21 kwietnia 2011

7 O tym, że nie wsiadłam rano do pociągu

Na ławce poznałyśmy Zosię. Zosia ma siedem miesięcy, gęstą czuprynę (och, jak zazdrościmy!), brązowe oczyska i drzemkę w porze 12.00-14.00. W piaskownicy zaczepił nas Olek. Olek ślinił się niemiłosiernie i bardzo chciał zjeść trochę piasku. Ma dziewięć miesięcy i wizytowy strój, w gości jedzie. Na karuzeli przysiadła się do nas...
- Mam na imię Zosia. Mam (tu pokazała trzy rozczapierzone palce) lata. Moja siostra Cecylka ma (tu jeden palec, kciuk konkretnie) lat. A mój brat Benedykt ma lat (pięć palców). Cecylka już sama chodzi, bez pomocy! - nadawała młoda dama.
Około drugiej w nocy przypomniałam sobie wszystkie te trzy buźki. Dokładnie w chwili, gdy zmieniłam Ewulczicie pościel, bo postanowiła w nocy wyhaftować szlaczek z obiadku. Śliczny haft, doprawdy. Marcheweczka? Słodko! Jedną z myśli było to, że może złapała wirusa jelitówki od jakiegoś dziecka. Zaraz za tą myślą goniła druga - może to jakieś objawy wstrząśnienia mózgu? Bo przecież dziś zaliczyła spektakularną glebę przy próbach chodzenia. O walkę na pudle walczyła jeszcze myśl, że oto jednak za dużo na słońcu była, za często czapeczkę jej ściągałam - udar, jak nic!
- A tam! Na pewno zżarła coś z ziemi, wsadziła brudne łapy do buzi albo coś źle pogryzła zawyrokował stanowczo M. I poszliśmy spać. Wszyscy.

No i nie wsiadłam dziś w pociąg. Los zachichotał: - Wy, ludzie i wasze plany, bo pęknę ze śmiechu... Zarządziliśmy dobową obserwację i podejście do wyjazdu nr 2 w piątkowy poranek. Trzymajcie kciuki!

7 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki.Pewnie!Te losu chichoty...Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  2. chichot losu jak najbardziej w modzie w sobiote Igus miał z nami jechać na ślub nie pojedzie przeżywa swoje pierwsze w życiu katary i kaszle

    OdpowiedzUsuń
  3. Już przeczytałam i jestem na bieżąco:)Śliczna ta Ewka!

    OdpowiedzUsuń
  4. :)
    Ale nie pojechaliście z obawy, że coś poważnego stało się Ewce? Nie rozumiem, ale pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. nie pojechaliśmy, żeby zobaczyć w ciągu dnia, czy to grypa żołądkowa czy nie - 2,5h w pociągu z wymiotującym i mającym biegunkę dzieckiem to średnia opcja. dla wszystkich. tymczasem dzień mija, a z Ewką dobrze, zatem musiało to być jakieś zatrucie lub źle pogryziony obiad :)

    OdpowiedzUsuń
  6. to na pewno nic poważnego, ale ja w takich okolicznościach też bym zrezygnowała z wyjazdu, w końcu da się to nadrobić;)
    Boską apaszkę ma Ewka !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz już rozumiem:) Mądra decyzja:)
    Miłego Mili ludzie!
    :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)