5 października 2012

Berliński czas, czas na piknik!

Za oknem raczej szaro, radio gdacze o deszczowym dniu - pora wrócić myślami do pewnej słonecznej niedzieli.



Nie jest tajemnicą, że uwielbiamy pikniki. Możecie nie wiedzieć, że mistrzynią w ich organizacji i dbaniu o detale jest moja mama. Na pewno jeszcze Wam nie mówiłam, że znamy takie piknikowe miejsce, które detronizuje nasz ulubiony poznański park. No tak, ale to miejsce jest w Berlinie :)
Spróbujcie to sobie wyobrazić - 90 hektarów zadbanej zieleni, w tym 10 hektarów jeziora. Pagórkowaty krajobraz, strumienie, wodospady, wszelkiego rodzaju ogrody (w tym stary ogród różany, miejsce kipiące daliami, zakątek tylko dla tulipanów, rodendrony itp.) i sady, place zabaw z prawdziwego zdarzenia - dla dzieci mniejszych i takie dla starszych, zagrody zwierząt przydomowych, holenderski wiatrak, w sezonie koncerty i kolejka wąskotorowa* ułatwiająca poruszanie się po parku, punkty gastronomiczne. Chyba nie muszę wspominać o zadbanych trawnikach, na których można do woli piknikować? :)
Jest czysto, jest pięknie, jest różnorodnie. I jest płatny wstęp, zaskoczenie? Dla mnie nie, obiekt jest świetnie utrzymany, a cena za bilet symboliczna. Dorosły płaci za całodzienny bilet 2 euro, dzieci od lat 4 do 14 - 1 euro (te poniżej 4 lat w ogóle nie płacą za wstęp). Dodatkowo, jeśli jest się z takim maluchem jak Ewucha, nie sposób nie skorzystać ze znajdującej się na zewnątrz parku wypożyczalni fantastycznych wózków (3 euro za cały dzień).
Zamiast ganiać od atrakcji do atrakcji - walaliśmy się po trawie, jedliśmy pyszności i korzystaliśmy z placu zabaw. Nie byle jakiego! Takiego z całym wodnym systemem - tamami, łychami do przelewania wody, wodospadami i jeziorkami. Bomba!
Zapraszam do oglądania stadka zdjęć, z góry przepraszając za jakość niektórych. Akumulatorki mi wtedy umarły w aparacie i korzystałam z aparatu w telefonie.










Gdyby ktoś wybierał się letnią porą do Berlina i miałby ochotę na piknik - strona informacyjna Britzer Garten TU, galeria zdjęć wszystkich atrakcji TU

Na deser jeszcze kilka kadrów z berlińskiego pobytu, ale już nie z Britzer Garten, tylko z najlepszej berlińskiej lodziarni i z pewnego "zwykłego" placu zabaw. Chciałabym mieć taki obok domu :)





PS I zooooom! Zoom na poduszkę z dzikiem i szarą koszulkę z myszką (oj, prawie w ogóle jej nie widać na tych zdjęciach!) - obie rzeczy zdziałane łapskami Zezuzulli KLIK, czapka Gapiszona zdziałana łapskami cioci Karoliny KLIK, czerwona bluza w malutkie kropeczki upolowana przez ciocię Stefkę KLIK Dziękujemy!

* ostatni wagon tej kolejki przeznaczony był tylko na przewożenie pustych wózków. takiego wagonu brakuje mi w poznańskiej Maltance czy pojeździe poruszającym się po Nowym ZOO.