11 lutego 2011

O tym, że można lubić płakać

- Szybko miałam drugie dziecko. Pierwsze miało roczek, a ja już w ciąży byłam. Wyszło dokładnie 18 miesięcy różnicy. Ten pierwszy - grzeczny, idealny, złote dziecko. Drugi... Wrzeszczał non stop. Chyba z trzy lata wrzeszczał. A bąki jakie sadził! Aż kołdra furczała! Latałam z nim po lekarzach, a oni mówili: Proszę pani, on po prostu lubi płakać, taka jego uroda. Ile ja nocy przez niego nie przespałam... W przychodni na karcie mieliśmy miejsce na taką adnotację - pacjent roszczeniowy. No, to ten młodszy taki roszczeniowy jest. Nie że złe dziecko, po prostu roszczeniowe. Szłam na spacer z wózkiem, a on wrzeszczał. Z procesji przez pole wracałam, wściekła byłam, myślałam, że trzepnę wózkiem w drzewo...


:)

U dentystki byłam znowu. Lubię ją. Za te opowieści o macierzyństwie najbardziej. Lubię ją nawet jak podczas czyszczenia zębicha mówi: - Coooo, nie lubiii mnie paniii teraz?

:D