15 lutego 2011

O tym, że niechby, ale świetnie! :)

Ewulczita codziennie uczy się czegoś nowego. Wystawia język, przygryza go i sadzi wielkie kroki, podnosi nogi jak bocian, ślizga się, buja. Trzymam ją za rączki i pokrzykuję: - Prawa, lewa, prawa, lewa! Tak, tak, tak!*

A kiedy się zmęczy pomagam jej usiąść. Królowa siada, rozdziawia buzię w uśmiechu i zaczyna galop na czworakach. A gdzie? A do kabli. Wszelkich kabli w zasięgu wzroku. Przedłużacz? Cudownie! Kabel zasilający do laptopa! Przewspaniale! Kable do grzejnika? Niechby, ale świetnie! :) - To może Ewa pójdziemy do jadalni i kuchni, chodź. No pochodzimy. Zmęczyłaś się? To siadaj.


Królowa siada, rozdziawia buzię w uśmiechu i zaczyna galop na czworakach. A gdzie? Do misek kota! Miska na suchy pokarm, miska na pokarm mokrawy, micha z wodą! Wszystkie są super :)

A propos jej pędu w kierunku edukacji - Ewa uważa, że jej nogi to takie dodatkowe ręce i gdy tylko dotyka czegoś stopami, zaczyna gwałtownie macać nimi teren. W nocy z niedzieli na poniedziałek Ewa płakała. Wróć. Wrzeszczała. Zębiszcza jej dokuczały, zatem my - w ramach łączenia się w bólu - wzięliśmy ją do siebie do łóżka. Trochę wrzeszczała, trochę spała (yyy, naprawdę?)... Ułożyła się odrobinę na ukos i co rusz swoją malutką, słodziutką stópką trafiała na mnie. A jak trafiała, to co? Trza zeksplorować, co to za przeszkoda! Trzeba to skopać! W poniedziałkowy poranek miałam nastrój chmury gradowej, skopane nerki i podbrzusze i OGROMNĄ chęć na wypowiedzenie umowy o macierzyństwo w trybie natychmiastowym. No ale przetrwałam. Wieczorem szykowałam Ewkę do kąpieli. Stała sobie na przewijaku. Taki śmieszny i ciepły golas. Wtem zarzuciła mi rączki na szyję i mocno się przytuliła. PYK. Strzała Amora znowu mnie trafiła. Taki śmieszny i ciepły golas... :)

* muszę pokrzykiwać: - Tak, tak, tak! dla równowagi. bo często krzyczę: - Nie, nie, nie!, kiedy ciągnie za kable albo wsadza diabła do buzi.