2 lutego 2012

Rzecz o gumce

Czasu pewnego na gałkach niektórych naszych szafek wylądowały gumki. Jak gumki, to i zabezpieczenia. Prawie pewne ;) Były już specjalne dziecięce zabezpieczenia, ale Ewa pozbywała się ich używając naprzemiennie siły mięśni lub siły mózgu. Rozpracowała je w trymiga.
Gumki smętnie sobie wisiały, będąc w założeniu granicą umowną. Nie zabezpieczały bynajmniej silnie żrących środków, a jedynie: a) ubrania mamy, b) ciasteczka, c) karton ze zdjęciami. Gumki zatem były taką nadzieją sfrustrowanej matki, której znudziło się wielokrotne układanie ubrań i prostowanie na kolanie zdjęć. I wyrywanie z paszczy dziecięcej nadmiaru ciastek, rzecz jasna.
I oto jak wygląda sytuacja dziś - kiedy gumki nie ma Ewka mówi, tfu wróć!, krzyczy: - Gumka! Gumka! Gumka! I nie przestaje, póki gumka nie wróci na miejsce :) A nie jest to łatwe, bo chwilę po okrzyku: - Gumka! pojawia się wskazanie winowajcy: - Kotek! Kotek!
A gdzie kotek posiał gumkę?




Tego nie wie nikt :) Moja kolekcja gumek bardzo się skurczyła, czasem - gdy mam ochotę związać włosy - szpetnie klnę pod nosem i niemal sięgam po jakąś recepturkę tudzież sznurek ;) A Tramal uśmiecha się pod wąsem :))
A swoją drogą - taka mała i już taka odpowiedzialna, zawsze o tej gumce pamięta ;)


UPDATE - grzebię w moim blogu od strony technicznej i dopiero uwidoczniłam rubrykę Obserwatorzy. UPS. jak ktoś ma ochotę, zapraszam! :)