29 listopada 2011

10 Poniedziałek

Ewulczita tłukła o podłogę plastikowymi pojemniczkami, które wyjęła z kuchennej szafki. Pomidory w puszce obryzgały mnie - jakże modną w tym sezonie (a nie?) - czerwienią. Bezy ociupinkę zaczęły się przypalać. O mały włos bym nie zdążyła! Ale zdążyłam. Przed powrotem M. z pracy. Wczoraj.
Bo wczoraj minęły dwa lata, od kiedy stanęliśmy przed panem z wielkim łańcuchem na szyi. Łańcuch był z bursztynami (zawsze tak jest? czy z racji tego, że to Gdańsk był?), a na jego końcu dyndał orzeł.

(i teraz zwątpiłam. to facet był? napiszę do M. i zapytam)

 Facet!

:)

Nie zwątpiłam za to w nas. Zatem dwa lata. Dziękuję i proszę o więcej :)

10 komentarzy:

  1. ..z bursztynami tylko u was


    najlepszego :))

    OdpowiedzUsuń
  2. bezyyy??? respect! też chcę umieć robić bezy!

    co więcej- też nie widziałam Pana z łańcuchem z bursztynami... jesteście wyjątkowi:)

    żebyś nie zwątpiła w Was nigdy!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaraz zaraz, jak to szło, "sercoszczypaśne"?;)

    OdpowiedzUsuń
  4. A! My z racji, że mieliśmy konkordatowy ślub, to nasz cywilny braliśmy w ...dresach:D Pojechaliśmy załatwić podpisy plus wniosek a tu okazało się, że w tym samym czasie jest klepana regułka cywilna:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje i wieeeelu więcej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękujemy!


    PS Marlaa - pierwszy raz robiłam! trochę za długo były w piekarniku lub mój piekarnik jakoś mocniej grzeje, ale ogólnie pycha :) trzeba się odważyć i próbować! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje! 2 lata to już COŚ! Oby kolejne i kolejne i kolejne... były jak najszczęśliwsze!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)