11 lipca 2012

33 Czytam, oglądam i... znowu czytam!

Biały prostokąt, mała mrugająca kreseczka. Siedzę przed monitorem. To znaczy udało mi się na chwilę usiąść i gorączkowo przywołuję myśli do porządku: - Prrrr! Stójcie! Nie zdążę was zapisać, jak tak będziecie pędzić!
Dzieje się wiele, choć pozornie nie dzieje się nic. Czyli jak zwykle. Gdybym miała teraz pisać jakąś naukową pracę, to niechybnie musiałoby to być coś w ten deseń: "Wpływ pogody na częstotliwość publikowania wpisów na blogu". A tak w skrócie, żeby jednak nie pisać 100 stron i nie musieć swojej teorii bronić w stresie i w garsonce - ma wpływ. A jeszcze jak po drodze zdarzają się wyjazdy... A potem niespodziewane odbieranie nadgodzin przez M. I na dodatek komputer w upały robi smutne: - Pyk! - i gaśnie... To właśnie robi się taka dziura między postami, która to szyderczo na mnie patrzy. Ta dziura. Patrzy i takie przeciągłe: - Pffff... - robi. Bezczelna.


Nie przedłużając. Na dobry początek powrotu do starych zwyczajów, czyli mniej więcej trzech postów tygodniowo, będzie o książce, o filmie, o pisarzu. Będzie o mnie. Dziś są moje imieniny, w prezencie daję sobie prawo do akapitów kilku na tematy okołoOlgowe.


O macierzyństwie - a to ci nowina - ostatnio czytałam (Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego, Joanna Woźniczko-Czeczott, Wydawnictwo Czarne). Czytałam i jakoś tak specjalnie się nie szokowałam ;) Ot, lekka lektura. Zmęczona odrobinę jestem tym odczarowanym macierzyństwem. Wiecie, tym "bez lukru". Może dlatego, że sporo już podobnych tekstów (tematyka) czytałam, a może przez to, że na własnej skórze doświadczyłam tych wszystkich emocji, frustracji, żalu. No macierzyństwa, ten tego, no :) Lubię sobie do mojego macierzyństwa wsypać jednak trochę cukru. Brązowego na przykład. Lubię pamiętać dobre dni, złe zapominam szybko. Dobrze jest. Mimo wszystko. Także czytałam lekko się uśmiechając i kiwając głową ze zrozumieniem. Moja mama czytała i się śmiała :) Jeden fragment tylko tu przytoczę, z dedykacją dla wszystkich wiedzących lepiej ;)
- Whatever works - mawia O., matka dwojga. - Macierzyństwo nauczyło mnie tolerancji - wyjaśnia. - Jeśli coś działa, jest dobre.
No bo spójrzmy na to wszystko bez biblii. Jedni noszą w chuście, inni nie. Cisiają lub śpiewają kołysanki. Jedni karmią piersią, inni z butli. A co tak naprawdę się liczy? Czy niemowlę jest wyspane, najedzone, zadowolone. Jeśli jest - to metoda działa. Whatever works. Zaufajmy.

A jak wybieracie filmy? Ja czasem idę ścieżką - za aktorami/aktorkami, których lubię i cenię. Tropem tym podążając, postanowiłam obejrzeć kolejny film z Michelle Williams. Padło na Take This Waltz (reż. Sarah Polley). I jak filmy oglądam raz, uznając, że tyle jest tytułów do obejrzenia, że szkoda czasu na powtórki, tak Take This Waltz widziałam już dwa razy. Kompozycja, zdjęcia, muzyka, tematyka - wszystko mi się podoba. Snuje się ten film, oj snuje! Nie każdemu się to spodoba. Ja nie mogę go z głowy wyrzucić! Kiedyś miałam tak z Closer (reż. Mike Nichols), Once (reż. John Carney), Sekretami (reż. Alice Nellis) czy Karmelem (reż. Nadine Labaki). Nie będę jakoś specjalnie Was zachęcać. Poczytajcie o Take This Waltz i sami zdecydujcie, czy w ogóle może Wam się spodobać tego typu film. 


Czytacie czasem fantasy? Baśnie? Albo przechodząc od razu do rzeczy - mówi Wam coś nazwisko Moers? Walter Moers? Dziś rano dostałam kolejną książkę jego autorstwa. I jak nigdy nie powiedziałabym, że jestem fanką fantasy, tak te książki lubię bardzo. Wpadła mi w oko recenzja pierwszej książki Moersa, która dumnie wypięła grzbiet na mojej półce (a było to Miasto Śniących Książek) - recenzja, która idealnie przedstawia także moje odczucia. Odsyłam tylko KLIK i znikam, zanim komputer zrobi smutne: - Pyk! - i zgaśnie ekran... :)

PS Zbiory okularowe nie moje :) Ale ładne stado, co? :) Zdjęcie z Take This Waltz pochodzi ze strony www.magpictures.com/takethiswaltz/

33 komentarze:

  1. :))))Fajny wpis....Wszystkiego naj imieninowo:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najlepszego! Gdyby Bobofrutka zostałaby jednak Olgą, to ominęłaby ją dzisiejsze imieniny, bo zawzięcie siedzi w swej brzusznej komnacie :)

    Ostatnim filmem, który w krótkim czasie obejrzałam kilkakrotnie był "Drive" z Goslingiem :D Ale nie, że jakoś specjalnie dla niego, nie, nie! Zdjęcia, muzyka...jak dla mnie rewelacyjny film!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pal licho, że przystojny - dobry aktor to jest, też go lubię :) a "Drive" wciąż przede mną :)

      Usuń
  3. Wszystkiego dobrego !!!! Dużo zdrowia, uśmiechu, fajnych podróży i więcej cudownych książek w domowym zbiorze :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz....
    Wszystkiego najlepszego!
    Widziałam ten film i przez pierwsze 20 min był dla mnie nudnawy... ale rozkręcił się i jestem nim zachwycona! Lubię takie niebanalne filmy :)
    Widziałas "blue valentine" ?? ryan gosling& michelle williams jak dla mnie duet idealny :) Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OCZYWIŚCIE, że widziałam :) świetne kino (i ponownie Gosling! :))

      Usuń
  6. Najlepszego!
    Już się zastanawiałam, gdzie się podziewacie.
    Macierzyństwo non-fiction właśnie do mnie leci - po Twojej recenzji mniej się cieszą. Za Twoją radą sięgnęłam po "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety" - nie awiodłam się. Dziękuję:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wracam do czytania, miałam dość długą przerwę. cieszę się, że wracam i że się nie zawiodłaś! :) co do "Macierzyństwa..." nie jest tak, że nie polecam tej książki :) bardzo dobrze się ją czytało, tyle że... po prostu nie miała takiej siły rażenia, o jaką ją podejrzewałam :)

      Usuń
  7. uściski imieninowe!:)

    filmem czuję się wyraźnie zachęcona, z Closer i Karmelem miałam podobnie, więc bez zastanowienia mogę sięgnąć...hmm... w wolnej chwili.

    o macierzyństwie non fiction nie czytywałam- poza doniesieniami blogowymi oczywiście- wychodziłam z założenia, że w wolnej chwili warto zmienić nieco tematykę, podobnie nie czytuję pseudo-psychologicznych popularnonaukowych poradników- nie potrafię ich strawić zwyczajnie.

    co porabiacie w upały, Dziewczyny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewka porabia to co zawsze - BIEGNIE. ja biegnę za nią, ale na pierwszy rzut oka widać, że ja w przeciwieństwie do niej - cierpię ;)

      Usuń
  8. To ja też dołączam do życzeń - Niech każdy dzień zaskakuje Cię czymś nowym i cudownym, a wszelkie marzenia spełniają się zanim je wypowiesz!

    I cieszę się, że już jesteście. Co do filmu to muszę zobaczyć, pytanie tylko kiedy, bo doby mi braknie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam ten stan, nawet z logistyką na pięć z plusem, doba wciąż trwa 24 godziny ;)

      Usuń
  9. Najlepszego :D a jak tam mam cukier puder :D nawet w tym moim macierzyństwie ;D bo mam kompletna sklerozę co do smutasowych chwil ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo lubię Michelle Williams, a tego filmu nie widziałam; Miasto Śniących Książek to wyjątkowa lektura, a okulary w kropeczki świetne:)

    witaj z powrotem:)

    dlanich.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Najlepszego! Eh, gdybym to ja miała czas obejrzeć jakiś dobry film! Gdy tylko go znajdę, skuszę się na któryś z poleconych przez Ciebie! Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Olguglo - najlepszego! Z małym opóźnieniem co prawda, ale od serca. ;)
    Film snuje się, ale włazi do głowy i wyleźć nie chce. No tak te filmy polecone od Ciebie mi robią! :)
    My właśnie spływamy! Dosłownie. Na kajaki lecimy i nie będzie nas tydzień.
    Trzymajcie się!
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  13. tez uwielbiam M. Williams - super zagrała w Blue valentine i Mój tydzień z Marilyn:)uwielbiam tez Once za muzykę i the frames. Nie widzialam jeszcze take this waltz, muszę to nadrobić. Co do fantasy ciągle czeka na mnie "gra o tron"

    OdpowiedzUsuń
  14. Spóźnione życzenia imieninowe:)
    Spełnienia marzeń!
    Zerkałam parę razy na książki Moersa,
    ale jakoś się nie skusiłam.
    Może jednak dam się namówić;)
    Film, o którym piszesz,
    obejrzę z wielka przyjemnością!:)

    OdpowiedzUsuń
  15. O tak i pogoda i reakcja dzieci na taką pogodę ma gigantyczny wpływ na ilość wpisów i ogólnie na czas jaki spędzamy w domu :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. ciesze się że Twoja blogowa twórczość się rozszerza. możemy czytać już nie tylko o Ewulczicie, o książeczkach i zabawkach, teraz odrobinę przybliżasz nam siebie. Postanowiłam zaprosić Cię do wspólnego po wspominania. Będzie mi ogromnie miło jeśli się skusisz :D
    ps. szczegóły u mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki za zaproszenie! co prawda nie jestem wielbicielką zabaw-łańcuszków, ale może uda mi się w najbliższym czasie jakiś wpis wspomnieniowy stworzyć :)

      Usuń
  17. Mnie też ostatnio dopadła blogowa dziura - głównie z powodu nauki. Ale od teraz mam mocne postanowienie przełamania tendencji spadkowej moich wpisów ;)

    PS. Też wybieram filmy po aktorach ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wzruszyłam się tym fragmentem, który przytoczyłaś. I teraz się zarumienię, ale a co tam - to ja jestem ta O. z cytatu (koniec coming outu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo jaaa! :)) jak do Ciebie zaglądam to... no lubię Cię! a teraz jeszcze z całej książki wybrałam fragment z cytatem z Ciebie! ale numer! :)) dzięki Ola za ten cytat, whatever works! :)

      Usuń
    2. to jest jednak trochę śmieszne zostac bohaterką książki:) Ale też i miłe.

      Usuń
  19. Widzę, że "Macierzyństwo non-fiction" ostatnio robi za główne czytadło w blogowym świecie matek :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Może i ja powinnam przeczytać? Z ciążowych lektur, to przeczytałam tylko "Ciężarówką przez 9 m-cy" i "Język niemowląt" :)

    Re: Dzięki, dzięki! Trzymaj kciuki, żeby przyszło szybko i poszło szybko, bo już ciąża donoszona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wysłałabym CI, ale aktualnie jeszcze mój egzemplarz w Berlinie jest, chyba że jak odrobinę się ogarniesz po "rozpakowaniu się" ;)

      Usuń
  21. Już wiem co ściągnąć. Zajawka bardzo mnie poruszyła...

    re: Gdyby Amelinda spała ładnie ze smokiem, to pewnie nie dojrzelibyśmy tak szybko do decyzji o pozbyciu się go, ale że to był istny koszmar - wyjścia nie było.
    Kokardka, most, kaczuszki - urocze pożegnanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. minęło trochę czasu a ona pamięta, gdzie sama wyrzuciła smoka i dla kogo :D

      Usuń
  22. a do wszystkich: dzięki za życzenia imieninowe! :))))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)