2 grudnia 2020

0 Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa

Po podejrzeniu dwóch ilustracji i domyśleniu się, jaka będzie konstrukcja tej opowieści - wiedziałam, że będzie dobrze. Coraz łatwiej mi ocenić, czy w naszym mikroświecie książka osiągnie sukces. Ta powtarzalność sytuacji, w jakiej jest główny bohater, problem i próba rozwiązania go, dialogi, które fajnie czyta się na głos i niby proste ilustracje, ale czasem w jednej technice, a czasem jednak mieszającej się z drugą... Alarm w mojej głowie wył - wysoki współczynnik CZYTAJJESZCZERAZ!

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa (tekst i ilustracje: John Burningham, tłumaczenie: Dominika Cieśla-Szymańska, Wydawnictwo Dwie Siostry)  

Na dzień dobry poznajemy głównego bohatera - Świętego Mikołaja - który właśnie sterany po swojej zmianie głównego specjalisty do spraw rozwożenia prezentów wraca do domu. Z tym specjalistą to sobie wymyśliłam, to po prostu Mikołaj jest, który objechał/obleciał cały świat i wraca do domu. Sanie ciągną bardzo zmęczone renifery, które mają oczka zupełnie jak ja codziennie o 6:00 rano. Widzicie to? Staruszek zmęczony, renifery już w łóżeczkach, jeden to nawet nie czuje się zbyt dobrze. Wtem. PERYPETIA. Mikołaj dostrzega, że w worku został jeden prezent. Pech chce, że Mikołaj dobrze kojarzy jego odbiorcę - Korneliusza Klopsa, który: 1. mieszka daleko, 2. nie dostanie innych prezentów, bo jego rodziców na to nie stać. Nie streszczając całości, powiem tylko, że dobrotliwy człowiek ubrany na czerwono wyrusza samotnie w podróż, bo po prostu musi dostarczyć prezent. Zakończenia się pewnie domyślacie, ale to jest przede wszystkim książka o podróży. Mikołaj po drodze korzysta z różnych środków komunikacji i przyjmuje pomoc napotkanych ludzi. Jest akcja, humor, wartkie tempo. I pokaźnych rozmiarów szczypta magii świąt. Nie dziwota, że CZYTAJJESZCZERAZ!

PS Błysk okładki i papieru wyjątkowo zupełnie nie przeszkadza mi w lekturze, utrudnia jedynie zrobienie satysfakcjonujących zdjęć, szczególnie rozkładówkom... Lepiej zerknijcie na nie na stronie wydawnictwa.


Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Prezent gwiazdkowy dla Korneliusza Klopsa, Dwie Siostry, otymze.pl

Czytaj więcej »

1 grudnia 2020

1 Jak ratowaliśmy Wigilię

Pierwsze skojarzenie z książką adwentową (do czytania po rozdziale od 1 grudnia do Wigilii)? Wiadomo, Zakamarki. Od 2013 - z przerwą w 2015 - w okolicach grudnia wydają nową książkę do odliczania. Za każdym razem pisze i ilustruje ją inna para szwedzkich autorów. Łączy je format, objętość, płócienny grzbiet i historia związana z oczekiwaniem na święta. Do tej pory ukazało się 7, wszystkie znam. Fakt nr 1: nigdy nie udało mi się czytać jednego rozdziału dziennie, zawsze robię falstart i czytam na jeden raz. Fakt nr 2: pierwszą adwentówką w naszym domu nie była książka z Zakamarków, a aktualnie niedostępna Wigilia Misia i Tygryska Janoscha. 

Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl

Jak ratowaliśmy Wigilię (tekst: Ellen Karlsson, ilustracje: Cecilia Heikkilä, tłumaczenie: Anna Czernow, Wydawnictwo Zakamarki)

Siódma Zakamarkowa książka adwentowa to - w porównaniu do poprzednich tytułów - propozycja dla trochę młodszych czytelników. Główni bohaterowie - Tim i Esme - są uczniami zerówki. Poznajemy ich 1 grudnia, we wtorek. Poznajemy ich dzisiaj! Są w przedszkolu, a nauczycielka właśnie opowiada, że każdy uczeń będzie miał okazję zerwać jedną kartkę z magicznego kalendarza odliczającego czas do świąt. Po każdej zerwanej kartce będą o jeden dzień bliżej do Wigilii - tłumaczy i dodaje, że ten, kto zerwie kartkę z 24 grudnia, będzie musiał bardzo na nią uważać, bo jeśli kartka zginie - ŚWIĄT NIE BĘDZIE. A dzieci, jak to dzieci. Jedne nawet pewnie nie dosłyszały, o czym mówiła pani, inne uznały, że wolałyby w takim razie zrywać kartkę z inną datą, a Tim... Tim pomyślał, że tylko on jest wystarczająco odpowiedzialny, by zaopiekować się kalendarzową Wigilią. I wziął sprawy w swoje ręce. Dosłownie. I się zaczęło - katastrofa za katastrofą, trochę kłamstewek, knucia, kombinacji, dużo wysiłku, by naprawić błąd, a w tle rodząca się przyjaźń i nieuchronnie zbliżające się święta, przy czym zwroty akcji i dramaty są szyte na miarę młodszych dzieci i nie powinny zakłócić wieczornego zasypiania. 
Jeśli nie znacie takiego formatu - książki do czytania po jednym rozdziale dziennie - koniecznie spróbujcie, czy taki książkowy kalendarz adwentowy sprawdzi się u Was. Jak ratowaliśmy Wigilię sprzyja też planowaniu okołoświątecznych aktywności - bohaterowie m.in. samodzielnie przygotowują świąteczne ozdoby, dekorują mieszkanie, ozdabiają pierniki i wtykają goździki w pomarańcze.
Jeśli chcecie dowiedzieć się, co oznacza zwrot "paprochy z Wigilii" oraz marzycie, by Wasze dzieci zaśpiewały (śmiejąc się do rozpuku) alternatywną wersję kolędy Dzisiaj w Betlejem - zajrzyjcie do Jak ratowaliśmy Wigilię. W gratisie dostaniecie opowieść o przyjaźni, wielkiej tęsknocie i oczekiwaniu.
PS Ta książka ma 25 rozdziałów i epilog w rozdziale styczniowym.   


Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl

Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl

Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl

Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl

Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl

Jak ratowaliśmy Wigilię, Zakamarki, otymze.pl


Czytaj więcej »

29 listopada 2020

1 Nolens volens, czyli chcąc nie chcąc

Dawno, dawno temu, kiedy w wakacje i w okresie przedświątecznym pracowałam w (nieistniejącej już, niestety) księgarni, często w rozmowie z koleżankami księgarkami zamiast vice versa używałyśmy vis-à-vis. Taki żarcik to był. Miny osób postronnych, które usłyszały nasz dialog - bezcenne.
Pamiętam też lekcje łaciny, na które wkuwałam bajkę Rana rupta et Bos, słówka i sentencje. Zeszyt też pamiętam - twarda oprawa, zielony, z drzewem na okładce. Prowadziłam go bardzo starannie, co wcale nie było dla mnie normą podczas studiowania.
Skąd raptem u mnie te łacińskie wspomnienia? Czytam książkę o łacinie, która swoją warstwą graficzną bardzo pasuje do niedzielnego cyklu z książkami bardziej wytrawnymi. Odcinek trzeci jest trochę inny, bo... edukacyjny. Cykl otwierał wpis z książką Iwony Chmielewskiej, w odcinku drugim była książka w formie leporello Witolda Vargasa, dziś oszczędna w kolorach (niebieski, czarny, żółty, pomarańczowy + biały), choć równocześnie bardzo soczysta, propozycja Wydawnictwa Druganoga.

Nolens volens czyli Chcąc nie chcąc, Druganoga, otymze.pl

Nolens volens, czyli chcąc nie chcąc. Prawie 100 sentencji łacińskich i kilka greckich
(tekst: Zuzanna Kisielewska, ilustracje: Agata Dudek, Małgorzata Nowak, Wydawnictwo Druganoga) 

Po pierwsze - nie uciekajcie. Ja wiem, że pierwsza reakcja może być różna. Ilustrowana książka o łacińskich sentencjach. Dla kogo to w ogóle? Dla wszystkich. Bo choć łacina uznawana jest za martwy język, wciąż mamy z nią - w mniej lub bardziej świadomy sposób - styczność. Nie wierzycie, przeczytajcie książkę. Pewnie niektóre zwroty znacie, ale jest duża szansa, że wcale nie wiecie, jaka z nimi wiąże się historia i konkretna postać.
Po drugie - czy możliwe jest, żeby książka o łacińskich sentencjach nie była nudna? Tak, możliwe. Można skonstruować ją tak, żeby dłuższe opowieści były przeplatane krótkimi, nie zapominać o szczypcie dowcipu, napisać tak, żeby było zrozumiale i zilustrować tak energetycznie, że wspomaganie kawą będzie niepotrzebne.
Bardzo ciekawy jest już sam podział na rozdziały. Jest ich dziewięć, początkowe dwa to: słynne cytaty oraz motta i dewizy. W pierwszym rozdziale znajdziemy zatem m.in. Alea iacta est (Kości zostały rzucone) - słowa, które wykrzyczał Juliusz Cezar, a w drugim np. Ora et labora (Módl się i pracuj) - jedną z dewiz św. Benedykta. Rozdział trzeci to kolekcja sentencji, które znajdziemy na budynkach (np. sądach, kamienicach, browarze itp.). Kolejne rozdziały porządkują cytaty według tematów: prawdy życiowe, dobre rady, medycyna, pieniądze, czas, śmierć. Część sentencji pojawia się w dłuższych tekstach, inne są zgrupowane na pomarańczowych rozkładówkach pod hasłem Krótko, ale treściwie.
Po trzecie - ładnie, starannie wydana książka. Szyta, drukowana na grubym papierze, z twardą oprawą. Dobrze zaprojektowana, bardzo ciekawie zilustrowana. Do czytania z doskoku, doskonalenia się w prawidłowym użyciu sentencji (bo o ile przy łacinie podwórkowej nie ma takich problemów, tu bywa różnie...) i wielu powrotów do jej zawartości.
Fajne - dla tych, którzy po prostu chcą wiedzieć więcej, dla lubiących uczyć się o języku, ale i dla nauczycieli, jako pomysł na lekcję (lub cykl) - tak, żeby każdy uczeń mógł po zajęciach podjąć decyzję, czy jest bardziej homo faber czy homo ludens.



Nolens volens czyli Chcąc nie chcąc, Druganoga, otymze.pl

Nolens volens czyli Chcąc nie chcąc, Druganoga, otymze.pl

Nolens volens czyli Chcąc nie chcąc, Druganoga, otymze.pl

Nolens volens czyli Chcąc nie chcąc, Druganoga, otymze.pl

Nolens volens czyli Chcąc nie chcąc, Druganoga, otymze.pl
Czytaj więcej »

25 listopada 2020

0 Mój balet. Opowieść o tańcu: od szkoły do sceny

Mam wrażenie, że małe i trochę większe dziewczynki*, jeśli chodzi o zainteresowanie baletem, dzielą się na trzy grupy: 1. te, których zupełnie ten taniec nie interesuje, 2. te, które śnią o prawdziwej tutu i kiedy tylko jest okazja, zaczynają ćwiczyć, by dostać się do szkoły baletowej, 3. te, które i owszem podziwiają baletnice, ale wystarczy im widowiskowe drobienie w stroju z sieciówki tylko trochę wymazanym czekoladą i sprzedaż biletów na występy odbywające się w sypialni. My wybieramy bramkę numer trzy. Balet jest piękny, chętnie popatrzymy. I wystarczy.

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet. Opowieść o tańcu: od szkoły do sceny (Joanna Kończak, Aneta Wira-Ostaszyk, Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Podoba mi się ta książka. Tak po prostu - doceniam, że to nie tylko ładne fotografie, tiul i brokat, ale i konkretne informacje - szkoła baletowa, podstawy techniki, słynne balety i historia tego tańca. Że nie jest tworzona przez kogoś z zewnątrz, ale przez balerinę - osobę, która w pierwszym rozdziale napisze wprost, że to zawód piękny, ale trudny, wymagający poświęcenia, ciągłej pracy nad sobą i wielu wyrzeczeń. Jest tiul, piękna postawa, zjawiskowe skoki, ale jest też ogromny wysiłek, pot i kontuzje. Niektórzy pójdą tą wyboistą drogą, inni zostaną, by zasiąść na widowni.

Prócz opowieści dotyczących nauki w szkole baletowej i życia scenicznego w książce pojawia się bardzo dużo słownictwa związanego z teatrem wraz z definicjami. Obszerny rozdział poświęcony życiu na scenie omawia, jak wiele osób stoi za przygotowaniem spektaklu baletowego, jakie mają zadania, kim są, gdzie pracują i na jakim etapie spektaklu ich pomoc jest konieczna. Dużo wiedzy, fajnie. Bardzo cieszy mnie również rozdział o etykiecie publiczności, bo choć nie jest to wiedza tajemna, czasem, przyznaję, mam wrażenie, że wielu gości teatru nie ma pojęcia, jak zachować się na widowni. By trochę rozładować te edukacyjne fragmenty, pojawiają się np. fragmenty o wpadkach, przykładowy dzień tancerki czy rozstrzygnięcie bardzo ważnego pytania, czy pod kostiumem baletowym tancerki/tancerze noszą bieliznę ;)

Przegląd podstawowych pozycji nóg, prawidłowego ułożenia rąk, póz małych i dużych oraz skoków to rozkładówki z przejrzystymi zdjęciami, którym towarzyszą krótkie, konkretne opisy. Naprawdę można dokładnie przyjrzeć się detalom i móc potem rozpoznać i nazwać odpowiednie ustawienie ciała. Można też spróbować przyjąć pozycję piątą i z szalonym chichotem (oraz zupełnie bez gracji) runąć na podłogę #truestory.

Dla  tych, którzy kręcą piruety przed domowym lustrem, ale i dla tych, którzy lubią wiedzieć więcej o wszystkim - polecam.

PS Rodzicom dzieci zainteresowanych tematem tańca przypominam również, że są komiksy Studio tańca oraz z procy - ponoć bestsellerowa - seria Baletnice Elisabeth Barféty (Wydawnictwo Znak Emotikon). 


* to nie tak, że uważam, że chłopcy nie interesują się baletem, choć w profesjonalnie badanej przeze mnie grupie chłopców, która liczyła jednego Młodszego Brata, wyszło, że jednak nie, że wolą żużel ;)

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Mój balet, Nasza Księgarnia, otymze.pl

Czytaj więcej »

22 listopada 2020

0 Dwa królestwa i wielkie morze

Niedziela, więc znowu będzie nieco wytrawnie. Skoro to druga taka niedziela, można już chyba uznać, że to cykl - z książkami nieco innymi, bardziej wytrawnymi, takimi do zadumy i do nacieszenia oka, zarówno dziecka, jak i dorosłego. Kto wie, może i częściej tylko dorosłego? Cykl otwierał wpis z książką Iwony Chmielewskiej, w odcinku drugim nowość od Poławiaczy Pereł. Czy to już zawsze będzie, że książki z tego cyklu trzeba przeczytać kilka razy, żeby wyłowić wszystkie smakowite szczegóły?

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl
 
Dwa królestwa i wielkie morze (tekst i ilustracje: Witold Vargas, Wydawnictwo Poławiacze Pereł)
 
Najpierw detal - dotknęłam ilustracji na okładce i wyczułam pod palcami fakturę. To foliowanie na wzburzonych falach i jeszcze na... tam ktoś siedzi, na tym obładowanym bagażami statku, jakieś malutkie postaci! Statek, czyli udajemy się w podróż. Dla przyjemności? Czy uciekamy? Tego jeszcze nie wiem, ale otwieram książkę i widzę, że wyprawa będzie długa. Książka ma formę leporello (harmonijki, parawaniku) i po rozłożeniu otrzymujemy rozkładówkę długą na 7 metrów, która na dodatek jest zadrukowana z obu stron. Nie jestem w stanie zrobić zdjęcia, na którym byłoby widać całą książkę.

Na początku był juru. Tak to się zaczyna. Juru - w języku keczua słowo to oznacza gliniany dzban. Dzban, który powstał wiele lat temu, by udobruchać szalejące na ziemi żywioły. Nie taki zwyczajny dzban a śpiewające naczynie. Jego twórca zbudował małe królestwo na szczycie gór - "wspaniałe miasto, całe z ceramiki malowanej w misterne, czarne, czerwone i złote wzory". W królewskiej siedzibie zwieńczonej złotą komnatą w kształcie jaja urodził się Kenti. Właśnie go poznaliśmy, chwilę będziemy podglądać jego życie i razem ruszmy w podróż. Początkowo Kenti zna tylko dobrobyt - złota komnata, cudowna babcia Józefina, własne zoo wypełnione egzotycznymi zwierzętami, z którymi chłopiec często rozmawia. Zapomniałam chyba wspomnieć, że ponieważ był potomkiem garncarza, tego od śpiewającego naczynia, zna mowę zwierząt. Taki spadek przekazywany z pokolenia na pokolenie. Raj nie trwa jednak wiecznie. Pewnego dnia wszystko się zmienia, a Kenti wyrusza z mamą w podróż. Gdzie? Do Polski. Bo mama jest polską księżniczką.

Nie o to chodzi, by opowiedzieć całą historię i zdradzić jej finał. Ten wstęp miał być taką próbką klimatu, nastroju rozwijającego się wraz z rozkładaniem harmonijki. Jak już jesteś po uszy w baśni, otwierasz się na tę konwencję, dzieje się coś dziwnego. Nieznane raptem przeplata się ze znanym, choć nieco odległym w czasie - Kenti dociera do Polski, gdy ta jest szara, ludzie stoją w kolejkach, są smutni, a czarno-białe telewizory pokazują generała w czarnych okularach. Dawno nie byłam taka zaskoczona podczas lektury! Czy Polska na zawsze została smutnym miejscem? Czy Kenti zaraził się szarością duszącą wszelką nadzieję? Gdzie jest juru? Jaką rolę ma odegrać w tej opowieści? Zostawiam Was bez odpowiedzi. I tak za dużo wygadałam.

Jeszcze dwa zdania o formie. Na ilustracjach, na których widać dzban lub jego fragment - pokazane są fragmenty jego zdobień. Na odwrocie harmonijki powtarzają się te elementy wraz z krótkimi opisami. Te postaci, opowieści związane są z legendami andyjskimi. Skąd te legendy i język keczua? Prosto od autora. Witold Vargas to ilustrator, opowiadacz, muzyk. Urodził się w Boliwii: ojciec Boliwijczyk, babcia opowiadaczka ludu Keczua, matka Polka z domu Przerwa-Tetmajer. Dawno temu Witold Wargas wyruszył w podróż do Polski. Brzmi znajomo?

Spędziłam niedzielę w podróży. Palcem po książce, myślą w baśniowych światach. Myślałam o tym, jaka ważna jest sztuka i słuchałam audycji, w której autor opowiadał o tym, jak widział swój pokój w dzieciństwie (link). To był dobry czas.

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl
 
Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Dwa królestwa i wielkie morze, Poławiacze Pereł, otymze.pl

Czytaj więcej »