25 września 2011

9 Ewa Szuwarek

Jako Olga w wersji mini raczej bałam się wody. Mama śmieje się, że nie trzeba było mnie pilnować, bo głębiej, niż z wodą sięgającą do kostek, to nie wchodziłam. Później jeszcze wodną traumę pogłębiło (sic!) zapisanie mnie do klasy pierwszej o profilu sportowym - pływackim i nieudolna próba oswojenia mnie z wodą przez instruktorkę pływania. Zmilczę nazwisko. Litościwie. Instruktorka ta preferowała metodę - wrzucamy za nogę do basenu. Na głęboką wodę. Dosłownie i mniej dosłownie. Zatem wrzuciła mnie do wody i uzyskała tym sposobem dziewczę zapłakane (zawrzeszczane powiedziałabym nawet), zasmarkane i zdecydowane, że mała noga progu basenu nie przekroczy już nigdy. E V E R! I na zajęcia z pływania faktycznie już nie chodziłam, a w okolicach klasy trzeciej/czwartej pod swe skrzydła wziął mnie trener siatkówki. Ale to już zupełnie inne historia...


A wracając do wody - dopiero w czwartej klasie, na szkolnym biwaku, zaczęłam nieśmiało przełamywać lęk przed wodą. Na pierwszy ogień poszedł styl - pływanie pieskiem, potem - koniem (nie pytajcie, tak go nazwałam, dość pokraczny był). Edukowałam się sama, bo tylko wtedy czułam się dobrze. Dużo później człowiek, który pływał wyczynowo pokazał mi styl klasyczny i grzbietowy oraz skorygował moje błędy popełniane podczas pływania. I teraz - choć nie pływam zbyt często - bardzo to lubię! Powiedziałabym nawet, że to jedyna aktywność, którą naprawdę lubię i to w nudnym wydaniu ścianka-ścianka, a nie żadne tam jeziora czy morza (pod warunkiem, że mi jakiś cymbał nie stoi na środku toru ;)). No ale znowu porwała mnie dygresyjka! A miało być o tym, że o ile ja wody się bałam, o tyle moja córa wodę uwielbia, UWIELBIA! W każdym wydaniu! Lodowate morze? Dawać mi je tu! Zimna woda w jeziorze? Tylko mnie nie wyjmujcie z niej! Wanna z wodą? Hurra! Brodzik? Też pięknie! I kran! I kubek! Fontanna! Kałuża! Aaaaa! :)) Ewa Szuwarek, wodnik choć Bliźniak. Uwielbiam ją taką!


9 komentarzy:

  1. No proszę, jeśli nie znudzi jej się, to może gdy dorośnie, odniesie sukces w tej dziedzinie ;)


    battito...

    OdpowiedzUsuń
  2. :D No klasowa "wodolubna" Ewulczita!:D
    Znaczy się...da się nauczyć pływać? Seriooo?! Bo ja umiem ale tylko na wdechu- razem z wypuszczeniem powietrza idę na dno!:D Czyli pływam na dystans 3 metrów:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Swoją drogą, u nas ta metoda nauki nazywa się "na wujka"- czyli obiecaj dziecku, że go nie puścisz, a potem je puść i niech idzie na dno, albo desperacko miota się próbując utrzymać się na powierzchni (a dopiero potem tonie):D

    OdpowiedzUsuń
  4. A to pewnie na Łaźni, tej w centrum, takie mieli metody? Chodziłam tam ;)
    Dobrze, że się Ewulczita nie boi wody. Moja mama też się boi a ja nie ;)
    Pływanie jest suuuper, też lubię najbardziej - i jeszcze rower, ale basen chyba bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  5. wody boje się cały czas odkąd prawie się utopiłam nad Soliną..brr traumatyczne przeżycie ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. brawo ewka!
    ja od małego wodę kochałam, potem wujek zrobił i psikusa i zrucił mnie z materaca, jednocześnie mnie nim przykrywając i nie pozwalając wypłynąć. prawie się utopiłam i długo walczyłam ze strachem przed wodą. na szczęście przezwyciężyłam go i lubię pływać, więc przybijam z ewką piątkę!
    :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jolki nie ma, ale mam nadzieję, że ze mną będzie Ci równie miło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uuuu, znajome! :D W podobny sposób jak Twoja instruktorka, uczyła mnie pływać moja najstarsza siostra :D Potem druga siostra niechcący(tak utrzymuje) mnie podtopiła O.o Dziś już pływam, pod warunkiem, że to basen, przezroczysta woda, jestem sama na torze i jest wejście dla amatorów;)

    słyszałam też o stylu pływackim "na zrozpaczoną boję" :D

    bajeczta

    OdpowiedzUsuń
  9. Jedyna trenerka to chyba w tamtych czasach Galina była, prawda? A jak tak już o Ewie piszesz, to jakbyś o Julku pisała - ten to nie patrzy że zimno, że brudno czasem (bo przecież nikt nie filtruje wody w kałuży). Może mieć sine usta, gęsią skórkę i dreszcze, ale oderwać go od wody, to płacz (i zgrzytanie zębów - tym razem rodzicielskich). Ale podoba mi się ta jego pasja!!! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)