22 sierpnia 2014

19 Bą tą, czy jakoś tak...


Najpierw do dzieci, teraz do wnuków... Choć i do dzieci nagminnie się zdarza. Przy obiedzie rzuca w stronę mlaszczącego: - Słyszę, że smakuje. Nie każdy - a już na pewno nie od razu - łapie, o co mu chodzi. Mojemu tacie. A kiedy ktoś dzwoni łyżeczką o szklankę, założyć się mogę, że zaraz padnie: - Może spróbujesz w drugą stronę? ;)




Z lat szczenięcych pamiętam również inne zasady dobrego wychowania. Powtarzane przez mamę. "Zasłyszane" u innej rodziny. O tu, tu je poznałyśmy:
Miejsce taty przy stole w kuchni znajdowało się przy ścianie. Nad jego głową wisiały przyklejone taśmą krótkie utwory i aforyzmy, stworzone indywidualnie lub zbiorowo przez cztery Borejkówny. „Kto mlaszcze, dostanie w paszczę” – głosiły te niechlujne świstki, albo: „Kto siorbie, dostanie po torbie”. „Kto oblizuje nóż, ten nie przemówi już”.
To Kwiat kalafiora Małgorzaty Musierowicz. Zaczytywałam się, a i mama była na bieżąco. Chciałabym, żeby i Ewa kiedyś poznała Jeżycjadę, ale czy jej się spodoba? Trochę jeszcze poczekam na odpowiedź, na te pytanie...




Tymczasem - dobre wychowanie... Och, mam jeszcze kilka złotych rad w zanadrzu! A Ewa chłonie je, niczym gąbka. I tak na: - Co?, odpowiadam na przykład: - Taekwondo. W odpowiedzi na: - Czemu?, często słyszy: - Bo nie ma dżemu. Jest jeszcze: - Nie dłub w nosie, boś nie prosię. Słabe? Być może :) Skuteczne? Tak. Bo najpierw zanosi się rechotem, a później zaczyna używać "proszę?" zamiast "co?", "czemu" coraz częściej przeplata z "dlaczego", tylko z dłubaniem w nosie bywa różnie... ;)


Ale może pandy posłucha i dowie się "co wypanda, a co nie wypanda"... Szczególnie, że jej rady łatwo wpadają w ucho i wywołują u Ewki niepohamowany chichot. Ulubione? "Każdy powie to bywalec: źle wygląda w nosie palec", "Kto ma elegancką paszczę, ten nie siorbie i nie mlaszcze", "Jeży się na głowie włos, gdy wycierasz w rękaw nos" oraz "Zapamiętaj, ananasku: zamykamy drzwi bez trzasku". Zapomniałabym! Jeszcze: "Puszczanie bąków w salonie nie mieści się w dobrym tonie" :) Prawda, że to lepiej brzmi niż "Nie siorb!", "Nie trzaskaj drzwiami!" czy "Nie w rękaw!"? Czytamy, uczymy się na pamięć i rozśmieszając - uczymy, co wypanda, a co trochę mniej.



Tymczasem Wojtek... Za nic ma wszelkie zasady! Siorbie, mlaszcze, beka i bąki puszcza w salonie. Ewa już zaczyna nad nim pracować, na początek teoria, na praktykę przyjdzie czas :)


Co wypanda, a co nie wypanda, tekst i ilustracje: Ola Cieślak
Wydawnictwo Dwie Siostry KLIK

PS Prócz zasad dobrego wychowania - w gratisie poznajemy nowe zwroty: bon ton, savoir-vivre czy faux pas :)




Blogger Tricks

18 sierpnia 2014

30 Miesiąc


Zważ, Wojciechu. Przypomnij sobie. Gdy ona będzie piszczeć nad Twym uchem. Tupać przy kołysce. Gdy będzie głaskać Cię tak, że niemal oczy z orbit Ci wyskoczą. Gdy zamiecie swoim lokiem Twoją twarz. Po raz setny. Zważ, przypomnij sobie. Że nie tylko obrazki dla Ciebie miała. Nie tylko piżamkę z autkiem (z której nota bene wyrosłeś ZANIM zmusili Cię do opuszczenia mojego brzucha). Ona dała Ci rodziców, którzy jakby mniej panikują. Tak ogólnie. Mniej, niż kilka lat wcześniej. Bardziej wyluzowanych, mimo wszystko - lepiej zorganizowanych, spokojniejszych. Przecież gdyby nie Ewka - nie bylibyśmy tacy...



Tymczasem jutro mija miesiąc. Jego. Jej w roli siostry. Nas w roli podwójnych rodziców. Tramala, który wypiera fakt, że w domu pojawiło się kolejne dziecko... ;) Z jednej strony - kurczowo trzymam się wspomnienia kopniaków w prawą stronę brzucha. Na wyświetlaczu telefonu komórkowego oglądam filmik, na którym widać falującą skórę brzucha, pod jej powierzchnią - on. Naprawdę? Był tam? A nie tu? Od zawsze? Z drugiej - zdarza mi się podskoczyć, z zaskoczenia. Wchodzę z kuchni do pokoju i w kołysce widzę dziecko. Potrafi mnie to zaskoczyć. Ten widok. Mimo że to już miesiąc. A to Wojtek tylko. Drzemie sobie.



Nie porównuje się dzieci. Ależ! Nie sposób nie porównywać! Choć nie mam na myśli porównywania wartościującego, rozpoczynającego smutną rywalizację. Ot, po prostu - zauważamy różnice, wspominamy, opowiadamy Ewie jak to było, kiedy ona była taka malutka. Jak pierwszych kąpieli nie znosiła, jak preferowała spacery przy hałaśliwych ulicach, a wózek nie mógł się zatrzymać choćby na minutkę. A tymczasem ona wisi nad kołyską, na łóżku szuka miejsca jak najbliżej jego głowy. Przydusza go czasem ręką, przeszkadza, gdy on akurat próbuje zasnąć. Nie zdarza jej się to w złości. Tak swoje uczucia okazuje. Miłość. Dość... dobitnie pokazuje mu, że go kocha :) Miesiąc. Już i dopiero. Taki spokojny czas. Nie spodziewałam się...



14 sierpnia 2014

20 Tajemnicza tajemnica



Bardzo tajemnicza sprawa... Co było zapalnikiem w przypadku Ewy? Czy to decyzja M., który na kiermaszu Wydawnictwa Zakamarki zapytał: - A może weźmiemy coś z tej serii detektywistycznej? Na próbę? Ja skwapliwie przytaknęłam (hellloołł, pytać mnie, czy kupimy jeszcze jedną książkę? ;)). Czy może ma z tym związek to, która część trafiła do nas pierwsza? Że ta ze szpitalem w tytule? Bo u Ewki w rozkwicie fascynacja szpitalną, lekarską tematyką? A może to, że w sumie chciałaby też zostać policjantką (fryzjerką oraz kasjerką)? Nie wiem. Tajemnicza sprawa. Bo jak to się stało, że ona aż tak w tę serię wpadła? Po uszy? :) 



W rozwikłaniu tej sprawy przydałaby się pomoc pewnej dziewczynki i chłopca. Bo mowa o serii Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai. Akcja książek - małe szwedzkie miasteczku Valleby i okolice. Bohaterowie - przede wszystkim Lasse i Maja, którzy chodzą do tej samej klasy i prowadzą małe biuro detektywistyczne. Jest też komisarz, mnóstwo spraw do rozwikłania i cała masa... podejrzanych. A prócz tego wartka akcja, charakterystyczne ilustracje i podział na rozdziały, który ułatwia wieczorne pertraktacje. - Dziś tylko dwa rozdziały - mówimy. Ona protestuje i kończy się różnie. Na dwóch. Czterech. Sześciu. A to już może do końca przeczytamy? ;)





Na początku była Tajemnica szpitala. Choć, jakby się uprzeć, powinno się zacząć od Tajemnicy diamentów. Ale że na kiermaszu "klejnotów" nie było - Ewa wybrała (a jakże) szpital. Później kupiliśmy jednak Tajemnicę diamentów, a Wojtek przyniósł jej ze szpitala Tajemnicę pociągu :) A kiedy ja jeszcze byłam w szpitalu, okazało się, że pobliska, osiedlowa biblioteka ma w zanadrzu kilka tytułów z przygodami młodych detektywów! Szaleństwo! Wypożyczyła od razu trzy. I długo nie odda, bo w bibliotece trwa remont ;) A my już zastanawiamy się, która część trafi do naszego domu następna... Może Tajemnica biblioteki? :) Wybór jest ogromny. Aktualnie w Polsce wydanych jest aż (czy ja dobrze policzyłam?) dwadzieścia tytułów z tej serii. Boję się powiedzieć o tym Ewie ;)





Trochę strzelamy sobie w stopę. Bo te książki są polecane dla dzieci, które właśnie zaczynają samodzielnie czytać... Bo akcja, bo duża, czytelna czcionka. Ilustracje. A my już teraz czytamy. My, dziadkowie, wszyscy, którym Ewka pod nos podstawi książkę. Ewka też czyta. Misiowi Manikowi. Ale z tego, co widziałam - w ogóle nie patrzy wtedy na literki ;) I czym my teraz ją zachęcimy do samodzielnej lektury? Serią Millenium? ;D 


Seria Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai
tekst: Martin Widmark, ilustracje: Helena Willis
tłumaczenie: Barbara Gawryluk
Wydawnictwo Zakamarki KLIK
 

11 sierpnia 2014

8 Jeden las. Sto drzew.

Niby, gdy się ma problemy z zasypianiem, można liczyć owce. Tudzież barany. Jednak Liczę do 100 nie "czytamy" na dobranoc. Za bardzo boję się, że soczyste kolory podziałają jak dopalacz i Ewka zacznie nocne harce ;) Liczymy zatem w dzień. Strona za stroną. Lub z doskoku. Zależy, jakie mamy zapasy cierpliwości... Czasem kończą tuż po pierwszej dziesiątce, innym razem przekraczamy dwudziestkę. - Dwadzieścia siedem, dwadzieścia osiem, dwadzieścia dziewięć, dwadzieścia dziesięć, dwadzieścia jedenaście - odlicza poważnie. - Trzydzieści - podpowiadam. - Trzydzieści jedenaście? - dziwi się. 






Taka to książka. Do liczenia. Zaczyna się na lesie. Jednym lesie. Kończy się też na lesie, ale to już jest sto drzew. Po drodze można policzyć naprawdę różne rzeczy, osoby, zwierzęta. Myśliwych, koty, kominy, serpentyny... Każda strona to nowe wyzwanie! A wszystkie w neonowych odcieniach. No nie da się, nie da się zasnąć przy tym liczeniu :)






Liczę do 100, ilustracje: Magali Bardos
Wydawnictwo Babaryba KLIK

8 sierpnia 2014

12 12xLIPIEC III

Lipiec 2014. Miesiąc premier, miesiąc oczekiwania, miesiąc zmian. Trudny miesiąc, choć bardzo radosny. Przez większość czasu planowaliśmy różnorodne atrakcje dla Ewki. Raz - wszak to jej wakacje, nie chodzi do przedszkola, chcieliśmy, by dobrze się bawiła, dwa - czekaliśmy na Wojtka. Długo czekaliśmy. Mi było ciężko (dosłownie), ale pozostałym członkom rodziny też nie było najłatwiej. Wszyscy byliśmy tym zmęczeni. W końcu Wojtek się łaskawie pojawił... Uff. ;) Lipiec to zatem czas narodzin. Nas wszystkich w nowych rolach. To także czas pierwszego długiego wyjazdu Ewy. I zjadania naprawdę nieprzyzwoitych ilości lodów ;) 














PS No tak, kadrów jest 13 ;) A tak było w 2013 KLIK i w 2012 KLIK :)

Wciąż czekam na wiadomość od jednej z osób, które wygrały w konkursie PRINTU!
 Poczekam do końca niedzieli. Jeśli wiadomości nie będzie - w poniedziałek nagrodzę inną osobę.