8 marca 2011

11 O tym, że jestem rozhisteryzowaną babą

Jak nie urok, to sraczka. Ot, wystarczyłoby to zdanie, by opisać Ewulczitę  i jej stan od ubiegłego tygodnia. Z czwartku na piątek zaczęło się od nocnych ryków i bieguny. M. poszedł do pracy, ja poiłam ją, ile tylko mogłam i coraz bardziej zaniepokojona patrzyłam, co też się z naszą dziewoją dzieje. Około południa zadzwoniłam do M., że jak może - to niech wraca, bo jest ciężko. Ewulczita wyła cały czas. Trzymałam tego bąbla na rękach i wtedy ona zakasłała:
- Ekhe.


I jeszcze raz:
- Ekhe

A potem chlusnęła wymiotami.
Na cztery strony świata.
Panoramicznie.
Scena niczym z horroru klasy B.
A ja po prostu ONIEMIAŁAM (przy okazji wpadając w histerię i zalewając się łzami). Oszołomiona zadzwoniłam do M., który był w drodze do nas, a potem - mając przed oczyma wszystkie historie odwodnionych dzieci, które w wyniku tego zmarły - na pogotowie*. Pani dyspozytorka była wyluzowana:

- No ale nie mamy pediatry. Nie może się pani przejść do swojego? Mogłabym wysłać ratownika, ale po co? Zawiezie panią do szpitala i poczeka sobie pani kilka godzin.

I okej. Ja rozumiem, że ta pani jest także po to, żeby oddzielać ziarno od plew. Że są zgłoszenia priorytetowe i te rozhisteryzowanych bab (mua), ale tak analizując to na spokojnie - gdybym ja była na jej miejscu, zadałabym kilka podstawowych pytań, powiedziała jak doraźnie pomóc i wtedy skierowała do lekarza rodzinnego/pediatry. Ale widać ta pani sen ma spokojny i nie męczą jej wizje chorych dzieci. I wiem, że ja zadzwoniłam zbyt pochopnie, nie mając doświadczenia i będąc po prostu przerażona. Ale męczy mnie myśl, czy każdy telefon na pogotowie takiej rozhisteryzowanej matki jest traktowany w taki sposób...

A tak ku pamięci, mięci kupa. Te co mają dzieci (i doświadczenie), pewnie to wiedzą. My część wiedzieliśmy, a części nie. Podczas biegunki/wymiotów poimy dziecko łyżeczką, picie z butelki może prowokować wymioty. Poić najlepiej wodą, i to chłodną. Lepiej wstrzymać się od mleka i pochodnych, bo u większości dzieci wzmaga problem (u Ewki wzmagał).  Poić często. Częściej. Jak najczęściej. Kiedy dziecko leży, można uszczypnąć je w brzuszek, jeśli skóra nie wraca sprężyście na swoje miejsce - najlepiej poginać na pogotowie (pojąc w międzyczasie), bo odwodnienie zbliża się wielkimi krokami. Do jedzenia/picia kleik ryżowy i marchwianka (do zrobienia samemu lub do kupienia bez recepty w aptece np. HIPP ORS 200 - ta kupna zawiera specjalną kompozycję składników odżywczych i mineralnych). Można też wciskać dziecku gotowanego ziemniaka i gotowaną marchewkę. Jeśli nie można akurat iść do lekarza, można kupić bez recepty: 1. na bakterię w jelicie Smectę, 2. osłaniająco Lacidofil lub Dicoflor30. Ale do lekarza zawsze lepiej się zgłosić.

Dziś jest wtorek. Wczoraj M. z był z Ewką u kontroli. Ja nie byłam, bo jakiś zaraz zamieszkał w moim jelicie. Pewnie to ten koleżka od Ewulczity. A Ewka... Ewka ma nowy rodzaj zaraza w gardle i dostała antybiotyk :( A tak nam się dziecko pięknie trzymało przez 9 miesięcy...

* zapomniałam numeru na pogotowie w tym stresie, magnez z telefonami na lodówce bardzo się przydał.

11 komentarzy:

  1. Hmm... to się nie zdziw jak kiedyś wyłudzę od Ciebie telefon co by móc zadzwonić w razie pytań:] Swoja drogą, też pewnie bym się poryczała i wpadła w histerię :D

    OdpowiedzUsuń
  2. honey :)
    dlatego ja sie zabieram za pracowanie w angielskim nfz. bo tu, jak zadzwonilam tez spanikowana ze polka ma wysypke i nie schodzi i ona lezy (w sensie ze polka lezy a wysypka nie schodzi:)) to mnie dyspozytor przelaczyl do dyzurnego pediatry na telefonie. ten wypytal nawet kiedy polka miala obcinane wlosy ostatnio i kazal przyjechac do kliniki na konkretna godzine :)
    dobrze ze ewulec sie trzymal przez 9 miesicy. teraz tylko takie przesilenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zezullo@ nie musisz wyłudzać kiedyś, wyślę Ci mailem nawet dziś. i życzę Ci, żeby ten numer telefonu był potrzebny przy okazji spotkania, a nie histerii okołodziecięcej :)
    Julia@ no widzisz! tak to ja rozumiem! a ta sprawa z pogotowiem, to kolejny malutki minusik, które ostatnio bardzo często łapie u mnie Polska. widać za dużo wymagam :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wymagasz za dużo. Niestety dzieje się źle :(

    Pogotowie wzywałam raz i ja. I również nie przyjechało :(
    Wszystko skończyło się dobrze, ale ile ja się nabawiłam strachu i siwych włosów...ehh.

    Mam nadzieję, że Ewulczita szybciutko dojdzie do siebie :*
    I że szybko zregenerujesz swoje siły, bo pewnie tego potrzebujesz.

    Ściskam i moc pozytywnej energii przesyłam! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jusia_P pierwszy raz tutaj pisze :)wtorek, 8 marca 2011 20:31:00 CET

    ej no ja się poryczałam jak jechaliśmy z Julindą na pogotowie w nocy... a pani doktor była taka, że dobrze że k. z nią rozmawiał a nie ja bo ode mnie by wiązankę dostała... dziecko jej za plecami pawia na podłogę puściło a ona nawet się nie odwróciła...
    jak pojechaliśmy rano do szpitala to też się poryczałam... potem się poryczałam jeszcze raz jak doszło do mnie, że noc w szpitalu mam spędzić na drewnianym krześle, które mnie ledwo mieści... bo na oddziale biegunkowym nie można mieć materaca na podłodze a rozkładane fotele były w reprezentowane przez 3 sztuki... ale ale, k. poszedł do pielęgniarek i powiedział, że nie ma bata żebym spała na krześle i że mi materac przyniesie... łaskawie się zgodziły ale materac o 5.59 miał zniknąć żeby ktoś tam nie zobaczył...

    mówimy nie sraczkom !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. u tesciow w domu czesto wspominana jest historia jak to moj Maz a ich syn bedac malym szkrabem mial biegunke . niby nic szczegolnego ale mnie jako dziecku nigdy nie udalo sie "obiegunkowac calej sciany" . mnie to bawi . tesciow bawi a Maz zgorszony :P

    OdpowiedzUsuń
  7. chyba kazda matka miala juz taka historie. my z goraczka i wymiotami pojechalismy do szpitala bo u nas lekarz na osiedlu do godziny 14 przyjmowal a bylo juz po. w szpitalu dostalismy tzw OPR co my tu robimy i zebysmy wracali do swojego pediatry bo nie mogli uwierzyc ze juz nie przyjmuje. w koncu i tak nas laskawie przyjeli ;)

    panikary z nas ;P

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety ale to prawda..źle się dzieje. Ja mam tylko i wyłącznie złe skojarzenia z poznańską kasą chorych. No bo kto jest dla kogo? Pacjenci dla lekarzy czy lekarze dla pacjentów? Każdy ma jakąś historię. Moja jedna z wielu opowiada o wizycie u lartyngologa do którego zostałam odesłana od lekarza pediatry z 2,5 letnią córką i jej prawie 40st gorączką, zapaleniem ucha i omdlewającą na moich omdlewających rękach gdzie jeszcze w ciązy byłam. I tak z dzieckiem na rękach biegałam od lekarza do lekarza.Na co pani laryngolog powiedziała: kończę już pracę...przykro mi. I co? Skończyło się prywatną wizytą w domu i poronieniem. Na co lekarz ginekolog tylko wzruszył ramionami. To była ostatnia wizyta w tym gabinecie. Jak temu zapobiec??????

    OdpowiedzUsuń
  9. Uff, dobrze, że najgorsze za Wami!

    OdpowiedzUsuń
  10. Marta co co napisalas... slow mi brak poprostu...:/ jak tak mozna?
    My nie jestesmy lekarzami,nie wiemy wielu rzeczy a oni sa od tego ,zeby nam pomoc i nawet jak koncza prace!!! to chodzi o zycie ludzkie, a taki maluszek jak np.Ewa to nie powie co ja boli i ze potrzebuje pomocy... no to sie bagatelizuje!
    Brak slow,brak slow...

    OdpowiedzUsuń
  11. moja corka na m obiegunkowala lozko. tak w prpstym strzale to z metr polecialo :d

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)