12 lutego 2012

12 Ewa czyta o życiu księżniczki (Różowe życie, wyd. EneDueRabe)


Za moich czasów... ;) Modne były takie adidasy, co miały kilka par sznurówek w różnych kolorach. Najbardziej wypasione modele łączyły róże i fiolety! Jak ja zazdrościłam tych butów koleżankom! A nie miałam i należałam do mniejszości. Moja mama nie lubiła różu, preferowała KOLORY ZIEMI. Powtarzałam wtedy za Gabrysią "- Kolory ziemi mam w nosie!"*. A mama była nieugięta i konsekwentna. I powtarzała: - Kiedyś mi podziękujesz!

Doczekałaś się Mamo, dziękuję! :) Teraz przede mną misja, jak uchronić Ewkę od różowo-błękitnego podziału. Bo o ile nie mam nic do samego różu (szczególnie w wydaniu pudrowym, połączonym z gorzką czekoladą, mniam), to jednak odwracam wzrok, gdy widzę księżniczki od stóp do głów skąpane w żarówiastym różu, siedzące na różowym krzesełku (bo nic innego robić nie wypada), przy różowym łóżku zaścielonym różową pościelą, w księżniczki, rzecz jasna. Odwracam wzrok, bo mi smutno, ale to temat na inny wpis.


W misji wspierać mnie będzie literatura dziecięca :) Bohaterka Różowego życia Amandy Eriksson (Wydawnictwo EneDueRabe) pewnego dnia widzi różowy samochód, który bardzo jej się podoba. Ze smutkiem dostrzega, że ani w jej szafie, ani w pokoju nie ma nic w tym pięknym, według niej, kolorze. Zapytana dlaczego tak jest mama dziewczynki przyznaje, że nie lubi różowego, a na zmiany nie ma aktualnie pieniędzy. Dziewczynka dzwoni więc do dziadka... A dziadek? Przybywa z odsieczą! I nie jest to dziadek, który idzie na łatwiznę i w drodze do wnuczki wstępuje do marketu, by wykupić cały różowy asortyment. Dziadek przywozi maszynę do szycia, stare chusty, farbę itp. I wspólnie z wnuczką zaczynają tworzenie jej nowego, bardziej różowego królestwa. A przy okazji rozmawiają - o księżniczkach, oczywiście. A jak kończy się ta historia? Sprawdźcie sami do jakich wniosków dochodzi mała dziewczynka :)

(fragmenty ilustracji, Różowe życie, Wydawnictwo EneDueRabe)

Ewa wyciąga Różowe życie ze stosu swoich książek: - Ewa czyta - mówi i idzie na kanapę. Przy takiej samodzielnej lekturze liczą się dla niej trzy rzeczy - auto, dziadziuś i ubranka, które można wskazywać paluszkiem i nazywać. Lubię ją podglądać, jak tak sama czyta :) Kiedy czytam jej ja, siedzi raczej cicho i wpatruje się w strony książki**, a odzywa się dopiero wtedy, kiedy zaczynam pytać o różne obrazki. Myślałam, że jeszcze się nie skupi na Różowym życiu, ale bardzo się myliłam. Cóż, od jutra czytamy W pustyni i w puszczy :D

PS Ewka ma coś różowego, prawdziwą księżniczkę! Księżniczka Szeroka Brew zamieszkała z nami dzięki cioci Ewie, która znalazła ją w szamotulskim sh. Księżniczka  nie jest samotna, ma chłopaka Karatekę Szeroką Brew, ale o nim może innym razem... ;)


* Gabrysia jest jedną z bohaterek książki Kwiat kalafiora Małgorzaty Musierowicz. Zaczytywałam się w książkach z serii Jeżycjada! A teraz mieszkam w Poznaniu i bywam na słynnej ulicy Roosevelta :)
** a jak nie siedzi cicho to biegnie do stosu książek z okrzykiem - Inna! Inna! i taszczy kolejne tomiszcza :)

12 komentarzy:

  1. To wspaniale, że tak skutecznie zarażasz córeczkę swoją pasją. Wyrośnie z niej mądra księżniczka. A różowy i tak jest dla chłopców ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniale Ci idzie anty-rozowa misja... Tez nie popieram tego. Ale u nas chlopiec wiec mniejszy problem... A ksiazke chyba i tak kupie...

    OdpowiedzUsuń
  3. widzę bloga, czytam bloga, ładne zmiany, fajna książeczka, piękna Ewka, Jeżycjadę również kochałam, a różu też nie lubię w ilościach hurtowych:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale zazdroszczę Ci ul. Roosevelta!

    U nas róż przeplata się czasem, bo niektóre jego odcienie są nawet ciekawe w połączeniu z innymi dodatkami (no i - nie ukrywajmy - dlatego, że jest to najczęstszy kolor prezentów, które Amelinda otrzymuje), ale preferujemy inne barwy. Miłośnikami czerrrRrrwieni jesteśmy, więc bronimy się dzielnie przed różowatością :)

    Ciekawa książeczka!

    OdpowiedzUsuń
  6. A Julinda ma różowe gacie- wierzcie lub nie, ale prócz różu mają kota i cekin:D O matulu- sprawdziłam, maja jeszcze motyla!:D I w nich pomyka, co by nie było!
    Ps. Książeczka mi się baaardzo podoba!

    OdpowiedzUsuń
  7. A pojutrze Annę Kareninę :D (pięknie tu)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chcę taką, ja, ja, ja! :)

    Ja, battito... :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bosko! Doczytuję właśnie ostatnie tomy Jeżycjady, te wydane już po moim czasie nastoletnim. Nadal kocham te książki :) Fajna ta księżniczka, charakterna taka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. mój stosunek do koloru różowego znasz - lubię malinowy, brudny róż też...i fuksję...czasami pudrowy...ale raczej u innych, u siebie ewentualnie w dodatkach i to w ilości raczej niewielkiej.
    jakoś tak moja mama też kolory ziemi lubiła od zawsze, były więc brązy, zgniłe zielenie, kolor piaskowy...i czerwony, czerwony też był. a ja jako dziecko zdecydowanie bardziej lubiłam całą paletę barw poza różem, fioletem i ich odcieniami...naturalistka w tej kwestii ze mnie była, bo dzielenia świata na dziewczęcy i chłopięcy nie lubię...
    i nadal tak jest :)
    i w sumie jak tak pomyślę, to nie buntowałam się co do kolorów, moja siostra też nie...może i ewka nie będzie? i tak jak ja, miłość do brązów wyssie z mlekiem matki ;)
    a książeczka - wygląda świetnie, rysunki bardzo mi się podobają, a z opisu i treść bardzo ciekawa...
    Księżniczka Szeroka Brew - rewelacyjne imię jej dałyście! darzę ją wielką sympatią, trochę za to że łamie stereotypy...bo niby taka słodka, bo różowa ale minę ma trochę groźną, ta Brewka!
    teraz czekam na historię Szerokobrwistego Karateki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "Różowe życie" jest świetne! I jak widać zachęca do poznawania kolejnych lektur;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)