9 maja 2012

Chcieć to móc! Agata z przebieralni

A właściwie z "Przebieralni", bo mowa o magazynie, który niebawem ukaże się w sprzedaży... "Przebieralnia" to pismo shoppingowe dla rodziców i dzieci, które tworzy większości z Was pewnie znana blogerka - Agata z Little Boy in the Closet (KLIK).



Dlaczego ja tu o niej? A z dwóch powodów :) Po pierwsze - znam kilka dziewczyn, które się zaparły i robią coś, co sobie wymarzyły. Tworzą. Kombinują. Są przedsiębiorcze, pomysłowe, nie poddają się...
Pomyślałam sobie, że je Wam przedstawię w cyklu "Chcieć to móc!". Może którąś z Was to zainteresuje, a nawet zainspiruje do spełniania własnych marzeń! Z mojej strony to będzie dowód sympatii i wirtualny okrzyk: - Trzymam kciuki! :)
A po drugie... "Przebieralnia" to miejsce, w którym znajdziecie wielką-małą modę, trendy, inspiracje, porady, felietony, pomocne adresy sklepów i... słów kilka o książkach dla dzieci! :) A szeptać na temat dziecięcych lektur będą dwa duety: Zezuzulla i jej synek Jul (KLIK) oraz Olga i jej córa Ewucha (nie musicie klikać, to ja! :)).

A jak poznać, że ktoś ma naprawdę świetną zabawę przy ciężkiej pracy przybliżającej go do spełnienia marzeń? Ano zadajcie mu pytanie, jak to wszystko się zaczęło... Gwarantuję Wam, że opowieść nie będzie ani krótka, ani nudna. Ja zapytałam Agatę...


Poczytajcie, co mi opowiedziała :)
 Ciuszki dziecięce fascynowały mnie zawsze, chociaż głupio się do tego przyznać. Pamiętam swoje ubranka, zwłaszcza te z aplikacjami, które szyła dla mnie mama. Mogłabym je narysować ze szczegółami, tak bardzo zapadły we mnie i stały się chyba swoistym zaczynem fascynacji. Kiedy pojawiło się moje rodzeństwo, byłam już duża i kupowałam ubranka dla nich z całym namaszczeniem. Zawsze chciałam, żeby były wyjątkowe i niepowtarzalne. Butki dla mojego brata - fioletowe i z autkami na podeszwach wyłowiłam w komisie, podobnie jak ciemnoróżową jeansówkę, choć wtedy nikomu do głowy nie przyszło, żeby chłopaka ubierać w takie kolory. Oczywiście zrobił furorę :) Sukieneczek dla siostry też zawsze szukałam w jakichś nietypowych miejscach, np. Indiashopach. I to w takie miejsca zaczęłam ją zabierać, odkąd skończyła 8 lat :)

W ogóle w naszym domu estetyka była bardzo ważna. Na równi niemalże ze sztuką, książkami, muzyką. Moja mama jest architektem, ale po szkole plastycznej i mocno zawsze pilnuje kolorów, wzorów itd. Więc jakiś tam zmysł mi zaszczepiła. I tę potrzebę oryginalności. Sama też przerabiała wszystko, szyła. Moja babcia - mama taty - również. Przez większość życia zarabiała jako krawcowa. Haftowała. Robiła cuda na drutach. Tata też jest estetą. Modnisiem nawet ;) Chociaż był marynarzem, a nie artystą, ale można by pomyśleć, że to drugie. Uwielbiam jego styl. W zasadzie to na jego wzór ubieram swojego synka, a J. dostaje mnóstwo rzeczy od swojego dziadka :) Zawsze bezbłędnie dobranych.

A właśnie - kiedy zaszłam w ciążę, zaczęło się prawdziwe szaleństwo :D Pierwsza myśl o piśmie pojawiła się, kiedy mój synek urodził się za wcześnie i był tak malutki, że nawet te noworodkowe ubranka były na niego za duże, a przecież w coś go ubierać musiałam. Zamarzyło mi się wtedy pismo, w którym znalazłabym informację, co i gdzie mogę kupić. Np. ciuszki dla wcześniaka, bo szukanie rozmiaru 48 było okropnie czasochłonne i wymagające akrobacji, niemalże. Poza tym nigdy nie lubiłam chodzić na zakupy tak bezcelowo, a kiedy kupuje się dla dzieci, to i tak zwykle wiesz, po co konkretnie idziesz, czego brakuje itd. Dla siebie też korzystam z pism shoppingowych, które mi oszczędzają mnóstwo czasu i pomagają wyłowić to, co najładniejsze. Zwykle zaznaczam sobie w magazynie flamastrem, po co idę i dopiero ruszam na zakupy. Chciałam mieć taką pomoc także jako mama. Najpierw sobie marzyłam: a może pojawi się końcu jakieś profesjonalne czasopismo shopinngowe dla rodziców, a potem: a niby czemu ja nie miałabym tego zrobić. Kiedy J. skończył roczek i nie mogłam znaleźć dla niego rampersa do spania, bo w większości sklepów nie było odpowiedniej rozmiarówki, a on w piżamach spać nie chciał, pomyślałam, że pora koniecznie zabrać się za realizację pomysłu, ale co chwilę, coś mnie od tego odwodziło.
Ktoś właściwie. Ktoś rozsądny, kto mi mówił, że nie mam kasy, środków itd. Aż w końcu powiedziałam o tym siostrze, a ona tacie, a tata swojej żonie, a potem znajomym i nagle się okazało, że pomysł idzie od człowieka do człowieka i wszyscy są chętni, żeby tak czy inaczej pomóc. Po prostu wcześniej opowiadałam o nim niewłaściwym osobom, aż wreszcie trafiłam na grupę takich, którzy mnie zmobilizowali i okazali się motorem zmian. Więc najpierw siostra "pożyczyła" od znajomych dzieci i porobiła im zdjęcia, potem zgłosili się znajomi do pisania felietonów, potem żona kuzyna powiedziała, że się zajmie reklamą, a potem zadzwonił do mnie tata - że znalazł graficzkę :D No, i ruszyło. Założyłam wydawnictwo, zarejestrowałam pismo, zaczęłam rozmawiać z drukarniami. Napisałam do ciebie, i do Emilii, i uwierzyłam, że w końcu marzenie się zrealizuje :D
A pomysłów mam tyle, że mogłabym od razu z pięć numerów wydać, a nie jeden. Na szczęście mam jeszcze bloga i facebook ;)
I na koniec... Poza trzymaniem kciuków pomóc w spełnieniu marzenia można na przykład klikając w "Lubię to!" na fb lub przez rozpowiadanie o nowym piśmie znajomym! :) Poniżej obrazek odsyłający bezpośrednio na fanpage "Przebieralni" :)


PS I jak? Mogę czasem Wam kogoś przedstawić? :)