13 marca 2012

Francja elegancja, psia kostka! ;)


Przygotowania do wizyty kontrolnej u pediatry przebiegały dwutorowo. Podczas gdy ja jedną ręką suszyłam włosy (złorzecząc na opieszałość suszarki) a drugą starałam się namalować sobie twarz, Ewa skrapiała obficie perfumą - podwędzoną nikczemnie z łazienki - siebie i kanapę. Pardą-ę-ą. Sowicie lała per-fu-mą. Ciężkim zapachem wieczorowym...


Kanapa gotowa na imprezę, my gotowe na wizytę u lekarza. W poczekalni nie było chyba bardziej pachnącej pary ;) Najpierw byłyśmy my w chmurze perfum, długo nic i na końcu pozostali... ;) Uroczo. Na dodatek córa moja, ostoja spokoju, normalnie kwiat lotosu na tafli jeziora, zmieniła się w Panią Histerię, jak tylko zobaczyła, którymi drzwiami ma iść. Lekarce numer jeden gratulujemy i dziękujemy. W gratisie dała nam traumę miniaturowego człowieka, a pozostałym lekarzom pracę w szkodliwych warunkach. Well done!

Anyway. Po chorobie ni śladu. No może mały trop w postaci porannego kaszelku. Pediatra zadowolona, ja też. Czas zabrać się za skutki uboczne. Poważne skutki uboczne, czyli łóżeczkowstręt, rozwydrzenie i marudność całodzienną. Życzcie mi powodzenia! :)