23 lutego 2011

5 O tym, że ma grzywa nie jest krzywa :)

- Mąż mi kupił voucher do Państwa w prezencie - powiedziałam do fryzjerki, gdy ta nakładała mi na włosy mazidła z REGENERACJĄ w opisie.
- A to musiały już bardzo pani wypadać włosy, że o tym pomyślał... - westchnęła ona i powróciła do masażu.

Czyż nie zgrabniej byłoby odpowiedzieć, że mam świetnego męża? :D


No ale do fryzjera nie udałam się po to, żeby testować zgrabność wypowiedzi, lecz sprawność machiny ręka-nożyczki oraz efekt końcowy, od którego zależne było moje dobre samopoczucie. Fryzjerka miała asymetryczną, jednostronnie wygoloną fryzurę, ja zamówiłam klasyczne cięcie, żadnych asymetrii, nie zabieranie zbyt dużo z długości i jak najdelikatniejsze cieniowanie. [nie bójmy się powiedzieć głośno - NUDA]

Tak jak można się domyślić, na mojej głowie nie ma rewolucji, ale... Cięcie mi się podoba, fryzjerka układała mi nową fryzurę właściwie tylko strumieniem powietrza z suszarki i ręką, a na wynos podpowiedziała, jak mogę najszybciej wymodelować moje włosy (bo skoro dzieciak u nogi, każda minuta się liczy). Także na TAK* jestem :)

Z salonu wyszłam radosna i mimo siarczystego mrozu, który chlastał mnie po policzkach, prawie w podskokach (bez rajstopek, bez rajstopek!) zmierzałam na przystanek tramwajowy. Mina mi zrzedła, kiedy czekałam na tramwaj 20 minut. A zupełnie mi się wykrzywiła, gdy wyrwana z zamyślenia, odnotowałam, że jadę tramwajem nr 18, a nie jak powinnam 8. "Gdzie ja jestem, gdzie ja jestem?" - myślałam gorączkowo. Całe szczęście okolica na drugi rzut oka okazała się jednak odrobinę znana i po chwili, na innym przystanku, wsiadałam do odpowiedniego tramwaju. [tu nie mogę się powstrzymać od wnerwu na Poznań za bilety czasowe] I tak to. Dziś mam odmrożone policzki, ale zdrowe końcówki, o! :)

Za chwil kilka tu, na OTYMZE znajdą się wszelkie wpisy z Zaczytanki. Tak uprzedzam. Dwóch blogów jednak nie dam rady prowadzić, ale o książkach dla dzieci zamierzam pisać, całe stado tytułów wartych notatki jeszcze na półce stoi i ma focha. Nie wspominając, że mam jeszcze Wasze wspomnienia w zanadrzu!

*Jakby ktoś z Posen był to salon nazywa się Krzywa Grzywa i ma siedzibę przy ul. Wyspiańskiego 26 a.

5 komentarzy:

  1. Jakąś godzinę temu wpadłam tu zobaczyć, czy pojawił się może nowy post. Nie :)
    To może Zaczytanka? Też nie ;(
    Zastanowiłam się przez chwilę czy będziesz jeszcze prowadziła tamtego bloga. I proszę bardzo, jaki zbieg okoliczności! Pojawiasz się i wprowadzasz zmiany. Myślę, że na lepsze. Może będziemy mogli liczyć na większą częstotliwość pojawiania się nowych wpisów ;)

    A teraz co? Skikaj na floooo i pokaż nam fryzurkę! :)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Poka, poka "krzywą grzywę" :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem Ci, że czytanie Twoich wpisów poprawia mi humor. Dzięki za to:) Jeszcze się trochę śmieję....:):):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Yyyyy.. przeczytałam anegdotę z wizyty w salonie Krystianowi i... teraz ciągle z drugiego pokoju dobiega złowieszczy śmiech przerywany słowami "ale babka*"...
    :)
    *babka- potoczne określenie fryzjerki

    OdpowiedzUsuń
  5. ja jutro ide a tak uczesać sie dla poprawienia nastroju a co ... mhhhh znaczy sie do ogrodów nie dojechałaś ?:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)