10 kwietnia 2012

23 O mnie! Dziś o mnie :)

Siedzimy w aucie, z tylnej kanapy dochodzi regularnie -Ajajajku! Ajajakju! Wytężam ucho, wyciszam myśli. - Co mówiłaś, Ewa? - Siomłanlajkju! - krzyczy ta - Muzyka, muzyka, pani śpiewa!
I tak - zanim dojechaliśmy do lasu - musieliśmy posłuchać hitu Adele Someone like you jakieś sześć razy, potem drugie tyle w drodze na lotnisko (bo taki był program wycieczki). I nie pytajcie czy lubię tę piosenkę... No ileż można?! :)


Wycieczka wycieczką, las lasem a lotnisko lotniskiem, ale ja nie o tym miałam.


Jakiś czas temu blogowy Bebeluszek (KLIK) poczęstował mnie nagrodą One Lovely Blog Award. I ja bez komentarza tego nie zostawię! :) Ba, nawet wezmę udział w zabawie, w której jedną z zasad jest napisanie siedmiu rzeczy o sobie (tu szczegóły: KLIK).
Jednak udział mój ma także inne zadanie... Otóż w tego typu zabawach-łańcuszkach chciałabym wziąć udział po raz pierwszy i ostatni. Doceniam wyróżnienie (i bardzo lubię blog Bebeluszkowy!), ale... Po prostu boję się, że będę wciągana w tego typu inicjatywy częściej, a bądźmy szczerzy - aż tyle wolnego czasu nie mam (książki dla dzieci czekają na opisanie!). Na dodatek - nie wszystkie te wyróżnienia/wyzwania uważam za cenne i bardzo często, widząc tego typu posty na blogach, nawet nie czytam - o ulubionych serialach, filmach, kosmetykach...
One Lovely Blog Award jest trochę inną nagrodą. Wyróżnienie traktuję jako inspirację do posta o mnie, a że ostatnio mało takich bywa - dlatego biorę udział. I z przytupem dziękuję Bebeluszkowi :) Nie tylko za to, ale o tym napiszę jeszcze na koniec tej notatki :)

Zatem. Siedem rzeczy, których najprawdopodobniej o mnie nie wiecie...
  1. Nie pamiętam swojego dzieciństwa. Ogromna dziura w pamięci. Jakiś przebłysk, że przed domem stoi Maluch (czytaj Fiat 126p) na cegłach i że parapet niski. I nic. Kolejny przebłysk już ze szkolnej ławy w podstawówce... Myślicie, że to przez to, że moi bracia wchodzili do kołyski i bujali mnie, kiedy byłam malutka? Ja regularnie powtarzam, że to przez wielką rodzinną tajemnicę - adopcję ;)
  2. W szkole podstawowej (za czasów, gdy ta miała osiem klas) aktywnie działałam w sekcji dyskotekowej. To były imprezy! Tymi ręcyma wkręcałam jarzeniówki ultrafioletowe, "miksowałam" muzykę za pomocą dwóch odtwarzaczy CD, robiłam plakaty, bilety... Oczywiście nie sama! Ale byłam bardzo zaangażowana :) W żadnej szkole nie było takich imprez :) I do żadnej nie przychodziły drechy z miasta, by puścić na potańcówie gaz łzawiący :] W mojej głowie zostało mnóstwo dyskotekowych hitów z lat 90. Marna to muzyczna spuścizna... ;)
  3. A jeśli o muzyce mowa... Miałam teczkę z materiałami prasowymi o zespole Take That :) Taaakkk, taki boysband był :) I podobał mi się - o zgrozo - Mark Owen. Kiedy po kilku latach posłuchałam ich płyty, myślałam (o naiwności!), że w przyszłości mało powstanie tak słabej muzyki... Myliłam się! Wystarczy włączyć stację muzyczną typu Viva i już! Myślę, że biurowy hałas kserokopiarki i dźwięku telefonów bywa muzycznie ciekawszy, niż hity niektórych "dzisiejszych" zespołów.
  4. Potwornie boję się owadów. Nie próbujcie mi mówić, że one są małe a ja duża! Ja i tak JUŻ mogę być w jednym pomieszczeniu z pająkiem, a jeszcze niedawno to jakoś mniej mogłam :) Na studiach, kiedy odkryłam karaluchy w mieszkaniu, w którym mieszkałam - w dobę byłam już przeprowadzona do przyjaciółki (z jej pomocą i bazarowych toreb :D). I nic, że ponoć i na tej stancji pojawiły się karaluchy, a ona nocą zasłaniała je własnym ciałem, bym nie wariowała :D
    We wspomnianym wcześniej lesie (niczym Telimenę) oblazły mnie mrówki  i naprawdę długo tańcowałam piszcząc... Potem przypomniałam sobie, że te histeryczne zachowania pokazuję/przekazuję córce i zaczęłam przerabiać to w żart. To było wyzwanie!
  5. Gdy byłam już całkiem duża i pojechałam w odwiedziny do kolegów z Poznania... Poszliśmy do sklepu, gdzie "ujeżdżałam" wózek. W sensie, że na brzuchu na nim wisiałam. Dopóki ujeżdżałam, dopóty się spektakularnie nie wywróciłam. Zaliczyłam taką glebę, że wyskoczyłam z buta i pokazałam światu różową skarpetkę. Z jamnikiem. Nigdy nie byłam bardziej czerwona! I nigdy więcej nie "ujeżdżałam" wózka :D
  6. Nie mogę się zdecydować czy bardziej lubię kabanosy czy czekoladę... Myślę, że kabanos w czekoladzie mógłby być moim przysmakiem ;)
  7. Za pierwszym razem (tak, tak - dobrze czytacie) zakochałam się w M. przed kostrzyńskim Lidlem. Za drugim razem - przed kostrzyńskim dworcem (oba "razy" związane są z Woodstockiem). A potem zabrał mnie na romantyczny spacer, podczas którego chciał pokazać mi konstelacje, które w ogóle nie są widoczne o tej porze roku! A gdy wróciliśmy do namiotu... Okazało się, że nie mieszkają w nim już nasze plecaki. Okradli nas. Pożyczyliśmy śpiwór, pożyczyliśmy ręcznik, kupiliśmy szczoteczki do zębów i majtki. I zaczęliśmy od zera ;) 
I tak to. Tyle o mnie :) Nie nominuję nikogo, lecz jeśli ktoś ma ochotę podzielić się jedną lub kilkoma rzeczami z gatunku "Tego o mnie nie wiecie!" to ja z chęcią poczytam. Czujcie się zaproszone do udziału! :)

Babeluszkowi chciałam podziękować również za drobiazgi przesłane do mnie, gdy na Facebooku zostałam jej setnym fanem :) Według niej to drobiazgi, jak dla mnie - bomba! Bardzo mnie ucieszyła ta przesyłka, bardzo :) Dziękuję kolejny raz!


PS A a propos Facebooka... Tak się noszę z założeniem konta dla bloga, noszę i donosić nie mogę! Sama śledzę niektóre blogi właśnie przy korzystania z FB, ale bo ja wiem... Pomyślę jeszcze! :)




23 komentarze:

  1. fajnie, jak ja zaczynam "ujeżdżać" wózek natychmiast słyszę - mamooo! i Magdaa! Co tam skarpetki z psem, czy kotkiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co tam skarpetki czy ujeżdżanie, ale jak ja grzmotnęłam! pewnie w Poznaniu odnotowano wtedy mikro trzęsienie ziemi :D

      Usuń
  2. hehhe ja do dzis noszę smieszne skarpetki, kocham je i JUZ:P ja chyba niechce zeby moi znajomi czytali wszystko co napisze, musialabym sie kontrolowac bardzo:D!! pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo śmieszne skarpetki to śmieszna sprawa :)

      Usuń
  3. hahahaha, pękam !!! Olga chcesz się przyczynić do wywołania porodu przedwczesnego ??? :P
    A Ty wiesz że ja też się boję owadów, szczególnie ciem/ćmów czy jak tam je zwą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mua? mua? obiecuję więcej nie rozśmieszać ;) a przynajmniej do 38 tygodnia, co? :)

      ĆMYYYYY jak one dziwnie latająąąąą i jakie owłosione sąąąą aaaaaaaaaa! :D

      Usuń
  4. Take That :) Ace of Base, 4 Non Blondes :)
    ja staram się dzieciom nie przekazać lęku przed myszami
    ogólnie świetny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki!
      wymienione zespoły dają radę, znam mnóstwo dużo, dużo bardziej obciachowych :D

      Usuń
  5. No więc ja nic o sobie, ale podpisuję się pod dwoma punktami: owadami i tym jaka dzielna jestem, że moje histerie również przed dziećmi obracam w żart, a dokładniej w taniec, na co moja córka mówi, że przecież nie ma muzyki. Drugą rzecz należałoby opatentować bo po kabanosie zawsze jest czekolada i na odwrót, tak dla zmiany smaku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja - całe szczęście - jeszcze się nie dziwi, a tylko się zaśmiewa :) ale wszystko przede mną :)

      Usuń
  6. ja panicznie boję się dentysty! ostatnio jednak MUSIAŁAM pójść,zabrałam ze sobą syna ( 8 lat ) posadziłam go przed sobą,otworzyłam buzię i przeżyłam! dałam radę, nie mogłam już się wycofać,gdy patrzył na mnie z podziwem.Musisz z Ewą stawić czoła maleńkim zwierzątkom,to pomaga! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się bałam panicznie! ale wiedziałam skąd mój strach się wziął i udało się go przezwyciężyć w ubiegłym roku :) ależ byłam z siebie dumna :)
      masz rację, muszę podjąć kolejne wyzwanie, może na początek literatura o robalach, a potem one? ciary mam na samą myśl :D

      Usuń
  7. No, Olg, u mnie kabanos wygrywa:D No i fryzura na zdjęciu, że hej:D A sweterroza...no kurdele, widzi mi się bardzo!:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Olga, twoje siódemka jest jak pozytywna powieść, którą człowiek czyta jednym tchem i od razu "się wczuwa".
    CO tam dzieciństwo! Inne wspomnienia też są bomba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jednak przydałyby się z dwie przebitki z wczesnego dzieciństwa... :)

      Usuń
  9. W takim razie gorące pozdrowienia z Kostrzyna, gdzie obecnie spędzam czas w domu rodzinnym ;) na co dzień Zielona Góra ;) W swoim M. również zakochałam się w czasie woodstocku. Dziś oczekujemy syna ;) pozdrawiam Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piękne okolice :) TYLE wspomnień! :)) pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego, także w nowej roli :))) gratuluję!

      Usuń
  10. Dopiero odkopałam ten post! :D Dziękuję i ja! Opowieść siódmą czytałam ze łzą w oku. A wiesz, z USA jedzą bekon w czekoladzie, więc może i kabanosy też :) Dla mnie zdecydowanie kabanos. Ukochy stukrotne cynamonowo-jabłkowe, bo wiosna!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)