19 stycznia 2012

5 I tak codziennie... :)

- Ku-ku! - głos nie ma w sobie cienia senności.
(patrzę na zegarek, niecałe dwie godziny, może być)
Idę.
- Dzień dobry! (szeroki uśmiech)
Stoi w łóżeczku. Rumieńce ma. Oczka jeszcze maławe, ale nie oszukuję się - już po drzemce.
- Tam! Kotek! - wyciągnięty palec wyraźnie wskazuje, gdzie chce się znaleźć Ewa. I obok kogo usiąść.



No to idziemy.
Siada koło kota. Szczęśliwa. Tuli, głaszcze - aż do kresu wytrzymałości kota. Tramal ucieka.
- Uciekł - smutnieje dziecko. (na króciutką chwilę)
- Wyspałaś się? - pytam.
- Taaak!
- A co ci się śniło? - dopytuję.
- Dzidzia.
- A co dzidzia robiła? - nie daję za wygraną.
- Spać!



I tak codziennie nawiązujemy pogawędkę o tej dzidzi co spała :) Później Ewa chce kocyk i mniam-mniam. Siada wygodnie, przykrywam małe nóżki jej ulubionym kocykiem w słonie i przynoszę jakieś owoce :) Teraz mam chwilę na uszykowanie obiadu...

5 komentarzy:

  1. Żeby tak do naszego Nicnieroba dało się tak przytulić... no cóż, nie można mieś wszystkiego:D

    OdpowiedzUsuń
  2. 2-godzinna drzemka to całkiem nieźle jak na 1,5 roczniaczkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Emi- Tramaluch przeszedł metamorfozę, wcześniej też uciekał, a teraz wytrzymuje od 1 do 5 sekund :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)