16 czerwca 2011

5 O tym, że sekret jest lawendowy

Podczas mojego samotnego weekendu nałożyłam na paznokcie u stóp szary lakier. Lakier miał nazwę Got a secret i jego sekret polegał na tym, że pobłyskiwał jakoś tak lawendowo. Czego zupełnie nie przewidziałam. Patrzyłam zatem na te moje sinawo-fioletowawe paluchy i rozmyślałam, czy naprawdę chce mi się teraz używać zmywacza, czy może przywyknę. "Przywyknę" - postanowiłam z rezygnacją.


Przyjechał M., odnotował nowy kolor i skomentował: - Beton? Paznokcie z betonu? [czyli jednak szary?].

Dziś szybkim ruchem pędzelka (szybkim = niedokładnym) przemalowałam paznokcie na kolor koralowo-zakreślaczowy (nie pytajcie!) i idę w miasto. Na kawę i rozmowy. I, o bogowie, jak ja dziś tego potrzebuję! Także adios, miłego resetu dla mnie! :)

5 komentarzy:

  1. kupowałambuty na wesele nie wisz jaiego doła można załapać gdy n twoje opuchniete giry nic nie pasuje biedna mama miałą mnie już dość w końcu sie wkurzyłam i jedna pare wziełam jutro impreza ciekawe jak długo dam rade :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahaha- tylko mężczyźni tak genialnie potrafią nazwać kolor!:D
    U mnie jest jeden, który K. określa jako :"włóż palce między drzwi i zatrzaśnij" :D
    No powiem Ci... że coś w tym jest:D
    A dla mnie był po prostu malinowy... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja mam kolory morski oraz indygo a dla mojego to po prostu jasnoniebieski i ciemnoniebieski :)

    OdpowiedzUsuń
  4. moj mi mowi ze smierdzi. i tyle o kolorach

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten szaro-fioletowy kolor, albo szary - jest teraz bardzo na czasie :)
    A probowalas lakieru pekajacego? Coz za hit!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)