29 marca 2011

O tym, że stoimy

Dni i miesiące lecą jak szalone, a ja wciąż krok za moim dzieckiem. Kiedy słońce mniej nieśmiało zaczęło wyglądać zza chmur a rękawiczki okazały się zbędne, postanowiłam, że codziennie będę chodzić dookoła pobliskiego jeziora z wózkiem. - Albo nawet dwa kółka zrobię! - mówiłam do M. z entuzjazmem. Patrzył z powątpiewaniem, coś tam nawet komentował, ale bardziej milczeniem starał się nie ugasić mojego zapału (słomianego, jak się pewnie obawiał). No. Motywacja jest. Wózek z dzieckiem jest. 3, 2, 1... START.


Ale co to? Dlaczego to dziecko tak się wygina? Dlaczego mostki mi robi w wózku? Dlaczego tak się drze???

No to se pochodziłam... :) Ewulczita aktualnie chce:

STAĆ

ewentualnie

RACZKOWAĆ

a nie siedzieć w NUDNYM wózku :)

I jasne, pewnie jeszcze będę narzekać, jak zacznie biegać, a ja za nią zgięta w pół. Ale teraz narzekam na coś innego, zatem nie przeszkadzajcie ;) Spacer wygląda tak: wychodząc z domu (punkt A) kieruję się np. do parku (punkt B). Miło jest, gdy punkt B nie jest zbyt oddalony od punktu A. Jeśli odległość ta jest zbyt duża w torebce warto mieć zestaw ratunkowy, czyli jakiegoś chrupka, biszkopta tudzież bułę. Właściwie to najfajniej mieć bułę. A jeszcze fajniej mieć również bułę dla siebie. I jogurt. To se pochodziłam... :)