21 marca 2012

Ewa czyta o nocniku. Tylko czyta, niestety ;) (Nocnik nad nocnikam, wyd. Nisza)


Zatem zadbałam, by w szufladzie zamieszkały miniaturowe majtki. Zatem nocnik kupiłam, taki co wygodnie dziewczynka może na nim usiąść. Ale przede wszystkim... Przede wszystkim dopilnowałam, by na warsztat trafiła odpowiednia literatura! :) I tak pod nasz dach trafiła książka Nocnik nad nocnikami (tekst i ilustracje: Alona Frankel, Wydawnictwo Nisza).

 

Mała książeczka o wielkich sprawach, można powiedzieć :) Nocnik nad nocnikami to książka niewielkich rozmiarów, takich... poręcznych! W sam raz do małych rączek, idealna lektura na dłuższe posiedzenie, jeśli wiecie, co mam na myśli ;) Ilustracje są proste, oszczędne. Kolory zdecydowane, wyraziste. Treść... akuratna ;)


Oto jest Basia, jest i mama Basi, pełniąca odpowiedzialną rolę narratorki :) Mama, trzeba przyznać, nie owija w bawełnę! I bardzo dobrze!
Basia, tak jak ty, ma ciało z wieloma pięknymi i praktycznymi narządami.
Głowę do myślenia.
Oczy do patrzenia.
Uszy do słuchania.
Ręce do obejmowania
i bawienia się.
Buzię do mówienia
i jedzenia.
Pipcię do
siusiania. 
Nogi do biegania.
Pupę do siedzenia,

a w pupie małą
dziurkę
do robienia kupki.*
Dalej mowa jest o tym, jak Basia była (i nadal jest) przewijana przez mamę. Jak ta zmienia brudną pieluszkę na czystą. W kółko. Ale... Pewnego dnia zjawia się babcia z wielką paczką, a w niej ukryte jest... bardzo dziwne naczynie!
Ten fragment Ewulczita bardzo lubi :)
Może to miseczka
na mleko dla kota?
Nie! To nie miseczka 
na mleko dla kota.
Pojawia się jeszcze kilka propozycji zastosowań dziwnego naczynia i za każdym razem Ewka odpowiada: - Nieeeee! :) Bo przecież wie, że to nocnik! :) W końcu i Basia dowiaduje się, do czego służy nocnik i z entuzjazmem zaczyna z niego korzystać. Całe szczęście Alona Frankel jest matką i wie, że nie samym entuzjazmem człowiek żyje ;) Zatem Basia, mimo najlepszych chęci, nie od razu umie korzystać z nocnika. Trochę próbuje, trochę używa jednak pieluszek. Ale przychodzi w końcu taki dzień, kiedy Basia odnosi nocnikowy sukces! A później zaczyna regularnie używać nocnika. Basia jest dumna, mama jest dumna, ja płaczę ze szczęścia... No z tym ostatnim to się zagolopowałam ;) W każdym razie jest happy end, co mnie jednak trochę podtrzymuje na duchu... Bo Ewka, póki co, na bakier z nocnikiem. Macie jakieś rady, jak zrobić z niej Nocnikową Królową? :)




W Nocniku nad nocnikami przeszkadza mi niewiele rzeczy, w zasadzie mogłabym przyczepić się do dwóch. Raz, że tylko mama te pieluchy zmienia! I nocnik przynosi babcia! Sfeminizowana ta wersja ;) Ciekawe kto pojawia się w Nocniku... dla chłopczyka** :) Bo jest i taka! Bohaterem jest tam Bolek :) A dwa - to dodawane gdzieniegdzie do ilustracji kwiatki, takie zupełnie nieuzasadnione treścią. No ładne są, ale rozpraszają mi córę! Jak już opowiadamy sobie o tych kupach, pieluchach i nocnikach a ona raptem zaczyna liczyć kwiatki... No to po ptokach, koncentracja idzie w siną dal :)

Cóż, może to i nie jest książka, której ilustracje nas zaczarują i na długo zapadną w pamięć. Może i mało poezji w jej treści. Może to książeczka przede wszystkim użytkowa, ale... Najlepszą rekomendacją jest dla mnie mała blondynka usilnie próbująca wcisnąć mi lekturę w dłoń i jęcząca: - Maamaaa, czytaaać!!! Plosę! Czytać! :)



Dziś po kolejnym maratonie na temat Basi i jej nocnika - wcisnęłam książeczkę za poduszkę (litości, córko!), wczoraj presji nie wytrzymał M. i kopnął Nocnik... pod kanapę ;) I choć Ewa uwielbia słuchać o Basi i nocniku, sama swój nocnik ignoruje i ostentacyjnie chowa się w kąciku (przy książkach!) robiąc sami-wiecie-co w pieluchę! :)


PS W tym temacie mamy również Nocnik Maksa (tekst: Barbro Lindgren, ilustracje: Eva Eriksson, Wydawnictwo Zakamarki), ale nie lubię jej za fragment, gdzie Maks krzyczy "Głupi nocnik!"... No nie pasuje mi to!

* czy to nie idealna, prosta lekcja anatomii dla malucha?  dziś czytałam na jakimś forum wypowiedź młodej mamy, która na kupę mówiła fu be be :D
** sprawdziłam, tam również tylko mama i babcia... gdzie te chłopy? :D