28 października 2014

9 Pieniądze w ścianie

"Wezmę i założę kopalnię pieniędzy i kiedy mi się skończą pieniądze w bankomacie, pójdę do mojej kopalni i je sobie wykopię, i włożę do bankomatu, żebym mogła z niego znowu wyjąć!" Nieźle to sobie Basia wymyśliła, prawda? Choć Ewa ma równie niefrasobliwe podejście do pieniędzy. Nie ma? To trzeba wypłacić. Przecież tam są. W ścianie. Nic tylko wypłacać i kupować, czyż nie?


Dwa złote. Od niedawna Ewa dostaje tygodniówkę. Dużo? Mało? Nie wiem, trudno mi ocenić. Chyba wystarczająco. Wszak dopiero zaczynamy zgłębiać temat pieniędzy. Że nie można ich wykopać w kopalni. Na drzewie też nie rosną. Niestety nie spadają również z nieba... Ona pyta, na co wystarczą takie dwa złote. Może na dwie paczuszki Mamby? Może na loda? Na małą karuzelę? Na plastikowy pierścionek z automatu? A 10, 20, 50, 100 złotych? To już totalna abstrakcja dla niej, choć zapamiętała moje słowa, że za 100 złotych można kupić 4-5 długich książek ;)


Różne narzędzia pomagają nam oswoić temat pieniędzy. Na przykład lektura przygód Basi wprowadza do naszego słownika hasła: promocja i gratis. Bo Basia bardzo chce, żeby jej kupić laleczkę za darmo. "Przy zakupie dwóch samochodzików laleczka gratis." Czyli za darmo ta laleczka? No za darmo! 



Zabawa w sklep, korzystanie z jakiejkolwiek kasy (drewnianej, plastikowej, zrobionej samodzielnie z tektury) i pieniędzy (tych papierowych, bilonu, karty) - kupowanie, cena, reszta, płatność... Wiele, wiele zagadnień można poruszyć podczas takiej zabawy. I nie znam dziecka, które nie lubiłoby bawić się w sklep :)




Gra Monopoly Junior. Że niby za skomplikowana? Zabawka przeznaczona dla dzieci od 5 roku życia... Bla, bla, bla... Proste zasady, zabawne pionki, możliwość kupowania sklepu z zabawkami, kina czy kręgielni, banknoty o jednym nominale. Świetnie się bawimy, a przy okazji uczymy się o inwestowaniu i zarabianiu.




Jak u Was z tym tematem? Dajecie kieszonkowe? Tłumaczycie? Korzystacie z pomocnych gadżetów? Porozmawiajmy o kasie :)

(Jeśli już o kasie mowa, polecam lekturę rozmowy z psychologiem dr Barbarą Arską-Karyłowską, tytuł tekstu - Dziecko przy kasie, o tu jest KLIK.)

PS Cytaty pochodzą z książki Basia i pieniądze (tekst: Zofia Stanecka, ilustracje: Marianna Oklejak, Wydawnictwo Egmont KLIK). A przy okazji zagłębiania tematu pieniędzy, możemy - tak jak mama Basi - porozmawiać o tym, czy dobrze jest oceniać ludzi po tym, co mają... 

Blogger Tricks

25 października 2014

29 Nie przeszkadzać! Lego DUPLO


Tak sobie myślę, ot luźne przemyślenia, że może gdyby to Ewka uczestniczyła aktywnie w warsztatach organizowanych przez Lego DUPLO w warszawskiej klubokawiarni Pompon, a ja w tym czasie pognałabym boso na dzikie harce z animatorkami, to może... Może wtedy zapamiętałaby jedną z zasad zabawy niedyrektywnej, taką jedną króciutką zasadę: nie przeszkadzać. I może wtedy mogłabym w spokoju ułożyć i dużą farmę, i zamek królewski! Bo nie mogłam! Nie, nie słuchała, bo to ja tam byłam i ja o tej zabawie się uczyłam, a także o tym, jak sprawić, by nasze wspólne chwile spędzić kreatywnie. 



Tymczasem ona... Warszawa, wczesna godzina, nieco mgliście. - Mamo, ja nie pójdę tam się bawić z nikim - oświadczyła. Przełknęłam ślinę. Chwila zastanowienia. Podeszłam do sprawy dyplomatycznie: - Dobrze, zrobimy tak - rozglądniesz się i sama zdecydujesz, czy chcesz siedzieć ze mną, czy iść się bawić, dobrze? Na miejscu Ewa łypnęła okiem w prawo, łypnęła w lewo. Zeskanowała dzieci i zabawki. Po czym wrzuciła coś na ząb, zzuła buty i zniknęła. Raz po raz słyszałam charakterystyczną intonację: - Mamooo! Przybiegała pokazać mi 1 (słownie: jeden) klocek, na przykład czerwony, i biegła dalej. Wyszczerzona. I tak to z nikim nie poszła się bawić ;) Tak, ona gdzieś tam jest na tym zdjęciu poniżej...


Tymczasem ja... Warszawa, klubokawiarnia Pompon. Żongluję zadaniami - nakarmić jedno dziecko i delikatnie je pchnąć w kierunku sali zabaw, nakarmić drugie i wysłać je na naprawdę długi spacer z ojcem. Wszystko po to, by spokojnie wziąć udział w warsztatach. Spokojnie? Co ja sobie wyobrażałam?! Wszystko można powiedzieć o tych warsztatach, ale na pewno nie to, że było spokojnie ;) Skorzystałam, ile się dało. Sami rozumiecie - stado matek, stadko dzieci. Sami rozumiecie... 
Prócz zasad zabawy niedyrektywnej, poznałam dekalog kreatywnej zabawy wg Małgorzaty Ohme. Oj, jak trudno mi wprowadzić w życie punkt pierwszy, mianowicie: Nie każda zabawa musi być edukacyjna. No doprawdy, upycham tą edukację drzwiami i oknami, to silniejsze ode mnie! A już przy układaniu klocków? Toż to idealna okazja do edukowania! ;) A Ewka nie protestuje. Choć studiować to ona nie chce. Aktualnie chce być motorniczą... ;) Z prawdziwą ulgą za to usłyszałam, że mam prawo nie mieć ochoty na zabawę. Przeczytałam, odetchnęłam i teraz tylko intensywnie się zastanawiam, jak dobrze wytłumaczyć to Ewce ;) 



Tymczasem klocki Lego DUPLO... Wcale się nie kurzyły! W ciągłym użyciu! A to przez nas, podczas kreatywnych zadań, a to przez dzieci - w sali zabaw. Były łączone, rozłączane, przesuwane, rzucane, deptane, z tego co widziałam - nawet intensywnie ślinione ;) Jak to klocki. Nic im się nie stało. Jak zwykle. Na początku spotkania usłyszałyśmy, że dzięki naszym blogowym wpisom o Lego DUPLO może dowiedzieć się więcej osób. Serio? Wiele jest takich osób, które nigdy nie słyszało o tych charakterystycznych klockach? :) Trudno mi w to uwierzyć... 
Podobno na każdego mieszkańca Ziemi przypadają 62 klocki LEGO, a po świecie „chodzi” ponad 5 miliardów ludzików LEGO. Od 1958 roku w sumie wyprodukowano 650 miliardów klocków, które już dawno wyszły poza pokoje dziecięce i wykorzystywane są przez ludzi sztuki, filmu, architektów czy nauczycieli akademickich. Nazwa Lego jest zbitką wyrazów LEg GOdt, czyli po duńsku „baw się dobrze”.* Cóż, tak właśnie się bawimy. 


A Wy? Znacie? Lubicie? Macie ochotę na konkurs z klockami Lego DUPLO w roli głównej? :)

PS Dziękuję - Paulinie za pierwszy uśmiech, Kamili za uśmiech drugi i zaczarowanie Ewki, Marlenie, że mnie zgarnęła i została moim dzieckiem ;), Kasi za bardzo zaraźliwą eksplozję pozytywnej energii, Halinie za pogaduchy w samym środku przejścia, Anicie za każdą wyszarpaną chwilę na rozmowę i wszystkim, z którymi miałam okazję zamienić słowo :) Last but not least - dziękuję Lego Duplo i organizatorom tego spotkania.

* Dane z materiałów promocyjnych Lego.


21 października 2014

13 Dookoła świata. Londyn

Listopad 2010. Siedzę w pociągu. Na siedzeniu obok mnie, w samochodowym foteliku, obśliniona Ewka. Pociąg relacji Poznań - Zielona Góra. To tylko niewiele ponad 100 km... Jestem podekscytowana, jestem wystraszona. Pierwsza moja babska podróż z córką. Do mojej przyjaciółki, w której brzuchu mieszka mała dziewczynka. To tylko niewiele ponad 100 km... Stosuję zaawansowany minimalizm bagażowy, nawet pieluch mam tylko kilka sztuk. U przyjaciółki czeka cała ich paczka. Dam radę - pod pachą Ewka w foteliku, jedna torba. Dam radę. Na dworcu w Zielonej Górze odbierze mnie przyjaciółka, u niej w domu czeka wózek. Dam radę. Bardzo się denerwuję. Bardzo. Tuż za Poznaniem pociąg staje...



I stoi ponad trzy godziny. I teraz sobie mnie wyobraźcie. Z szaleństwem w oku, kiedy zmieniam pieluchę Ewce raz. I zaraz jest do kolejnej zmiany. Drugi raz, trzeci... Ostatnia pielucha ląduje na jej tyłku niedaleko celu. Tuż po jej założeniu - charakterystyczny odgłos, zapach nie pozostawiający wątpliwości, co do jej zawartości. Jestem mokra od stresu, rozczochrana, głupawo się uśmiecham, zaklinając rzeczywistość: - Nie rycz, Ewka, nie rycz, jakoś dojedziemy, jakoś dojedziemy...



Jasne, że dojechałyśmy! Tyle że zamiast miejskim autobusem, to się woziła Ewka taksówką. Chyba pierwszą w jej kilkumiesięcznym życiu. Gdybym nie przeżyła takiej podróży, gdybym usłyszała o niej opowieść od kogoś - pewnie uznałabym, że ta osoba długo nie wsiądzie do żadnego pociągu... Ale że ja tam byłam i Ewkę kilka godzin bawiłam - wiem, że wszystko potoczyło się inaczej :) Właśnie ta podróż, te małe perturbacje, nerwy, a na końcu ulga, dały mi mnóstwo odwagi! I się zaczęło...



Podróże tramwajami, pociągami, autobusami, autem, loty samolotem... Kiedy tylko można, jeśli można - wyruszamy. Dzień przed wyjazdem zawsze kłócę się z M. Robię listy, pakuję rzeczy, proszę go, żeby mnie przepytał, żeby pomyślał, co powinniśmy wziąć. I zawsze ostatecznie jestem wściekła i narzekam, że wszystko na mojej głowie. Skoro już to wiem, staram się uczciwie uprzedzić: - Będę na ciebie wrzeszczeć w sobotę, wiesz? ;)




Niemcy, Irlandia, polskie morze i góry. Różne miasta. Wszędzie nam dobrze. Chcemy więcej i dalej. To może Anglia? Londyn? Kiedy Endo zaproponowało nam taką podróż, nie mogliśmy odmówić. A że to podróż palcem po mapie, przy lekturze jednego z kultowych przewodników Miroslava Šaška... Przynajmniej było słonecznie! Żadne mgły i opady deszczu nie przeszkodziły nam w spacerze. Ba, nawet kurtek nie mieliśmy i Ewka radośnie (i bynajmniej nie bezgłośnie ;)) prezentowała strój z kolekcji Dookoła świata. I taka to nasza wycieczka do Londynu. Podróż w czasie. W październikową niedzielę. Z książką pod pachą. A zaraz po spacerze wróciliśmy do domu na herbatę, wszak była już 17.00. TEA TIME!




I teraz jest z nami Wojtek. Właśnie skończył trzy miesiące. Z Ewą, zanim gdzieś się wybraliśmy, odczekaliśmy właśnie tyle - trzy miesiące. Tymczasem Wojtek... Polskie morze, góry, Wrocław, Warszawa... No nie umie ten koleżka usiedzieć w domu, ciągle by podróżował! ;) Jak tak chce, to ja już planuję. Pociąg. Z dwójką. Co? Ja nie dam rady? :)



Tymczasem czytamy. O Londynie. Jakim był miastem ponad 50 lat temu, co się w nim zmieniło... Oglądamy czerwone autobusy na ilustracjach, zaglądamy przez ramię ludziom, którzy czytają gazety w londyńskim metrze. Zastanawiamy się, dlaczego dziewczynka na sukience Ewy trzyma parasol i planujemy, co byśmy spakowali na wycieczkę do Anglii. Plan musi być. Dobry plan to już tylko kroczek do jego realizacji. Tymczasem czytamy... I ustalamy szczegóły - jak już się tam wybierzemy, do Londynu, to ja zjem fish, a ona zajmie się chips ;) Niech jej będzie!

Oto jest Londyn, tekst i ilustracje: Miroslav Šašek, 
Wydawnictwo Dwie Siostry, półka z książkami w sklepie Endo

Ewa ma na zdjęciach sukienkę oraz legginsy Endo z kolekcji "Dookoła świata". 
Wpis powstał we współpracy z marką Endo.

14 października 2014

20 Życzenie śmierci I ;)


- Jak Wojtek urośnie, to się z nim ożenię.
- Ale wiesz, nie można brać ślubu z bratem.
- Pfff... Jak umrzecie, to się nie dowiecie, nanananana! Trzymam kciuki żebyście umarli...

No, także ten tego. Bycie rodzicem czterolatki - level hard ;) A tymczasem. Podczas chrztu Wojtka zgasła świeca, a rozpaczliwe próby jej ponownego odpalenia... Spełzły na niczym. Iście piekielny zapach unosił się nad naszym wózkiem podczas ceremonii. A ten spał. Lekko się tylko wzdrygnął podczas obmywania wodą. Wiecie - TĄ wodą. Po uroczystości dość cierpliwie znosił pielgrzymkę z rąk do rąk i blask fleszy. My - wciąż odsypiamy ten weekend, on - nie wie, o co nam chodzi ;) 

PS Teraz rozumiecie stąd moje blogowe milczenie? :)

9 października 2014

16 Daleko jeszcze?

Idziemy... Pięknie jest. Jeszcze zielono, choć jesień rozłożyła już swoją paletę z czerwonym, żółtym i pomarańczowym kolorem. Pięknie jest. Majestatycznie. Te góry. Wierzchołki między chmurami. Pięknie. Idziemy. - Dzień dobry, czy daleko jeszcze do schroniska? - pyta Ewa pierwszych napotkanych turystów. - Dzień dobry, czy daleko jeszcze do schroniska? - zaczepia kolejnych. - Dzień dobry... Guten Tag! Dobrý den! Niedaleko. Bliziutko. Jeszcze pół godzinki. Dwa zakręty. - A czy będzie tam jakiś plac zabaw??? Nie będę Was oszukiwać - z gór to się Ewce najbardziej podobał wylosowany w automacie łańcuszek z Moje Opony (My Little Pony). I łóżko piętrowe w hostelu. Czy w związku z tym żałuję tego wypadu? Tego, że nie mogliśmy wejść wyżej, że z wózkiem to tylko jeden szlak i to do pewnego momentu? A on chusty/nosidła nie znosi... Że sporo czasu spędziliśmy w hostelu, słuchając szalejącego wiatru? Zamiast w drodze? A nie. Nie żałuję. Wróciłam zmęczona, choć wypoczęta. Nie mogę się doczekać chwili, kiedy pojedziemy tam znowu. Może wtedy Ewka zobaczy góry tak naprawdę? A może nie :)
















PS Noclegu w Karpaczu szukałam, pytając Was o radę na FB. Tak trafiliśmy do Hostelu Krokus. Teraz i ja mogę polecać to miejsce. Na uboczu, z klimatem, z pomysłem i przede wszystkim uśmiechniętymi ludźmi :)