23 lutego 2012

21 Darowanemu wypoczynkowi w zęby nie zaglądam ;)


Kiedy położę się na podłodze, na brzuchu, na płasko, Ewka skacze po mnie wołając: - Patataj! lub: - Hopsasa! Chwilę tę zaliczam do kategorii - odpoczynek. Wszak wiem, gdzie jest dziecko i co robi, zatem mogę się zrelaksować, zero stresu :)

Zdecydowanie bardziej wolę jednak czas pomiędzy 13.00 a 15.00, gdy - z mniejszymi lub większymi wyrzutami sumienia - zwisam z kanapy/piję kawę lub herbatę/czytam/surfuję no internecie. Ewa śpi, dom pokrywa się kurzem, a ja leżę :) Dziś z pożyczonym od Ew albumem i herbatą znalezioną między jego stronami :) I z ciastem o bardzo mało poprawnej politycznie nazwie ;)

21 komentarzy:

  1. Haha i o tym samym traktuje mój dzisiejszy post:-) U mnie to czas między 14 a 17 i też baaardzo go lubię:-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam to!!! Też tak ostatnio poleguję słuchając muzyki i przeglądając albumy, czytając książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się tak spędzony czas:D
    Szczególnie z Ewulczitę hopskającą po plecach- byleby te plecy moje nie były:D
    A ja lulam, bujam, zaglądam do wózka a tam giry pod sama budę i ino dupcia wystaje:/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ps. to mówisz, że po roku i 8 miesiącach można już położyć się PŁASKO na brzuchu???:D Dobrze wiedzieć!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimi@ - normalnie telepatia! :) dzięki za zaproszenie!

    Anuszka@ - czysty relaks, bosko, prawda? :)

    Zeza@ - dużo wcześniej można położyć się na płasko na brzuchu :) nie wspomniałam tylko, że brzuch nieco rozlewa się na boki :D ale to kwestia ciacha, a nie Ewki ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. No zazdrość mnie wzięła na to niepoprawne ciasto, no!

    OdpowiedzUsuń
  7. K8@ - UPS. zżarłam ostatni kawałek! ale mam przepis i on jest BARDZO prosty i potrzeba bardzo pospolitych składników :))) służę, jakby co!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet słowo relaks przy dzieciach nabiera innego znaczenia - mówię oczywiście o tych skokach po maminych plecach.
    Zazdroszczę tych 2 godzin. Moja mała w domu ma drzemki niestety 0,5 godzinne. Dłużej śpi na spacerze ale wtedy trzeba chodzić :/

    OdpowiedzUsuń
  9. aaale ciacho..chce przepis! bo o wypoczynku w dzień mogę tylko pomarzyć jak dziadkowie młodego ze sobą gdzieś zabiorą(jak np w tej chwili :D Od 1,5 roku nie śpi w dzień..po prostu mu się znudziło ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciasto CZEKOLADOWE!!! Przepis, dajta przepis Kobieto! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. a ja mam dzisiaj tak, że zaprowadziłam Julindę do przedszkola, z którego odbierała ją dzisiaj babcia... nie wiem co będą robić bo tata zgarnie ją jak skończy po pracy grać w kosza... ja natomiast walnęłam się z książką do łózka, poczytałam może 5 minut i obudziłam się 3 godziny później... wyrzutów sumienia nie mam, tłumaczy mnie pogoda :)

    p.s. założyłam Julindzie blogspota... zdjęcia będą, treści mało...
    konkinkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Olapi@ - może Cię to pocieszy, ale i Ewa miała taki okres, że w domu maksymalnie 40 minut, a na spacerze dłużej... potem się pozmieniało, na spacerze aktywność, w domu sen :) życzę długich drzemek!

    Monika@, Kasia@ i każdy zainteresowany - tu znajdziecie przepis, o tu - http://drobiazgidomowe.blogspot.com/2012/02/murzynek.html
    Przepis na naprawdę leniwych :D Nie musiałam nawet do sklepu wychodzić po składniki :)) I do tego smaczne!

    Jusia@ - dodaję do czytnika RSS :) pogoda jest okrutna, od dwóch dni na imię mi ZIEW :) ale w dzień nie umiem zasnąć :( tylko w ciąży umiałam i to w pierwszym trymestrze... ech...

    OdpowiedzUsuń
  13. PS już dwa razy robiłam to ciacho :) daję mniej oleju i mniej cukru, a i tak jest git :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jajek nie mam, jajek! Zawsze COŚ! :(

    battito...

    OdpowiedzUsuń
  15. Kasia@ - A Olo? Olo nie może się kopsnąć????

    OdpowiedzUsuń
  16. Ech, a ja głupia latałam za tym kurzem podczas synkowej drzemki, a teraz - kiedy zmądrzałam - to się drzemanie skończyło...

    OdpowiedzUsuń
  17. ja zamiast kakao dodaję rozpuszczoną tabliczkę gorzkiej czekolady. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Olga, pewnie skiknąłby. Tylko ja mam takie zboczenie, że nie lubię sklepowych jajek ;/ Nie to, że nie jadam. Jak jest wielki musss, to owszem, zakupię. Ale jak nie ma wielkiej potrzeby (pytanie czy ciasto czekoladowe nie jest WIELKĄ potrzebą dla Ciężarówki?!), to się wstrzymuję i czekam na zaopatrzenie w rodzinnych stronach. Wtedy wracamy z 30 sztukami jajeczek prosto z wiejskiego kurnika :))))

    battito...

    OdpowiedzUsuń
  19. Domagam się nowego posta, bo nie mogę już PACZEĆ na te smakołyki! :D

    battito...

    OdpowiedzUsuń
  20. Mama pisarka@ - no wiesz? kurz? phiiii :)

    Katjuszka@ - to w wersji de luxe :D w wersji: mam tylko kakao dodaje się kakaowy proszek :D

    Kasia@ - no tak, jajo jaju nie jest równe, jak masz możliwość i znajomy kurnik - trzymaj się tego :) z drugiej strony - ciasto bywa wielką potrzebą :D nowy wpis się tworzy, ale ponownie książkowy, nie wiem, czy CIę zadowoli...

    OdpowiedzUsuń
  21. Zadowala mnie każdy dodawany systematycznie, bo i systematycznie tu zaglądam. O! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)