14 lutego 2012

Dzień dobry!



Chwilę po 6.00 w moim łóżku wylądowała Ewulczita. Mleko wypiła, sapnęła, na boku się ułożyła i chwyciła mnie za rękę. Wewnętrzna eksplozja radości niemal rozerwała mi głowę: - Pośpimy jeszcze! Może nawet z godzinkę! Hurra! - pokrzykiwałam wewnątrz siebie, a na zewnątrz odgrywałam przedstawienie pt. Mamusia śpi, śpij i ty!
W kuchni M. bezszelestnie szykował herbatę. Cisza. Śpimy.

BUM!

Kot spadł. Z witryny. Ten gamoń tak długo mościł się na kartonie, że aż się na nim nie zmieścił i spadł.

Zesztywniałam. Dziwny ten huk, zerknę czy nic mu nie jest. Ostrożnie unoszę głowę. Po Tramaluchu śladu nie ma, pobiegł udawać, że to nie on właśnie spadł z szafy :) To ja się jeszcze położę.


 - Bam! Kotek bam! Bam! - krzyknęła Ewa, po czym spuściła nogi z łóżka i pomaszerowała sprawdzić, co robi tata. To se pospałam :)

Obchodzicie Walentynki? No to życzę udanych niespodzianek, romantycznych wieczorów, deszczu z serduszek :) Nam życzę miłego Tłustego Wtorku, bo dziś jemy pączki. Nie będziemy w czwartek w kolejkach stać! :)

PS Korzystając z okazji bardzo chciałabym prosić trzonowce drugie o wyrozumiałość... M. wyjeżdża, zostaję sama z Ewką i jeśli będziecie się, trzonowce jedne, dalej boleśnie wyrzynać zakłócając skutecznie sen Ewulczicie i wszystkim wokół, to jak M. wróci, to zastanie mnie gołą, biegającą po śniegu, z koralami z kociej sierści na szyi. Także trzonowce, odrobinę empatii, odrobinkę... ;)