4 marca 2013

Teraz mogę czytać, kiedy tylko chcę

Bardzo wcześnie nauczyłam się czytać - mając dwie dużo starsze siostry, trudno było uniknąć roli ucznia w ich zabawach w szkołę (jedna uczennica i dwie nauczycielki - istny koszmar!). Od zawsze czytanie było dla mnie najłatwiej dostępną (i społecznie akceptowalną) ucieczką od codzienności. Byłam stałym bywalcem wszystkich pięciu bibliotek w naszym mieście - więcej po prostu nie było, taka metropolia ;) Naturalnie, wybierałam zawsze maksymalna liczbę książek, a i tak przesiadywałam tam godzinami, zanim je wybrałam (poza tym - ten zapach, ta cisza, ten kurz unoszący się na tle światła wciskającego się przez szklane drzwi - gdzieś pomiędzy plakatami ręcznie wykonanymi przez panie bibliotekarki). Mogłabym opowiadać chyba tydzień bez przerwy o książkach, które wtedy przeczytałam, które pamiętam do dzisiaj i najchętniej postawiłabym je wszystkie na półce... Ale są dwie szczególne. Miałam Ci o nich napisać już dawno temu, kiedy na Otymże była jeszcze Zaczytanka (dobrze pamiętam? tak się nazywała ta zakładka?). Dobrze pamięta! - przyp. autorka O tym, że... ;)


Do rzeczy.
Na półce mojej mamy, wśród pożółkłych papierów, teczek z dokumentami i starych gazet, schowana była bardzo zniszczona książka dla dzieci. Moja mama (rocznik 1955) dostała ją z okazji zakończenia edukacji przedszkolnej :) Było to W Wojtusiowej Izbie Janiny Porazińskiej - niezbyt gruba książeczka z wierszykami (pierwszy raz wydana w 1925 r.). Niestety, jako dziecku nie wolno było mi oglądać jej w samotności - każda kartka była już osobno i żadna nie miała już kształtu prostokąta. Za to moja mama znała je wszystkie na pamięć (w sensie wiersze, nie kartki) - i opowiadała mi do snu. Jak ja je uwielbiałam! Ten staropolski język! Cudowny - ksobie, chyżo, od sieb, co raty (nie chodzi tu, bynajmniej, o raty kredytu mieszkaniowego), Laboga, mitręga, mało-wiele, itd. Do tego skrzaty, diabły, nawet Licho :) Gadająca miotła, gadająca kołyska, chodaki, pogrzebacz - szaleństwo! :)


Najchętniej przytoczyłabym tu wszystkie po kolei - Rośnie Ciasto, Siwy Mróz, Malowane Dzbanki, Baj - Baj - Baju..., Trepki z Klepki... Ech... Jak ja się zamartwiałam, jak to ciasto z dzieży kipiało... Bałam się trochę Pana Mrozu malującego okna, liczyłam malowane dzbanki - po tysiąckroć :) Ilustracje nie były wyszukane (Olga Siemaszko), ale małemu dziecku wystarczyły, żeby pobudzić wyobraźnię - pamiętam, że potwornie bałam się pająka z wierszyka Wycinanki - nawet nie chciałam dotykać strony, na której był narysowany :D



Ale wierszyk uwielbiałam - podobnie jak kilka innych w tej książce wierszy-wyliczanek. Każdy zna Bajkę Iskierki, nie wiem dlaczego do reszty tych melodyjnych, cudownie rytmicznych wierszyków nie ułożono melodii... Najukochańszy ze wszystkich - na przedostatniej stronie - Pod Kominem zawsze powodował u mnie ogromne wzruszenie i łzy wyciskał (dziecku czteroletniemu):
- Co chrobocze pod kominem?
- Tyci skrzat.
- A z dawności w izbie siedzisz?
- Tysiąc lat.
- Pójdźże się pokumać z nami.
- Kłaniam w pas!
- A nie zrobisz ty nam krzywdy?
- Kocham was.
Załączam kilka zdjęć komórkowych - tak tylko, żebyś miała ogląd na sprawę. Jak miałam 26 lat, zdobyłam używany egzemplarz na jakiejś aukcji. Używany - uwielbiam, z dedykacją z 1968 roku :) Teraz mogę czytać, kiedy tylko chcę :)

Miałam napisać jeszcze o wierszach Jana Brzechwy z ilustracjami - a jakże - Bohdana Butenki Androny, ale pochłonęła mnie ta Porazińska. Androny uwielbiałam już bardziej świadomie i z intelektualną premedytacją, natomiast W Wojtusiowej Izbie bardziej chyba czułam - jeśli można "czuć" książkę :) Chłonęłam ją całym swoim kilkuletnim jestestwem :)

***

To wspomnienie - Barbary znanej również jako Bajka - wygrało. Ja powiedziałam TAK, moja mama też, tata również. Zasłuchałam się, jeśli można się zasłuchać czytając literki z monitora :) Naturalność, emocje, entuzjazm - jest moc :) Gratuluję i czekam na adres. Nagroda jest już opakowana :)


Wszystkim, którzy podzielili się z nami wspomnieniami - serdecznie dziękuję. Dostałam 24 zgłoszenia i mimo że tytuły czasem się powtarzały, każde wspomnienie było na swój sposób wyjątkowe. Za jakiś czas przygotuję tekst, w którym zacytuję fragmenty jeszcze kilku Waszych wypowiedzi i napiszę więcej o książkach, które umilały Wasze dzieciństwo. Lektura wiadomości od Was sprawiła mi wiele radości, dziękuję!

PS Na liczniku 200 tys. odwiedzin, ten post ma numer 300 - nic tylko otworzyć szampana ;)