupić :) A teraz ceny. O ile na zdjęciu nie ma innej ceny (na biało, np. 5 czy 20 zł) to obowiązuje zasada: zawartość zdjęcia = 10 zł. Obojętne, czy na zdjęciu jest jedna czy dwie książki. Zdjęcie = 10 zł. Mam niespodzianki-gratisy (też książki) dla osób, które kupią kilka książek. W temacie kosztów wysyłki - najlepiej się dogadywać indywidualnie. Może być odbiór osobisty (Poznań), wysyłka pocztą (polecony w przypadku jednej książki lub paczka, w zależności od wagi i formatu przesyłki), paczkomaty... Dogadamy się. Prócz książek są jakieś puzzle, jedna kurtka 68 (choć wg wymiarów raczej większa, nawet 80), kalosze Ewkowe - tego typu rzeczy zazwyczaj od razu wydaję, te zostały i szukają domu. Są w bardzo dobrym stanie. No. To ktoś? Coś? Wyprzedażowa galeria - KLIK.

PS W ubiegłym roku zbieraliśmy na lody, tym razem kasa idzie na urodzinowy piknik Ewy :) Na komentarze/chęć kupna książek czekam tydzień, czyli do 13.05.2016 r., 23:59 :) W weekend nie będę odpowiadać na wiadomości, jakby co - będę on-line od poniedziałku.
Czytaj więcej »

5 maja 2016

3 Dzień Matki


Jest rok 1977. Sytuacja w Polsce nie jest najłatwiejsza. Ona czeka na swoje pierwsze dziecko. Ktoś dzierga sweterek na drutach, jej brat robi drewnianą kołyskę. Z wielkim, wielkim brzuchem odmaluje jeszcze ściany w tym domu na wsi, bo takie przy rurach brudne. W lipcu rodzi. Poród jak poród. Myślała, że umrze. I kiedy już zdrowy syn był na świecie, kiedy wiadomo, że już po wszystkim... Pięć minut minęło! Urodziła drugiego syna. Taka to niespodzianka. Moja mama, moi bracia. A kołyska jedna, a sweterek...
Długo, bardzo długo ta opowieść była dla mnie taką... wesołą anegdotą. Jakoś z 30 lat do mnie nie docierało, że to było niełatwe. Potem urodziłam pierwsze dziecko. Poród jak poród. Myślałam, że umrę. Może nawet, że obie umrzemy. Kilka lat później drugie dziecko. Dużo lepszy poród, bardzo dobry nawet. Tak jak u niej - ten drugi bardziej oswojony, lepszy. Ja znałam płeć, wiedziałam, że w brzuchu jest jedno dziecko, i znowu jedno. Miałam jako taką świadomość, że wszystko jest w porządku. Ona w drugiej ciąży słuchała jeszcze żartów, że chyba drugie tętno słychać. Ha, ha, hi, hi - taki żarcik, bo brzuch tak samo ogromny. A to ja tylko tam siedziałam.


A jej mama? Próbowała do skutku - urodzić córkę. Po czterech synach pojawiała się wreszcie. Wyczekiwana i jedyna. A potem jeszcze jeden syn. Matka, córka, matka, córka, matka, córka... Od kilku lat gryzę się w okolicach Dnia Matki jakby bardziej. W wigilię tego święta urodziłam córkę, która zdominowała cały majowy czas. I ten Dzień Matki... Wstyd. Taki po łebkach, na szybko, w galopie. Nie, nigdy się nie skarżyła. Nie dała odczuć, że jej przykro. Ale już pora się poprawić.
W tym roku przygotowałam album - pomnik macierzyństwa. Który to już mój album Printu? Która współpraca? Chyba zamykam zdjęcia w twardej okładce już po raz piąty. To najlepszy album, jaki udało mi się złożyć. Subtelny szablon O MAMO, taki specjalny z okazji święta Mam, uroczy. Warto było siedzieć do późna w nocy, warto było zamęczać braci o aktualne kadry. Cztery pokolenia kobiet, szczególne zbliżenie na Moją Mamę.  Na jej trójkę dzieci i pięcioro wnucząt. Nie byłoby nas, nie było... Dziękuję, Mamo. Jesteś najlepsza.




PS Tradycyjnie już, przy okazji współpracy z PRINTU, mam dla Was zniżkę. Tu KLIK znajdziecie jednorazowy kod 40 proc. na wszystkie fotoksiążki, na cały koszyk, ważne 14 dni od momentu pobrania. Link będzie aktywny do końca czerwca. Gwarancja dostawy na Dzień Matki przy zamówieniach złożonych i opłaconych do 15 maja!
Czytaj więcej »