19 czerwca 2011

O tym, że jesteśmy gotowe

Nie mam siły oka otworzyć, a tymczasem zza ściany dobiega już postękiwanie i pierwsze ponocne opowieści: - Aaaatt, błabłabła, uuuuu. Wizualizuję sobie siebie z błękitną łopatką nad łóżeczkiem i mruczę: - Ewka-Ewka-śpij-jeszcze-jak-się-obudzisz-to-cię-zjem! Nie pomaga. Pozostaje rozpalić grilla i opiec rączki z dołeczkami na łokciach...



Nudzi mnie odrobinę to wstawanie codziennie pomiędzy 6.00 a 7.00 (najbardziej mnie nudzi, jak posiedzę dłużej wieczorem), ale w ogólnym rozliczeniu powodów do narzekań nie mam. Ewka zasypia koło 20.00 i śpi całą noc. Czasem w nocy trzeba dać jej wody, czasem zaprzyjaźnić ją ze smokiem, czasem wyjąć tego ostatniego spod jej pleców. Ostatnimi czasy także w dzień Ewka udaje się na dwugodzinną drzemkę. Także nie, nie mam powodów do narzekań :)

A dziś... Plecak od rana spakowany, mimo że wyjazd jutro o 7.40 :) Przed nami półtora tygodnia na wyjeździe. W trzech różnych miastach, w dwóch państwach. Spotkamy się z wieloma osobami i na samą myśl zacieram rączki. Co nie znaczy, że przed samym wyjazdem nie włączy mi się program: - Pooo cooo miii toooo? Nie maaam siłłyyyy :)

Zatem... Życzymy sobie umiarkowanych upałów i opadów. Życzymy sobie lekkiego wietrzyku. Życzymy sobie, by podróż pociągiem odbywała się planowo. I przede wszystkim życzymy sobie, by Ewka była w dobrej formie na poznawanie świata :)



PS Jeszcze się pewnie odezwę przed środą, bo od czwartku będę zupełnie off-line :)