11 lipca 2011

17 Weseliłam się (ryli? ;))

I

I po weselu... Za każdym razem, kiedy zespół zaczynał na swoim syntezatorze brzdąkać na programie Akordeon, byłam prawie pewna, że grają Maszynę do świerkania. Jak wiadomo prawie robi wielką różnicę i kończyło się na żenującym dla mych uszu wykonie hitu z rodzaju Jesteś szalona. A ja aż taka szalona nie jestem :) Wujkom, kuzynom i innym takim zapowiedziałam, że tańczyć nie będę, a że słowna jestem - obietnicy dotrzymałam. Pokręciłam się tu i ówdzie, przeczekałam kilka bloków muzycznych na świeżym powietrzu, pojadłam, spróbowałam środkowego piętra tortu (smak tiramisu), powtórzyłam sobie wszystkie imiona członków rodziny M. i zwalczyłam potężny kryzys około 23.00. Wytrzymałam do 3.00, co uznaję za swój ogromny sukces, bo o tej porze skończyły się tańce i generalnie oficjalna część weselicha miała się ku końcowi. Well done!

Nie wiem, jak Wy, ale ja mam dwa typy, których nie znoszę. Takie weselne typy. I oczywiście nie mogło ich zabraknąć także na tej imprezie :)

1.
Z pewnością go znacie... Może to Wasz brat, może wujek, a może kuzyn lub przyszły mąż kuzynki. Ma błysk w oku, gibkie ruchy, szeroki uśmiech i wiele do powiedzenia. Z sensem lub bez sensu. Początkowo mówi całkiem składnie, z upływem czasu coraz bardziej szeleści i bełkocze, ale nic sobie z tego nie robi, bo w końcu, kto jak nie on podoła zadaniu?! Król parkietu, animator weselny,  wesołek. - No to teraz zatańczymy - mruczy i śliskimi rączkami chwyta za ramiona. - Ooo, z panią jeszcze nie tańczyłem - pokrzykuje. - Wszyscy tańczymy, wszyscy, absolutnie! - huczy na pół sali. - Ktoś do pani dzwoni, idziemy - błyska zębiszczami i ciągnie nieszczęsną ofiarę za rękę. Ostatni schodzi z parkietu i ciężko znosi asertywność. Jak to król.
2.
Najgorzej, jak przez chwilę stracisz czujność i zostaniesz z nim sam na sam. Lub w niewielkim towarzystwie. Zaczyna się niewinnie - on rzuca żarcik, który pasuje do trwającej rozmowy. Towarzystwo wybucha perlistym śmiechem. Nieszczęśnicy, cóż oni robią? - patrzysz z niedowierzaniem, bo TY JUŻ WIESZ. Lokomotywa nabiera tempa. Pojawia się drugi żarcik, śmiech nie gaśnie. No to wujek-anegdotka się rozkręca. Jeszcze jeden żart, kolejna anegdota, zabawna historia, którą - jesteś prawie przekonana - słyszałaś z ust jakiegoś komika, a teraz okazuje się, że przytrafiła się właśnie wujkowi. - Cha, cha, cha - goście trzymają się za brzuchy. A wujek-anegdotka jest w siódmym niebie, grunt to wierna publika.

W stosunku do Króla parkietu byłam stanowcza, a wujka-anegdotkę po prostu sobie dawkowałam. Przeżyłam. Wbrew pozorom - wesele było udane, po prostu relację z niego pisze pewien specyficzny typ:

Osoba, która w stroju wyjściowym czuje się przebrana a nie ubrana, nie cierpi tańczyć, jak jej zagrają i nigdy nie brała udziału w oczepinach gorsząc wszystkie ciotki-klotki. Osoba, która ubolewa, że nie spędziła z mężem więcej czasu w wielkim łożu, na którego zagłówku były wyrzeźbione cherubinki w pokoju hotelowym, którego metraż przekraczał metraż jej mieszkania :D

Drodzy Wielbiciele Wesel - istnieją i tacy, których to wszystko nie bawi, a nawet są zażenowani niektórymi narzucanymi im rozrywkami. To wcale nie znaczy, że nie szanują i nie darzą sympatią pary, która właśnie świętuje
. Po prostu nie kochają wesel :)


II

Wczesnym rankiem dostałam do łóżka, prócz Ewy, herbatkę i książkę Sztuka prostoty (Dominique Loreau). - Wszystkiego najlepszego z okazji imienin, Oluśka - powiedział M. i poszedł do pracy. Wczoraj zapytał, czy wino i lody na patyku w promocyjnej cenie jednego złotego i jedenastu groszy to dobry pomysł na świętowanie. - Bardzo dobry, niczego więcej mi nie potrzeba do szczęścia - odpowiadam :)

III

Niedzielny wieczór przyniósł nam niepohamowane wybuchy śmiechu. Wszystko za sprawą lokalnej telewizji WTK i paska informacyjnego, na którym przeczytaliśmy:
Dzik pojawił się na os. Piastowskim. Zwierzę rzuciło się na leżący na trawie materac.
Ponieważ zabrakło dalszej części informacji, wnioskuję, że ów dzik rzucił się na materac ze źdźbłem trawy w pysku i wylegiwał się na nim do wieczora sącząc whisky :D

IV

Ojejku, doczytaliście do końca? A to macie prezent - taki tam western: Ewulczita, korale i gleba

17 komentarzy:

  1. Uwielbiam Ewkowy film, usmialam sie:)
    (A wesel tez nie lubie.)

    OdpowiedzUsuń
  2. cóż za cudowna niespodzianka :0

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak można nie przeczytać TEGO do końca? Uważam Cię za mistrzynię pióra/klawiatury!

    Dzik jest dziki i nigdy nie wiadomo, kiedy zaatakuje jakiś przydrożny materac! A

    Ewulczicie w niebieskim do twarzy i TE korale!!!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. dalej podtrzymuje że ktoś powinien docenić Twoje pisarskie poczucie humoru i wydać Twoje zapiski w formie książki!!!

    Prezencior super!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Doczytałam,bo Ciebie się bardzo przyjemnie czyta:)Ja tam lubie moją rodzinke:)
    Ewulkowe filmy sa najlepsze!:D

    OdpowiedzUsuń
  6. tez nie cierpie wesel, hihi-;) Za to vidjo Ewka + korale - baaaardzo mi sie podoba!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też nie przepadam za weseleniem się i uciekam na zabawach oczepinowych (udaję, że mnie brzuch boli albo chce mi się siusiu). Ale są takie wesela, na których nie może nas zabraknąć. Jedno takie zbliża się wielkimi krokami, a mi chce się beczeć, bo pewnie nas tam zabraknie (choć wciąż mam nadzieję, że nie) :-(

    Ewulczita jest cudowna. Filmik uroczy jak zwykle. I te czerwone korale :D

    OdpowiedzUsuń
  8. a ja wręcz przeciwnie - kocham wesela :) i zgadzam się z kobietkami powyżej - jesteś genialna w pisaniu! :) a Ewka jest rozbrajająca i jak każda kobieta cieszy się, gdy zdobędzie korale :D

    OdpowiedzUsuń
  9. tak, czytanie Twoich postów to prawdziwa przyjemność i nawyk!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. chciałam powiedzić ,że na naszym weselu zatańczyłaś fakt raz jest to ujęte i prowadzona zabawa była przez Jace ale tańczyłaś :)

    a ja wróciłam 5 kg chudsza z perspektywa rych łego porodu byle do przodu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba Cię nie zaskoczę, bo i ja nie lubię wesel ;-) Celowo piszę 'wesel', bo same śluby potrafią mnie nawet wzruszyć... I lubię takie kameralne przyjęcia po! Na których nie uświadczysz nikogo w 'weselnych strojach' na przykład ;-) I tańczyć nie trzeba!
    Taki był nasz ślub, tak wyglądało nasze przyjęcie (unikaliśmy słowa 'wesele' - nie pojawiło się na zaproszeniach!) i bardzo się dobrze na własnym ślubie bawiłam ;-) Niektórzy pewnie gorzej (wyglądali na rozczarowanych) - ale wszystkich nie zadowolisz! Oczepin nie było, zabaw weselnych zero, muzyka wysmakowana (z przedślubnych przygotowań najwięcej czasu zabrało nam jej przygotowanie) ;-) Pogoda nie dopisała niestety, za to nastrój i tak przywodził na myśl słoneczne garden party :-)
    Wesel unikam, ale czasem faktycznie ciężko się wymigać :-(
    Film z Ewulczitą w roli głównej obejrzę już w domu - teraz jestem w pracy ;-)
    Ach, i @ Ci wysłałam :-) Dłuuugiego!

    PS Dlaczego Ewa jest Ewą? Pytam, bo to imię mojej najbliższej przyjaciółki, bardzo je lubię i lubię innych wypytywać, czy nadali imię Dziecku na czyjąś cześć, przez sentyment czy z innego powodu :-) Zdradzisz?

    OdpowiedzUsuń
  12. Buńka, no doceń to, doceń i traktuj w kategoriach CUDU ;P

    OdpowiedzUsuń
  13. mam maila, mam! czytałam i zbieram się do odpisywania, ale wiesz jak jest - jeszcze trochę mi zejdzie :D no ale wolę odpisać na spokojnie niż tak na łapu-capu :) i o imieniu też Ci napiszę! i o ślubie moim :)

    OdpowiedzUsuń
  14. i naprawdę dziękuję za wszystkie miłe słowa dotyczące mojej pisaniny :) wiecie... naprawdę trudno mi uwierzyć, że ktoś spoza mojej rodziny chce czytać te wypociny :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ewka mój Mistrz! po czworakach, ale style musi być ;)
    a weselne typki, to tak, znam, znam. Ja mam też różne typy kobiet weselnych- 1. karcąca- ciągle karci wzrokiem pijącego mężczyzne, potem kopie w kostkę, a na końcu dorzuca szturchanie łokciem i upomnienia słowne, 2. młode-stare ubrane jak na sylwester z jedynką, zawsze towarzyszy im kok ozdobiony brokatem, 3. chichotki- niby nienie czułe na zaloty, ale zawsze w centrum uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. matildo... a więc są na świecie ludzie, którzy mają TAKI stosunek do wesel? Olgo najdroższa, zmieniłaś me życie:) widzisz, mam kubek w kubek identyczne podejście-i troszkę się tego wstydzę, bo nie potrafię swojej niechęci ubrać w słowa; i nie potrafię się wytłumaczyć; mogę być zatem postrzegana jako CHAM!
    w weselach są dwie fajne rzeczy: ludzie, którym zawsze z całego serca życzę najlepiej jak się da i których fantastycznie ogląda się szczęśliwych, no i żarełko, które zwykle jest pyszne:P jednak z resztą jest już gorzej... pytanie jak nie wyjść na buraka/socjopatę/wredotę/odludka/dziwaka... ja po prostu nie czuję tego klimatu:) nikomu nie chcę wadzić,ani tym bardziej robić przykrości; przyznam, że generalnie jest to dla mnie ogromny stres i problem, wręcz powód do zmartwienia-przesiedzieć 10 h w miejscu, z którego pragnę uciec, a nie mogę, co więcej-wypada być wszystkim zachwyconą; Boże, dlaczego na świecie jest tak niewielu ludzi jak Ty?:( bo kuźwa praktycznie nikt tego nie rozumie;

    będę zatem odsyłać do Twojego bloga kogo się da:P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)