27 grudnia 2010

O tym, że na wszystko jest czas...

Pcham wózek po hałdach śniegu na nieodśnieżonych chodnikach, mdleją mi nadgarstki, szpetnie klnę pod nosem. Mija mnie kobieta w fioletowej czapce. Szybki skaner. Toż to nasza położna środowiskowa. - Dzień dobry - mówię i dygam jak uczniak. - A dzień dobry, ile to* już ma? Siedem miesięcy? No to się nie uśmiechnie teraz, obca jestem, nie uśmiechnie się śliczności... Chodzi już? Mam taką, co ma osiem i już tup, tup, tup z mamusią za rączkę...


Zbliżenie na twarz matki. W oczach wielki neon: WHO CARES? Cięcie!

:)

* w domyśle - nie pamiętam cię, a po kolorkach zgadywać płci nie będę :D

Ogólnie dynda mi i powiewa, że Zosia/Kasia/Ziuta/Misia chodzą, tańczą, recytują. Porównywanie dzieci do siebie nie jest dla mnie zbyt szczęśliwym pomysłem i moim zdaniem, szczególnie osoba na takim stanowisku, powinna wykazywać się w tym temacie jakąś taką... wstrzemięźliwością. Inną sprawą jest wywiad lekarza na temat umiejętności dziecka czy moje mailowe (tudzież inne) pytania do matek zaczynające się od "Czy to normalne, że Ewa..." :)

W każdym razie. Jak już o dziecku mowa.

Dzienniczek postępów:
1. Ewulczita z pewną taką nieśmiałością najpierw zaczęła pełzać w kierunku odwrotnym, niż jej się zamarzyło. Im bardziej chciała do przodu, tym bardziej wychodziło jej w tył. Nomen omen - raczkowanie. Im bardziej wychodziło jej do tyłu, tym częściej zdarzały jej się napady wściekłości. No można się zdenerwować, czyż nie? :) Po pełzaniu przyszedł moment podniesienia tyłka. Łatwo nie było. Aktualnie buja się na kolanach i przemieszcza wciąż z wielkim trudem. A to na brzuchu, a to pomagając sobie kolanami. Matka i ojciec klaszczą uszami z radości, kot marszczy czoło. Robi się niebezpiecznie.
2. Z okazji imienin Ewka dostała ciastko (Poli chce ciasteczko, Poli chce ciasteczko! :D). Nie znalazłam przepisu bez szklanki cukru, zatem zdecydowałam się na kupne ciastka HIPP. Solenizantka prezent przyjęła ochoczo i równie ochoczo obdzieliła nim bluzę i spodenki, o buzi i rączkach nie wspomnę :) Ma ktoś z Was przepis na ciasteczka dla niemowlaka? Gluten już wcina, cukier raczej ograniczamy.
3. Dziecina naprawdę BARDZO długo nosiła rozmiar 68. Mówię tu o pajacykach do spania, bo spodenki czy bluzy to nosi w różnych rozmiarach. Jak każda matka raz na jakiś czas robię porządek w jej garderobie. Część oddaje skąd pożyczyłam, resztę dzielę pomiędzy dwie świeżo upieczone matki i wysyłam paczki. Zawsze mam coś większego w zapasie. I cóż z tego, że mam? Skoro Ewulczita olała rozmiar 74??? Pajacyki w rozmiarze 74 są za małe. Świąteczne wieczory spędziłam w towarzystwie Allegro i rozmiaru 80-86 :] A tymczasem pidżamkowa bieda :D