24 stycznia 2012

Wczoraj i dziś. I fak ;)

Idę, idę. Skanuję podłoże. Wybuchowa ta nasza okolica, mina na minie*. Oczy mnie bolą od tego skanowania. A i tak kończy się tym, że albo ja wdepnę, albo ona. Dobrze, że plac zabaw ogrodzony. Tuptamy. I już (już?) jesteśmy na miejscu. Podnoszę głowę. Podnoszę brwi.
- Fuuuuckk - wyrywa mi się na widok, ekhm, iście wiosenny widok.
- Faaaakkkk - powtarza Ewulczita.

Nosz...

:)







Ale oczka wodne były wczoraj! Dziś już miniaturowe lodowiska. Kilka ewkowych upadków i jej ogromne niezadowolenie z powodu zmiany butów na cieplejsze (i jak się okazuje - mniej wygodne). I co teraz? Obciąć jej paluszki, by mogła chodzić w starych buciorach? ;)

* Poznań jest - za przeproszeniem - najbardziej obsranym miastem, jakie znam. A znam kilka miast! Mieszkałam tu i ówdzie dłuższe chwile. Tylko w Poznaniu w centrum miasta, na chodnikach, idziesz slalomem mijając psie (zakładam, że psie!) kupy. Ludzie, sprzątajta po pieskach, no!