1 grudnia 2010

5 O tym, że dnia czasem nie wystarczy

Przymierzam się do obliczeń. Tak z ciekawości. Interesuje mnie budżet (bo nie jest to budżecik) przeznaczany na jedzenie Ewulczity. Obliczę go niebawem, przedstawię kosztorys i w  razie czego, jeśli suma będzie powalająca - wepchnę Ewkę do brzucha, tak jednak taniej jest ;)

A jeśli o jedzeniu mowa... Zawsze myślałam, że będę miała problem z porcjami dawanymi dzieciokowi. Że jest jakaś porcja, ona (Ewulczita) się nie naje i będzie wołać o więcej, a ja będę miała wielki pytajnik zamiast mózgu, czy dawać więcej, ile więcej, czy tym nie zaszkodzę...


Tymczasem.

Zalecane posiłki nie mieszczą mi się w harmonogramie! Ta gówniarka nic sobie nie robi z tego, że jest jakiś PLAN. Że mleczko, że deserek, że obiadek, że kaszka. Bywają dni, kiedy w grafiku nie zmieści się mleko, kiedy indziej deser wciskam gdzieś na siłę (porcja owoców!), mimo że dziewczę nieco zdumione mało entuzjastycznie paszczę otwiera. Choć umówmy się - deserki, to jest to, co Ewulczita kocha najbardziej (poza Tramaluchem rzecz jasna).

[Deserki wiążą się również z małymi rodzicielskimi dramatami. Przed otwarciem owocowego słoiczka pojawia się chwila niepewności - będzie coś na wieczku do wyjedzenia czy nie? Zazwyczaj jest i rodzic się cieszy, bywają jednak dni, kiedy nie ma nic-a-nic. A wtedy smutno takiemu rodzicowi... ;)]

Teoretycznie Ewulczita powinna zjeść trzy porcje mleka, jedną kaszki, obiadek i owocowy deserek. Do tego wchodzi pół żółtka co dwa dni i codziennie do obiadku porcja glutenu. Do tego jakiś popijacz, płyny znaczy się. Prócz tego idź na spacer, przewiń kilka razy, ubierz, rozbierz, uśpij. Taka mała, a tyle z nią zachodu :)

Poradnik nie-perfekcyjnej matki:
- Twoje dziecko jęczy i beczy (a także robi mostki), kiedy ubierasz je w kombinezon? zaproś do swojego domu kota. w trakcie ubierania dziecka poproś go, żeby przebywał w zasięgu wzroku dziecka. dziecko szczęśliwe, kombinezon ubrany, kot umiarkowanie zadowolony - jeśli oczywiście nie jest w zasięgu malutkich rączek i zostanie później poczęstowany czymś smakowitym...

5 komentarzy:

  1. K. zawsze patrzy na naszego kota i mówi:
    "Z dzieckiem nie będzie tyle problemów co z Nicnierobem"
    - nadmienię, że daje mu tylko jeść, raz na dwa dni wymieni kuwety i kilka razy w ciągu nocy "rozprasza" jego uwagę coby przestał robić podkopy pod drzwiami.
    Dlatego K. ma ZAKAZ czytania Twojego bloga bo jeszcze Chłopina zostanie nie w porę uświadomiony:D

    OdpowiedzUsuń
  2. przed otwarciem słoiczka obruć go dnem do góry i bankowo załapiesz sie na oblizywanie:P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tam radziłabym Zezulli w porę chłopa uświadomic i zacząc przyzwyczajac. Może niech pocwiczy na kocie-posiłek 5 x dziennie i wymiana kuwetki co 3h :D
    Spacer mu darujemy, jak nakarmi i przebierze to mama z przjemnościa wyjdzie na spacer, a tata w tym czasie z uśmiechem na ustach przygotuje obiad tym razem dla mamy :)

    Olga, 3xmleko + kaszka plus coś tam cos tam???! O rany! Z tego wszystkiego to tylko żółtka w miarę przestrzegałam :] ( i nadal przestrzegam, reszta toczy sie własnym życiem, oczywiście w granicach rozsądku ;) )

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, brzmi nieźle, szczególnie wzmianka o obiedzie dla mamy:)
    Jednak ostatecznie zdecyduję się na niecne wykorzystanie luk w pamięci K. mówiąc:
    " No przecież Ci mówiłam":D
    Zawsze działa;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha historia z wieczkiem mnie urzekła :D

    A powiedz mi...czy jak się już urodzi dziecko, to oni (ktokolwiek nimi jest, może być nawet kosmita!) dają instrukcję z opisem posiłków i sposobem ich dawkowania?

    Czizzzzzzzzaaaaas! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)