13 października 2012

23 Kasztanowo. Konkursowo*



W domu mamy ich pewnie z pięć kilogramów, kolejne tyle w koszyku wózka i chęć na kolejne migoczące sztuki. Ulubione zabawki mojej córki spadają z nieba. Przynajmniej z jej perspektywy.
A pamiętam. Kiedy liście jeszcze w większości zieleniły się na drzewach, ale pierwsze rdzawo-rude i złociste zaczynały szurać pod nogami, wtedy mój tata nostalgicznie spoglądał przez okno i zarządzał: - Idziemy na kasztany!
I choć w pobliskim parku kasztanowców było sporo, co roku wybieraliśmy to samo miejsce, odrobinę na uboczu, przed internatem, który dziś zmienił się w błyszczącą siedzibę jednej ze szkół wyższych. Za murem, za bramą stały dwa kasztanowce i morze kasztanów do wyzbierania. Błyszczące i zmatowiałe, w łupinkach i bez, kasztany podwójne i trojaczki wyskakujące z jednej kolczastej kryjówki, te maleńkie niczym ziarnko fasoli i te całkiem spore, jak pokaźna śliwka węgierka. Zbieraliśmy je do koszyka, upychaliśmy po kieszeniach, gubiliśmy w drodze do domu.
A gdy było nam mało, tata szukał pokaźnego kija i strącał niezdecydowane okazy. Te, co już z ciekawością wyglądają poza łupinkę, łagodnie patrząc brązowym okiem. Nasz Bohater, Pan Kasztanów, Tata.
Gwóźdź i młotek i masa zapałek, z których tata usuwał siarkę. Co roku ruszała produkcja kasztanowych ludków. Ludzików, koników, piesków, kotków, gąsienic i pociągów.
I choć szybko matowiały, choć błyskawicznie pokrywał je kurz i gubiły gdzieś swój elegancki błysk – co roku powoływaliśmy je do życia, zupełnie zapominając o ich rychłym odejściu.
Rok temu, moja córka Ewa z uwagą wpatrywała się w brązowe kulki. Cofała rączkę przed kolczastymi łupinkami, gładziła błyszczące kasztanowe lico, testowała, czy te jesienne skarby, nie są oby jadalne.
Dziś siadamy na naszej ulubionej górce. W innym miejscu, w innym mieście. Wiatr wieje, liście szumią, a my czekamy. Pac, pac, pac! Lecą kasztany a ona biegnie: - Mamo, mamo! Mam! Trzy! – woła wyciągając rączki, które ledwo mieszczą pękate kasztany.
Czasem szukam kija i ciskam nim do góry. Przez chwilę jestem Panią Kasztanów, lecz zdecydowanie lepiej ta sztuka wychodzi tacie Ewy. Więcej siły, lepsza precyzja. Ja wtedy zostaję specjalistką do spraw bezpieczeństwa i czuwam, żeby główna zbieraczka kasztanów zachowała odpowiednią odległość od drzewa.
Zbieramy do kieszeni. Zbieramy do koszyczka. Do torebki. Do koszyka pod wózkiem. Schylamy się, podnosimy, pokazujemy sobie, liczymy. Kasztany spadają i nie dają nam wytchnienia. A w domu czeka młotek, gwóźdź, zapałki i cała masa postaci do stworzenia...












* ten tekst i ten zestaw zdjęć znalazł się w pierwszej dziesiątce w konkursie organizowanym przez blog Szafa Tosi KLIK bardzo się cieszę i jestem zaszczycona :) jeśli nie znacie bloga Szafa Tosi - koniecznie tam zajrzyjcie :)

23 komentarze:

  1. gratuluję! jesteście z Ewką debeściaki! nic dziwnego, że skradłyście serce jury:)

    OdpowiedzUsuń
  2. no, bo zdjęcia są piękne ;) super się bawicie

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja od razu dałabym Wam pierwsze miejsce!:D
    Boizuś, jakże te kasztany wypucowane przez Ewulczitowe małe rączki:D Lśnią jak szalone!:D
    A Szafę Tosi znamy dzięki Wam:D

    OdpowiedzUsuń
  4. To tez nasze wspomnienie kasztanowe, moje zwłaszcza :) Mój Tata był mistrzem Kasztanowym :) Gratulacje, je też bym Wam dała pierwsze miejsce i wcale nie tylko dlatego, że Was bardzo lubię :D

    OdpowiedzUsuń
  5. pięknie to opisałaś, jesteście super dziewczyny! gratulacje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja uwielbiałam z babcią w dzieciństwie zbierać kasztany!

    OdpowiedzUsuń
  7. Znamy, znamy już od dłuższego czasu :)

    Super historia, świetne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  8. widziałam :) jaka pierwsza 10?! to przecież 4 szczytne miejsce! brawo dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  9. Kasztany zawsze kojarzą mi się z sentymentalną podróżą do przeszłości. Do czasów beztroski. Wzruszająca ta opowieść! Gratki. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Suuper historia i zdjecia:)
    U nas niestety w pobliżu brak kasztanowców:(

    OdpowiedzUsuń
  11. Nostalgicznie się zrobiło...pięknie:)
    Serdecznie gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna opowieść!! Myślę, że jak najbardziej jesteś Kasztanową Mamą! Piękna historyjka. Ściskam!g.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratulacje!
    Ładnie napisane, a kasztanowe zdjęcia cudne:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bunia


    gratulacje my juz tez mamy spory zbór kasztanowych pamperków

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratuluję zajętego miejsca :-)) I to nie w pierwszej 10 .. tylko 4-go!!! to różnica znaczna :-)) Śliczna dziewczynka a kasztany też niesamowite.. u nas w USA nie widziałam ich nigdzie :-( choć podobno są .. ale ja nie spotkałam na swojej drodze żadnego jeszcze . Pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. a u nas bida w kasztanach:/ dziś jadę do teściów i zaatakuje pobliski park żeby stworzyć porządne kasztanowe ludki i korale z jarzębiny:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde pozostawione słowo! :)