21 stycznia 2011

O tym, że chciałam sobie pogadać, a tu...

Fotel dentystyczny, siedzę (prawie leżę) z rurką w gębie, która co jakiś czas robi tak: ślllluuuuup. Dentystka gada, a ja czuję dyskomfort. Nie że wierci. Że nie mogę z nią pogadać :)

- Przychodzi do mnie pacjentka ze swoim piętnastomiesięcznym dzieckiem, okazuje się, że ma próchnicę. I ona oburzona. Bo jak to? Poi wodą i karmi naturalnie. Skąd próchnica??!! A ja pytam, czy myje pani jej zęby? No i nie myje! Nam, dentystom, jest obojętnie, czy dziecko pije granulowaną herbatę czy jakieś słodkie soki. Najwyżej będzie grube. Nóg nie trzeba myć codziennie, a zęby trzeba. Dwa razy dziennie. No. Wypluć. Wypłukać.


Pluj. Pluj. I znowu rurka...

- A słyszała pani o tym, że koklusz wraca, że gruźlica znowu groźna? I dlaczego tak się dzieje się pytam? Przez kogo? Ano przez te wszystkie, co nasłuchały się Reni Jusis i nie szczepią dzieci! Szczepionka to cud, dobrodziejstwo, z którego możemy skorzystać. Ja obszczepiłam dzieci na wszystko i szczepię rokrocznie na grypę. Wypluć. Wypłukać.

Pluj. Pluj. I ta cholerna rurka...

- A córa - pani mówiła - ile ma? Koło ośmiu miesięcy? I zębów jeszcze nie ma. Noooo to jest szansa, że wyjdą koło roku, WSZYSTKIE. Wypluć. Wypłukać. Koniec!

:)

A jeśli już o Ewce mowa... Dzienniczek postępów, odstępów, występów i podstępów.

Kiedy była po drugiej stronie brzucha, wymuszała na mnie spanie na prawym boku. Za nic miała wszelkie prikazy, że to na lewym najzdrowiej. Gdy kładłam się na boku lewym, wierzgała kończynami , wypinała tyłek, okładała mnie tu i ówdzie. Dopóki nie przełożyłam się (z pomocą dźwigu, stalowych lin, wagonu osiłków) na bok prawy... Wtedy był spokój.  Dziś ma prawie osiem miesięcy i nieporadnie sama przewraca się na bok. Prawy.

Raczkowanie w zasadzie nadal polega na pełzaniu do tyłu (zwątpiłam, czy w ogóle możliwe jest raczkowanie do przodu). Przy czym coraz więcej gracji (słonia w składzie wiecie czego) ma w kładzeniu się na brzuchu z siadu (i na odwrót - siadania z polegiwania na brzuchu), turlaniu się w dowolnym kierunku (im bliżej krawędzi łóżka tym lepiej, lubi sporty ekstremalne), wypinania tyłka i bujania się na kolanach. Podtrzymywana pod pachami zapiera się... na jednej nodze, drugą sobie oszczędza, pewnie boi się, że ta pierwsza kiedyś się wyczerpie. Może to próby stania, może zabawa w bociana :)

Przeżuwa spore kawałki jedzenia, śliniąc się przy tym niemiłosiernie. Je ciasteczko, tudzież wafel ryżowy czy chrupkę, zupełnie samodzielnie. Trzyma w rączce, przekłada z lewej do prawej, wsuwa do buzi, rozgniata. Czasem podkarmia także kocyk, spodnie, bluzkę i podłogę.

Miłość do Tramalucha kwitnie. Jak śpi tyłem do niej, potrafi długo wrzeszczeć (EEEEEHHHHjjj), żeby się odwrócił. Jak się odwraca - śle mu swój promienny bezzębny uśmiech. On jej nie. W ogóle kot (nierozsądnie) założył, że to łyse coś się nie przemieszcza. I leży sobie czasem na kanapie obok niej. Leży. Do czasu, aż łysol podstępnie się do niego zakradnie i a) wyrwie mu garść kłaków z grzbietu, b) pociągnie go za ogon. Na nic tłumaczenie, że nie wolno tak, że kotek kochany, że głasku-głasku. Ewulczita stosuje przemoc. Tramaluch odnotowawszy, że nasze metody nie działają, wziął sprawy w swoje ręce łapy. Dziś Ewka dostała z owej łapy w czoło. Bez pazurów, na szczęście. Ta metoda też nie działa, dziewczynka się uśmiała i dalej wyciągała rączki w stronę kotecka. Popracujemy nad tym.

I na koniec. Kiedy telewizor gra (buczy i błyska), są dwie rzeczy, które przyciągną uwagę Ewulczity ZAWSZE. Reklama pewnego operatora telefonii komórkowej z kurą (tudzież kurami) oraz Zygmunt Chajzer. I to by było na tyle...

:D