25 października 2011

11 Nowa jakość, kurde bele... :)

No wciąż mam kilka zaległych wpisów, ale kto by się tym martwił? Mój blog i moja zdziwaczała chronologia wspomnień ;) A tymczasem...
Od jakiegoś czasu przerabiam z Ewką nową jakość... spacerów! I nie chodzi o te jej rajstopki pod spodniami, ciepłe buty, szaliki i czapki (- ojej, a gdzie rękawiczki? - tam - pokazuje Ewka. wywaliła, bo nie lubi. i tyle. a łapska zimne). Rzecz również nie w tym, że ja w kurtce niemal po kolana, choć lekko przyciasnej i przykrótkiej. I w szaliku! I w kapturze! Rękawiczek póki co solidarnie z córą nie noszę... Na dodatek nie chodzi o to, że picie teraz w termosiku. Cóż to więc za nowa jakość? A wręcz REWOLUCJA?


Otóż. Na spacery nie zabieramy wózka! Nie że zawsze i w każdym przypadku, ale ostatnio coraz częściej :) Bo zdarza się, że jak wózek bierzemy to Ewa zamaszyście okazuje wobec niego niechęć. Robi popisowy numer - mostek, czerwienieje i dorzuca efekty dźwiękowe: - Nie, nie, nie, nie! I co? Ja niby mam to ciężkie cholerstwo znosić po to, żeby biegać za Ewką z pustym dyliżansem? No way!


Zatem biorę torebkę. Której pęka już pasek, bo wypchana jest po brzegi ewkowymi akcesoriami. Autko jest, kolorowa sprężyna, jakaś piłeczka, picie, przekąski, chusteczki, aparat, przekąski drugie, gąsienica na sznurku... Asortyment się zmienia, a torebka jak była ciężka, tak jest :) Zatem biorę torebkę. Cebulaście ubieram Ewkę. Ona nakłada sobie czapkę. I co, że tył na przód? Wiwat samodzielność! :) No i pędzimy!


Dziś na przykład spacer zaczęłyśmy od wizyty w sklepie. Bo mleko musiałam kupić. I ten sklep - wydawałoby się niedaleko, no nie wiem - 500 metrów? I gdyby potraktować przechadzkę jak przejście z punktu A do punktu B i założyć, że te dwa punkty łączy prosta... Wtedy wszystko byłoby proste! ;) A nie jest :) Bo spacer to pętelki, zakręty, trochę wstydliwości przed obcymi panami (- pa(n)? pa (n)?), trochę straszenia gołębi na trawniku (- gru! gru!), odnotowanie każdego samochodu (- brumbrum?), pokazanie samolotu, spadek formy w połowie drogi i wiszenie na nodze matki, cofanie się o dwa kroczki, próba zmiany kierunku, próba wtargnięcia na jezdnię, radosny pisk przy staniu na baczność i ten wiecznie wyciągnięty paluszek wskazujący... Nigdy nie szłam dłużej do tego sklepu! :) Ale i tak fajnie było! Nowa era, mówię Wam, nowa era...

11 komentarzy:

  1. nowa era Ewy!
    eh troszku smutno mi się zrobiło, że koleżanka fotologa porzuca :( bo dla tych zdjęć i wpisów tam (prawie) codzień pstryków wypatrywałam... zresztą to chyba był mój pierwszy śledzony fotolog... no ale jak nowa era! to nowa! pozdrawiam K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pstryk, Ty to zszyj ten pasek w torebce, bo nadejdzie era bez kolorowej sprężynki i co wtedy, no co?

    OdpowiedzUsuń
  3. ciągle i stale zazdroszczę ewie tak samo mocno świetnych ubranek i bucików - te czerwone skradły moje serce! i ta uszatka, pięknie pięknie!
    a liście w tym wydaniu, wykukujące z różnych blogów wyczarowują za każdym razem uśmiech - świetny pomysł, niby nic a jednak :)
    i dziękuje, mój informatorze, bez Ciebie żyłabym w nieświadomości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. MY już też raczej bez wózka Matyldy wybieramy się na spacer za to z wózkiem dla lalek i to jest masakra. Wracając nieść już zmęczoną Matylse i pchać mini wózeczek, można dostać niezłego garba. POzdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. A, no i się wie, że spodnie rewelacja? Że buciorki bożyszczowe? Że Ewulczita nieziemska?

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę żal fotologa, ale w sumie tu i zdjęć więcej, i opis dłuższy ;)

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  7. taaaa... samodzielność ubieraniowa u nas oznacza to, że rano jak do przedszko przychodzimy to w szatni siedzimy jakieś 20 minut a jak wracamy do domu to siedzimy w szatni nawet ze 25... bo czasami buty się założą nie na te nogi a Julinda uparcie twierdzi, że jest ok...

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo znamy to znamy!Lenon nie tylko chce dotknąć każdego obryzganego błotem auta, to jeszcze zmienia kierunki co 30 sek:) dziś więc w desperacji zakupiłam szelki spacerowe (za 8zeta) i "uwiązalam" bestię. Czas spaceru pozostał niemal bez zmian, ale wyeliminowano biegi przełajowe matki za dzieckiem:P

    OdpowiedzUsuń
  9. no to teraz już wiem, że to po prostu kolejny etap dorastania!!! Olka miała to samo... kompletnie nie było mowy o jechaniu w wózku :) Pocieszające jest to, że już niedługo będziecie zasuwały do tego sklepu o wiele, wiele szybciej hahaha... Miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastycznie! Nowe, nowe nadchodzi. Każdego dnia. Wszystko się zmienia - my po prostu starzejemy się, a nasze dzidziuchy rosną (one póki co się nie starzeją, choć może i my przy NICH też nie).

    Jest moc! Niech będzie z Wami!

    :) Piękne fotki i piękne czerwone buciki!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)