13 kwietnia 2011

O tym, że lepiej wziąć więcej

Uśmiechnięta Ewulczita wspinała się po oparciu siedzenia, jakiś podróżujący z mamą chłopiec kończył wyżerać nasze biszkopty (na pierwsze śniadanie zjadł frytki z pewnej fastfoodowej sieci), pociąg bez opóźnień kulał się po torach. Wtem. Po wagonie rozniósł się dramatyczny smrodek. Wzdrygnęłam się i lekko nachyliłam ku same-wiecie-jakiej części ciała mojej córy. Nie, to nie jest źródło trujących oparów. Podniosłam głowę. Naprzeciwko mnie siedziała para z małym, na oko półrocznym, dzieckiem. Na drugie oko był to chłopiec, co wnioskuję przez to, że cały spowity był w błękity od skarpetek po detale wózka. No mogła to też być dziewczynka, której mama kocha niebieskości. No ale płeć płcią, a smród smrodem.
Para miała rozbiegane oczka i szczere przerażenie wymalowane na twarzach. Pan Tata podniósł się z siedziska i poszedł do szynobusowej toalety. Wrócił i oznajmił szeptem: - Tam nawet stołu nie ma!

[rety, rety! naprawdę? nie ma stołu? przewijaka, krzesełka do karmienia i zabawek? ZASKOCZONAM ;)]

Sięgnęłam ręką do torebki. - Mam tu podkład higieniczny, może chcecie przewinąć dziecko na siedzeniu? - wyciągnęłam zachęcająco mój ceratowy must have. Spłoszyli się nieco, ale z uśmiechem skorzystali z mojej propozycji. Tłumaczyli, że to ich pierwsza podróż z maluchem, że zaraz wysiadają i że myśleli, że uda się bez przewijania. Po usunięciu części odzieży okazało się, że pielucha pusta, a powietrze zatruwał jakiś śmiercionośny bąk :D

Kolejny raz przekonałam się, że lepiej przewidzieć mało optymistyczne warianty i spakować raczej nieco więcej, niż mniej. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Mój podróżny must have, który mieści się w średniej wielkości kobiecej torebce to*:
- dwie-trzy pieluchy,
- "mokre" chusteczki,
- krem zapobiegający odparzeniom,
- podkład higieniczny,
- krem na każdą pogodę,
- herbatka koperkowa, woda lub rozcieńczony sok w butelce,
- deserek owocowy lub "kaszkowy", banan,
- łyżeczka,
- kilka biszkoptów,
- książeczka, jeszcze jedna książeczka, i jeszcze jedna.

Dla zupełnej spokojności dorzuciłam jeszcze bułę :D



* oczywiście wszystko zmienia się z wiekiem dziecka i długością podróży, ja podróżowałam 2,5 godziny z dziesięciomiesięczną córą :)