13 grudnia 2017

0 Oto kot / Psy i koty pod lupą naukowców

Wiele się dzieje, wiele się dzieje. Ciasto na pierniczki wciąż nie zagniecione, a co za tym idzie - pierniczków brak. Może i choinka stoi, a kartki świąteczne poszły w świat, ale dom nie wygląda, jakby miał bliskie spotkania z hasłem - świąteczne porządki. Odpuszczam, nie widzę, mrużę oczy i tracę ostrość. Jestem kotem. Bawią mnie kłaczki kurzu i niewiele mi potrzeba do szczęścia. Ot, trochę jedzenia i miły koc. Tylko spać nie mogę tak długo...
W życiu byście nie powiedzieli, że Ewka lubi koty. No bo skąd te wnioski? Z ubiegłorocznego przebrania na balu? Z kociej poduszki, ołówka, zakładek, spinek, koszulki, rajstop, broszki, kubka, gumki, opaski, majtek i pięciu par skarpetek? Pościeli, piżamy, maskotki, zamówienia od Mikołaja? No doobra. Faktycznie nie trzeba jej znać, by się domyślić. Lubi koty (choć wciąż nie kręci jej sprzątanie kuwety). I lubi książki o kotach. I jak mam komuś polecić coś fajnego, sporego, ładnego i ciekawego na ten temat, proszzzz:







Oto kot
Pauliny Wierzby z ilustracjami Marianny Sztymy (Wydawnictwo Albus). Wieść niesie, że tytuł został wyróżniony przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek w konkursie Najpiękniejsza Książka Roku 2012. Być może, być może... Ja z kolei wiem, że książka została wyróżniona przez Ewę podczas targów książki w Poznaniu. Nie była to pozycja najtańsza, ale Ewka i tak zdecydowała, że zapłaci za nią z własnych oszczędności. I nigdy nie żałowała wydanych pieniędzy. W środku - kocie tajemnice, trochę o historii, ciekawostki, fakty o bliższych i dalszych kuzynach kota domowego, kocich rekordzistach, kociej anatomii... No fajnie! Że tak różnorodnie i że tak świetnie zilustrowane. Bez wątpienia nasz namber łan w kocich książkach. A pamiętacie? Pamiętacie o pierwszej kociej książce, którą lubiła Ewa? KLIK









A przez Psy i koty pod lupą naukowców (tekst: Antonio Fischetti, ilustracje: Sébastien Mourrain, tłumaczenie: Sylwia Sawicka, Wydawnictwo Polarny Lis) to ja prawie karę w bibliotece zapłaciłam! Całe szczęście system był łaskawy i udało mi się "przedłużyć książkę" po raz drugi (jeśli czekacie, przykro mi, postaram się przed świętami oddać). W opisie jest "Antonio Fischetti opowiada o zwierzętach jasno, dowcipnie i bardzo ciekawie. Tę książkę można czytać zarówno samodzielnie, jak i z rodzicami." Rzucam hasztag #truestory. Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza dotyczy psów, druga kotów. Pierwszą można ominąć. Taki żarcik, ale Ewa wzięła go sobie do serca. Koty, tylko koty, koty na zawsze (albo i nie). Po lekturze książki z lekkością rzucała zwrotami typu sebum i wibrysy i z przekonaniem rozprawiała o charakterze rudych kotów. Nadal chętnie do książki wraca, mimo że już naprawdę musimy ją zwrócić do biblioteki. Polecamy. Psiarzom też.

PS Właśnie się zorientowałam, że mam foto tylko jednej okładki... Wrzucam łapy Tramala na pocieszenie!


Oto kot:
Psy i koty pod lupą naukowców:

Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;) Dzięki!
Czytaj więcej »

4 grudnia 2017

3 Marzenia vs. rzeczywistość (Smyk)


U nas to zupełne pomieszanie z poplątaniem! Otóż - 6 grudnia przychodzi Mikołaj, pożera marchewkę, ciastko daje reniferom (albo na odwrót, głowy nie daję), wypija mleko... Potem ma trochę niestrawności, ale ogarnia się i zostawia drobiazg, zabierając list. List do siebie! W sprawie prezentu... ekhm bardziej gabarytowego, który dostarczy w Wigilię. Że znowu Mikołaj. Naprawdę nie pytajcie mnie, gdzie w tym sens i o co chodzi. Sama nie wiem, jak to się stało i chyba już nie pora, by coś w tej historii prostować. Może i do Was przychodzi Mikołaj, a później Śnieżynka, Dziadek Mróz, Gwiazdor, Dzieciątko lub Aniołek, ale u nas - koleżka w czerwonym kubraczku fatyguje się dwa razy. Po prostu.
Od SMYKA przyszło zapytanie, czy nie wybrałabym propozycji prezentowych dla dzieci. Wybrałabym. Bo ze mnie marzycielka. I tak trochę chciałabym małą Olgę uradować, tą która we mnie siedzi, tą samą, którą lata temu dostała - jakoś przed 10 urodzinami - od Mikołaja album z napisem W dniu ślubu (bo innych nie było) i rajstopy. I, wyobraźcie sobie, nie była najbardziej radosnym dzieckiem na świecie. Wtedy nie było, dziś jest. Wszystko, dużo i świecąco (z brokatem, cekinem i wstążką). Gdybym miała do tematu podejść bardzo rozsądnie, gdybym chciała, żeby zabawka nie wylądowała po dwóch dniach gdzieś w kącie, gdyby prezent miał również edukować... Wybrałabym dla siedmioletniej Ewy:



Dromader, zabawka naukowa, Teleskop C2105
   Carotina, Super Podróż, zestaw edukacyjny


I'm a Genius, Wielkie laboratorium fizyki i chemii

 A dla trzyletniego Wojtka:
Dumel Discovery, Zwierzęta świata, interaktywna mapa, zabawka edukacyjna

Janod, Kalendarz magnetyczny z 68 elementami 
Granna, Stuku-puku, zabawka interaktywna

Albo wspólny prezent! O taki!


LEGO BOOST, zestaw kreatywny, 17101

I te prezenty na pewno byłyby udane, nie wylądowałyby w kącie, wszyscy byśmy korzystali, ale... Nie takie typy znajdą się w liście do Mikołaja. Aktualnie (stan na 30.11.2017 r.) Ewa jest zdecydowana i chce coś podobnego do tego, tylko w wersji kociej:

Teksta, Skaczący Robopiesek, zabawka interaktywna

A Wojtek marzy o wszystkim, szczególnie o tym wszystkim, co jest akurat reklamowane, ale najchętniej mówi o tego typu zabawkach:

Auta, Wielka pętla i Zygzak, zestaw torów

I co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Kupisz im album W dniu ślubu? Co robić i jak żyć? ;) A Wy? Idziecie za głosem serca czy rozumu? Urabiacie zdroworozsądkowo, czy cieszycie oko wybuchem entuzjazmu (nie że swojego) i już?

PS Nie da się ukryć, że wpis powstał we współpracy ze Smyk.com.

Czytaj więcej »

27 listopada 2017

33 Sekrety pojazdów



Wyprawę zaczynamy od wieku XVII i galery - okrętu wyposażonego w żagle i wiosła, a kończymy trzy wieki później w mobilnym laboratorium policyjnym. Podróżujemy nie po kontynentach i nawet nie do końca w czasie. Wybieramy kierunek - wnętrze. Wnętrze maszyn.





Jeśli zawsze podczas pokazów strażackich chcieliście zajrzeć w każdy kąt wozu, a podczas rozmaitych wycieczek zazwyczaj bardziej jesteście zainteresowani tym, co znajduje się poza wyznaczoną trasą - książka Sekrety pojazdów. Podróż do wnętrza maszyn (Pascale Hedelin, Lou Rihn, tłumaczenie: Jakub Jedliński, Wydawnictwo  Polarny Lis) jest dla Was. Nie dość, że naprawdę można poznać różne zakamarki 16 pojazdów, to jeszcze nie obowiązują żadne godziny otwarcia i nie ma nikogo, kto Was wygoni - czy to z szybu dla płetwonurków w statku oceanograficznym, czy nawet z reaktora jądrowego atomowego okrętu podwodnego. No, chyba że jesteście bardzo nieletni, czytacie pod kołdrą i rano nie wstaniecie do przedszkola... Wtedy mama może jednak zakończyć zwiedzanie, ok?


Pozycja zdecydowanie dla czytelnika 6+, choć młodsi mogą po prostu oglądać. Oglądać i podziwiać pojazdy. Bardzo ciekawa książka pozwalająca poznać sporo konkretnych terminów związanych z różnorodnymi pojazdami i ich budową.
Duży format, przejrzyste rozkładówki, mnóstwo informacji i bardzo smakowitych ciekawostek. Wiecie, że w jadalni sterowca Zeppelin Hindenburg LZ-129 znajdowała się niewielka poczta? Kojarzycie, czym zajmuje się "łapiduch" na atomowym okręcie podwodnym? W co wyposażeni są pracownicy mechanicznego kreta? Ja już wiem. Wy też możecie się dowiedzieć, bo tak się składa, że mam jeden egzemplarz dla Was. Wystarczy, że zgłosicie pod tym wpisem, kogo z Waszych bliskich ucieszyłaby ta książka najbardziej. Może córkę? Syna? Dziadka lub babcię? Na komentarze czekam pod tym postem (na blogu, nie na FB) do 1 grudnia 2017 (godz. 23.59). Jeśli komentujecie anonimowo, zostawcie na siebie namiar. A ja potem te paseczki będę wycinać, a Ewka losować. Powodzenia! ROZWIĄZANIE KONKURSU: Na Instastories odbyło się losowanie i książka leci do... AnnaD (lindgren). Czekam na adres - otymze@gmail.com! Dziękuję wszystkim za zabawę :)

Sekrety pojazdów. Podróż do wnętrza maszyn
Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;) Dzięki!
Czytaj więcej »

18 listopada 2017

0 Konteksty / MFFMW Ale Kino! (Poznań)

 

Ja tak szybko, na chwilkę, podrzucam info. Lada chwila rozpocznie się w Teatrze Animacji 8. edycja Festiwalu Teatralnego KONTEKSTY, która odbędzie się w tym roku pod hasłem KONTEKSTY REDEFINICJE (23-26 listopada 2017 r.).  W programie spektakle  z Polski i Europy, koncerty i dźwiękoczytania. Ceny biletów na spektakle: 14-50 zł, dźwiękoczytania: 10-15 zł, film: 2 zł. Więcej informacji i regulamin znajdziecie TUTAJ. Jeśli się wybieracie - już teraz bardzo Wam zazdroszczę! Akurat wtedy jestem w służbowej podróży i wszystkie wydarzenia są poza moim zasięgiem.


Inna sytuacja jest z 35. Międzynarodowym Festiwalem Filmów Młodego Widza Ale Kino!, który odbędzie się od 3 do 10 grudnia 2017 r. w Multikinie 51, salach kinowych CK Zamek i na Scenie Wspólnej. Będę! Będziemy! Skitrałam w szufladzie całkiem pokaźne stadko biletów, które następnie będę upychać w kalendarzu adwentowym. Niby to stadko jest spore, biletów ponad 10, ale... Jak się doczyta, że podczas części konkursowej festiwalu zaprezentowanych będzie 45 filmów pełnometrażowych i 90 filmów krótkometrażowych - to trochę mina rzednie, prawda? Chciałoby się zobaczyć wszystko i pewnie warto. Ograniczeniem jest szkoła, praca, obowiązki... Budżet trochę mniej, bo umówmy się - 8 zł za bilet to nie jest zaporowa cena. To jedna z dwóch* filmowych imprez, które odbywają się w Poznaniu, w których regularnie bierzemy udział i zawsze kończy się to wielkim rogalem na buziach, rumieńcem z emocji i słowotokiem po seansie. Polecamy bardzo! Wszystkie informacje znajdziecie TUTAJ. Uwaga! Bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki!
A! MFFMW Ale Kino! to nie tylko seanse! To również cała masa wydarzeń towarzyszących. Na przykład warsztaty, spotkania z twórcami czy konkurs na sobowtóra Reksia (TU więcej info).

* Bo jeszcze, oczywiście, KINO DZIECI. I Animator!
Czytaj więcej »

13 listopada 2017

16 Przygoda Marlenki

Wpatruję się w ilustracje Sibylle von Olfers z nadzieją, że chociaż jakieś powidoki mi zostaną... Bo nie wiem jak u Was, ale u mnie to śniegu najwięcej oglądam w książkach dla dzieci. Rok temu śnieg padał dwa razy, raz udało się wyjąć sanki, ale szorowały po chodniku. Dwa lata temu - jeden dzień śniegu. Jeden. Mam z tego dnia zdjęcia i wmawiam sobie, że zima była biała. A guzik. Nie była. A mnie się marzy śnieg - na Święta, na ferie, na zimę. Takie płaty ciężkie, w bezwietrzny dzień, powolutku spadające. I taniec śnieżynek, bałwany, sanki i malowane mrozem szyby....



Tymczasem sycę oko ilustracjami. Pięknymi. Opowiadającymi o Marlence, której tak się w pustym domu nudziło, że aż wyruszyła z dziećmi-płatkami do lodowego zamku Królowej Zimy. Srebrne sanki, jedno dmuchnięcie wietrzyka i już można pędzić "poprzez płoty i krzewy, przez jodły i sony." W zamku wielka feta - urodziny małej księżniczki. W menu lodowe tabliczki białej czekolady i herbata, w roli kelnerów - bałwanki. Jest pora na ucztowanie i na wielki bal, a wszystkie te atrakcje sprawiają, że Marlenka... opada z sił. Pora wracać do domu.
Wyruszyłam w podróż z Marlenką z dużą przyjemnością. Wpatrując się w ilustracje i czytając tekst, dostrzegałam różne odcienie bieli, światło grające w lodowych soplach i tańczące na wietrze śnieżynki. Niemalże słyszałam ciszę, panującą podczas opadów śniegu. Ale i pękające pod butami zamarznięte kałuże i trzeszczący śnieg. Tyle że... wcale nie zmarzł mi nos i nie przemokły buty. Taka to była wycieczka.

Przygoda Marlenki, Sybille von Olfers, tłumaczenie: Eliza i Andrzej Karmińscy, Wydawnictwo Przygotowalnia





Mam dla Was jeden egzemplarz książki Przygoda Marlenki. Bo choć jeszcze nie usłyszałam w żadnej rozgłośni radiowej przeboju Last Christmas, to nie da się ukryć, że grudzień zbliża się wielkimi krokami. Zatem i kalendarze adwentowe, Mikołajki, podarki świąteczne (i imieniny Ewy ;)). Pomóżmy sobie - ja mam książkę, a czekam na propozycje niewielkich podarków do kalendarza adwentowego. Nie słodyczy. Jakichś drobiazgów, których nie rzuci się zaraz w kąt. Propozycję podarków zgłaszajcie w komentarzach pod tym wpisem. Czekam do 17 listopada 2017, do południa. W sobotę (18.11.17) pod tym wpisem pojawi się informacja, do kogo wyślę książkę. Powodzenia!

ROZWIĄZANIE KONKURSU
Na początku myślałam, że nagrodzę pomysł (nota bene świetny) z zapachami w słoiczkach. I trwałam w tej decyzji, póki nie pojawił się komentarz Agi:
(...) Obok znanych już zadań świątecznych w tym roku w kalendarzu córki dodałam 3, które chyba będą dla Niej sporym wyzwaniem. I jako, że Święta to czas dawania wymyśliłam: 1. Zastanów się ile ze swoich oszczędności jesteś w stanie przeznaczyć na jedzenie dla bezdomnych piesków i kotków. Z pomocą rodziców zrób zakupy i zawieź je do schroniska. 2. Przejrzyj swoje puzzle i gry i wybierz kilka, które zniesiesz do swojego byłego przedszkola. Panie i dzieci na pewno się ucieszą! 3. Z własnych pieniążków kup książkę, którą podarujesz pod choinkę młodszej siostrze i samodzielnie jej ją przeczytasz.
Podejmuję wyzwanie. Co roku bierzemy udział w akcji Robótka, ale to ja szukam rodziny w spisie, wybieram jakiś drobiazg, kupuję znaczek czy nadaję paczkę. W tym roku (prócz Robótki) będą w kalendarzu zadania od Agi. Bez nacisków, bez presji. Zobaczę, co się stanie.

Gratuluję i czekam na e-mail z adresem. Dziękuję wszystkim za zabawę i zapraszam do kolejnej. Jest duża szansa, że zaraz po weekendzie znowu będę miała dla Was książkę :)




Ta tabelka (porównywarka cen) powyżej zawiera linki afiliacyjne. Oznacza to, że jeśli klikając w nią, dokonasz zakupu, to ja otrzymam z tego tytułu niewielką (bardzo niewielką) prowizję. Na waciki. Na przykład ;)

PS Jeśli trafiacie po raz pierwszy na książki Sibylle von Olfers, odsyłam Was do archiwum, gdzie znajdziecie recenzje dwóch innych jej książek - Dzieci korzeni i Wietrzyka. Tamte książki zostały wydane w Polsce wcześniej, ale to Przygoda Marlenki była pierwszą książką Sibylle von Olfers...
Czytaj więcej »