10 czerwca 2011

5 O tym, że da sobie radę (nawet w nocy)

 


M. stał zamyślony ściskając miniaturowe kolorowe podkolanówki w garści. Spojrzał na barwne paski.  - Mamy jakieś body z krótkim rękawem? - rzucił w moją stronę i ruszył w kierunku ewkowej komody. - Jakie na jutro prognozy są? - podszedł do komputera z wełnianym bezrękawnikiem Ewy. Czyli... Strojów dobieranie, małe pakowanie :) Och, jak trudno nie wtrącać się/wtrącać się umiarkowanie w sprawy ewkowej garderoby!



Jutro M. jedzie z Ewulczitą do swoich rodziców. Dwa dni na zacieśnianie relacji ojciec - córka, dwa dni na nabranie oddechu dla wymiętej nieco mamy (mua). Kiedy powiedziałam o tym planie* współ-matkom z plemienia piaskownicowego, lekko zdrętwiały. Jedna brew poszybowała wysoko: - Ale jak to? Da sobie radę? Nawet w nocy?! - dopytywała zaintrygowana blondynka. Nie pierwszy raz spotykam się z takim zdziwieniem i niedowierzaniem, więc już nie reaguję takim szokiem, jak początkowo. Tak, da sobie świetnie radę, ze wszystkim. To świetny tata, cudowny mąż, po prostu fajny facet. Jak mogłabym myśleć, że nie da sobie rady? Nie ma takiej opcji! :)

Razem pojadą pociągiem, razem spędzą dwa dni i wrócą - dla odmiany - samochodem. A ja zostanę**. Ale żeby nie było niesprawiedliwie - za tydzień ja wsiadam z Ewą w pociąg i ruszam na wycieczkę. A później... Ruszmy na wycieczkę w trójkę, tfu... w czwórkę! Bo kota Tramala też zabierzemy! :)

* planie, który już przerabialiśmy. to nie pierwszy samotny wyjazd M. z Ewką.
** ostatnio jak tak zostałam, to miałam w planie kawkę w doborowym towarzystwie i leżenie. kawa była. a poza tym to... sprzątałam :D

5 komentarzy:

  1. Bo nic tak nie relaksuje jak sprzątanie:)
    Kurcze, dawkujesz wieści o piaskownicowych mamach, daaaawkujesz:D
    A jam taka ciekawa jaki to świat:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Swoją drogą wczoraj K. czyta Twojego bloga:
    Po chwili:
    - A o piaskownicowym etacie czytałaś?
    - Yhmy.
    - A o świetnej córce?
    -Yhmyyyyy..
    - A o....?
    I tak daaalej...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam bym nie miała żadnych wątpliwości, czy M. z E. da radę...ale fakt, znam Was trochę bardziej...choćby z Twoich opowieści i obserwacji własnych..
    ale ale, znam też az za dobrze to zdziwienie innych i ich brwi wędrujące pod niebiosa w reakcji na niektóre pomysły i plany...no, jakby to powiedzieć, taki ten koloryt dookoła ;)

    a Twój wolny weekend pamiętam...jakoś za dobrze, bo jakby no...miałam wtedy też wolne i też ...sprzątałam :) taa...czekam i ja na wolna chatę i już myślę o pędzlu, farbie i innych takich...
    a dzisiaj co prawda wolnej chaty nie mam, ale w szafie porządek, że hoho! próbuję zbliżyć się do idei minimalizmu choćby trochę i nawet nawet udaje się powoli.
    dobrego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  4. cudny blog:) muszę się zagłębić i bardzo się cieszę, bo właśnie takich blogów szukam:D

    pozdr

    Agata

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczne to pierwsze zdjęcie!
    Bezcenne - mieć takiego tatę, męża, faceta. Nie chwaląc się - też takiego mam :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)