5 października 2011

12 Pociąg do pociągu

 Środa już? A jeszcze przed chwilą siedziałam w pociągu opóźnionym jedynie o 90 minut. I dziewczynka w różowym dresie pytała o Ewę: - Jeśli to dziewczynka, dlaczego bawi się samochodzikiem? I jedna pani za wszelką cenę chciała wcisnąć nam cukierka - zupełnie nie zważając na moje słowa, że Ewa cukierków nie jada jeszcze: - Jak nie jada? Niech je! Dziwne to! - pokrzykiwała klepiąc się po udach. I druga pani, która kiwała głową i szeptała: - Do trzeciego roku życia niech lepiej nie je słodyczy w ogóle... I pan obserwujący małą Ewę spacerującą z uśmiechem po szynobusie grzmiał z niesmakiem: - Gdzie chowane? Gdzie chowane? W Anglii? Widaaać! Tak bezstresowo!


No. Widać. Widać Ewka nie spełniła jego oczekiwań, nie siedziała cicho z buzią w ciup i nie udawała, że jej nie ma. A ona była! Była! Z przytupem! Z radosnym marszem i szerokim uśmiechem! Z zaczepianiem konduktora, który na wyświetlaczu telefonu komórkowego pokazywał jej zdjęcia swoich kóz i filuternie kręcił wąsa mówiąc, że na imię mu Adam :) Ewka z niegasnącą chęcią do robienia kuukuu pani siedzącej za nami (pozdrawiam Panią i dziękuję za te kuku, które sprawiało mojej córce tyle radości!). Napisałam siedzącej za nami? To my siedziałyśmy? ;)) Przez chwilę zaledwie. Przez chwilę na ciastko i na przeglądnięcie "Zwierciadła". - Pani, pani, pani - wyliczała Ewka stukając paluszkiem w poszczególne strony. A potem jeszcze na moment spojrzała przez okno, dała sobie pstryknąć szybkie zdjęcie aparatem w telefonie i fruuu biegła dalej, tylko czasem opierając się rączką o różne, wystające poza siedzenia, kolana ;)
I pomyśleć, że rok temu, w listopadzie 2010, podróż wyglądała tak:


Statycznie bardzo, prawda? Pamiętam, jak denerwowałam się przed tamtą podróżą! I myślałam, że wraz z doświadczeniem tych nerwów będzie mniej, ale... no nie ma ich mniej! :) Denerwuję się tak samo, bo każda podróż niesie ze sobą niewiadomą. Niby cel znany, ale droga, droga pozostaje zagadką :)

Kurcze, a miałam pisać post o naszych babskich dniach z Ewą! Bo zeszły tydzień w takie obfitował :) Nic to. Może następnym razem :) Tymczasem nie pozwolę, by plecak zbytnio się zakurzył. W poniedziałek znowu wyruszam. Pociągiem. Niech tylko opóźnień nie będzie! Bo jak będą to już Ewka sobie z konduktorem pogada! :)

12 komentarzy:

  1. w angli sie bezstresowo chowa? popatrz nie wiedzialam

    OdpowiedzUsuń
  2. no widzisz, spotkałabyś tego dziada, to wszystko by Ci powiedział :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie wiedziałam, że w Anglii panuje bezstresowy styl :D
    Odpowiedziałaś coś Panu? Mnie by język swędział, jakbym nie odpowiedziała! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. to nie był pan, z którym warto dyskutować, Kasiu :) zapytałam się, skąd wniosek, że bezstresowo ją wychowuje, to odpowiedział, że wszędzie łazi :D najwyraźniej obie jesteśmy bezstresowo wychowane, bo spacerowałyśmy razem ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. och nas też zamęczają batonikami czekoladkami i cukierkami ale się nie damy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Filip bezstresowo jeździł na kolanach na sali gimnastycznej w szkole podczas przemówienia Pani Dyrektor. Pozostali siedzieli na swoich miejscach.
    I kto miał większego stresa?

    Poza tym, że ja.... zdecydowanie czasem lepiej miec dziecko 'posłuszne' :]

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm, albo mi zjadło połowę tekstu, albo go niechcący skasowałam ;-) Wyjaśni się, jak zatwierdzisz! Najwyżej napiszę raz jeszcze!

    Buzi!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znoszę ludzi, którzy sądzą, że wiedzą lepiej, co może moje dziecko, a czego nie, kiedy iść, stać, jeść, wydalać, wstawać, siadać, mrugać, itd. Ludzie, co wam do tego???

    A to, że Ewa chodzi w pociągu - umie chodzić, więc niech chodzi! Brawo!

    A ten pan starszy głupoty wygaduje! Brrr, nie znoszę...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie potrafię zrozumieć, że znalazł się na tyle zgryźliwy Pan, że nie uległ urokowi Ewulczity;P beznadzieja! Lenucha całe szczęście (moje szczęście..)nie spotkała jeszcze takiego na swojej drodze;P każda moja podróż z Leną czy to pociągiem (dotychczas raz) czy to tramwajem (codziennie) wygląda tak jak Wasza, co oznacza zaczepianki, podśmiechujki, pokazywanki. Oporniaków i krytykantów nie spotykamy (tfu, tfu - żeby nie zapeszyć!). Wczoraj byłyśmy na zakupach galeriowych. W jednym ze sklepów pewna Pani powiedziała na nasz widok: "ooooo, to ten chłopczyk (!!!!) co tak fajnie gada w każdym sklepie:)".

    OdpowiedzUsuń
  10. No to napiszę raz jeszcze ;-)
    Że jakbym o naszych podróżach koleją czytała!
    Ostatnio obliczyliśmy, że M. podróżował pociągiem już ze trzydzieści razy chyba. Dalekobieżnym!
    Podróży samochodem nie liczymy ;-)))
    Na początku jeździliśmy w przedziale dla mam (tatusiów?) z dziećmi - superluksusowym, z przewijakiem i zasłonkami z Kubusiem Puchatkiem (zostały skradzione niestety, a z przewijaka ktoś wypiął pas bezpieczeństwa)!!! Teraz preferujemy wagony lotnicze, bezprzedziałowe! Te 'normalne' są za ciasne dla M. - dostaje w nich po prostu szału!!! A z ludźmi - wiadomo! Niektórzy sarkają, zdarzają się i komentarze ;-) Ale mam to w nosie! Nie przywiążę Dziecka do fotela!

    Z wytęsknieniem czekam jesiennej szarugi ;-) No bo skoro dopiero wtedy odpiszesz...

    Buziaki!

    M.

    OdpowiedzUsuń
  11. No proszę. Znowu są tacy co to lepiej od nas wiedzą. Najbardziej lubię Pana z geograficzną orientacją :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A co ci ludzie mają do dzieci chowanych w Anglii? Hę? Bezstresowe wychowanie, phi. Zależy u kogo ;-p

    Ładny post napisałaś :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)