25 marca 2012

Farfocle codzienności


A kiedy jesteśmy na placu zabaw, z głową schyloną, czuwam. Mniej czuwam nad Ewką i jej chciwymi mackami, którymi zagarnia piasek do buzi, więcej nad zbliżającymi się niebezpieczeństwami. Na jedno szczególnie jestem wyczulona. W piątek na moment czujność straciłam i dopadła mnie.

Babcia Natalki.

Kiedy zatacza coraz węższe kręgi wokół mnie i Ewulczity, ja staram się mieć coraz bardziej niesympatyczny wyraz twarzy. Ale cóż to za przeszkoda dla niej! Oto jest, tuż obok. Wzdycham.
- A słyszała pani o tych nowych okolicznościach? Tej małej, co ją rodzice... No niby badają, no ale nie wiem, no jak można, jak można - załamuje ręce, oczy wznosi do nieba. - Natalka! - wrzeszczy - Natalka! - biegnie za uciekającą cwałem dziewczynką. Biegnie z bananem, co dwa kroki wtykając małej do buzi owocowy kawałek. Krzyczy w moją stronę: - Ona taki niejadek, to babcia się cieszy, jak kawałek zje! Natalka! Chodź tu, natychmiast!
Natalka nic sobie z niej nie robi. Ucieka, staje na karuzeli, spada z drabinek, w sekundę traci zainteresowanie wszystkim, każdym miejscem czy zabawą. Babcia Natalki odgrywa - tradycyjnie już - scenę rzekomego zainteresowania: - A ile ma Ewunia, Ewusia (cium cium)?
Odpowiadam: - 15 miesięcy, 17, 20, 21... Tylko odrobinę dziwiąc się, ileż można pytać. A odrobinę tylko, bo wiem, co nastąpi teraz.
Babcia Natalki wciąga powietrze, prycha nosem niemal i zaczyna: - Natalka jest zatem pięć miesięcy starsza! Widać różnicę, prawdaaaa? Widać! No Natalka powiedz wierszyk, zaśpiewaj piosenkę! Natalka! Natalka! - babcia biegnie za swoją wnusią, potykając się o swoje spuchnięte z dumy ego ;)


Tymczasem Ewa zmienia kierunek wędrówek, ratując mnie przed... słuchaniem, bo przecież większość czasu milczałam sobie, skoro babci Natalki nie potrzeba rozmówcy a słuchacza :)


***

Stoję w kuchni, myję naczynia. Ewka na swoim schodku-stołku asystuje. Ja nienaturalnie wygięta, przechylam się nad nią, płuczę talerze. Ona ma ręce po łokcie zanurzone, znalazła miarkę do mleka i stara się wypić brudną wodę z zalanej uprzednio patelni. Kot śpi w pustym kartonie. Ja coraz bardziej podenerwowana, ona wylewa z siebie potoki radosnych słów, pisków, wylewa też na siebie wodę czystą, brudną, pianę z płynu do mycia naczyń. W końcu nie wytrzymuję:
- Ewka! Weź... - brakuje mi nieco pomysłu, a na pewno argumentów -  Weź idź popilnuj kota! - kończę tryumfalnie.
Ewa zastyga. Patrzy na mnie z zaskoczeniem. Po czym bierze swój schodek-stołek i niesie w kierunku kartonu. Stawia stołek, mości się na nim, klepie rączką karton. - Ewa kota pilnuje - mówi powoli, a ja oddycham z ulgą i prostuję zmęczone plecy. Za kilka minut Ewa wykrzykuje: - Koniec kota, kot śpi! - zamaszyście zamyka karton, klepie go i wraca biegiem do mnie :)

(tu kot w wersji Tramal.rar :) w wiaderku)

***

A w sobotę wybraliśmy znowu na spektakl Teatru Atofri*. Tym razem był to Pan Satie, z rewelacyjną muzyką Erika Satie oraz efektami dźwiękowymi wydawanymi przez papier :) Szał! Bardzo mi się podobało (nie tylko mi, spektakl ten już niejednokrotnie był nagradzany, patrz WWW) :) Ewa przez większość czasu, jako jedyna z małoletniej widowni, czuła ból, że nie występuje u boku Beaty Bąblińskiej i Moniki Kabacińskiej, zatem co jakiś czas robiła mostek krzycząc: - Ewa bawi też! Ewusia też! Po około pół godzinie spektakl się skończył, a Ewa galopem ruszyła w sam środek  wydarzeń, rozkwitając w blasku reflektorów. Artystka :)


* WWW teatru - na stronie są też fragmenty przedstawień!
-