21 września 2011

7 Z polskiego na polski


Bardzo wcześnie rano lub tylko wcześnie rano z łóżeczka słychać: - Mmmammaa? Mmeko? A jak już woła o mleko, to trza hrabiance podać, nie ma innej opcji. Kiedy wieczorem M. odnosi ją do łóżka najpierw słychać: - Pa pa! I widać kiwającą rączkę. Potem mówi: - Papa, co oznacza jej łóżkową przytulankę - małpkę.
Po pobudce czas na zabawę. Rano Ewulczita jest niezależna (no prawie) i mogę posprzątać czy nawet coś upiec, oczywiście cały czas strzyżąc uszami, czy oby cisza nie jest niepokojąca.
Później jest kaka, czyli kaszka i idziemy da-da. Chyba że leje i Ewka z nostalgią pyta: - Kap-kap? A jeśli spacer to i obserwacja. Bo po ulicach jeźdzą brumbumy! I bimby! I można machać do samolotów i palcem pokazywać pociągi i autobusy. Czasem mijamy kogoś pchającego dziecięcy wózek i wtedy Ewka radośnie piszczy: - Dzidziaaa! A kiedy mówię jej, że też jest dzidzią - szczerzy zęby i stuka się paluszkiem w klatę. Na wózki inwalidzkie też póki co woła dzidzia, ale jakoś nad tym popracujemy :) Kiedy znajdziemy plac zabaw, ciągnie do piaskownicy krzycząc: - Bako, bako! A ja karcę się w myślach, że zapomniałam wiaderka i łopatki. Przy drzewach obserwuje stada czerwonych robali*, pokazuje na nie palcem i mówi poważnie: - Maka.
Po spacerze drzemka, a potem obiad. Córka pochłania właściwie wszystko, ale szczególną miłością pała do makaronu: - Maka-maka! Woła, gdy jej porcja zniknie z miseczki. A później znowu zabawa. Czasem drugi spacer. Różnie to bywa, wiadomo :)


 W modzie jest rzucanie przedmiotami i triumfalne obwieszczenie: - BAM! Kiedy powiem: - Kręciołek. Ewka zaczyna się obracać zaśmiewając się do rozpuku. Czasem z niepokojem się rozgląda: - Mi? A ja pokazuję jej, gdzie leży miś. Innym razem uparcie stoi i paluszkiem wskazuje: - Papcia! PAPCIA! Bo chce, żeby jej natychmiast podać gumową żabkę. Regularnie sprawdza też, czy każdy ma pepe. Zanim przekroczycie nasze progi, przygotujcie się na pokazywanie pępka! :)
Tramaluch nie ma z nią lekko. Ewka wciąż chce pokazywać jego uszka czy oczko, robić cacy-cacy lub tu(li). A on opędzić się nie może. A ona tak chce być blisko!
Codziennie czegoś się uczy, codziennie nazywa nowym słowem rzeczy. A ja codziennie się boję, że zaraz zapomnę, jaka była jako taka puchata blond piękność z wielką szparą między zębami :) A taka świetna jest teraz!

* Kowal bezskrzydły, tak nazywają się te robale. A raczej nazywają się maka, a ktoś je tak głupio przezwał ;)

7 komentarzy:

  1. Ja też się wzruszyłam!

    W poniedziałek odwiedziłam znajomą, której córeczka skończy w październiku 2 lata. Cudowna dziewczynka! Dużo już 'mówi' (oczywiście 3/4 zrozumiałe jest tylko dla rodziców;)), nie wstydzi się w ogóle (ostatnio widziałam ją jak miała rok)...i jak do mnie przyszła, wlazła na kolana, przytuliła głowę do mojego policzka...ahh, coś cudownego!
    I tak się zastanowiłam, czy i kiedy swoje będę tak tuliła...

    Ściskam,
    b...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ten makaron to z robalami serwujecie czy jak? Tu 'maka' i tam 'maka' ;-) Hmmmmm...

    Uwielbiam takie zapiski, uwielbiam! M. cały czas tworzy i tworzy nowe słowa - każdego dnia coś. Jeden z moich ulubionych zwrotów to 'hauahaua sia!' czyli 'pies siad!' - nie mylić z 'hauahaua sio!' czyli 'pies idź!' ;-)
    O dziwo, pies bezbłędnie odróżnia te dwa polecenia! Co więcej, jest posłuszny M.!!! Zdecydowanie bardziej niż kiedy zwracam się do niego ja (po polsku!) ;-)

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  3. opowieść najlepsza. świetny ten Wasz świat.
    a gdy przekroczy się próg Waszego mieszkania to wsiąka się w niego po same uszy - nie da się inaczej - Ewka jest absolutnie wspaniała!
    i choć nie rozumiem zbyt wiele z jej języka, chyba dałam radę. i tylko mojego pępka widzieć nie chciała....ale za to klucze, kolczyki, krem i okulary były na tapecie...Ewka chyba lubi rzeczy na literkę "k"...w sumie co się dziwić, jej najlepszym kompanem jest przecież kot!
    a blond loczek i ta szpara między zębami sa po prostu urzekające!

    OdpowiedzUsuń
  4. łomatkoo, właśnie nadrabiałam zaległości czytelnicze w arkanach Twojego bloga i kiedy odnalazłam tę notkę poczułam dreszczyk emocji, czytałam, czytałam i... z przejęciem uczyłam się Ewkowego polskiego, porównywałam go z określeniami Leny i bez wstydu przyznam się, że pozazdrościłam Wam tego "nostalgicznego kap kap":) ale, póki co, zadowolę się Lenonowym kici kici;P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)