8 grudnia 2010

O tym, że fotolog connecting people

Jakkolwiek zuchwale to zabrzmi - jestem z pokolenia, w którym narodził się internet. Tak się to wszystko szczęśliwie złożyło, że komputerowa edukacja następowała u mnie naturalnie, zachłannie, z poparciem sprzętowym w domu (choć po internet chadzałam na początku do kawiarenek). W domu było ZX Spectrum (wgrywanie gier za pomocą magnetofonu i kaset z piszczącymi dźwiękami), była Amiga z grami na dyskietkach (ale tych małych)  i w końcu komputer, który nie różni się od tych, które dziś goszczą w wielu domach. Ale nie o tym miałam. Był IRC, były onetowe czaty, e-maile, różne adresy www w moich ulubionych.  Portale społecznościowe przyciągały mnie, po to, żeby za chwilę odepchnąć. Tak było na przykład z Naszą Klasą, o pardon, z NK :] Ale wciąż nie o tym miałam.


Dokładnie nie pamiętam, jak to się stało, że trafiłam na Fotologa (www.fotolog.com) - w 2006 roku, dość późno (jak stwierdziłam obserwując innych użytkowników, ich wiek i codzienność). Nie myślałam, że tak się tam zasiedzę. Nie myślałam, że czasem będę sprawdzać moje archiwum w poszukiwaniu dat konkretnych wydarzeń. Że fragmenty mojego fotologa zostaną wydrukowane. Że napiszę artykuł o blogosferze. Nie myślałam. I przede wszystkim - nigdy, NIGDY przez myśl mi nie przeszło, że spotkam tam takich ciekawych, otwartych ludzi, z którymi zacznę się zaprzyjaźniać, którym będę się zwierzać i pytać o rady. Wciąż zaskakuje mnie ta życzliwość i bezinteresowność, z którą cały czas się tam spotykam. Kilka osób już spotkałam, inne mam nadzieję poznać oko w oko w styczniu. Cóż za radosne oczekiwanie, lekka trema i uśmiech. Jak przed randką :)