11 września 2011

I po urlopie

No. To otrzepujemy dłonie z piasku i zastanawiamy się, czy te sandały to jeszcze mieć pod ręką, czy już zupełnie nie. Bo jak dla mnie to finito, lato może nie wracać. Zamawiam złotą polską jesień, RAZ!


Serio! Nie mogę się doczekać szurania z Ewką po stertach liści, zbierania kasztanów (to już zaraz! póki co siedzą w łupinkach łobuzy!), wygrzewania się w jesiennym słońcu. Oby tylko nie było dzień w dzień szaro i mokro (choć dni w kaloszach też zamawiam!).

Miałam o urlopowym czasie pisać, ale chyba jednak innym razem. Jak już się bardziej ogarnę. A teraz biegnę po Waszych blogach i czytam dłuugaśne maile czekające w mojej skrzynce :)