10 listopada 2011

Jesienne kadry

Codziennie rano wyglądam przez okno i patrzę na mgłę. Czy to już dziś park powita nas łysymi drzewami, a  rześkie powietrze mocno zaróżowi nasze policzki? Czy to już dziś wszystkie liście wylądują w szczelnie zawiązanych workach i nie uda nam się w nich poszurać?
Przed 10.00 zbieramy się do wyjścia. Do torebki wrzucam drewnianą gąsienicę, przekąski i picie. Kurtka, buty, chustka na szyję. Czapkę Ewka ubiera sama. Nieco krzywo (bardzo krzywo!), ale ta jej samodzielność dodaje uroku najbardziej nieporadnym czynnościom. Wyruszamy. A już po chwili dołącza do nas słońce! A i liści na drzewach jeszcze odrobina. I lecą, lecą, lecą... :) Głęboki wdech i uśmiech w stronę jesieni :) Jeszcze zostało trochę liści, jeszcze słońce się z nami droczy, jeszcze mamy kilka chwil na radość z tego powodu...
 Z pełną świadomością, że to już ostatki. Bo już niebawem będziemy z Ewką wyglądać przez okno w poszukiwaniu śniegu. Bo może i ja za śniegiem nie przepadam, ale coś czuję, że Ewa go polubi... Rok temu patrzyła na niego najpierw z perspektywy gondoli, później ze spacerówki. Opatulona tak, że tylko oczy było widać!

A w tym roku... Taka samodzielna już! Chodząca, choć przede wszystkim biegająca! Na pewno śnieg polubi!

Szczególnie jak przyniesiemy z piwnicy sanki a wózkowi pomachamy na pożegnanie. I może nie życzę nam wielkich mrozów, ale śniegu, śniegu nam życzę. I robienia orzełka w śniegu! I lepienia bałwana! I rzucania śnieżkami nawet :) I tych momentów, kiedy wracamy zziębnięte, siadamy przy naszej rozżarzonej kozie i pijemy gorącą herbatę...
Ale póki co cieszymy oko jesiennymi krajobrazami. Spacerujemy po naszym ulubionym, opustoszałym parku, rozmawiamy - choć Ewa jeszcze małomówna, zbieramy liście... A M. zatrzymuje jesień w kadrach. Bardzo lubię te jego kadry z naturą w tytule...