20 września 2011

18 Weekend Unplugged

- Pizzę dziś zrobię! I sernik z masą lemon curd - planowałam podczas powrotu z sobotniego spaceru. Zbliżaliśmy się do domu, kiedy na naszej drodze stanęła sąsiadka i uprzedziła, żebyśmy dalej nie szli. A potem to już jak z filmu (polskiego, rzecz jasna) - nadjechał na sygnale wóz strażacki. A potem drugi. I jeszcze trzeci. I pogotowie gazowe. Podeszliśmy nieco bliżej i zobaczyliśmy ogień buchający z piwnicznego okienka...

Nikomu nic się nie stało, choć ponoć strażacy przybyli w ostatniej chwili (rury z gazem!). Po godzince został tylko smród i brak prądu oraz gazu. I ten brak doskwierał nam przez całą sobotę i niedzielę...


Mieliśmy okazję poznać nasze mieszkanie w wersji sauté. Wsłuchać się w nie, bez przeszkadzaczy typu brzęcząca lodówka, szum wentylatora w laptopie, wrzeszczący telewizor czy półgłosem gadające radio. Hałas uliczny bez domowego akompaniamentu też brzmi zupełnie inaczej. Skąpane w ciemności kąty również już nie takie same. Przydały się zbierane przeze mnie świeczki i świeczuszki (już M. się na nie krzywić nie będzie ;)), pomocny okazał się zielony termos, w którym nosiłam wrzątek z sąsiedniego bloku, bo przecież jakoś mleko musieliśmy Ewce zrobić (a jak brałam termos od rodziców, to M. zadowolony nie był, wstydź się! ;)). Ale najbardziej przydatne było to, że bez zbędnego olabogowania odnaleźliśmy się w tych warunkach. Wszyscy :) Sąsiedzi pakowali manatki i wyjeżdżali, w większości. A my na posterunku. Ewka współpracowała, my pracowaliśmy jak dobrze naoliwiona maszyna: ty na spacer, ja po wodę, ty do elektryka dowiedzieć się, jak praca, ja myję lodówkę... Weekend był pracowity i leniwy jednocześnie, choć odczuwam trochę skutki stresu i teraz właściwie dopiero zaczynam odsypiać... :)


PS A kiedy w bloku obok powiedziałam, że bez prądu jesteśmy, to usłyszałam: - Bez telewizora! :D No tak, to było najstraszniejsze ;)

18 komentarzy:

  1. czyli jednak babskie chomikowanie w końcu się na coś przydało?;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a jak zadzwoniłaś w niedzielę, to pomyślałam, że bez kąpieli (bo chyba macie bojler na prąd, o ile dobrze kojarzę) i bez jedzenia - głównie dla ewki - bo "starszaki" dają sobie przecież radę w takich chwilach...stąd zapraszałam na niedzielę wieczór do nas jakby co....
    telewizor to moja ostatnia myśl - pewnie dlatego, że od 10 lat nie mam i nadal mieć nie chcę :)
    bardziej żałowałam braku światła wieczorem, żeby litery książek odczarować...
    ale każdy inaczej, każdy ma swoje własne priorytety i niech tak zostanie.
    i wcale nie jestem zaskoczona, że daliście radę, jakoś tak no, nie jestem ;)
    i tak myślę, że u nas zdarzały się krótsze znacznie przerwy w braku prądu, ale też jakoś nigdy nad tym nie olabogowałam...nawet za czasów szkoły podstawowej....
    a zdjęcie Waszego mieszkania przy świeczkach - piękne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tasha - ja to i tak się ograniczam :)
    Stefka - doceniłam Twoją propozycję, ale chwilę później mój telefon umarł i zupełnie zapomniałam adresu :D a literek tylko trochę poskładałam, z sobotnich Wysokich Obcasów, przy świeczkach... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobre:)
    ale mieliście przygody, no!
    kurcze, dobrze, że Was w domu nie było jak był pożar, to co, że w piwnicy, ale większy stres...
    ja nie wiem wiesz jak Wy bez telewizora tak mogliście przeżyć:)

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurde, to znaczy, że w naszym związku to ja jestem M. a Krystian Olgą:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  6. No! I dobrze, że panowie szybko przybyli, bo ...biedny Tramal!:/

    OdpowiedzUsuń
  7. Grażyna - no dobrze, bo pewnie aż do przyjazdu straży nic byśmy nie wiedzieli! ta piwnica to nie po naszej stronie!
    Zeza - a wiesz, że myślałam o tym? w sensie jakie są priorytety strażaków i czy w ogóle gdzieś się pchają po zwierzaki... i czy gdzieś mają w regulaminie zapis dotyczący zwierząt domowych...
    moja przyjaciółka też jest M., a ja jestem jej mężem :D hyhy

    OdpowiedzUsuń
  8. Łojej, łojej, to znowu ja:D Ale właśnie "mojego" indyka na gałęzi dostrzegłam:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do zwierząt...to my mamy zapis w ubezpieczeniu auta...że w razie wypadku ekipa ratująca ma obowiązek Nicnieroba do weterynarza odwieźć:D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zeza - :D ostatnio Ewka woła mnie z łóżka: - BAM! ja patrzę a ona siedzi z indykiem i zaciesza :D to one fruwają? :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Zeza, ale się rozgadałaś!! :D też mamy ten zapis :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. No nieźle...

    Śledzę komentarze i zaraz śpieszę do naszego ubezpieczyciela samochodowego zapytać o ten podpunkcik, o którym pisze Zezula... Żeby nam Filipa też ratowali w razie czego!!!

    Ja raz ratowałam psa z pożaru - tzn. wezwałam straż pożarną, kiedy zaczęło płonąć mieszkanie w sąsiednim pionie! I wybiegłam do nich z krzykiem, żeby psa też ratowali - pięknego owczarka berneńskiego!!! I uratowali :-) Bo sam pies był w domu - uwięziony w sypialni!!! Pies do dziś mi się w pas kłania ;-)

    A taki weekend unplugged każdemu by się czasem przydał! No, może w nieco mniej dramatycznych okolicznościach!
    Tylko z tą lodówką najgorzej...

    Uściski!
    M.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hehe, i bardzo mnie rozbawiło to o M. - że krzywi się jak gromadzisz (nie)zbędne sprzęty ;-) No jakbym skądś to znała! A potem jednak i świeczki, i termos, i dodatkowy komplet pościeli jak znalazł ;-)

    Pozdrów!

    OdpowiedzUsuń
  14. Uff, dobrze, że tylko brakiem prądu się skończyło.
    Z jednej strony, to takie uciążliwe (i nie, u mnie również nie byłby to telewizor), z drugiej - romantyczne :D Większe zgranie, więcej czasu dla siebie (bo przecież laptop kiedyś się rozładuje haha), świeczuszki...ahh.
    Warszawo, domagam się jednodniowego (na początek wystarczy! haha) braku prądu! :D

    Ps. Na blogu rudomi.pl pojawił się nowy post dotyczący 'Inwazji Rudych'...moje Cohayki miały debiut...może niedługo będą sławne i bogate haha!

    Ściskam!
    battito...

    OdpowiedzUsuń
  15. lo rety, bez radia to bym skisla. odkrylam ostatnio aplikacjie w moim telefonie ze moge sluchac jakiego radia polskiego chce... wiec slucham. codziennie innego :)

    julia

    OdpowiedzUsuń
  16. taaaaaaaaaaaaak w gofrownicy bo sandwich się zepsuł :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)