16 listopada 2010

23 O tym, że wciąż jestem jakby w żałobie

Rzuciłam okiem na okładkę ostatnich "Wysokich Obcasów". Cytat: Kiedy zostajemy matkami, umieramy. - Żeby tylko kryło się za tym więcej, niż słaba prowokacja - pomyślałam.

Cytat pochodzi z wywiadu z pisarką, Rachel Cusk. Cała ta rozmowa, ta kobieta, jej słowa - to wszystko jest mi bliskie. Nie dajcie się zwieść temu cytatowi, to tekst na okładkę. Jest chwytliwy, zaciekawia, pewnie także niektórych oburza. A Rachel ma dużo więcej do powiedzenia. Ale co ja będę Wam mówić, sami poczytajcie... Tekst TU


Nie będę się odnosić do każdej wypowiedzi, choć mogłabym. Mogłabym też noce całe przegadać z kobietami, które słuchają, myślą i rozmawiają ze sobą, a nie tylko licytują się umiejętnościami swoich maluchów, roztaczają wizję cudownego, beztroskiego macierzyństwa i oceniają surowo inne matki.

Pani coś straciła, stając się matką?
Wszystko! Każdy traci wszystko. Traci się wolność, sposób, w jaki się żyło, kim się było. To doświadczenie śmierci, umiera twoje stare 'ja', ale potem się odradzasz. Myślę też, że dzięki temu doświadczeniu stajesz się bogatsza, bo wchodzisz do świata, w którym padają prawdziwe pytania o to, co dobre, i o to, co złe. Myślę, że o moralności można zacząć rozmawiać dopiero wtedy, kiedy stajemy się rodzicami.*



Wierzę, że są kobiety, które płynnie wchodzą w swoją nową rolę i nie doznają uczucia smutku, wierzę że są też inne, którym dużo trudniej przychodzi taka zmiana. Są takie, które szczerze mówią, jak się czują - dobrze lub nieco gorzej - są też te, które boją się złamać tzw. zmowę milczenia. Wszak nie wypada nie ekscytować się cudem narodzin...

Z przekonaniem mogę mówić tylko o sobie. Zatem... Przeczytałam sporo książek, odbyłam szereg rozmów, wydawało mi się, że jestem G O T O W A. Mimo wszystko macierzyństwo podcięło mi nogi. Cały połóg leżałam i nie mogłam podnieść się nawet do pozycji klęczącej. Metaforycznie rzecz biorąc. Baby blues bujał mną przez kilka dni. Ciężko przeżywałam żałobę po swoim dawnym życiu i nie mogłam odnaleźć się w nowej roli. Myślę, że wsparcie ze strony M., najbliższej rodziny i kilku kobiet, które doświadczyły początków macierzyństwa w podobny sposób, pozwoliło mi powoli zacząć wstawać.


25 maja 2010 przyszła na świat moja córka, ja jako matka rodzę się wciąż, nie urodziłam się na tamtej porodówce. Codziennie rodzi się we mnie odrobinę więcej Olgi-Matki. Z radością patrzę na to, jak Ewulczita się rozwija, co nie przeszkadza mi wizualizować sobie malutkiego knebelka, kiedy drugą godzinę radośnie gaworzy na cały regulator: bdzia-bdzia-bdzia. Trudno mi być matką, moje dziecko potrafi nieźle mnie wkurzać, tęsknię za dawną 'ja'. Nie jest to kwestia lenistwa czy narzekactwa. Tak po prostu jest. Myślę, że niektóre kobiety tak mają, choć pewnie znalazłaby się silna grupa próbująca mi wmówić, że widać nie dorosłam do tej roli i J A K  JA  T A K  MOGĘ!? Ano mogę. I naprawdę mogę być dobrą matką. Wystarczająco dobrą.


* Nie jestem z waszego plemienia, Agnieszka Jucewicz [w:] "Wysokie Obcasy"nr 45 (598), 15 listopada 2010.

23 komentarze:

  1. Sama coraz częściej zastanawiam się na macierzyństwem i chciałabym tam w przeciągu dwóch lat, jak to Mamie powiedziałam ostatnio, "coś z siebie wypluć".
    Bo większość kobiet tego potrzebuje, macierzyństwa.
    Ale to nie znaczy, że jest ono łatwe, że są to same ochy i achy. Też boję się utraty siebie, boję się, że z żony i kochanki stanę się tylko matką, boję się, że nie będę już "Marysią", ale "Mamą ..."
    Boję się i jednocześnie pragnę tego jak cholera!
    Dobrze, że o tym piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że jako jedna z niewielu otwarcie napisałaś - macierzyństwo potrafi dać w kość. Zawsze było to dla mnie fenomenem, że kobieta zachodzi w ciąże i niby tak lekko jest w stanie porzucić swoje dawne przyzwyczajenia dla nowego życia. Miałam o sobie mniemanie, że w takim razie ja będę okropną matką, bo znam siebie i wiem, że będę narzekać na zgagi, na bolące plecy, na spuchnięte nogi, na bolesny poród, na ryczące dziecię, na nieprzespane noce etc, a nie jak większość wynosić ten czas ponad niebiosa, zasypując epitetami jakie to wspaniałe, przyjemne, słodziuchne itd. To wielka zmiana w życiu kobiety/rodziny, a każda zmiana wiąże się z czymś pozytywnym i negatywnym. Negatywna strona jest tematem tabu i dlatego cieszy mnie, że kobiety w końcu mówią otwarcie na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  3. popieram... trzeba o tym mówić... ja też wciąż próbuję dorosnąć... może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, Olga - jestem pod wrażeniem Twojej szczerości.
    Jestem dumna! Naprawdę jestem dumna:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ''Zastanawiała się pani kiedyś, jak wyglądałoby pani życie, gdyby nie miała pani dzieci?

    Oczywiście, a pani nie? Każdy to robi. Pewnie bym więcej podróżowała, korzystałabym z tych wszystkich dóbr, z jakich korzystają dorośli single, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czy potrafiłabym nadać swojemu życiu jakąś strukturę. Nie wiem, czybym nie zwariowała, nie została narkomanką albo alkoholiczką. Dzieci nadają sens i strukturę każdej dziedzinie mojego życia, psychicznego również. I kiedy myślę o ludziach bezdzietnych, to wydaje mi się, że jednak coś ich omija, że w pewnym sensie ich życie jest bardziej statyczne, bardziej monotonne, a ja jednak przez ostatnie 11 lat odbyłam jakąś niezwykle intensywną podróż. Poza tym teraz mam taki etap w życiu, że moje dzieci powoli oddają mnie światu dorosłych, a ja chętnie do niego wracam.''
    od tego trzeba zacząć moim zdaniem- wtedy ta ciężka fizyczna praca, która ogłupia- z czym się zgadzam (nie zawsze!) ma głęboki sens i dlatego warto mieć dziecko/dzieci- przeżyć swoją własną największą w życiu przygodę...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzieki za ten tekst i szczerosc.
    Kilka lat temu przeczytalam ten artykul: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53581,5483843,Wybor_Julii.html
    Do dzisiaj nie wiem jak ja bym postapila w tej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadza się, warto mieć dzieci, nie zaprzeczę. Ten temat jest bardzo złożony, ja poruszyłam zaledwie jeden z wielu wątków...

    OdpowiedzUsuń
  8. Poczytam wieczorem, nie pamiętam, czy miałam wcześniej okazję.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja zostałam matką mająć 19 lat... nie byłam gotowa zupełnie, był to dla mnie i dla mojej rodziny koniec świata, ale dałam rade nie było łatwo było cholernie ciężko codzień płakałam nad swoim życiem , nad sobą , kocham moją córeczke ogromnie , ale pogodziłam się z byciem mamą dopiero jakieś pół roku po jej urodzeniu... i wtedy miało być pięknie ! była praca, dom , mąż , dziecko może nawet powrót do nauki i wtedy zaszłam w ciąże po raz drugi ... i znowu trzęsienie ziemi... dziś mam 23 lata córeczke i synka moje największe skarby, ale codzień wkurzam sie sama na siebie , że nie jestem taka jak być powinnam , że może gdybym urodziła dzieci pozniej bardziej świadomie byłabym inna , może nawet idealna... a tak to jestem tylko młodą dziewczyną jeszcze o dziwo mimo wszystkich przejść przepełnioną swoimi marzeniami , która całkiem niedawno zaczęła robić to co ją cieszy i macierzyństwo stało się też jakoś dziwnie lepsze i przyjemniejsze :) chciałabym , żeby tak zostało i było lepiej z roku na rok... może głupio , że to pisze bo pewnie znajdą sie ludzie , którzy powiedzą, że wyrodna matka, ale czy po urodzeniu dziecka nie istniejesz już Ty jako odrębna istota? czy tylko mamuśką?

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziwna hipokryzja - w relacjach partnerskich przyznajemy się do słabości, w relacjach siostrzano/braterskich także, a relacji matka - dziecko stwarzamy sobie same szklany sufit. A dla dziecka i tak kiedyś będziemy wrogami:) ...(choćby przez chwilę). Gratuluję odwagi i szczerości wszystkim dzieciakom!

    OdpowiedzUsuń
  11. Olga! Ja jestem matka okrutna! Nie zważałam na ryk mojego dziecka w żłobku, nigdy nie stałam pod drzwiami i nie nasłuchiwałam, nie płakałam razem z nim. Po etapie 'aklimatyzacji' nie pędziłam żeby go odebrać jak najwcześniej, wręcz przeciwnie czasem odprowadzałam go -tylko- po to żeby iść z koleżanką na kawę lub po prostu w spokoju pobyć samej ze sobą.
    Od pół roku chodzę do pracy, z przedszkola odbiera go babcia, a ja spędzam z nim tak na prawdę -tylko- kilka godzin, ale to sa właściwie -tylko- jego godziny. Do tego zapisałam się na aerobik, gdy wychodzę nie jest szczęśliwy, ale wierzę, że nauka szacunku dla matki i jej wolności zaowocuje i pozwoli mi zawsze cieszyć się z tego, że nią jestem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Matka szczęśliwa, to i dziecko szczęśliwe i tej wersji będę się trzymać. I pozwól mi Maju, że wyznam Ci miłość za ten wpis :D Aj low ju! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajnie, że o tym piszesz tak otwarcie.
    Macierzyństwo otwiera przed kobietami nowe, nieznane światy. Możemy sobie tylko wyobrażać jak będzie i jak sobie poradzimy.
    I tak sobie myślę, że czasem pewnie nie będę sobie radzić i będę wariować. Ale tyle ile mam obaw, tyle mam zapału. I wiary, że jakoś to będzie. Że te małe sukcesy będą przysłaniać czasem gorzkie porażki.
    Wystarczająco dobra to chyba bardzo dużo, prawda?
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. pamietasz jak mnie pocieszalas jak sie chuliganka urodzila? jak pisalas ze twoje przyjaciolki mowia ze to minie, ze to tylko okres do zapomnienia... baby blues to mna miatal jak g** po przerebli, 6 tygodni nie moglam normalnie siku zrobic, a i tak paletalam sie z wozkiem wszedzie gdzie tylko chcieli moje dziecie ogladac...

    nie kazda kobieta sie nadaje na matke, bo nie kazda jest w stanie byc w tym stanie zaloby :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale co ja tam wiem.
    Przekonam się za kilka m-cy na własnej skórze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  16. pamietasz jak spotkałysmy się u Was po narodzinach Igora i w jakim dalej byłam stanie . Dla mnie pierwsze miesiące życia małego były katorgą najpierw dwa tygodnie w szpitalu i przekonanie ,że przeze mnie moje dziecko jest chore potem ja walcząca z atakami przy których moje bóle porodowe były pikusiem i te "rzyczliwe " osoby stojace na mojej drodze i mówiące ,że sobie wymyślam ..... a jednak udało się choć rozpamietujemy dawne życie i czasami Igor potrafi dać do wiwatu tak ,że myslę sobie ,że juz wole siedzieć w pracy niz wracać do domu czy marzę o wyjeździe gdzieś daleko to jednak wracam i mam nadzieje , że może juz niedługo znowu zostaniemy rodzicami no bo cóż całe życie się uczymy

    OdpowiedzUsuń
  17. a tak poza tym uwielbiam Cię czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. identyfikuję się z tym co napisałaś w 100%, ja- matka też nie narodziłam się na porodówce, jak trzymałam Majkę pierwszy raz na rękach to myślałam sobie: OMG ty naprawdę jesteś z mojego brzucha, a mogłabyś tam wrócić na trochę bo nie jestem jeszcze gotowa . Połóg była największym koszmarem jaki w życiu przeżyłam, a miało być tak cudownie, różowy bobas, którego pokocham od pierwszego wejrzenia, musiałabym być chyba ostro naćpana żeby zakochać się we własnym dziecku od pierwszych chwil,
    Macierzyństwo jest bardzo przereklamowane i jeszcze nam wmawiają że matka może wrócić do pracy i zostać pracownikiem roku, gówno prawda...
    a tej nawiedzonej Reni Jusis, którą co drugi dzień widzę w Dzień Dobry TNV strzeliłabym po mordzie za te brednie z wielorazowymi pieluszkami itd, ja się w kupie babrać nie będę, bo kupa śmierdzi i nie ważne czy to kupa mojego dziecia czy czyjaś tam....

    OdpowiedzUsuń
  19. doreczka- przez Reni Jusis przestałam oglądać DDtvn.. pieprzy o tych orzechach piorących, o tetrowych pieluchach, o kąpaniu dziecka w mleku matki, o tych wszystkich innych bzdetach. A normalna matka nie ma czasu myśleć o takich rzeczach przecież... kupuje haggisy, żeby szybko załozyć i wyrzucić, dosyć ma prania śpiochów i body, co się w okupkanych tetrach będzie babrać, a kąpanie w mleku może i wpływa na cere, ale potem dziecko będzie podrażnione na byle mydełko i inny detergent... dla mnie ta kobieta ma jakieś fiksum dyrdum na tym punkcie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziewczyny! Dziękuję za wszystkie wpisy :) Siedzę, zaśmiewam się - mimo żałoby ;) - i marzę o stypie w takim świetnym towarzystwie :D Wygadałam/wypisałam się, poczułam się lepiej i mam nadzieję, że i Wam lżej choć na chwilę. Jesteśmy niedoskonałe i nie boimy się do tego przyznać :) I tak, dam dziecku parówkę i czasem włączę mu (w tym przypadku jej) TV, żeby przestało mnie "dręczyć" :D

    OdpowiedzUsuń
  21. amen siostro!

    a Jusis jak slysze to mnie krew zalewa i zazdroszcze jej raz:pieniedzy na to wszystko bo ekologiczna zywnosc i inne pierdoly sa cholernie drogie (albo przynajmniej ja na takowe trafialam) dwa: czasu

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja nie wiem. Ja się nie wypowiadam.

    OdpowiedzUsuń
  23. przeczytane jednym tchem :)
    dziękuję za Twój tekst (swoją drogą b dobrze napisany i b dobrze się czytający) i za Wasze wszystkie komentarze
    zgadzam się zgadzam
    ja też mam żałobę po swojej wolności i niezależności
    szukam się szukam nowej ja
    czasami chciałabym uciec, ale nie chciałabym, żeby inaczej się to wszystko potoczyło, gdybym mogła cofnąć czas
    to jest moje doświadczenie, moja najdalsza podróż, w jaką przyszło mi się wybrać, jaką dał mi los

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)