21 marca 2011

O tym, że planuję dzień i o chrupku

Nadejszla wiekopomna chwila, kiedy to zastałam moje dziecko z kocim chrupkiem w paszczy... Na nic zdało się to, że co rano Tramalową stołówkę przenoszę na parapet. Ewulczita gdzieś wygrzebała swoim sprytnym paluszkiem chrupeczkę i postanowiła ją skosztować. Wydostanie smakołyku z jej siedmiozębnego* dzioba było zadaniem niełatwym, ale podołałam :)


Przez jakiś czas walczyłam z czasem. Kiedy dostawałam zlecenia na korektę lub napisanie tekstów, starałam się popracować w ciągu dnia, a kiedy mi się to nie udawało (czyli - nie oszukujmy się - w większości przypadków), czułam się sfrustrowana. Ale dość. Teraz nie ruszam pracy w ciągu dnia. 6.00-17.00 jest dla Ewulczity i domu. Praca później. Jeszcze tylko muszę znaleźć czas na relaks z M., domowe SPA oraz sen i będzie idealnie! :)

* gdzieś pomiędzy piątkiem a sobotą Ewce wylazła prawa dwójka na górze. teraz ma cztery zęby na górze i trzy na dole. potrafi nieźle ugryźć! :)