18 listopada 2017

0 Konteksty / MFFMW Ale Kino! (Poznań)

 

Ja tak szybko, na chwilkę, podrzucam info. Lada chwila rozpocznie się w Teatrze Animacji 8. edycja Festiwalu Teatralnego KONTEKSTY, która odbędzie się w tym roku pod hasłem KONTEKSTY REDEFINICJE (23-26 listopada 2017 r.).  W programie spektakle  z Polski i Europy, koncerty i dźwiękoczytania. Ceny biletów na spektakle: 14-50 zł, dźwiękoczytania: 10-15 zł, film: 2 zł. Więcej informacji i regulamin znajdziecie TUTAJ. Jeśli się wybieracie - już teraz bardzo Wam zazdroszczę! Akurat wtedy jestem w służbowej podróży i wszystkie wydarzenia są poza moim zasięgiem.


Inna sytuacja jest z 35. Międzynarodowym Festiwalem Filmów Młodego Widza Ale Kino!, który odbędzie się od 3 do 10 grudnia 2017 r. w Multikinie 51, salach kinowych CK Zamek i na Scenie Wspólnej. Będę! Będziemy! Skitrałam w szufladzie całkiem pokaźne stadko biletów, które następnie będę upychać w kalendarzu adwentowym. Niby to stadko jest spore, biletów ponad 10, ale... Jak się doczyta, że podczas części konkursowej festiwalu zaprezentowanych będzie 45 filmów pełnometrażowych i 90 filmów krótkometrażowych - to trochę mina rzednie, prawda? Chciałoby się zobaczyć wszystko i pewnie warto. Ograniczeniem jest szkoła, praca, obowiązki... Budżet trochę mniej, bo umówmy się - 8 zł za bilet to nie jest zaporowa cena. To jedna z dwóch* filmowych imprez, które odbywają się w Poznaniu, w których regularnie bierzemy udział i zawsze kończy się to wielkim rogalem na buziach, rumieńcem z emocji i słowotokiem po seansie. Polecamy bardzo! Wszystkie informacje znajdziecie TUTAJ. Uwaga! Bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki!
A! MFFMW Ale Kino! to nie tylko seanse! To również cała masa wydarzeń towarzyszących. Na przykład warsztaty, spotkania z twórcami czy konkurs na sobowtóra Reksia (TU więcej info).

* Bo jeszcze, oczywiście, KINO DZIECI. I Animator!
Czytaj więcej »

13 listopada 2017

16 Przygoda Marlenki (+konkurs)

Wpatruję się w ilustracje Sibylle von Olfers z nadzieją, że chociaż jakieś powidoki mi zostaną... Bo nie wiem jak u Was, ale u mnie to śniegu najwięcej oglądam w książkach dla dzieci. Rok temu śnieg padał dwa razy, raz udało się wyjąć sanki, ale szorowały po chodniku. Dwa lata temu - jeden dzień śniegu. Jeden. Mam z tego dnia zdjęcia i wmawiam sobie, że zima była biała. A guzik. Nie była. A mnie się marzy śnieg - na Święta, na ferie, na zimę. Takie płaty ciężkie, w bezwietrzny dzień, powolutku spadające. I taniec śnieżynek, bałwany, sanki i malowane mrozem szyby....



Tymczasem sycę oko ilustracjami. Pięknymi. Opowiadającymi o Marlence, której tak się w pustym domu nudziło, że aż wyruszyła z dziećmi-płatkami do lodowego zamku Królowej Zimy. Srebrne sanki, jedno dmuchnięcie wietrzyka i już można pędzić "poprzez płoty i krzewy, przez jodły i sony." W zamku wielka feta - urodziny małej księżniczki. W menu lodowe tabliczki białej czekolady i herbata, w roli kelnerów - bałwanki. Jest pora na ucztowanie i na wielki bal, a wszystkie te atrakcje sprawiają, że Marlenka... opada z sił. Pora wracać do domu.
Wyruszyłam w podróż z Marlenką z dużą przyjemnością. Wpatrując się w ilustracje i czytając tekst, dostrzegałam różne odcienie bieli, światło grające w lodowych soplach i tańczące na wietrze śnieżynki. Niemalże słyszałam ciszę, panującą podczas opadów śniegu. Ale i pękające pod butami zamarznięte kałuże i trzeszczący śnieg. Tyle że... wcale nie zmarzł mi nos i nie przemokły buty. Taka to była wycieczka.

Przygoda Marlenki, Sybille von Olfers, tłumaczenie: Eliza i Andrzej Karmińscy, Wydawnictwo Przygotowalnia





Mam dla Was jeden egzemplarz książki Przygoda Marlenki. Bo choć jeszcze nie usłyszałam w żadnej rozgłośni radiowej przeboju Last Christmas, to nie da się ukryć, że grudzień zbliża się wielkimi krokami. Zatem i kalendarze adwentowe, Mikołajki, podarki świąteczne (i imieniny Ewy ;)). Pomóżmy sobie - ja mam książkę, a czekam na propozycje niewielkich podarków do kalendarza adwentowego. Nie słodyczy. Jakichś drobiazgów, których nie rzuci się zaraz w kąt. Propozycję podarków zgłaszajcie w komentarzach pod tym wpisem. Czekam do 17 listopada 2017, do południa. W sobotę (18.11.17) pod tym wpisem pojawi się informacja, do kogo wyślę książkę. Powodzenia!

ROZWIĄZANIE KONKURSU
Na początku myślałam, że nagrodzę pomysł (nota bene świetny) z zapachami w słoiczkach. I trwałam w tej decyzji, póki nie pojawił się komentarz Agi:
(...) Obok znanych już zadań świątecznych w tym roku w kalendarzu córki dodałam 3, które chyba będą dla Niej sporym wyzwaniem. I jako, że Święta to czas dawania wymyśliłam: 1. Zastanów się ile ze swoich oszczędności jesteś w stanie przeznaczyć na jedzenie dla bezdomnych piesków i kotków. Z pomocą rodziców zrób zakupy i zawieź je do schroniska. 2. Przejrzyj swoje puzzle i gry i wybierz kilka, które zniesiesz do swojego byłego przedszkola. Panie i dzieci na pewno się ucieszą! 3. Z własnych pieniążków kup książkę, którą podarujesz pod choinkę młodszej siostrze i samodzielnie jej ją przeczytasz.
Podejmuję wyzwanie. Co roku bierzemy udział w akcji Robótka, ale to ja szukam rodziny w spisie, wybieram jakiś drobiazg, kupuję znaczek czy nadaję paczkę. W tym roku (prócz Robótki) będą w kalendarzu zadania od Agi. Bez nacisków, bez presji. Zobaczę, co się stanie.

Gratuluję i czekam na e-mail z adresem. Dziękuję wszystkim za zabawę i zapraszam do kolejnej. Jest duża szansa, że zaraz po weekendzie znowu będę miała dla Was książkę :)




Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

PS Jeśli trafiacie po raz pierwszy na książki Sibylle von Olfers, odsyłam Was do archiwum, gdzie znajdziecie recenzje dwóch innych jej książek - Dzieci korzeni i Wietrzyka. Tamte książki zostały wydane w Polsce wcześniej, ale to Przygoda Marlenki była pierwszą książką Sibylle von Olfers...
Czytaj więcej »

7 listopada 2017

2 Wiąż, ile chcesz, Albercie

Jak mi dzień podcina skrzydła... nogi, jak sznurówka się zrywa, śniadanie zostaje w pojemniczku na kuchennym blacie, jedno dziecko wyje, a drugie jęczy. Wtedy myślę o tacie Alberta. Wizualizuję sobie konkretną ilustrację, na której tata Alberta uśmiecha się od ucha do ucha, wokół jego twarzy rozchodzą się promienie, a w oczy rzuca się napis ŚWIETNIE. Świetnie, że sznurówka się zerwała, w końcu kupię nowe, odrobinę dłuższe. Świetnie, że śniadanie zostało, skuszę się na jakąś bułę! Pszenną! Dmuchaną! Niezdrową! Świetnie, że dziecko... trochę się zagalopowałam :)




Wiąż, ile chcesz, Albercie (tekst i ilustracje: Gunilla Bergström, Wydawnictwo Zakamarki) to najnowsza książka o Albercie wydana w Polsce. W Szwecji ta kultowa seria liczy ponad 30 tytułów, Zakamarki wydały do tej pory 15 książek z przygodami Alberta (14 w serii i jedną trochę dłuższą, w której jest więcej tekstu i mniej ilustracji Hokus-pokus, Albercie). Jeszcze sporo czytania przed nami!
W Wiąż, ile chcesz, Albercie naprawdę ŚWIETNE jest to, że ten pięciolatek nauczył się wiązać! I sam sznuruje buty, wiąże kokardy na prezentach, mota misiowi szalik. Sam! Tata jest bardzo dumny i wspiera syna przy realizacji każdego zadania związanego... z wiązaniem. Nawet wtedy*, kiedy potyka się o jeden ze sznurków szalonej konstrukcji Alberta i wypuszcza z rąk wazę z zupą owocową... Oj! Całe szczęście Albert i jego przyjaciele Wiktor i Mika równie dobrze radzą sobie z rozwiązywaniem. Problemu, kokardek i supełków.
O malutkiej rzeczy dla ludzkości (czyżby?) a wielkiej dla Alberta i jego taty. O rodzicielskiej dumie. O wsparciu. O cierpliwości. O tym jest Wiąż, ile chcesz, Albercie. I o wiązaniu, rzecz jasna.






Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

* No dobra. Wtedy lekko podnosi głos, ale tak wiecie - pojedynczy wykrzyknik. I szybko się uspokaja.

PS Albert już był gościem na moim blogu - TU
Czytaj więcej »

26 października 2017

26 Kosmos

Rozdarta jestem. Jednak równocześnie nie mam żadnej propozycji, pomysłu na to, by rozdarcie przestało istnieć. Bo jak to jest, że od prawie ośmiu lat wkurza mnie ten wyraźny podział serwowany przez m.in. sklepy. Narzucający wyraźne rozróżnienie różowego świata dziewczynek i błękitnej przestrzeni chłopców. Zabawy w sprzątanie i gotowanie w kontrze do wojowania i majsterkowania. Bycie cichą i "kolanka razem" na jednym biegunie z "chłopcy tak mają" w odpowiedzi na każde spontaniczne zachowanie na drugim. Bardzo teraz uogólniam, bardzo. Świadomie, wiedząc, że blogowy wpis nie jest w stanie wyczerpać tego tematu.



Ale wracając do rozdarcia - wzięło się z tego, że pomimo tego wkurzenia, zachwyca mnie pomysł i realizacja pierwszego numeru dwumiesięcznika wszystkich dziewczynek "Kosmos". No niby wszystkich dziewczynek (i reszty świata), ale jednak - dziewczynek, czytelniczek, obywatelek. I z jednej strony klaszczę, skaczę, czytam, polecam. Z drugiej myślę o chłopcach, że trochę szkoda, że dla nich nie ma takiego tytułu. W którym tyle fajnych artykułów! Test pomagający odkryć, jakie drzemią w nas talenty, artykuł o odpowiedzialności i o tym, że możemy mieć wpływ na wiele spraw, ciekawe aplikacje mobilne, krótki kurs kodowania, ciekawostki matematyczne i te z zakresu biologii, eksperyment do wykonania w domowych warunków, zielnik, świetny wywiad z himalaistką... Mogłabym tak omówić każdą stronę, wymienić każdy tekst jako warty uwagi, a nie doszłam jeszcze nawet do połowy! Naprawdę brakowało takiego pisma, witam go z radością. I zanim chlipnę w imieniu mam chłopców, coś Wam dam do przeczytania. Tekst o magazynie "Kosmos" napisany przez moją Ewę. Pisała sama z siebie, dopytując o kwestie ortograficzne i zasady używania klawisza Alt i Shift, zostawiam w wersji soute, z szaloną interpunkcją i nowym czasownikiem ;)
W Kosmos podoba mi się odkrywanie mocy poprzez zdania. W dziewczynkach fascynujące jest to że każda ma inny talent. A chłopcy to od razu wyprubowyują czy są strażakami czy policjantami [itd.] Dzieje się tak dlatego bo dziewczynki boją się próbować a chłopcy nie. Dziewczynki boją się że popełnią błąd a chłopcy się nie boją. Ja mam 7 lat i uważam że odkrywanie talentów jest bardzo ciekawe.W magazynie Kosmos dowiedziałam się że mam moc rywalizacji.
 Wiecie, z czym mi się kojarzy jej wypowiedź? Z tym słynnym felietonem Anny Dziewit-Meller W pułapce kompetencji, który ukazał się w "Tygodniku Powszechnym". Siedmiolatka - wychowana w domu, w którym na każdym kroku podkreślało się, że nie płeć a ciężka praca ma wpływ na osiągnięcie sukcesu - zauważyła, że dziewczynki się boją, wycofują się, trochę nie wierzą w siebie. I tak sobie myślę, że dziewczynkom ten "Kosmos" jest jednak bardziej potrzebny. Co myślicie? Chcecie o tym pogadać?




Czytaj więcej »

23 października 2017

1 Miasteczko z bajki

Taki cytat sprzed pięciu lat, wciąż aktualny, sama prawda, nic zmieniać nie trzeba: "Zuziaaa lalka nieduża, i na dodatek cała ze szma-tek. W kratkę, stara spódniczka, łzy na policzkach, a w główce marzeń sto! - nucimy po cichu, śpiewamy całkiem głośno, wyjemy od rana. W domu, w parku i w tramwaju. Bo to hit jest, przecież! I mało kto wie, kim jest autorka tekstu... A gdyby tak rozejrzeć się po księgarniach, po półkach z książkami dla dzieci i sprawdzić, jakie nazwisko bardzo często się tam pojawia. Ale też zorientować się, kto jest autorką tekstów wielu dziecięcych piosenek, a także znakomitych słuchowisk... Dodać do tego programy telewizyjne, Nagrodę Literacką im. Kornela Makuszyńskiego oraz Order Uśmiechu... No to wychodzi, że nie wypada, że znać trzeba, że choć jedną pozycję warto zaprosić na półkę z książkami. Książkę Doroty Gellner, rzecz jasna!" Tym razem na spotkanie z twórczością tej artystki (której obszernej bibliografii nie jestem w stanie ogarnąć) zaprasza Papilon (grupa Publicat S.A.). Okoliczności są bardzo ciekawe, bo spotykamy się na łamach całokartonowej/sztywnostronicowej książki w dużym formacie (28 x 20 cm), która jest nie tylko zbiorem rymowanych, melodyjnych tekstów, ale i przestrzenią, którą można zwiedzać niezależnie od tekstu - śledząc bohaterów czy po prostu odkrywając detale na rozkładówkach.





Tak, Miasteczko z bajki (tekst: Dorota Gellner, ilustracje: Jola Richter-Magnuszewska, Papilon) to kolejna pozycja do wyszukiwania, śledzenia, wypatrywania, snucia równoległych historii. Mogę się mylić, ale szybka analiza dostępnych na mojej półce książek pozwala mi stwierdzić, że do tej pory wyszukiwanki raczej nie łączyły się z rymowanym tekstem. Zazwyczaj w ogóle brak w nich było tekstu, chyba że przy ilustracjach znajdowały się polecenia - konkretne zadanie do danej rozkładówki (jak W przedszkolu z Czarnej Owieczki). Często na okładce można było też poznać bohaterów, czasem przeczytać o nich kilka słów (np. w serii o miasteczku Mamoko, także w książkach o ulicy Czereśniowej - obie serie z Dwóch Sióstr, również w książkach do wyszukiwania wydawanych przez Babarybę). Tu są rymy. Czy muszę przypominać, jaki jest mój stosunek do rymów? Ano. Jest jaki jest. Dość letni. Ale rymy Doroty Gellner czyta się z przyjemnością, płynie się przez nie, nie gubiąc rytmu. Przy okazji ćwicząc dykcję, potykając się na niektórych wersach i postanawiając, że coś trzeba z tym zrobić, więcej czytać głośno takich łamiących język utworów. Ilustracje, które amatorsko zakwalifikuję jako malowano-wycinane, pozwoliły mi na nowo odkryć twórczość Joli  Richter-Magnuszewskiej, którą do tej pory kojarzyłam chyba tylko z książką Bartek, Lenka i sny. Kolory takie trochę zgaszone, bardzo jesienne, rozkładówki nieprzeładowane szczegółami, co - zważywszy na sugerowany wiek odbiorcy 2-4 lata - przyjmuję jako atut.



Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)
Czytaj więcej »