11 czerwca 2011

13 O tym, że zażenowanam. Dwukrotnie jednego dnia.

Snułam się powoli między półkami. Przerzucałam drewniane puzzle, oglądałam czapeczki
w paseczki, bez przekonania podnosiłam i odkładałam na miejsce różnej maści zabawki edukacyjne. - Pffff, nic nie ma, nic nie ma - myślałam. Ale się nie poddawałam, bo od kilku dni odczuwałam potrzebę, świerzbiącą wręcz, żeby kupić coś Ewulczicie. Tymczasem powłóczyłam nogami po całkiem sporym sklepie z asortymentem z dzieckiem w opisie.
I wzdychałam.



Może bączek? No przecież! Metalowy, prosty, pięknie się kręcący! Zdaje się, że były w tamtej alejce... Są! Eeee... Plastikowe brzydoty made in China: kolory nijakie, wyblakłe, a i wykonanie raczej nie do przyjęcia. Ot i cały wybór - ręce opadają. Szukam dalej. To może... Piłka dmuchana! Tak! Jakaś w groszki, albo paseczki kolorowe, albo jednokolorowa! Przy wejściu są akcesoria na lato - pędzę do półki. I znowu rozczarowanie. Mam do wyboru różową piłkę z księżniczkami lub czerwoną w auta. Całość oczywiście nawiązuje do motywów znanych z telewizyjnych bajek. Nic tu po mnie, poddaję się. Biorę z półki cienkie skarpetki w paseczki i niesłodzony sok w kartoniku (Ewka odkryła fascynujący świat picia przez słomkę). Szuram nogami w kierunku kasy, ubolewając, że powszechnie dostępne akcesoria dla dzieci mają takie kulawe wzornictwo (czy raczej w ogóle go nie mają), a z kolei te, które swoim designem powalają mnie na kolana, zazwyczaj nie pozwalają podnieść się z klęczek przy rubryce cena. A gdzie złoty środek? - pytam.

I wydawać by się mogło, że oto clou tej notatki, prawda? Że rzecz tylko/aż o tym, że rzeczy dla dzieci w większości są brzydkie. Nic bardziej mylnego. W tym momencie ma miejsce PERYPETIA i oto następuje szybki zwrot akcji. [(a czytelnicy zamierają w pół oddechu) można tak?]

Tuż przed kasą dostałam cycem po pysku. No niemalże. No dobra nie dostałam, no! Po prostu zobaczyłam kobietę, która paradowała środkiem sklepu - zręcznie mijając całkiem spore grupy ludzi - z wyjętym na wierzch sukienki biustem (sztuk: 1) i uczepionym do niego ssakiem. I niechże na mnie spadną gromy, ale poczułam się, jakbym zobaczyła nagiego faceta na parkingu (tego co poły płaszcza uchyla i co za tym idzie rąbka tajemnicy). I z całym szacunkiem dla piękna kobiety karmiącej, cudu natury, niekwestionowanych zalet karmienia piersią i tak dalej. Ja to wszystko wiem. Ale nie chcę na to patrzeć. Ot, po prostu myślę, że to bardzo intymna sytuacja i że jeśli zachodzi potrzeba nakarmienia potomka w jakimś mniej zacisznym niż dom miejscu, to można to zrobić dyskretniej (pomocna bywa zwykła pieluszka tetrowa lub chociaż nie paradowanie z dzieckiem podczas karmienia). Oczywiście biorę pod uwagę to, że to ja jestem dziwakiem, a cała reszta świata zleciałaby się do tego cudu natury z okrzykiem: - Ojeeeej, jakie to słodkieeeee, jakie rozkoszneeee. CIUM CIUM.

13 komentarzy:

  1. mnie też troszke rażą gołe cycuszki ...

    OdpowiedzUsuń
  2. jaka ja byłam szczęśliwa, że julinda życzyła sobie cyca zawsze jak byliśmy w domu... nigdy przez te 14 m-cy nie karmiłam jej w sklepie czy na innej parkowej ławeczce... raz na pierwszej wizycie u pediatry dostała kilka ciumlnięć w gabinecie bo się zdenerwowała ale to się nie liczy bo to u lekarza...

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie mam jeszcze dziecka, ale też jakoś razi mnie takie coś. Kobieta na ławce, w dyskretnym miejscu, nawet w tym sklepie - ok. ale nie wśród tłumu, gdzie wszyscy obserwują sytuacje.. może za parę lat zmienię zdanie.. nie wiem. pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. jak chcę gdzieś wyjść z domu na dłużej niż 2h nie ma bata, muszę karmić publicznie:) ale raczej nie wpycham nikomu biustu w oczy:)wszystko w granicach rozsądku:)

    a co do zabawek to pracuję nad tym, żeby trochę przybyło tych ładnych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakby karmiła to dziecko gdzieś w kącie sklepu na ławce, czy coś w tym stylu, to jeszcze rozumiem. Gdyby tak jak piszesz, zakryła się pieluszką, też ok. Czasem jak trzeba/chce się wyjść na dłużej, to tego nie unikniesz. Ale chodzenie jeszcze bardziej przyciąga uwagę...nie lubię! To była pewnie właśnie babka z tych 'o jakie to rozkoszne'.
    Wydaje mi się, że to taki trochę intymny moment. A może to ja tak do tego podchodzę, może jak będę miała dziecko, to będę ohh ahh, a teraz to co ja tam wiem, nie? ;p
    Poza tym przyznam, że mnie krępuje patrzenie na karmiącego cyca, a co dopiero jakbym musiała sama cyca przy kimś wywalić.

    Nie wpisywałam się dawno, ale jak już pisać, to długo i porządnie, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja nie jestem matką, nigdy nie miałam dzieci. nie uważam, że ciąża, poród, karmienie piersią są "takie słodkie" i nie piszczę z zachwytu nad bobasami, etc. ale nie widzę żadnego problemu w publicznym karmieniu piersią. dlaczego? bo to nie jest obsceniczne, natomiast jest dużym ułatwieniem dla matek karmiących, gdy chcą wyjść do ludzi i spędzić tam więcej niż godzinę. oczywiście - powinno się to odbywać dość dyskretnie, bez nachalnego epatowania nagością i swoją intymnością.

    OdpowiedzUsuń
  7. króko i na temat-rozumiem;
    dla mnie to troszkę krępujące; jak np. całująca się namiętnie para obok w autobusie; nie bardzo wiadomo co z oczami zrobić...

    OdpowiedzUsuń
  8. nie nie lubie takiego czegoś i jakos sobie nie wyobrażam tak paradować z cycami , nie powiem ładne dekolciki tak ale nie popadajmy w skrajności :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Sama wykarmiłam dwójkę dzieci,karmiłam długo,teraz myślę nawet że może za długo,chodziłam z dziećmi wszędzie,karmiłam je w różnych okolicznościach,ale zawsze starałam się ukryć,zachować tę chwilę dla nas,nie obnosić się.Też uważam że to intymna czynność,a teraz jest tyle miejsc dogodnych dla matek karmiących! Co do zabawek,też przeżywałam ten koszmar i wzięłam sprawy (zabawki:-)we własne ręce.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. moja mała była małym głodomorkiem i zdarzało nam się często jeść poza domem ale zawsze pomagała nam tetrowa pieluuszka .

    OdpowiedzUsuń
  11. "Cium cium" nie powiem... ale nie przeszkadza mi cyc w miejscu publicznym. Nie robi to na mnie wrażenia. Nie odwracam głowy. Nie mam z tym problemu.

    OdpowiedzUsuń
  12. dziękuję za wszystkie Wasze opinie! bardzo się cieszę, że się nimi ze mną podzieliliście :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To tak a'propos akcji CYCE NA ULICE? ;-)
    Olga, ja się dwiema rękami pod tym, co napisałaś podpisuję! Naprawdę!
    Nie to, że jestem zażenowana, ale jakoś mi trochę nie w smak - karmiłam M. prawie 1,5 roku, niejednokrotnie poza domem, ale za każdym razem starałam się (również, a może przede wszystkim Dziecku) zapewnić spokój i intymność. Olga, no są różne szkoły. Przestałam się ekscytować. To tak jak z opalaniem topless czy paradą półgolasów przy grillu. Niby nie mam nic przeciwko, krzywdy mi nie robią, ale wszystko się rozbija o kwestię uszanowania czyjegoś (i własnego) prawa do intymności. I o kwestie estetyczne. A twierdzenie, że przecież to piękne, karmienie - 100 proc. natury, czego tu się wstydzić, ba, na wierzch i do przodu :-) - OK, każdy ma własne potrzeby, jednak, podobnie jak z samym seksem - też piękna sprawa i jaka naturalna - a jednak wędrujemy w domowe zacisze. Najczęściej ;-)

    Choć ponoć zdarza się, że matka karmi, dyskretnie i nie 'na pokaz', a ludzie się oburzają. No, tego to nie toleruję. Choć ja nigdy się z czymś podobnym nie spotkałam. Więc pewnie z tego podobne akcje wynikają.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)